Newsletter

Panie na lewo, panowie na prawo

Michał Zieliński, 10.07.2017
Jak pokazują badania, Polki pod względem poglądów plasują się bardziej na lewo od mężczyzn. Z większym krytycyzmem podchodzą też do kolejnych posunięć obecnej władzy, co ostatnio pokazało masowe poparcie Czarnego Protestu

W październiku 2016 roku przez Polskę przetoczyła się fala „czarnych protestów”. W ten sposób Polki zareagowały na procedowany w parlamencie projekt całkowitego zakazu przerywania ciąży. Przerwanie pracy i marsze ubranych na czarno uczestników nawiązywały między innymi do „strajku kobiet” zorganizowanego w październiku 1975 roku w Islandii. Wówczas kobiety przemaszerowały przez Reykjavik i wiele innych miast, domagając się równego traktowania i sprawiedliwego wynagradzania za pracę.

Masowość „czarnego protestu” zaskoczyła nie tylko polityków partii rządzącej z Jarosławem Kaczyńskim na czele, ale chyba i organizatorów. Protesty nie ograniczyły się do największych miast: Warszawy, Wrocławia, Poznania, Gdańska czy Katowic. Demonstrowano także w niewielkich miejscowościach, zaprzeczając lansowanej przez prawicowe media tezie o proteście popieranym tylko przez oderwane od życia, lewicowe feministki z metropolii[1].

O popularności „czarnego protestu” świadczą jednak nie tylko tysiące kobiet, które tego dnia zastrajkowały i wyszły na ulicę. Osoby, które z różnych względów nie mogły tego zrobić, okazywały solidarność z protestującymi, ubierając się na czarno. Według sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej, zrealizowanego tuż po fali październikowych demonstracji, aż co piąta Polka wzięła osobiście udział w jakiejś formie protestu, także wkładając czarną odzież[2]. Pozwala to szacować, że w „czarnym proteście” wzięły udział ponad trzy miliony kobiet. Do Polek przyłączyli się również mężczyźni. Do bezpośredniego uczestnictwa w strajku (manifestacje lub czarny ubiór) przyznał się ankieterom CBOS niemal co dziesiąty pytany Polak.

„Czarny protest” był też pierwszym od czasów demonstracji przeciwko ACTA zrywem młodego pokolenia. O ile manifestacje KOD przeciwko rządom PiS nie gromadziły – co można było ocenić gołym okiem – dużej liczby najmłodszych obywateli, o tyle kobieca akcja mocniej zaktywizowała tę grupę wiekową[3]. Wyraźnie więcej uczniów i studentów niż starszych obywateli założyło na znak solidarności z kobietami czarną odzież. Taki wyraz solidarności z protestującymi kobietami wybrała aż jedna czwarta najmłodszych Polaków.

Cała rzesza obywateli przyglądała się „czarnemu protestowi” za pośrednictwem mediów. Niemal 6 na 10 dorosłych Polaków interesowało się przebiegiem manifestacji i śledziło informacje na ten temat w telewizji czy internecie. Podobne zainteresowanie polityką ośrodki badania opinii publicznej odnotowują zazwyczaj w trakcie trwania kampanii wyborczych. O tym, jak ważnym wydarzeniem 2016 roku był „czarny protest”, świadczy też wskaźnik „rozpoznawalności”. Miesiąc po największych demonstracjach prawie 9 na 10 dorosłych obywateli słyszało o „czarnym proteście”. Organizowanie demonstracji za pośrednictwem internetu i duża widoczność aktywistek w sieci sprawiły, że „czarny protest” został najmocniej dostrzeżony przez najmłodszych obywateli (18–24 lata). W tej grupie wiekowej akcję kobiet znało aż 95 procent. Bez dużej przesady można więc powiedzieć, że o proteście słyszeli prawie wszyscy Polacy[4].

Jedyną grupą wyborców, która niechętnie spoglądała na akcję, byli zwolennicy partii rządzącej. Prawie dwie trzecie elektoratu PiS wyrażało krytycyzm wobec protestu, ale warty podkreślenia jest spory odsetek sympatyków „rewolucji parasolek” także w tej grupie (27 procent) oraz jeszcze większy procent wyborców PiS popierających utrzymanie obowiązującej ustawy antyaborcyjnej (ponad 50 procent). Zapewne dystans własnych zwolenników do próby całkowitego zakazu aborcji stał się jednym z powodów, dla których Jarosław Kaczyński ugiął się pod presją społeczną i odstąpił od forsowania zmiany prawa.

Choć „czarny protest” był w głównej mierze akcją obywatelską, to jednak trudno pominąć jego polityczny wymiar, dostrzegalny także w badaniach społecznych. Większość Polaków uznała go za wyraz sprzeciwu wobec zaostrzania prawa antyaborcyjnego (55 procent) i formę walki o równe prawa kobiet (43 procent). Jednak trzecią najpopularniejszą odpowiedzią ankietowanych przez CBOS było wskazanie na „czarny protest” jako wyraz ogólnego sprzeciwu wobec rządów PiS (38 procent). Choć więc pochodzący z różnych środowisk uczestnicy protestu różnili się między sobą w postrzeganiu jego celu – dla jednych była to liberalizacja ustawy antyaborcyjnej, dla innych tylko i aż próba zatrzymania zaostrzenia przepisów – wspólne było przekonanie, że „strajk kobiet” to instrument walki o równouprawnienie i sprzeciw wobec polityki większości rządzącej.

„Polityczność” motywacji Polaków popierających i sprzeciwiających się „czarnemu protestowi” nie powinna dziwić. Według CBOS zainteresowanie protestem (śledzenie informacji, czarny ubiór i udział w manifestacjach ulicznych) było aż o 25 punktów procentowych niższe wśród mężczyzn (60 procent) niż wśród kobiet (85 procent). Różnice te przypominają, że Polki i Polacy potrafią odmiennie postrzegać wydarzenia społeczne i polityczne.

Badania socjologiczne z ostatnich miesięcy dowodzą, że Polki pod względem poglądów plasują się bardziej na lewo od mężczyzn i z większym krytycyzmem podchodzą do kolejnych posunięć władzy. Przykładowo, w sondażu Ipsos zakończenie przez PiS programu finansowania zabiegów in vitro z funduszy publicznych (wprowadzonego przez rząd PO-PSL), skrytykowało 73 procent kobiet i 67 procent mężczyzn[5]. Późniejsze badanie Ipsos, przeprowadzone zresztą w okresie „czarnego protestu”, pokazało że Polki mają wyraźnie bardziej proeuropejskie nastawienie. Za ściślejszą integracją europejską i zwiększeniem roli szczebla ponadnarodowego opowiedziało się 47 procent Polek, wobec 36 procent optujących za ograniczeniem integracji i większą rolą państw narodowych. Proporcje te wśród Polaków ukształtowały się na odwrót: 47 procent mężczyzn domagało się „więcej Polski”, a 38 procent „więcej Europy”[6]. Różnica między płciami sięgnęła zatem 20 punktów procentowych[7].

Polki prezentują także bardziej empatyczny stosunek do uchodźców i są mniej nieufne wobec obcych niż Polacy: 59 procent kobiet i tylko 42 procent mężczyzn sądzi, że uchodźcy przybywający do Europy uciekają przed wojną i prześladowaniami[8]. Polscy mężczyźni częściej niż względami bezpieczeństwa tłumaczą imigrację z Syrii pobudkami ekonomicznymi, a nawet chęcią „islamizacji Europy”.

Różnice poglądów, postaw i interesów między Polkami i Polakami przekładają się siłą rzeczy na preferencje polityczne, także partyjne. W miesiącu poprzedzającym „czarny protest” na ugrupowania prawicowe (PiS, Kukiz15, KORWiN) chciało głosować według Ipsos 53 procent mężczyzn i 43 procent kobiet. Różnice polityczne między płciami nie są bynajmniej tylko polską specyfiką. W niedawnych wyborach prezydenckich w Austrii o zwycięstwie lewicowego Alexandra Van der Bellena przesądziły w dużej mierze panie, masowo stawiając się przy urnach i w większości głosując na tego kandydata. Gdyby o wyniku elekcji mieli decydować tylko mężczyźni, głową państwa zostałby skrajnie prawicowy Norbert Hofer.

Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w zeszłorocznym referendum dotyczącym członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Gdyby o przyszłości kraju decydowały tylko Brytyjki, Unia pozostałaby zapewne wspólnotą 28 państw. Najbardziej jednak spektakularny przykład gender gap to ostatnie wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. W głosowaniu powszechnym dwupunktowe zwycięstwo nad Donaldem Trumpem (45,95 procent) odniosła Hillary Clinton (48,04 procent)[9]. Z jednej strony to zasługa większej mobilizacji wyborczej kobiet (53 procent elektoratu), z drugiej – zdecydowanego poparcia Amerykanek dla kandydatki demokratów (54 procent wobec 41 procent dla Trumpa).

Różnice w opiniach kobiet i mężczyzn widoczne są w wielu innych badaniach, na przykład tych realizowanych przez profesora Michała Bilewicza. Jego Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW w 2014 roku zwróciło uwagę na odmienność postaw, którą można zaobserwować już wśród najmłodszych obywateli[10]. Chłopcy częściej wykazywali niechęć do muzułmanów, Romów czy gejów, podczas gdy dziewczęta były bardziej skłonne zaaprobować odmienność w swoim otoczeniu. Okazało się też, że młode Polki są bardziej otwarte i liberalne nie tylko od swoich kolegów, ale także od swoich rodziców. Ustalenia zespołu profesora Bilewicza pokazują zatem, że za popularną, publicystyczną tezą o „prawoskręcie” młodych stoją bardziej prawicowe przekonania polskich mężczyzn, ale już niekoniecznie kobiet.

Przy okazji ostatnich wyborów parlamentarnych w 2015 roku Centrum Badań nad Uprzedzeniami powtórzyło swoje badania, tym razem obejmując nim młodych do 30. roku życia. Rezultaty potwierdziły, że między kobietami i mężczyznami występują istotne statystycznie różnice: Polki są bardziej liberalne światopoglądowo i wrażliwe społecznie niż Polacy. Tym samym poglądy czy postawy kobiet lepiej odzwierciedlają wartości, które legły u podstaw liberalnej demokracji. Politycy broniący demokratycznego porządku nie tylko w Polsce muszą pamiętać, że tamę prawicowemu populizmowi łatwiej postawić, odwołując się do poparcia kobiet.

Duże poparcie społeczne dla ubiegłorocznego „czarnego protestu” i odmienna wrażliwość polityczna pań nie znaczy jednak, że akceptacja dla większej obecności kobiet w przestrzeni publicznej i równouprawnienia jest czymś oczywistym i przesądzonym. Z jednej strony odsetek przekonanych, że Polki mają mniejsze możliwości w życiu niż Polacy, wyraźnie zmalał w ciągu minionej dekady: z 52 procent w 2006 roku do 39 procent w 2016 roku. Z drugiej strony upowszechniającemu się poglądowi o malejącej dyskryminacji Polek towarzyszy rosnące przekonanie, że… w Polsce lepiej żyje się mężczyznom niż kobietom. Jeszcze w 2004 roku aż 60 procent obywateli sądziło, że kobietom i mężczyznom w kraju żyje się „tak samo”, a tylko 26 procent wskazywało na „łatwiejsze” życie mężczyzn. Dekadę później proporcje te niemal się zrównały: według 46 procent obu płciom żyje się podobnie, a 40 procent jest przekonanych o „lepszym” życiu Polaków niż Polek.

Ta społeczna schizofrenia ujawnia się także, gdy Polacy są pytani o swoje osobiste doświadczenia. W tym samym okresie, gdy wzrosło przeświadczenie, że Polki nie są dyskryminowane, jednocześnie wzrosła liczba osób, które w swoim życiu zetknęły się z przypadkami dyskryminacji kobiet (z 16 do 22 procent). Ankietowani jako przykłady nierównego traktowania, z którym się spotkali, wymieniają przede wszystkim: dyskryminację płacową, preferowanie mężczyzn przy przyjmowaniu do pracy oraz problemy z awansem i „szklany sufit”. We wszystkich trzech przypadkach dyskryminację kobiet dostrzega coraz więcej obywateli dopytywanych o te konkretne zjawiska. Przykładowo, w połowie lat dziewięćdziesiątych niemal połowa społeczeństwa sądziła, że kobiety wykonujące ten sam zawód i mające takie same wykształcenie jak mężczyźni zarabiają mniej. W 2013 roku o dyskryminacji płacowej było przekonanych już prawie 70 procent dorosłych. Wygląda więc na to, że tylko na poziomie ogólnych opinii czy deklaracji Polacy są przekonani o poprawiającej się sytuacji kobiet. Zapytani o konkrety przyznają natomiast, że coraz częściej stykają się z nierównym traktowaniem kobiet, zwłaszcza w życiu zawodowym.

Podobne rozdwojenie jaźni Polaków obserwujemy w obszarze zwiększania roli kobiet w życiu publicznym. Większość obywateli chciałaby, by przybyło kobiet na kierowniczych stanowiskach w rządzie (47 procent), w fundacjach i organizacjach społecznych (47 procent), w partiach politycznych (46 procent), a także w firmach i przedsiębiorstwach (45 procent)[11]. Jednak mechanizmy prawne prowadzące do zwiększenia równości płci najwidoczniej kojarzą się Polakom z inżynierią społeczną i jako „sztuczne” spotykają się z aprobatą mniejszości. Tylko co trzeci obywatel uważa za słuszne, aby prawo określało, jaki procent miejsc na listach wyborczych powinny zajmować kobiety, a większość (59 procent) jest przeciwna takiemu rozwiązaniu. Jeszcze większa niechęć spotyka propozycję parytetów w firmach. Ledwie co czwarty Polak chce, by prawo określało, jaki powinien być udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych spółek publicznych; aż dwie trzecie respondentów sprzeciwia się takiej regulacji.

Mimo stopniowych zmian zachodzących w społeczeństwie w dalszym ciągu głównie na kobietach spoczywa troska o domowe ognisko. Chociaż Polacy deklarują poparcie dla partnerskiego modelu rodziny – z porównywalnym zaangażowaniem obu stron w sprawy domowe i pracę – dane te są mylące i nie w pełni oddają rzeczywistą sytuację. W ponad 40 procentach związków sprawowanie obowiązków domowych – opieka na dziećmi, sprzątanie czy gotowanie – ciąży bowiem wyłącznie na kobietach[12].

Badania dotyczące postrzegania sytuacji polskich kobiet przynoszą zwolennikom równouprawnienia słodko-gorzkie informacje. Co prawda ubiegłoroczny „czarny protest” spotkał się z masowym poparciem Polek i Polaków, jednak pogłębiona analiza świadomości społecznej pokazuje, że przed środowiskami kobiecymi, organizacjami pozarządowymi, partiami politycznymi czy wreszcie przed szkołą wciąż jeszcze dużo pracy.

Zasadne wydaje się też przemyślenie języka, jakim posługuje się część środowisk kobiecych sympatyzujących z nurtem feministycznym. Niewykluczone, że przesadny radykalizm postulatów czy języka może zrażać część Polaków do postulatów ruchu kobiecego. Trudno wyobrazić sobie prawdziwą, dobrą zmianę bez odwołania się do Polek – największego ze wszystkich elektoratów w naszym kraju.

 

Michał Zieliński – politolog, analityk w Fundacji Państwo Prawa, ekspert Instytutu Obywatelskiego.

Od redakcji: tekst pochodzi z 12 numer kwartalnika Instytutu Idei zatytułowanego (S)prawa kobiet

[1] Trudno o wiarygodną liczbę uczestników październikowych protestów, bo należy mieć ograniczone zaufanie do danych podawanych przez służby podległe ministrowi Mariuszowi Błaszczakowi. Policja wielokrotnie zaniżała liczbę demonstrantów na antyrządowych protestach organizowanych siłami opozycji. Jednak nawet rządowe służby odnotowały, że zgromadzenia odbyły się łącznie aż w 143 miejscach w Polsce.

[2] CBOS, Polacy o prawach kobiet, „czarnych protestach” i prawie aborcyjnym. Warszawa, 4–13 listopada 2016 http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2016/K_165_16.PDF (dostęp 8 marca 2017).

[3] Według CBOS wśród uczestników protestów ulicznych było wyraźnie więcej osób w wieku 18–24 lata niż przeciętnie.

[4] I najwyraźniej protest uznali za słuszny: według sondażu przeprowadzonego dla TVN przez Millward Brown aż dwie trzecie Polaków wyraziło poparcie dla akcji kobiet, a sprzeciwiła się jej tylko jedna czwarta. Inne ośrodki badania opinii odnotowały podobne rezultaty. W badaniu Ipsos dla OKO.press „czarny protest” poparło 60 procent ankietowanych, a w sondażu rządowej fundacji CBOS – 58 procent.

[5] Piotr Pacewicz, Polska płacze po in vitro, OKO.press, 4 października 2016, https://oko.press/polska-placze-in-vitro/ (dostęp 10 marca 2017).

[6] Piotr Pacewicz, Polakom dalej do Europy niż Polkom, OKO.press, 19 października 2016, https://oko.press/polakom-europy-niz-polkom/ (dostęp 10 marca 2017).

[7] Przewaga zwolenniczek pogłębiania integracji nad zwolenniczkami większej suwerenności państw wynosi 11 punktów procentowych. Przewaga zwolenników większej suwerenności państw nad zwolennikami pogłębiania integracji wynosi 9 punktów procentowych. Łącznie zatem różnica między płciami wynosi 20 punktów procentowych.

[8] Daniel Flis, Polacy nie wierzą uchodźcom. Polki lepiej rozumieją ich sytuację, OKO.press, 15 października 2016, https://oko.press/mezczyzni-wierza-uchodzcom/ (dostęp 10 marca 2017).

[9] Były to piąte wybory w historii Stanów Zjednoczonych, w których zwycięzca otrzymał mniej głosów w wyborach powszechnych, ale wygrał w głosowaniu elektorskim.

[10] Mikołaj Winiewski, Łukasz Jurczyszym, Michał Bilewicz, Marta Beneda, Podłoże prawicowych preferencji wyborczych młodych Polaków, Centrum Badań nad Uprzedzeniami, Warszawa 2015, http://cbu.psychologia.pl/uploads/images/foto/Pod%C5%82o%C5%BCe%20prawicowych%20preferencji%20wyborczych%20m%C5%82odych%20Polak%C3%B3w2.pdf (dostęp 10 marca 2017).

[11] CBOS, Kobiety w życiu publicznym,Warszawa, marzec 2013, http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2013/K_034_13.PDF (dostęp 10 marca 2017).

[12] TNS Polska, Polacy o roli kobiet i mężczyzn w rodzinie w 1994 i 2014 roku, Warszawa, luty 2014, http://www.tnsglobal.pl/archiwumraportow/2014/01/22/polacy-o-roli-kobiet-i-mezczyzn-w-rodzinie-w-1994-i-2014-roku/#more-5043 (dostęp 10 marca).