Newsletter

Niższy wiek emerytalny kobiet, czyli kiedy uprawnienie jest obciążeniem

Janina Petelczyc, 11.10.2017
Obniżenie przez PiS wieku emerytalnego spowoduje, że świadczenie niektórych osób nie wyniesie nawet 20 procent ostatniej pensji, a znaczny odsetek emerytów nie nabędzie prawa nawet do emerytury minimalnej. W największym stopniu problem ten dotknie kobiety

Emerytury jako kluczowy element zabezpieczenia społecznego gwarantują, że w momencie przerwania pracy w starszym wieku były pracownik pozostanie niezależny i będzie mógł wieść godne życie. Jednak zmiany demograficzne i społeczne, które zaszły w ciągu kilku ostatnich dekad, a przede wszystkim te, które dopiero nadchodzą, sprawiają, że emerytury będą coraz niższe. W Polsce osób w wieku emerytalnym będzie przybywać, podczas gdy ze względu na ruchy migracyjne i niski wskaźnik urodzeń coraz mniej będzie osób w wieku produkcyjnym. To znaczy, że coraz mniej ludzi będzie łożyć na system emerytalny. Szacuje się, że w przyszłości stopa zastąpienia – a więc relacja emerytury do ostatniej lub średniej pensji z całej kariery zawodowej danego obywatela – znacznie się obniży. Trudno sobie wyobrazić spadek dochodów na starość nawet o połowę, tymczasem emerytura niektórych osób nie wyniesie nawet 20 procent ostatniej pensji, a znaczny odsetek emerytów nie nabędzie prawa nawet do emerytury minimalnej. W największym stopniu problem ten dotknie kobiety.

CC-BY-SA-3.0

Politykom sprawującym władzę trudno jest zmagać się z tym problemem, bo podejmowane działania – takie jak podwyższanie wieku emerytalnego czy podwyższanie wysokości składek – społeczeństwo przyjmuje z niezadowoleniem. Tym bardziej na krytykę zasługują ci, którzy odwracają reformy, które wielkim kosztem politycznym udało się wdrożyć w przeszłości.

Podstawą prawną obowiązującego dzisiaj sytemu emerytalnego w Polsce jest ustawa o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Osoby, które dobrowolnie (urodzone między 1949 a 1969 rokiem) lub przymusowo (urodzone przed 1949 rokiem) nie przystąpiły do nowego systemu, otrzymują emeryturę wyliczoną na podstawie systemu „zdefiniowanego świadczenia”. Oznacza to, że wysokość ich emerytury zależy od wysokości zarobków z wybranych lat kariery zawodowej, stażu ubezpieczeniowego oraz przeciętnej płacy w kraju. Natomiast osoby ubezpieczone na nowych zasadach otrzymają świadczenie w systemie tak zwanej zdefiniowanej składki. Wysokość ich emerytury będzie liczona według prostego równania: zgromadzony ze składek kapitał podzielony przez dalsze trwanie życia. Im większy mianownik, tym niższy wynik. Z powodu niestałości zatrudnienia, różnych umów, także nieoskładkowanych, okresów bezrobocia, urlopów, migracji, zgromadzony kapitał może się okazać niewysoki, a stopa zastąpienia – czyli pobierana emerytura – będzie coraz niższa. W gorszej sytuacji znajdą się kobiety, bo ich emerytury będą dramatycznie niższe od świadczeń mężczyzn.

Ekonomiczna dyskryminacja kobiet to fakt. Kobiety częściej niż mężczyźni otrzymują niższe świadczenia emerytalne i w większym stopniu są narażone na ubóstwo i wykluczenie społeczne. To nie tylko polski problem, pod tym względem wpisujemy się w ogólne trendy. Według danych Eurostatu ryzyko ubóstwa i wykluczenia społecznego w państwach Unii Europejskiej wynosi 16,9 procent dla mężczyzn i 20,1 procent dla kobiet w wieku 65–75 lat.

Tak zwana luka emerytalna[1], a więc różnica w średniej emeryturze kobiet i mężczyzn w krajach Unii Europejskiej, wynosi 39 procent. Najwyższa jest w Luksemburgu (47 procent) i Niemczech (44 procent), a najniższa w Estonii (4 procent)[2]. W Polsce luka ta wynosi obecnie 31,9 procent: średnia emerytura kobiet po waloryzacji z 2016 roku to 1 722,09 złotego, a mężczyzn – 2 525,67 złotego[3]. Stosowana w statystyce miara, jaką jest średnia, w przypadku systemów emerytalnych sprawia, że wyłania się problem nierówności świadczeń między płciami. Dzięki innej mierze statystycznej, dominancie, dowiadujemy się, jaką emeryturę pobiera się najczęściej. Według danych ZUS w Polsce kobiety najczęściej pobierają emeryturę w wysokości 1 472,92 złotego, a mężczyźni – 2 043,51 złotego[4]. Warto dodać, że tak duże różnice pojawiają się w sytuacji, w której w systemie emerytalnym wciąż jeszcze dominują osoby pobierające emerytury na starych, korzystniejszych zasadach.

W miarę jak coraz więcej emerytów będzie otrzymywać świadczenia wyliczone na nowych zasadach, przepaść będzie się jeszcze pogłębiać, przy jednoczesnym obniżeniu wysokości emerytur. Ten problem zaczynamy dostrzegać już teraz. Wszystkie dramatyczne doniesienia o niskich emeryturach dotyczą świadczeń przyznawanych na nowych zasadach. W październiku 2016 roku pobito niechlubny rekord: ZUS przyznał emeryturę w wysokości 4 groszy.

Nie wszyscy ubezpieczeni mają prawo do emerytury minimalnej, która od 1 marca 2017 roku, czyli po waloryzacji, wyniesie 1000 złotych. Problem polega na tym, że aby uzyskać prawo do minimalnej emerytury, należy wykazać się odpowiednio długim stażem ubezpieczeniowym. Docelowo miał on wynosić po 25 lat dla obu płci, ale wraz z obniżeniem wieku emerytalnego będzie wynosił odpowiednio 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn. Już w 2016 roku około 80 tysięcy emerytów nie miało uprawnień do świadczenia minimalnego. Od 2011 roku liczba ta wzrosła o ponad 200 procent. Także w grupie osób, które otrzymują emeryturę minimalną i niższą, większość – i to przytłaczająca, bo aż 95 procent – to kobiety. Kiedy podwyższono emeryturę minimalną do 1000 złotych (co było krokiem słusznym), zapomniano o świadczeniobiorcach – a właściwie w przeważającej mierze świadczeniobiorczyniach – najuboższych, ponieważ podwyższenie emerytury minimalnej przysługiwało tylko tym osobom, które już miały do niej prawo.

Polityka społeczna jest systemem naczyń połączonych. Wysokość świadczenia emerytalnego zależy więc nie tylko od tego, jak skonstruowany jest system emerytalny, ale także od tego, jak funkcjonuje rynek pracy, czy mamy zapewnioną odpowiednią profilaktykę zdrowotną (cóż z tego, że żyjemy dłużej; pytanie brzmi: czy żyjemy dłużej w zdrowiu? chorzy i niezdolni do pracy nie możemy pracować dłużej i nie odłożymy odpowiedniego kapitału), jak rozwija się polityka rodzinna, a nawet system edukacji.

Kilka czynników decyduje o tym, że nierówności materialne między kobietami a mężczyznami (niska emerytura jest ostatecznym dowodem na istnienie tego zjawiska) wciąż narastają. Po pierwsze, kobiety przeważają w sektorach, w których pensje są niższe. Na przykład w sektorze ochrony zdrowia (personel medyczny), opieki społecznej i edukacji, które charakteryzują się niższą średnią pensją niż dla ogółu społeczeństwa, 80 procent wszystkich zatrudnionych to kobiety.

Po drugie, wciąż niewielki odsetek kobiet zasiada na stanowiskach kierowniczych. Tylko 8 procent spółek giełdowych zatrudnia jako prezesów kobiety. Problem ten pojawia się we wszystkich sektorach – im wyższe stanowisko, tym mniej kobiet. Nie inaczej jest w administracji rządowej: choć ogólnie pracuje tam więcej kobiet niż mężczyzn, zajmują tylko 20 procent najwyższych stanowisk.

Po trzecie, kobiety częściej pracują w mniejszym wymiarze czasu pracy. Dzieje się tak nieprzypadkowo. Opieka nad dziećmi i innymi osobami (na przykład starymi rodzicami) najczęściej spada na kobiety. Brak sieci instytucjonalnej – wystarczającej liczby żłobków, przedszkoli, domów dziennej opieki itp. – skutkuje dezaktywizacją zawodową kobiet. Oznacza najczęściej przerwy lub znaczne obniżenie wysokości opłacanych składek i łączy się z dodatkową trudnością powrotu na rynek pracy.

Niższe pensje mogą być spowodowane także dyskryminacją bezpośrednią, czyli po prostu płaceniem mniejszego wynagrodzenia za te same zadania, w tych samych godzinach wykonywane przez mężczyzn i kobiety. Bariery, które sprawiają, że kobiety są w gorszej sytuacji na rynku pracy, wynikają także z polskiej kultury, tradycyjnego podejścia do ról płciowych i rodzinnych oraz procesu socjalizacji. W rezultacie kobiety mają mniejsze szanse na odłożenie kwoty zapewniającej im godny byt na starość.

Przy gorszej pozycji startowej kobiet obniżanie ich wieku emerytalnego przyczyni się do jeszcze większego pogłębienia nierówności. Powód jest prosty: kobiety będą miały aż o pięć lat krótsze okresy składkowe (a należy pamiętać, że ich składki są odciągane od średnio niższych pensji niż wypłacane mężczyznom) i aż o pięć lat dłuższe „dalsze trwanie życia”, przez które dzielona jest kwota składek.

Nawet jeśli rząd zapowiada, że zmiana ta nie jest obowiązkowa, jest niemal pewne, że większość osób skorzysta z niższego wieku lub zostanie do tego zmuszonych. Z danych ZUS wynika, że w momencie osiągnięcia ustawowego wieku na emeryturę odchodzi prawie 83 procent wszystkich ubezpieczonych. Kolejne 11 procent czyni to rok później.

Z problemem obniżania wysokości emerytur dotyczącym obu płci oraz przeciętnie niższych emerytur kobiet zmaga się większość rozwiniętych państw. Wiele z nich wprowadza rozwiązania, które mają odpowiedzieć na wyzwania demograficzne, ekonomiczne i społeczne.

Głównym światowym trendem jest podwyższanie, a nie obniżanie wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę. Żyjemy średnio dłużej i żyjemy dłużej w zdrowiu. Rozwiązanie wprowadzone przez rząd PO-PSL było więc krokiem w dobrym kierunku, a ponadto rozłożonym w czasie. Według reformy poprzedniego rządu pierwsza kobieta, która miała przejść na emeryturę w wieku 67 lat, urodziła się w październiku 1973 roku. Warto dodać, że nawet jeśli jakiś kraj z podwyższania wieku emerytalnego się wycofuje – często przywoływane są w tym kontekście Niemcy – to obwarowuje możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę dodatkowymi warunkami. W przypadku Niemiec jest to wymóg 45 lat stażu. To znaczy, że można stać się emerytem w wieku 63 lat, jeśli pracowało się bez przerwy od 18. roku życia.

Innym rozwiązaniem jest wprowadzenie realnie elastycznego wieku emerytalnego. Aby elastyczność była prawdziwa, trzeba zachęcać pracowników do pozostawania na rynku pracy i tworzyć im ku temu warunki. Ta zasada sprawdziła się w Szwecji, gdzie z pracy można odejść już w wieku 61 lat (niezależnie od płci). Jednak każdy ma świadomość, że im wcześniej odejdzie, tym niższe będzie jego świadczenie emerytalne. Wszyscy ubezpieczeni otrzymują bowiem co roku list od instytucji ubezpieczeniowej, w którym w klarowny sposób jest wyliczona wysokość emerytury w różnych wariantach, na przykład przejścia na nią teraz lub w kolejnych latach.

Szacuje się, że w Szwecji każdy rok pracy po 62. roku życia to nawet o 9 procent wyższe świadczenie. Jednak wiek emerytalny jest, paradoksalnie, najmniej ważny. Tym, czego zabrakło w poprzedniej reformie, która w Polsce ten wiek tylko podwyższyła, było odpowiednie zadbanie także o inne aspekty. Dlaczego bowiem w Szwecji faktyczny wiek przechodzenia na emeryturę jest wyższy? Ponieważ tworzy się kompleksowy system zachęt dla pracowników i pracodawców. W Szwecji wspiera się możliwości przekwalifikowania w każdym wieku. Funkcjonuje tam publiczny system edukacji dla dorosłych oferujący zaawansowane kształcenie zawodowe, dodatkowe programy edukacyjne czy szkolenia. Kształcenie to prowadzą głównie samorządy, a opłacane jest ze środków publicznych. Pracodawcy dostosowujący miejsce pracy dla starszego pracownika otrzymują specjalne dotacje, nie muszą za takie osoby odprowadzać podatku obciążającego płace (16,2 procent), a jeśli pracownik ma co najmniej 72 lata – także składki emerytalnej (10,21 procent). Specjalną ustawą z 2009 roku wprowadzono instytucje walczące z dyskryminacją, także starszych osób, na rynku pracy.

Dbałość o to, by ludzie dłużej pozostawali na rynku pracy, ma na celu zapewnienie wszystkim pracownikom wyższych świadczeń. By niwelować różnice między emeryturami kobiet i mężczyzn, część krajów wprowadza inne, dodatkowe rozwiązania. Są to na przykład kwoty w biznesie. Od 2004 roku w Norwegii w radach nadzorczych spółek publicznych musi zasiadać co najmniej 40 procent kobiet (lub mężczyzn, jeśli przewaga byłaby odwrotna). Zasada ta była wprowadzana stopniowo. Dzięki niej już 42 procent członków rad nadzorczych to kobiety.

Przeciwdziałać dezaktywizacji zawodowej kobiet można także, promując partnerski model rodziny i rozwój instytucji opieki. W niektórych państwach urlop rodzicielski jest dzielony na zasadzie „bierzesz albo przepada”. Na przykład jedna trzecia urlopu przypada kobiecie, jedna trzecia mężczyźnie, a jedna trzecia jest dzielona przez partnerów według uznania. Jeśli mężczyzna nie wykorzysta swojej części, kobieta nie może jej „przejąć” i rodzina na tym traci. Takie rozwiązanie może pozytywnie wpłynąć na aktywność zawodową rodziców, szczególnie matek. Sieć przedszkoli i innych instytucji opieki także sprzyja aktywizacji zawodowej rodziców.

Zawsze pozostanie jednak grupa osób, które nie wypracują sobie nawet minimalnej emerytury. W tej sytuacji należy rozważyć na przykład obniżenie wymogu stażu uprawniającego do minimum albo nawet wprowadzenie minimalnej emerytury socjalnej, a więc świadczenia o ustawowo określonej wysokości, które będzie przyznawane wszystkim obywatelom w określonym wieku, którzy nie spełnią kryteriów uprawniających do emerytury minimalnej. Na takim rozwiązaniu siłą rzeczy zyskałyby głównie najuboższe kobiety, czyli ogromna większość najmniej uposażonych emerytów.

Zmiany wprowadzone w systemie emerytalnym za czasów rządów PO-PSL były wyłącznie pierwszym krokiem, któremu powinny były towarzyszyć kolejne: rozwój polityki rodzinnej, wyrównywanie na rynku pracy szans grup poszkodowanych (w tym kobiet, osób starszych) czy nawet pewne zmiany w systemie edukacji, które niwelowałyby wiele stereotypów dotyczących ról płciowych. Zmiany te nie zostały wprowadzone, a obecny rząd, obniżając wiek emerytalny, może doprowadzić do ogromnego ubóstwa emerytalnego, szczególnie kobiet, w Polsce.

 

Janina Petelczyc – doktor nauk społecznych. Pracowniczka Instytutu Polityki Społecznej UW. Ekspertka do spraw zabezpieczenia społecznego. Współautorka raportu Sytuacja kobiet w systemie emerytalnym (Warszawa 2015).

Od redakcji: tekst pochodzi z 12 numer kwartalnika Instytutu Idei zatytułowanego (S)prawa kobiet

[1] Luka emerytalna (gender gap in pensions) jest liczona według równania
(1) x 100. Za pomocą tego wskaźnika można określić różnicę pomiędzy średnią emeryturą kobiet i średnią emeryturą mężczyzn, a więc to, o ile niższą emeryturę przeciętnie otrzymują kobiety.

[2] Francesca Bettio, Platon Tinios, Gianni Betti, The Gender Gap in Pensions in the EU, European Commission, 2013, s. 8, http://ec.europa.eu/justice/gender-equality/files/documents/130530_pensions_en.pdf (dostęp 15 marca 2017).

[3] Struktura wysokości emerytur i rent wypłacanych przez ZUS po waloryzacji w marcu 2016 roku, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Departament Statystyki i Prognoz Aktuarialnych, Warszawa 2016, s. 17, http://zus.pl/files/Struktura_po_waloryzacji_w_marcu_2016.pdf (dostęp 15 marca 2017).

[4] Tamże.