Newsletter

Europejska „antypolityka” PiS. Raport Fundacji Batorego

Marcin Frenkel, 10.08.2017
Rząd PiS oparł swoją koncepcję polityki europejskiej na błędnej prognozie przyszłości. Populistyczna fala załamała się, Polska utraciła sojuszników na Zachodzie, nowych nie znalazła i sama zepchnęła się na polityczny margines

W minionym miesiącu ukazał się kolejny raport Fundacji im. Stefana Batorego monitorujący polską politykę zagraniczną[1]. Zespół ekspertów – w składzie Adam Balcer, Piotr Buras, Grzegorz Gromadzki i Eugeniusz Smolar – tym razem poddał analizie politykę europejską rządu Prawa i Sprawiedliwości. Jak sami autorzy podkreślają, w swoim opracowaniu (pod wiele mówiącym tytułem „W zwarciu”) skupili się na tzw. miękkim wymiarze polskiej polityki unijnej, czyli na wizerunku kraju, jego zdolności do budowania koalicji na rzecz zamierzonych celów i skuteczności w przekonywaniu partnerów do swoich racji. Eksperci badane zjawiska postrzegają w kategoriach procesu, gdzie obok bieżących – już dostrzegalnych – skutków istotne są również konsekwencje mogące się uwidocznić w najbliższych latach.

Błąd na starcie

Analitycy Fundacji Batorego zarzucają PiS oparcie koncepcji polityki zagranicznej na błędnej prognozie rozwoju sytuacji w Europie. Zaplecze intelektualne obozu rządzącego przewidywało bowiem, iż trapiący Unię Europejską w ostatnich latach kryzys instytucjonalny, zmasowany napływ uchodźców, a przede wszystkim Brexit wyniosą do władzy w kolejnych krajach ugrupowania niechętne projektowi europejskiemu i jego liberalnym wartościom. Tym samym procesy integracyjne zostaną zatrzymane lub wręcz cofnięte, a Unia – jeśli przetrwa – ograniczy się przede wszystkim do strefy wolnego handlu. W tym układzie Polska miała stanąć na czele grupy państw krytycznych wobec dotychczasowego modelu funkcjonowania wspólnoty. Stało się jednak inaczej. Brexit i zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA okazały się być dla Starego Kontynentu impulsem prointegracyjnym. Jak na razie nie spełniła się również wizja dojścia do władzy ugrupowań populistycznych i eurosceptycznych. Od czasu brytyjskiego referendum w żadnym z państw „dwudziestki siódemki” nie wygrało wyborów ugrupowanie kwestionujące sens dalszej integracji europejskiej.

Po co nam sojusznicy?!  

Jedną z najdonioślejszych zmian dokonanych przez rząd Beaty Szydło w kwestii polityki zagranicznej jest – jak to nazwali autorzy raportu – „rewolucja sojuszy”. Przejawiało się to przede wszystkim degradacją relacji z Niemcami i niemalże zamrożeniem kontaktów z Francją. Do 2015 r. zarówno Berlin jak i Paryż były kluczowymi partnerami Warszawy w polityce europejskiej. Za tym pragmatycznym wyborem przemawiała zarówno skala powiązań gospodarczych, jak i sprawczość tych państw na arenie unijnej. Dobre stosunki z tymi stolicami były też atutem Rzeczypospolitej w oczach partnerów z Europy Wschodniej. Po przejęciu władzy PiS zdecydowanie rozluźnił te bliskie więzi, licząc na zbudowanie alternatywnych sojuszy – przede wszystkim z Wielką Brytanią, Grupa Wyszehradzką i innymi krajami regionu. Wyjście Londynu z UE i dotychczasowe niepowodzenia w budowie „Międzymorza” racjonalność tej koncepcji postawiły pod dużym znakiem zapytania. Wydaje się więc, że należy mówić nie o „rewolucji sojuszy”, co o „rezygnacji z sojuszy”.

Lekceważenie instytucji unijnych  

Autorzy raportu zwracają uwagę, iż na pozycję Warszawy na arenie unijnej fatalnie wpływają napięcia z instytucjami wspólnotowymi (przede wszystkim z Komisją Europejską i Parlamentem Europejskim) w związku z zarzutami o naruszanie zasad praworządności. Uwagi i zalecenia tych instytucji są lekceważone przez polskie władze, a poszczególni urzędnicy unijni – krytyczni wobec działań PiS – atakowani są argumentum ad personam. Ten sposób działania polskiej dyplomacji niewątpliwie będzie miał swój negatywny skutek w rokowaniach w sprawie przyszłego budżetu UE, a także w wielu innych żywotnych dla Warszawy kwestiach.

Politycy skupieni wokół Jarosława Kaczyńskiego krytykują obecny system UE, jako zbytnio zdominowany przez Niemcy i Francję, a jednocześnie deprecjonują znaczenie instytucji unijnych, które w założeniu mają reprezentować interes całej Wspólnoty, a nie poszczególnych – w tym najsilniejszych – państw członkowskich. Zjawisko to dobrze obrazuje przykład z ostatnich dni – już po publikacji raportu – kiedy  Polska odmówiła podporządkowania się decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE nakazującego wstrzymanie wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Politycy PiS lekceważąc tą instytucję tworzą precedens, który w przyszłości może być wykorzystany przez inne państwa przeciw orzeczeniom korzystnym dla Polski (np. w sprawie Nord Stream 2).

Pętla sprzeczności

Kolejnym czynnikiem podkopującym sprawczość Polski w polityce unijnej jest brak spójnej wizji porządku europejskiego. Jak zwracają uwagę eksperci Fundacji Batorego, Warszawa zarzucając instytucjom unijnym niską efektywność, jednocześnie promuje rozwiązania jeszcze bardziej blokujące proces decyzyjny – takie jak np. zwiększenie pozycji parlamentów narodowych kosztem organów wspólnotowych, postulat głosowania w Radzie Europejskiej w najważniejszych sprawach przez aklamację, czy koncepcja „elastycznej solidarności” (możliwość wyłączania się danego kraju z udziału w wybranych politykach unijnych). Ten ostatni punkt nie daje się też pogodzić ze sprzeciwem rządu PiS wobec – coraz częściej podnoszonej – idei unii wielu prędkości (czyli zacieśniania integracji przez zainteresowane kraje).

Politycy obozu rządzącego deklarowali również chęć zwiększenia udziału rządów państw członkowskich w procesie kształtowania polityki unijnej – głównie poprzez wzmocnienie roli Rady UE kosztem Komisji Europejskiej. Jednocześnie zdają się być oni świadomi, iż wiąże się to z ryzykiem zdominowania Wspólnoty przez największe państwa. Jak na razie środowisku PiS nie udało się znaleźć wyjścia z tej sprzeczności. Chyba, że za rozwiązanie uznamy wyżej wspomniany – w praktyce paraliżujący UE – postulat swoistego liberum veto.

Oblężona twierdza

Autorzy raportu podkreślają, że stanowisko polskich władz jest skrajnie defensywne i niechętne wobec czterech kluczowych tematów dominujących w wewnątrzunijnej debacie. Zagadnienia te to polityka azylowa, klimatyczna, energetyczna i obronna. Ponadto Warszawa sprzeciwiając się przyjęciu wspólnej waluty zdaje się nie dostrzegać tego, iż po wyjściu Londynu ze Wspólnoty to właśnie w strefie euro będzie znajdować się centrum integracji.

Gabinet Beaty Szydło – łamiąc prawo europejskie i zasady solidarności – odmówił wywiązania się z przyjętych przez rząd Ewy Kopacz zobowiązań w zakresie relokacji uchodźców. Decyzja ta motywowana była głównie kalkulacjami w obrębie polityki krajowej. Podsycanie strachu przed uciekinierami z objętych wojną obszarów Bliskiego Wschodu i Afryki, a następnie prezentowanie twardego sprzeciwu wobec oczekiwań Brukseli, stało się dla PiS skuteczną metodą pozyskiwania poparcia społecznego.

Również stanowisko obozu rządzącego w sprawie unijnej polityki klimatycznej i energetycznej jest w dużej  mierze rozbieżne z poglądami podzielanymi przez unijną większość, która dostrzega wzajemne przenikanie się tych dwóch zagadnień: bezpieczeństwo energetyczne to nie tylko stabilność dostaw, ale również ochrona środowiska, a tym samym dbałość o życie i zdrowie obywateli. Tymczasem dla polskiego rządu ten drugi element to ekologiczna fanaberia uderzająca w kopalnie, których pracownicy są wpływową częścią elektoratu. I tak też PiS jednoznacznie opowiada się przeciw unijnym regulacjom ograniczającym emisję dwutlenku węgla do atmosfery.

Podobne zjawisko – przekładania interesu wąskiej części elektoratu ponad ogólnonarodowy – analitycy Fundacji Batorego dostrzegają w demonstracyjnie niechętnym stosunku polskich władz do europejskiej polityki obronnej. Jakkolwiek odnotowane jest, że motywy tego stanowiska są częściowo merytoryczne (obawy o osłabienie roli NATO), to głównym czynnikiem wydaje się tu być chęć ochrony polskiego przemysłu zbrojeniowego przed konkurencją z zagranicy. W krótkiej perspektywie strategia zapewnia krajowym fabrykom zbyt, jednak na dłuższą metę taki autarkiczny model jest szkodliwy. Producenci mają bowiem ograniczony dostęp do zachodniego know-how i unijnych funduszy a Wojsko Polskie do nowoczesnego sprzętu.

Podsumowanie

W ocenie ekspertów Fundacji Batorego wpływy i pozycja Polski w Unii Europejskiej przez ostatnie półtora roku zdecydowanie uległy osłabieniu. Władze w Warszawie skonfliktowały się zarówno z dotychczasowymi sojusznikami w Berlinie i Paryżu, jak i z instytucjami unijnymi. Jednocześnie nie udało zrekompensować tych strat zbudowaniem bliskich relacji z innymi partnerami. Wobec większości głównych tematów dyskutowanych obecnie na arenie unijnej Polska zajmuje pozycję defensywną – w kontrze do dominujących trendów. Krótkodystansowa ochrona poszczególnych przestarzałych gałęzi krajowej gospodarki (kopalnie, energetyka, przemysł obronny) góruje nad potrzebą modernizacji i dopasowania się do wyzwań globalnych. Aktywność naszej dyplomacji koncentruje się głównie na odpieraniu zarzutów o łamanie rządów prawa i demontaż liberalnej demokracji. Próżno też szukać nowych inicjatyw Warszawy na miarę Partnerstwa Wschodniego czy unii energetycznej.  O osamotnieniu Polski w Unii świadczy nie tylko stosunek głosów 27:1 przy wyborze Prezydenta Rady Europejskiej, ale też blisko jedna piąta ogólnej liczby głosowań w tej instytucji przegranych przez rząd B. Szydło[2], a przede wszystkim coraz powszechniejsze zaniepokojenie stanem praworządności nad Wisłą.

Utrzymywanie kolizyjnego kursu w kontaktach z unijnymi partnerami (zarówno z instytucjami, jak i poszczególnymi państwami) może doprowadzić do radykalnego zmniejszenia środków przewidzianych dla Polski w przyszłym budżecie unijnym i odsunięcia Warszawy od wpływu na kierunek ewolucji Wspólnoty. W skrajnym scenariuszu dojdzie też do nałożenia kar finansowych. Taki rozwój wydarzeń doprowadzi zapewne do problemów gospodarczych, na które aparat propagandowy partii rządzącej zareaguje kampanią zohydzającą Unię Europejską. Stąd już będzie tylko krok do ogłoszenia referendum na temat dalszego członkostwa we Wspólnocie. Jakkolwiek ewentualny Polexit byłby rozwiązaniem skrajnie nieracjonalnym, a – w moim przekonaniu – wręcz katastrofą na miarę rozbiorów, to przy obecnym poziomie rozgorączkowania polskiej polityki żadnego scenariusza nie można wykluczyć. Omawiany raport stanowi więc wezwanie do działania, aby nie spełniła się ta groźna ewentualność. Jest to też przypomnienie o olbrzymiej odpowiedzialności spoczywającej dziś na klasie politycznej.

Marcin Frenkel – doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, kończy dysertację na temat roli paryskiej „Kultury” w kształtowaniu polityki zagranicznej III RP. Stały współpracownik magazynu „Liberté!”.

[1] Raport jest dostępny do pobrania pod poniższym linkiem:

http://www.batory.org.pl/upload/files/pdf/W%20zwarciu%20-%20polityka%20europejska%20rzadu%20PiS_raport%20Fundacji%20Batorego.pdf

[2] Dla porównania w czasie drugiej kadencji premiera D. Tuska Polska była przegłosowana w 7,5% głosowań (str. 33 omawianego raportu).