Newsletter

Kobieta domowa, czyli świat idealny według PiS

Paweł Kubicki, 14.09.2017
Polityka PiS, która stawia na dużą rodzinę, a nie pomaga łączyć pracy z posiadaniem dzieci niszczy kariery kobiet. Tymczasem Polki chcą mieć dzieci i pracować zawodowo. Takie działanie wzmocni jedynie model rodziny 2+1

„Nasz rząd zmierza do tego, aby w głównym nurcie postawić na politykę wspierającą rodzinę. My nie zastępujemy zasady gender mainstreaming, rozumianej jako równość praw i szans kobiet i mężczyzn, na rzecz family mainstreaming, ale chcemy poprzez family mainstreaming na pierwszym miejscu troski państwa postawić rodzinę. Z punktu widzenia rozwoju państwa rodzina jest tym obszarem życia społecznego, na którym nam wszystkim powinno szczególnie zależeć” –mówił minister Wojciech Kaczmarczyk, Pełnomocnik Rządu do Spraw Społeczeństwa Obywatelskiego i Równego Traktowania, tygodnikowi „Niedziela” z 8 czerwca 2016 roku[1].

Rodzicielstwo, a wraz z nim kwestie macierzyństwa, ojcostwa i wpływu obowiązków rodzinnych na pozostałe sfery życia społecznego i zawodowego, są jednymi z kluczowych obszarów zainteresowań badaczy społecznych oraz polityków[2]. Ostatnio dzięki programowi 500+ polityka rodzinna stała się także gorącym tematem medialnym. Nie da się też ukryć, że przyjęte w danym kraju rozwiązania prawne – w powiązaniu ze strukturą rynku pracy oraz przy uwzględnieniu uwarunkowań gender[3] – mają istotny wpływ na to, kogo uważamy za rodzinę, jakie role przypisujemy poszczególnym jej członkom, wreszcie, w jakim stopniu obowiązki związane z opieką i domem pozwalają albo nie pozwalają realizować się na innych polach[4]. Potencjalne konsekwencje takiego podejścia dla życia codziennego i zawodowego poniosą głównie kobiety.

Rozważając wpływ polityki rodzinnej na sytuację kobiet i mężczyzn, należy doprecyzować pojęcie rodziny i polityki rodzinnej, jak również wskazać potencjalne obszary interwencji państwa. Po pierwsze, podstawą polityki obecnego polskiego rządu nie jest wsparcie bardziej uniwersalnego rodzicielstwa, rozumianego jako sprawowanie opieki nad potomstwem w różnych konfiguracjach[5], ale wsparcie rodziny, i to definiowanej dosyć tradycyjnie, jako związku – najlepiej małżeńskiego – kobiety i mężczyzny posiadających wspólne dzieci.

Kolejna kwestia to rozumienie polityki rodzinnej. Odwołując się do rozróżnienia zaproponowanego przez Marka Rymszę[6], można ją postrzegać wąsko, jako jedną ze szczegółowych polityk społecznych. Można też interpretować ją horyzontalnie, jako ogół działań, które w jakimś, raczej pośrednim stopniu wpływają na sytuację rodzin. Z podziałem tym współgra rozróżnienie na politykę rodzinną bezpośrednią i pośrednią. Bezpośrednia skupia się wokół programów publicznych oraz towarzyszących im regulacji prawnych adresowanych wprost do rodzin. Tu mieściłoby się na przykład 500+. Polityka pośrednia to wszystkie pozostałe działania państwa i jego agend, które oddziałują na rodziny na zasadzie efektów ubocznych[7]. Takim przykładem mogą być regulacje dotyczące elastycznych form zatrudnienia czy podwyższenia ceny usług opiekuńczych. Ostatnim z zaproponowanych przez Rymszę wymiarów jest podejście podmiotowe, służące wzmacnianiu rodziny i jej autonomii, oraz przedmiotowe, mające na celu wywołanie jakiegoś wpływu na zachowania i postawy członków rodzin, gdzie wsparciem są objęte w większym stopniu poszczególne jednostki, nie zaś rodzina jako całość. W dyskusji o sytuacji kobiet najwłaściwsze wydaje się podejście szersze, analizujące ogół działań wpływających na sytuację kobiet w rodzinie i uwzględniające wielowymiarowość prowadzonej polityki.

Gdy patrzymy na oczekiwania państwa wobec rodziny, na pierwszy plan wysuwają się te związane z kryzysem demograficznym i starzeniem się ludności, stąd z jednej strony nacisk na wzrost dzietności, z drugiej – odpowiedzialność za opiekę nie tylko nad młodszym, ale i starszym pokoleniem. W ujęciu ekonomicznym rodzina odpowiedzialna jest głównie za kreowanie kapitału ludzkiego – w sensie ilościowym, czyli dając życie dzieciom, jak i jakościowym, czyli dbając o ich wychowanie i wykształcenie. Z perspektywy rynku pracy, jak i obowiązującego w Polsce systemu emerytalnego istotne jest też, by w miarę możliwości oboje rodzice pracowali. Nakłada to na kobietę podwójny ciężar związany ze sprostaniem zarówno obowiązkom rodzinnym, jak i zawodowym.

Odtworzenie założeń polityki rodzinnej, jak i szerzej polityki równościowej obecnego rządu Prawa i Sprawiedliwości, nie jest rzeczą łatwą. Nie ma bowiem żadnego spójnego dokumentu o charakterze strategicznym poświęconego tej tematyce. W tekście opieram się zatem wybiórczo na programie politycznym PiS z 2014 roku[8], w którym jeden z rozdziałów poświęcony jest właśnie rodzinie. PiS postulował w nim, poza sztandarowym programem 500+, między innymi wydłużenie urlopów związanych z opieką nad dzieckiem:

„Cel ten wprowadzać będziemy stopniowo. Docelowo chcemy, aby do ukończenia przez dziecko 6 roku życia rodzice, jeżeli zechcą, mogli korzystać z tej formy pomocy państwa. Koszty finansowania wydłużonych urlopów macierzyńskich i wychowawczych będą finansowane ze środków publicznych dla wszystkich kobiet” (s. 110; wyróżnienie moje).

Kolejnym cennym źródłem wiedzy są wypowiedzi medialne. Jedną z nich wybrałem nawet na wprowadzenie do niniejszego tekstu, bo moim zdaniem świetnie odzwierciedla dominującą w PiS ideę familializmu. Idea ta w dużym skrócie stawia rodzinę w centrum zainteresowania polityki publicznej jako podmiot uprawniony do różnego rodzaju świadczeń i usług oraz wspiera funkcje opiekuńcze rodziny/kobiety kosztem opieki sformalizowanej i instytucjonalnej.

Familializm – z perspektywy wyborów życiowych – wspiera kobiety nastawione na rodzinę i wychowywanie dzieci, czyli na przykład rodziny z trojgiem i więcej dzieci. Co ciekawe, wydaje się, że próby łączenia wielodzietności z pracą zawodową są dość rzadkie nie tylko z powodu obiektywnych trudności, ale też przekonań wielu matek, że powinny skupić się na rodzinie[9]. Familializm jest neutralny dla tych kobiet, które dzieci nie mają, za to najbardziej obciąża większość kobiet, które chcą się realizować zarówno rodzinnie, jak i zawodowo.

Elementem familializmu jest także wspieranie tradycyjnego modelu rodziny z mężczyzną jako jej głównym żywicielem. Nie znaczy to przy tym, a przynajmniej nie musi znaczyć, całkowitej rezygnacji z pracy, a jedynie ograniczenie bądź przerwanie jej na pewien czas. Oczywiście przekłada się to na generalnie gorszą sytuację kobiet na rynku pracy, większe ryzyko bycia ofiarą przemocy ekonomicznej[10], jak i w przyszłości niższą emeryturę.

To podwójne obciążenie jest też jednym z kluczowych powodów, dla których kobiety deklarujące chęć posiadania dwójki dzieci często kończą na jednym. Co istotne, familializm i obciążanie rodzin opieką opóźnia i tak od wielu lat odkładaną reformę systemu usług opiekuńczych oraz zmniejsza presję na rozwój opieki formalnej – zarówno nad małym dzieckiem, jak i osobą starszą. Jednocześnie zmiana tej sytuacji wydaje się mało realna, przede wszystkim dlatego, że działania na rzecz zwiększenia równouprawnienia byłyby odbierane przez obecny rząd jako zamach na rodzinę i promowanie „strasznej” ideologii gender.

Konsekwencją postawienia na rodzinę jest równoczesne osłabienie polityki na rzecz równouprawnienia, jak i zabezpieczania praw kobiet. Przykładem tego typu działań jest połączenie stanowiska Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Traktowania z nowo stworzonym stanowiskiem Pełnomocnika Rządu do Spraw Społeczeństwa Obywatelskiego[11]. Podobnie należy rozpatrywać krytyczne uwagi dotyczące obowiązywania tak zwanej konwencji antyprzemocowej[12] i postrzeganie jej jako zagrożenia dla tradycyjnej polskiej rodziny[13].

Jakiekolwiek zmiany obecnej sytuacji wymagałyby, po pierwsze, jasnego określenia celu. Dokąd dążymy, jakie rodziny i postawy wspieramy i co jest optymalnym wzorem rodziny? Czy chcemy rodziny partnerskiej, heteroseksualnej, z dwójką dzieci i obojgiem pracujących rodziców? Jesteśmy otwarci na wspieranie rodzicielstwa jako takiego w bardzo różnych konfiguracjach, w tym nieheteronormatywnych, czy może chcielibyśmy zmodyfikowanej wersji tradycyjnego związku, z mężczyzną jako głównym – niekoniecznie jedynym – żywicielem rodziny i kobietą opiekującą się domem?

Po drugie, jakakolwiek wizja powinna uzyskać ponadpartyjną akceptację na drodze konsensusu, gdyż podobnie jak reforma edukacji czy emerytalna wymaga stabilności i długiej perspektywy. Stabilności tej nie gwarantują reformy monopartyjne. Praktyka jest wprawdzie inna i nikt o taki konsensus specjalnie się nie stara, ale to znaczy jedynie, że kluczowe reformy obecnych władz mogą nie mieć większego sensu.

Po trzecie, z czysto praktycznego punktu widzenia zdecydowanie taniej można w Polsce wprowadzić rozwiązania na rzecz większego równouprawnienia, feminizując mężczyzn, niż maskulinizując kobiety. Rozumiem przez to nie pozbawianie mężczyzn atrybutów męskości, ale poszerzenie tradycyjnie pojmowanej roli mężczyzny o zadania zazwyczaj postrzegane jako kobiece.

W przypadku kobiet działania na rzecz podwyższania świadczeń czy wydłużania urlopów związanych z opieką podwyższają barierę opłacalności wejścia na rynek pracy, a z perspektywy pracodawcy czynią inwestycje w kobietę – w postaci szkoleń, awansów, powierzania kluczowych funkcji – bardziej ryzykownymi. Próby łączenia pełnego etatu w pracy zawodowej z drugim etatem domowym napotykają na prozaiczną barierę w postaci za krótkiej doby, i nawet różne formy elastycznego zatrudnienia mogą nie rozwiązać sprawy.

Zdecydowanie prościej byłoby balansować kobiecie pomiędzy obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi, gdyby częścią obowiązków obciążyć mężczyznę[14]. Nie ma co się łudzić, że mężczyźni jako zbiorowość obciążą się sami, dlatego taka zmiana wymaga przedmiotowej polityki rodzinnej. Jednym ze sposobów byłoby przeznaczenie obecnej części urlopu rodzicielskiego wyłącznie dla ojców, a tym samym wydłużenie obecnego urlopu ojcowskiego z dwóch tygodni do na przykład dwóch miesięcy[15].

Czy taka zmiana paradygmatu rodziny w kierunku rodzicielstwa i bardziej partnerskich, a przez to rozmytych ról płciowych jest w Polsce w najbliższym czasie możliwa? Moim zdaniem nie dziś, ale w nieco dłuższej perspektywie już prędzej. Obecnie zbyt wiele kobiet definiuje swoje poczucie własnej wartości poprzez sukcesy swoich bliskich. Są mentalnymi spadkobierczyniami seniorek, które na zadawane przeze mnie pytanie: „Co dobrego wydarzyło się ostatnio w Pani życiu?”, odpowiadają, że ich wnuczek czy córka dostali nową pracę, podwyżkę, skończyli studia. Dom to ich przestrzeń, w której odnoszą sukcesy i obawiają się utraty pełnej nad nią kontroli, choć i to ulega stopniowej zmianie wraz z pojawianiem się nowego modelu macierzyństwa[16]. Mężczyźni natomiast często swoją męskość definiują przez władzę i pieniądze, co wymaga postawienia na pierwszym miejscu pracy zawodowej, jak i posiadania przynajmniej honorowego tytułu głowy domu. Większe partnerstwo to osłabienie się na obu polach, a bycie zaangażowanym ojcem jest najłatwiejsze dla mężczyzn ze stabilną sytuacją materialną i sukcesami zawodowymi[17].

W niedalekiej przyszłości kluczem do równouprawnienia może się paradoksalnie okazać niepewna sytuacja na rynku pracy. Pokolenie prekariatu może się stać bardziej partnerskie niejako z przymusu, bo brak stabilności życiowej utrudnia osadzenie się w tradycyjnych rolach zarówno kobietom, jak i – w szczególności – mężczyznom.

Nieco anegdotycznie chciałbym też rozwiać obawy: wbrew tezom głoszonym przez „Newsweek”[18] na podstawie badań amerykańskich naukowców[19] równiejsze dzielenie się obowiązkami domowymi nie wpływa negatywnie na życie seksualne par, a przynajmniej nie współcześnie. Wprawdzie związek taki wykazano, ale na podstawie wywiadów realizowanych w latach 1992–1994. Nieco nowsze analizy, odwołujące się do danych statystycznych z 2006 roku[20], już tych wniosków nie potwierdzają; co więcej, równiejszy podział wiązał się też z większą deklarowaną przez badanych satysfakcją z życia seksualnego. Co przy okazji jest też kamyczkiem do dyskusji, w jakim stopniu atrakcyjność seksualna partnera jest zależna od czynników biologicznych, a w jakim – od kulturowych.

Na zakończenie stwierdzę, że współczesna polska polityka rodzinna negatywnie wpływa na szanse kobiet na rynku pracy i dyskryminuje kobiety. Stawiam też tezę, że postawienie przez PiS na rodzinę, a nie jednostkę i rodzicielstwo, wzmocni model rodziny 2 + 1 jako najpełniej pozwalający realizować się kobietom na wszystkich polach życia codziennego. Niestety, główną osią debaty publicznej nie jest to, jak z tą dyskryminacją walczyć, ale czy mamy w ogóle do czynienia z jakąkolwiek dyskryminacją.

Osią sporu stało się bowiem rozumienie ról męskich i kobiecych, jak i wizja rodziny oraz poniekąd filozoficznych podstaw całej polityki społecznej. Rozpatrywanie przez polityków ugrupowania rządzącego jednego modelu rodziny w kategoriach porządku boskiego lub naturalnego skutecznie blokuje jakąkolwiek sensowną dyskusję, a familializacja opieki nakłada na wszystkie kobiety – nie tylko te, które się z takim porządkiem zgadzają i go akceptują – funkcję opiekunki metaforycznego ogniska domowego. Najprostszym zaś sposobem na wyjście z przypisywanej roli, jak i znalezienie czasu na odgrywanie pozostałych jest ograniczenie planów prokreacyjnych. Stąd być może wysoka temperatura sporu o prawo wyboru w kwestii aborcji oraz dostęp do antykoncepcji jako jedne z podstawowych praw kobiet.

 

Paweł Kubicki – doktor nauk ekonomicznych (Szkoła Główna Handlowa w Warszawie) i magister socjologii (Uniwersytet Warszawski), adiunkt w Instytucie Gospodarstwa Społecznego SGH w Warszawie. Specjalizuje się w projektowaniu i realizacji badań społecznych, zarówno o charakterze jakościowym, jak i ilościowym, oraz analizach poświęconych polityce publicznej. Współpracownik organizacji pozarządowych działających na rzecz osób z niepełnosprawnościami i seniorów, w tym Centrum Badań nad Niepełnosprawnościami.

Od redakcji: tekst pochodzi z 12 numer kwartalnika Instytutu Idei zatytułowanego (S)prawa kobiet

[1] Polityka rodzinna zamiast gender, z Ministrem Wojciechem Kaczmarczykiem, Pełnomocnikiem Rządu do Spraw Społeczeństwa Obywatelskiego i Równego Traktowania rozmawia Artur Stelmasiak, Niedziela, 8 czerwca 2016, http://niedziela.pl/artykul/22734/Polityka-rodzinna-zamiast-gender (dostęp 17 lutego 2017).

Chciałbym zaznaczyć, że choć w artykule odwołuję się do literatury naukowej, ma on przede wszystkim charakter publicystyczny i jako taki powinien być oceniany.

[2] Zob. np.: Niebezpieczne związki: macierzyństwo, ojcostwo i polityka, red. Renata E. Hryciuk, Elżbieta Korolczuk, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2015.

[3] W akademickim, a nie potocznym rozumieniu tego słowa, to znaczy jako stworzone przez społeczeństwo role, zachowania, aktywności i atrybuty, jakie dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet.

[4] Anna Matysiak, Dorota Węziak-Białowolska, Country-Specific Conditions for Work and Family Reconciliation: An Attempt at Quantification, „European Journal of Population” 2016, Vol. 32, No 4, s. 475–510.

[5] Zob.: Niebezpieczne związki…, dz. cyt., s. 13–14.

[6]Marek Rymsza, Polityka rodzinna: cele, wartości, rozwiązania – w poszukiwaniu konsensualnego programu, „Studia BAS” 2016, nr 1 (45), s. 55–76.

[7]Tamże, s. 58–59.

[8] Zob. program PiS 2014: http://pis.org.pl/document/archive/download/128 (dostęp 17 lutego 2017).

[9]Anna Baranowska-Rataj, Anna Matysiak, The Causal Effects of the Number of Children on Female Employment – Do European Institutional and Gender Conditions Matter, „Journal of Labor Research” 2016, Vol. 37, No 3, s. 343–67.

[10]Agata Chełstowska, Małgorzata Druciarek, Aleksandra Niżyńska, Przemoc ekonomiczna w związkach. Diagnoza zjawiska i dyskusja o przeciwdziałaniu, Fundacja Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2015.

[11] Zob.: Pełnomocnik Rządu do Spraw Społeczeństwa Obywatelskiego, Pełnomocnik Rządu do Spraw Równego Traktowania, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, http://www.spoleczenstwoobywatelskie.gov.pl/pelnomocnik-rzadu-do-spraw-spoleczenstwa-obywatelskiego-pelnomocnik-rzadu-do-spraw-rownego (dostęp 17 lutego 2017).

[12] Zob. np. wypowiedź prezydenta Andrzeja Dudy sugerującego, by konwencji nie stosować: Prezydent: konwencji antyprzemocowej nie stosować, LEX, 3 lutego 2017, http://www.lex.pl/czytaj/-/artykul/prezydent-konwencji-antyprzemocowej-nie-stosowac (dostęp 17 lutego 2017).

[13] Zob. np. wpis na blogu Wojciecha Jasińskiego: Konwencja „antyprzemocowa” to uderzenie w polską rodzinę, Salon24, 6 lutego 2015, http://wojciechjasinski.salon24.pl/630106,konwencja-antyprzemocowa-to-uderzenie-w-polska-rodzine (dostęp 17 lutego 2017).

[14]OECD, Walking the tightrope: Background brief on parents’ work-life balance across the stages of childhood, 2016.

[15] Zob.: OECD, Parental leave: Where are the fathers? Policy Brief, 2016; Chris Clarke, Willem Adema, Valérie Frey, Paid Parental Leave, OECD Social, Employment and Migration Working Papers, 19 November 2015.

[16] Marta Olcoń-Kubicka, Rola Internetu w powstawaniu nowego modelu macierzyństwa, [w:] Być rodzicem we współczesnej Polsce. Nowe wzory w konfrontacji z rzeczywistością, red. Małgorzata Sikorska, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009.

[17]Paweł Kubicki, Przemiany ojcostwa we współczesnej Polsce, [w:] Być rodzicem we współczesnej Polsce…, dz. cyt.

[18] Dorota Romanowska, Sprzątanie albo seks, Newsweek, 18 listopada 2016, http://www.newsweek.pl/nauka/aktywnosc-seksualna-i-prace-domowe-w-zwiazku-newsweek-pl,artykuly,281117,1.html (dostęp 17 lutego 2017).

[19]Sabino Kornrich, Julie Brines, Katrina Leupp, Egalitarianism, Housework, and Sexual Frequency in Marriage, „American Sociological Review” 2013, Vol. 78, No 1, s. 26–50.

[20]Daniel L. Carlson et. al., The Gendered Division of Housework and Couples’ Sexual Relationships: A Reexamination: Housework and Sex, „Journal of Marriage and Family” 2016, Vol. 78, No. 4, s. 975–995.