Newsletter

Atomowy guzik Europy

Konrad Niklewicz, 23.08.2017
Rząd PiS-u doprowadził do tego, że Polska może stać się pierwszym w historii Unii krajem, wobec którego Rada Europejska będzie rozważać nałożenie sankcji. A Komisja Europejska uderzy karami finansowymi

Trwająca od ponad roku procedura kontroli przestrzegania zasad państwa prawa, rozpoczęta przez Komisję Europejską ponad rok temu (13 stycznia 2016 r.), zbliża się do nieuchronnego finału.

Jaap Arriens, CC BY 2.0

Bruksela uruchomiła postępowanie, gdy PiS uderzył w Trybunał Konstytucyjny. Teraz, gdy patia Jarosława Kaczyńskiego chce ostatecznie zniszczyć niezawisłość polskich sądów, Komisja nie mogła nie zareagować. Jak tłumaczył 19 lipca wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans, forsowane przez PiS ustawy (o zmianach KRS, o sądach powszechnych oraz o Sądzie Najwyższym) „znacząco zwiększają zagrożenie systemowe dla rządów prawa w Polsce”. Timmermans podkreślił: – „Każda z tych ustaw, jeżeli będzie przyjęta, poważnie osłabi niezawisłość polskiego sądownictwa. Kolektywnie de facto zniszczą one jakąkolwiek niezawisłość sądów i sprawią, że sądy będą w pełni politycznie kontrolowane przez rząd”.

Dwa pierwsze etapy procedury kontroli przestrzegania zasad państwa prawa mamy już za sobą. Polski rząd konsekwentnie odrzucał rekomendacje i opinie Brukseli, podobnie zresztą jak zlekceważył oceny Komisji Weneckiej (instytucji działającej przy Radzie Europy).

W środę Komisja Europejska wezwała polityków PiS, by zamrozili prace nad ustawami demolującymi sądy i powrócili do rozmowy z Timmermansem. On sam nie ma już jednak chyba wiary w dialog z PiS-em, bo zapowiedział, że w przyszłym tygodniu Komisja zbierze się ponownie, by ewentualnie podjąć decyzję o zakończeniu trzeciego, ostatniego etapu procedury kontroli praworządności.

W praktyce oznacza wniosek do Rady UE o uruchomienie artykułu 7 Traktatu Unii Europejskiej – pierwszy w historii UE. Mogłoby to stać się we wrześniu br., przy okazji zaplanowanego już posiedzeniu Rady UE ds. Ogólnych (tzw. GAC).

„Guzik atomowy”, jak prasa często mówi o Art. 7., wciska się w dwóch krokach. Najpierw, po otrzymaniu wniosku Komisji oraz zgody Parlamentu Europejskiego, Rada UE, decydując większością 4/5 głosów (bez udziału zainteresowanego państwa), orzekłaby, czy w Polsce występuje „wyraźne ryzyko poważnego naruszenia zasady praworządności”. Zakładając, że rząd PiS-u to zlekceważy, tak jak to robił dotychczas, nastąpiłby akt drugi: Rada Europejska (czyli szefowie państw i rządów) musieliby ocenić, czy zasada praworządności zostałaby złamana.

Czy tak się stanie? Do podjęcia takiej decyzji, prowadzącej do odebrania państwu prawa głosu w Unii, potrzebna jest jednomyślność. Przedstawiciel rządu, wobec którego postępowanie się toczy, nie bierze udziału w tym głosowaniu – ale wystarczyłby sprzeciw np. Węgier, żeby rząd PiS uniknął sankcji. Rzecz jednak w tym, że już sam fakt głosowania, z wynikiem 26:1, byłby ostatecznym potwierdzeniem, że władze w Warszawie są europejskim pariasem. Perspektywa wyjścia Polski z Unii Europejskiej, czy raczej – wyjścia Unii Europejskiej z Polski znacząco by się przybliżyła.

Zresztą Komisja Europejska ma jeszcze jedno narzędzie do dyspozycji – o którym mało się do tej pory w Polsce mówiło.

Otóż zupełnie niezależnie od procedury opisanej w artykule 7 Traktatu, Komisja Europejska może wszcząć przeciwko polskiemu rządowi „zwykłą” procedurę o naruszenia obowiązującego prawa UE. Nie jakiejś ogólnej „zasady praworządności”, ale konkretnego elementu unijnego prawa. A dokładnie: art. 19 ust. 1 Traktatu, czytanego razem z art. 47 unijnej Karty Praw Podstawowych (która w PL obowiązuje!). Wynika z nich, że państwa członkowskie muszą ustanowić środki niezbędne do zapewnienia skutecznej ochrony prawnej w dziedzinach objętych prawem Unii. W Polsce takim środkiem są sądy powszechne, zaś „skuteczna ochrona prawna” oznacza prawo do postępowania przed niezawisłym sądem. Artykuł 47 wprost stwierdza: „Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd ustanowiony uprzednio na mocy ustawy”. Innymi słowy, odbierając sądom niezawisłość, PiS kasuje skuteczną ochronę prawną w dziedzinach objętych prawem Unii.

Procedura naruszenia prawa tym się różni od guzika atomowego, opisanego w artykule 7 Traktatu, że unijne rządy nie mają na nią wpływu. Komisja po prostu pozywa państwo do Trybunału Sprawiedliwości UE, czyli do unijnego sądu. I jeżeli rząd nie zastosuje się do jego wyroku– dostaje karę finansową, mogącą sięgać dziesiątek tysięcy euro. Dziennie! Decyzji o rozpoczęciu przeciwko polskiemu rządowi „zwykłej” procedury naruszenia też możemy się spodziewać już w przyszłym tygodniu.

Uwaga! W żadnym z powyższych scenariuszy nie ma mowy o odebraniu Polsce funduszy europejskich (pieniędzy z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i Funduszu Spójności), tych z obecnej perspektywy budżetowej 2015 – 2021.

W obecnie obowiązujących ramach prawnych nie ma po prostu przepisów, która by umożliwiały powiązanie jednego z drugim (dziś fundusze spójnościowe można odbierać tylko za nadmierny deficyt budżetowy). Ale to może się zmienić w kolejnym budżecie Unii. Wielu europejskich polityków wprost zapowiedziało, że ramy prawne muszą być zmodyfikowane, tak, by łamanie podstawowych wartości wiązało się z utratą unijnego wsparcia. Taki pogląd głośno wyraziła w ostatnich dniach unijna komisarz ds. sprawiedliwości, Czeszka Vera Jurova, która powiedziała: – „Europejscy podatnicy nie chcą płacić na dyktaturę”. Nie ukrywała, że ma na myśli władze polskie.

dr Konrad Niklewicz – dyrektor zarządzający Instytutu Obywatelskiego