Newsletter

Demokracja w czasach #fakenews

Redakcja Instytutu, 10.11.2017
Nie ma jednej, prostej metody walki z dezinformacją i fałszywymi informacjami, które coraz mocniej zalewają media internetowe. Najlepszym narzędziem jest edukacja, choć jej efekty przyjdą po latach

Sposoby walki z dezinformacją i fałszem w Internecie były tematem seminarium „Fake news i dezinformacja. Czy to realne zagrożenie dla demokracji?”, zorganizowanego 10 listopada przez Instytut Obywatelski, Fundację „Państwo Prawa”, Gabinet Cieni PO RP oraz Wilfried Martens Centre for European Studies.

Punktem wyjścia dyskusji były propozycje zmian prawnych, przedstawionych niedawno przez Ministerstwo Cyfryzacji. Zdaniem uczestników debaty, wiele z tych propozycji jest równie groźnych jak samo zjawisko, z którym ponoć mają walczyć. – Są bardzo niejasne, nieprecyzyjne – podkreślił poseł Arkadiusz Marchewka, w Gabinecie Cieni odpowiedzialny za cyfryzację.

Red. Bianka Mikołajewska z portalu informacyjnego Oko.Press zwróciła uwagę na to, że nieprecyzyjność zapisów projektu nowego prawa może umożliwić władzy blokowanie w Internecie treści, które są jej nieprzychylne. Czyli, innymi słowy, mogą zakończyć się cenzurą. – Jest w tym projekcie ustawy duża uznaniowość dla podmiotów, których dotyczy. To również zagrożenie dla tzw. watchdogów – tłumaczyła. Ale nit tylko o uznaniowość chodzi. Projekt prawa przygotowany w rządzie PiS stwierdza bowiem, że usługodawca, który świadczy usługę umieszczenia danej treści w Internecie  – np. tekstów napisanych przez niezależnych dziennikarzy – nie ponosiłby odpowiedzialności za skasowanie jakiejś treści z Internetu. Natomiast miałby ponosić odpowiedzialność za to, że jakaś treść zostanie zachowana, a potem się okaże, że była niezgodna z prawem. Łatwo sobie wyobrazić jak zareaguje na żądanie sformułowane przez organy władzy, by zdjąć materiały rzekomo – w opinii tejże władzy – nielegalne.

W Polsce dodatkowym utrudnieniem jest to, że „fake news” są produkowane przez media teoretycznie publiczne – coś, co wydawałoby się niewyobrażalne w jakimkolwiek kraju demokracji zachodniej. Bo przecież media publiczne, tak jak BBC w Wielkiej Brytanii, są tam uważane za wzorzec wiarygodności i rzetelności informacyjnej. – W normalnych kraju media publiczne są weryfikatorem. Jest ogólnie przyjęte założenie, że one weryfikują informacje – tłumaczył Krzysztof Luft, były członek KRRiTV.

Fake news wygenerowany celowo przez media publiczne może mieć długie życie. Jak tłumaczył Konrad Niklewcz z Instytutu Obywatelskiego, wiele popularnych serwisów internetowych (Wikipedia jest chyba najlepszym tego przykładem) tworzy nowe treści w oparciu o „sprawdzone źródła”. A ponieważ media publiczne zaliczają się co do zasady do takich sprawdzony źródeł, redaktor Wikipedii może paść ofiarą „fake news” celowo wygenerowanego przez medium publiczne w Polsce. Przedłużająć i multiplikując „fake newsa”.

W skali całego świata jednym z największych producentów fałszu rozsiewanego w celach politycznych jest Rosja. – Kto jest głównym aktorem w temacie? Rosja, Kreml. Putin. Chce osłabić kraje, które wspierają sąsiadów Rosji, dążących do demokracji – mówił Roland Freudenstein z Martens Centre.

Zagrożenie dla demokratycznych systemów jest więc realne – i ta konstatacja to pierwszy, potrzebny krok. Z rosyjską dezinformacją i masową obecnością „fake news” nie da się wygrać w dwa dni. Konieczne jest wiele różnych działań: większa odpowiedzialność i samo-regulacja czołowych platform internetowych (np. Faceboka czy Twittera), potrzebne jest wsparcie dla instytucji sektora pozarządowego, które „odkłamują” fake newsy, przede wszystkim potrzebna jest jednak edukacja. Dzieci, i seniorów, wszystkich obywateli. – Musimy się nauczyć jak oddzielić ziarna od plew informacyjnych – mówiła Alina Białkowska-Gużyńska. Wtórował jej prof. Tadeusz Kowalski: – Trzeba umieć szukać i weryfikować źródła.

Niestety, z każdym mijającym miesiącem, fake news będą coraz bardziej wyrafinowane. – Najgorsze dopiero przed nami. Dziś pojawiają się technologie, które umożliwiają sfałszowanie ludzkiego głosu, czyjejś wypowiedzi – przestrzegał Michał Boni, europoseł Platformy Obywatelskiej. – Wiara, że uda nam się to powstrzymać tylko za pomocą regulacji prawnych jest złudna – ocenił.

Zapis video z seminarium do obejrzenia na stronie Sejmu RP