Newsletter

Niewolnice znad Wisły

Joanna Solska, 25.07.2017
Drogi Polek i drogi Polski zaczynają się rozchodzić. Polki chcą żyć pełnią życia i być szczęśliwe, tak jak każda z nas to rozumie

Niestety, Polska usiłuje narzucić im model życia „po bożemu”, tak jak rozumie je nasz Kościół.

CC-BY-SA-2.0

W 1989 roku nie przyszłoby nam to głowy, ale bluźnierczą tezę feministek, że „prawa kobiet zostały sprzedane, Kościół dziś o nich decyduje”, niestety coraz mocniej potwierdza bogaty, zebrany przez ostatnie 27 lat materiał badawczy. Okazuje się, że w wolnej Polsce państwo niewoli kobiety bardziej niż PRL. Sporo czasu zajęło nam, kobietom, żeby to zrozumieć. Z odzyskanej przez Polskę wolności cieszyłyśmy się przecież jak z własnej; wydawało nam się, że ta druga wynika z tej pierwszej. Teraz jednak zaczynamy się buntować.

Nasze ambicje i zdolności nie różnią się od męskich. W boom edukacyjny młodzi obu płci rzucili się tak samo entuzjastycznie, kobiety może nawet bardziej. Miał gwarantować lepszą pracę i lepsze życie. Statystyki pokazują, że jesteśmy nieco lepiej wykształcone od mężczyzn, więcej wśród nas absolwentek wyższych uczelni – czyli na starcie do zawodowego życia obie płcie są równe, nawet z lekkim wskazaniem na kobiety. Zaraz potem coś z tą równością dzieje się złego.

Z najświeższych badań Polskiego Barometru Pracowniczego wynika, że młodych mężczyzn i młode kobiety najbardziej zaczyna różnić poczucie wykorzystania przez pracodawcę ich potencjału[1]. Satysfakcję z tego, że ich potencjał wykorzystany jest w pełni, odczuwa 44 procent mężczyzn w wieku do 24 lat i zaledwie 34 procent ich rówieśniczek. Jeszcze gorzej jest z oceną możliwości własnego rozwoju, szkoleń oraz nabywania nowych umiejętności. Wysoko ocenia je aż 46 procent młodych mężczyzn i tylko 35 procent kobiet. Awansu spodziewa się 41 procent pracowników i zaledwie 29 procent pracowniczek. Widać, że zaczynają się schody. Zawodowe szanse młodych kobiet maleją z powodu obawy pracodawców, że za chwilę mogą one zechcieć mieć dziecko. Po co więc w nie inwestować, skoro ze stopą zwrotu może być różnie? Po co je awansować?

A może dziewczyny są po prostu gorsze? Chyba jednak niekoniecznie. Gwałtowny rozwój zawodowy pań obserwuje się u nich dopiero w wieku 55–64 lata. Sporo kobiet dopiero w tym wieku decyduje się też na działanie w polityce. Bo odchowały dzieci i nareszcie mogą się spełnić zawodowo, rozwinąć skrzydła. Co ma do tego powtarzana przez feministki teza o sprzedaży praw kobiet Kościołowi? O tym za chwilę.

Zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn najważniejszą sprawą i sensem życia jest udane życie rodzinne. Zawsze tak było, a w ostatnich latach odczuwamy tę potrzebę jeszcze mocniej. W coraz bardziej niestabilnym świecie jedyną ostoją wydają się rodzina i przyjaciele. Takie priorytety, według TNS, deklaruje 65 procent kobiet i 62 procent mężczyzn[2]. Skoro największy w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz, a w tym przypadku akurat chcą, pozostaje tylko uzgodnić szczegóły. Tym bardziej że konsensus na poziomie rodziny wydaje się dzisiaj nieco łatwiejszy niż ćwierć wieku temu. Jako społeczeństwo staliśmy się bowiem mniej konserwatywni.

Z badań TNS wynika, że w 1994 roku dzieliliśmy się na dwie prawie równe części: 50 procent uważało że kobiety powinny być przede wszystkim matkami i żonami, a dopiero później mogą myśleć o sukcesach zawodowych; 46 procent przyznawało kobietom prawo do kariery zawodowej, nawet jeśli z tego powodu miałyby mniej zajmować się rodziną. Po 20 latach znaczna część polskiego społeczeństwa zezwala kobietom na aktywność zawodową nawet kosztem „zaniedbania” rodziny. Takie zdanie ma już 64 procent badanych. Przy ograniczeniu roli kobiety do bycia żoną i matką nadal upiera się 31 procent[3]. Nie wiemy, ile jest wśród nich kobiet, ale jeśli to ich wybór, należy go uszanować. Bo o ten wybór właśnie chodzi, chcemy go mieć. Odniosłyśmy sukces, zaczęłyśmy się emancypować. Dwa lata temu.

Dziś okazuje się, że chyba jednak był to sukces pozorny, tak samo jak ułudą staje się bardziej liberalny pogląd na rolę kobiet. Rzecz w tym, że coraz bardziej konserwatywne państwo nie pozwala społeczeństwu z konserwatyzmu się wyzwalać. Usiłuje nas wtłoczyć w model rodziny, którego większość z nas już nie chce, przestaliśmy go akceptować. To, że polskie społeczeństwo mniej przywiązuje kobiety do kuchni i dzieci, jest bardziej konsekwencją naszego otwarcia na Zachód, przyglądania się tamtejszemu modelowi rodziny, niż świadomej polityki państwa, lansującej partnerski model związku dwojga ludzi. Nasze państwo raczej kobietom robi wbrew, proces równouprawnienia płci usiłuje zahamować, a nawet odwrócić. Drogi Polek i drogi Polski zaczynają się rozchodzić. Polki chcą żyć pełnią życia i być szczęśliwe, tak jak każda z nas to rozumie. Polska usiłuje narzucić model życia „po bożemu”, tak jak rozumie je nasz Kościół.

Z taką sytuacją mamy do czynienia od początku wolnej Polski, choć najpierw był to błąd, polityką stał się potem. Błąd polegał na tym, że jedną z pierwszych ofiar transformacji padły tak zwane usługi publiczne: żłobki, przedszkola, szkolne świetlice. Miejsca, w których matki pracujące mogły zostawić dzieci, nie bojąc się, że coś im się stanie. I, co równie ważne, stać je było na ten wydatek, w dużej mierze dotowany przez państwo. Terapia szokowa polegała również na tym, że na żłobki i przedszkola pieniędzy zabrakło w pierwszej kolejności. Kościół jeszcze do tego ręki nie przykładał.

Wkrótce jednak to zrobił. Wpływowi Kościoła na polityków i ich labilności zawdzięczamy ustawę zakazującą aborcji i dopuszczającą ją tylko w kilku ściśle określonych prawem przypadkach (gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, płód zagraża życiu matki lub jest ciężko uszkodzony). Gdyby restrykcyjnej ustawie towarzyszyło uświadamianie dzieci, czym jest i powinien być seks oraz jak niepożądanej ciąży uniknąć, byłoby pół biedy. Jednak Kościół, rękami związanych z nim polityków, zadbał o to, żeby dzieci w szkole o grzesznym ciele wiedzy nie posiadły. Czerpią ją z internetu.

Z każdym rokiem ideologiczny wpływ Kościoła na prywatne życie obywateli staje się coraz potężniejszy. Szpitale odmawiają aborcji nawet wtedy, gdy prawo ją dopuszcza. Cierpienia matek, skazanych na urodzenie dziecka bez mózgu, które z kolei skazane jest na męczeńską śmierć, chrześcijańskich sumień nie porusza. Klauzulą sumienia zasłaniają się nawet aptekarze, chcący przypodobać się proboszczowi odmową sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Ostatnio musieliśmy przełknąć wisienkę na torcie: minister zdrowia zakazał sprzedaży bez recepty tabletki „dzień po”… W powietrzu wisi całkowity zakaz aborcji!

Politycy, straszący islamskim terroryzmem, wobec polskich kobiet zachowują się jak islamscy radykałowie. Liderzy Platformy Obywatelskiej obiecują obronę kompromisu aborcyjnego, czyli obecnej ustawy, ale brzmi to trochę, jakby robili łaskę albo kpili. Do obalenia rządu Prawa i Sprawiedliwości niezdolne wydają się dziś wszystkie partie opozycyjne, ale mogą to zrobić kobiety. Do tej pory traktowaliście nas jak żabę, która nie zauważa, że woda w garnku, do którego została wrzucona, zaczyna się gotować. My już zauważyłyśmy. Młodzi wymyślili słowo „wkurw”. Kobiety coraz częściej go używają.

Politycy, do was teraz mówię: pozwoliliście sobie dyktować politykę społeczną, która stopniowo podgrzewała wodę w kociołku z nami, kobietami, w roli żaby. Za rządów PO-PSL jeszcze nie była gorąca. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, można nawet powiedzieć, że wręcz chłodna. Wprowadziliście nawet urlopy ojcowskie, umożliwiające cieszenie się nowo narodzonym potomkiem także tatusiom. Ale żeby ojców bardziej stanowczo zachęcać do skorzystania z tej możliwości, jak to robiono w innych krajach – to już nie! Tak daleko Platforma się nie posunęła. Robiła rodzinie dobrze, coraz bardziej dyskryminując kobiety na rynku pracy. Jakby nie widziała, że w krajach, w których naprawdę rodzi się więcej dzieci, dzieje się tak między innymi dlatego, że państwo pomaga lansować partnerski model rodziny.

Na czym polegał błąd Platformy? Wydłużyła urlopy macierzyńskie do roku, co jest dla rodzin sprawą niezwykle ważną. Ale w sytuacji, gdy młoda matka znika z pracy na rok, staje się dla pracodawcy problematyczna. Nie warto w nią inwestować – patrz badania przytoczone na początku tekstu. Gdyby urlopem ojciec i matka musieli się obowiązkowo, z mocy prawa, podzielić, szanse obu płci na rynku pracy byłyby równe. Nie mówiąc już o tym, że ojcostwo stałoby się pełniejsze. Do właścicieli firm w końcu by dotarło, że dzieci to nasza wspólna sprawa. Że firmę trzeba zorganizować tak, by te dzieci mogły się rodzić, a rodzice mimo to zdołali poradzić sobie w pracy. Oboje! Polska jeszcze na to nie wpadła.

Po ośmiu latach w chłodnej wodzie teraz żaba zaczęła się gotować. To rząd PiS podgrzewa wodę w kociołku z coraz większym zapałem. Kościół dostarcza opału. To nie przypadek, że samotna matka z płacą minimalną nie dostaje 500 złotych na dziecko, a pieniądze te wpływają na konto świetnie sytuowanego małżeństwa z dwojgiem dzieci. Jedna z liderek PiS publicznie doradziła samotnej, żeby znalazła sobie męża. Zacznie żyć po bożemu, to i państwo pomoże.

Obawa, że matki z kilkorgiem dzieci zaczną rezygnować z pracy, nie jest wyssana z palca. Dlaczego matki, a nie ojcowie ? To proste. To matki biorą urlopy macierzyńskie, a potem zwolnienia na chorujące dzieci, więc i płace kobiet na równorzędnych stanowiskach są niższe. Rodziny myślą ekonomicznie, więc z pracy rezygnuje ten, kto zarabia mniej – zauważyła profesor Joanna Tyrowicz z NBP w rozmowie ze mną w redakcji „Polityki” podczas panelu na temat programu 500+. W konsekwencji to matka nie odłoży na przyszłą emeryturę. Państwo zdaje się tym nie przejmować. Będzie się tym bardziej kurczowo trzymała męża, zmniejszy się liczba rozwodów.

To powoduje, że Polki zaczynają być wściekłe na swoje państwo. Bo zmusza nas do wyborów, których kobiety we Francji czy Szwecji podejmować nie muszą. Francuzki, Szwedki czy Niemki mogą być matkami i jednocześnie robić karierę zawodową. W Polsce jest to coraz trudniejsze, trzeba wybierać. Nikt, żadna partia, nie ma prawa zmuszać rodzin do takiego wyboru. Bo to jest wybór zły i głupi, pozbawiający rodziny możliwości cieszenia się pełnią życia. Mądre państwo powinno odgrywanie obu ról ułatwiać, tym bardziej, im bardziej zależy mu na większej liczbie dzieci. Nasze nie ułatwia, nasze przekupuje banknotem o nominale 500 złotych.

Kiedy prezydent Bronisław Komorowski spierał się z rządem PO-PSL o lepiej skonstruowane ulgi na dzieci (wtedy jeszcze nie mogły z nich korzystać rodziny najmniej zarabiające), posiłkował się wieloma badaniami, z których wynikało, że polskie rodziny chcą mieć liczniejsze potomstwo! Polacy chcą się cieszyć posiadaniem większej rodziny, model 2 + 1 nie jest ideałem większości. Ale to państwo im spełnienie tych oczekiwań uniemożliwia. Bycie matką w Polsce stało się zbyt trudne. Młode kobiety, które tak bardzo chcą przeżyć radość macierzyństwa i decydują się na pierwsze dziecko, jeszcze nie w pełni zdają sobie z tego sprawę. Dopiero po narodzinach przychodzi otrzeźwienie. Warto zajrzeć do przerażającej ankiety Marzenia kobiet, przeprowadzonej we współpracy serwisów Mamo Pracuj i Streetcom Polska w dniach 15–22 października 2012 roku: 20 procent pytanych kobiet, które już zostały matkami, marzy o satysfakcjonującej pracy, a zaledwie 10 procent o drugim dziecku[4]. To wina państwa, które każe mieć dzieci, ale w ich wychowaniu już nie pomaga. Doktor Paweł Kubicki z SGH mówił wprost (na panelu poświęconym programowi 500+ w redakcji „Polityki”): polityka społeczna rządu Prawa i Sprawiedliwości w dłuższej perspektywie doprowadzi do utrwalenia tradycyjnej roli kobiety: jako żony i matki, bez ambicji zawodowych. Przywiąże nas do kuchni.

Tymczasem większości Polek, coraz więcej jeżdżących po świecie i chcących żyć tak, jak ich rówieśniczki na Zachodzie, taka rola nie odpowiada. Tak samo nie odpowiada nam, Polkom, że musimy wybierać między byciem matką a robieniem kariery zawodowej. Ta niezgoda będzie narastać, aż w końcu wybuchnie. Lepiej, żeby politycy się na to przygotowali.

Wkurzone kobiety nie stworzą partii, która stanie do demokratycznej walki o władzę, mamy przecież zbyt różne poglądy. Sama płeć nas nie połączy, ale może wystarczyć do tego, by rząd obalić. Nie pozwolimy, żeby jedną żelazną kurtynę, która oddzielała nas od świata zachodniego, teraz zastąpiła druga, nawet jeśli nieco bardziej miękka.

Polskie kobiety stają się coraz bardziej wymagające. Wobec siebie, partnerów, pracodawców, ale także wobec własnego państwa. Z najnowszego raportu PwC Modern mobility: Moving women with purpose wynika, że 64 procent kobiet na świecie i dokładnie tyle samo w Polsce zdecyduje się na wybór takiego pracodawcy, który zagwarantuje im możliwość zdobycia międzynarodowego doświadczenia. Wymagania kobiet szybko rosną, pracować za granicą chce już 71 procent tych najmłodszych, z pokolenia millenialsów[5]. Firmy, które tych oczekiwań nie spełnią, będą miały coraz więcej problemów z rekrutacją odpowiednich kadr. Politycy stracą wyborców, a poparcie Kościoła może nie wystarczyć.

Nieżyjący już minister Mieczysław Wilczek (z rządu Mieczysława Rakowskiego) uważał, że permanentny kryzys gospodarczy w Polsce był winą… kobiet. Twierdził, że są za mało wymagające, więc faceci nie muszą się starać. Współczesne Polki są coraz bliższe tego, żeby z diagnozą Wilczka się zgodzić.

A przy tym wszystkim nie przestajemy być kobietami. Kiedy w 2015 roku Dom Badawczy Maison zapytał Polki o ich pragnienia, aż 44 procent ankietowanych stwierdziło, że najbardziej pragną nieco schudnąć[6]. Polki, według tego badania, chciałyby być piękne i oszczędne. Ale gdyby jakimś cudem spadło im z nieba 15 tysięcy złotych, które mogłyby wydać wyłącznie na siebie, przeznaczyłyby je na operację plastyczną.

 

Joanna Solska – dziennikarka i publicystka tygodnika „Polityka”.

Od redakcji: tekst pochodzi z 12 numer kwartalnika Instytutu Idei zatytułowanego (S)prawa kobiet

 

[1] Polski Barometr Pracowniczy, Kantar TNS, http://www.tnsglobal.pl/polski-barometr-pracowniczy-2 (dostęp 13 marca 2017).

[2] Żyć szczęśliwie, TNS, lipiec 2013, http://www.tnsglobal.pl/archiwumraportow/files/2014/03/K.055_Zyc-szczesliwie_O07a-13.pdf  (dostęp 13 marca 2017).

[3] Polacy o roli kobiet i mężczyzn w rodzinie w 1994 i 2014 roku, TNS, luty 2014, http://www.tnsglobal.pl/archiwumraportow/files/2014/03/K.011_Rola_w_rodzinie_001a-14.pdf (dostęp 13 marca 2017).

[4] Ankieta: Marzenia kobiet. O czym najczęściej marzą polskie mamy?, Giełda-inwestora, 18 listopada 2012, http://gielda-inwestora.pl/po-nadgodzinach/wiedza/ankieta-marzenia-kobiet-o-czym-najczesciej-marza-polskie-mamy (dostęp 13 marca 2017).

[5] PwC, Modern mobility: Moving women with purpose,http://www.pwc.com/gx/en/diversity-inclusion/assets/moving-women-with-purpose.pdf, s. 13 (dostęp 13 marca 2017).

[6] Dom Badawczy Maison, Marzenia i cele Polek w 2015 roku, Marketing Kobiet, http://www.marketingkobiet.pl/marzenia-i-cele-polek-w-2015-roku/ (dostęp 13 marca 2017).