Newsletter

Czy katoliczki to feministki?

Dominika Kozłowska, 22.06.2017
Rośnie rola katoliczek w dyskusji o sytuacji kobiet w Polsce

Czarny Protest pokazał, że choć odwołujące się do katolickiej tożsamości Polki w większości nie popierają feminizmu i opowiadają się za tak zwanym kompromisem aborcyjnym, to właśnie one stają się dziś ważnym głosem w debacie.

Skala kobiecej mobilizacji, jaka towarzyszyła „czarnym protestom”, zaskoczyła wszystkich: i polityków – zarówno z obozu rządzącego, jak i z opozycji – i feministki, i aktywistki oraz aktywistów od ponad dwóch dekad zaangażowanych w działania na rzecz praw kobiet i społecznej równości. Przede wszystkim jednak wydarzenie to zaskoczyło Polki, które po raz pierwszy w III RP, a może nawet po raz pierwszy w życiu osobiście doświadczyły siły społecznej mobilizacji i ujrzały siebie jako sprawczą grupę społeczną.

Zeszłoroczne wydarzenia są znakiem głębokiej ewolucji społecznej, jaka dokonuje się w Polsce w ostatnich latach. Impulsem do zmian stały się nie tylko spory o gender i ratyfikację konwencji antyprzemocowej, ale także dyskusja o związkach partnerskich i stosunku do osób LGBT. Wszystkie te tematy przyczyniły się do zwiększenia społecznej świadomości, że role społeczne kobiet i mężczyzn wynikają nie tylko z natury, ale są również uwarunkowane kulturowo i jako takie podlegają zmianie na drodze społecznych negocjacji. Kobiety dostrzegły, że istnieje związek między płcią a wysokością płac, społecznym prestiżem określonych zawodów, a nawet skutecznością społecznych protestów, na przykład pielęgniarek czy matek walczących o prawo do zasiłku alimentacyjnego z jednej strony, a górników z drugiej.

Postawy Polek wobec emancypacji zależą nie tylko od miejsca zamieszkania, wykształcenia i pozycji ekonomicznej, ale również religijności. Przekonanie o konieczności zmian i niewystarczającej polityce państwa podzielają przede wszystkim kobiety dobrze wykształcone i zlaicyzowane, jednak w ostatnich latach do tego grona coraz częściej dołączają panie deklarujące się jako osoby religijne. To właśnie Polki odwołujące się do katolickiej tożsamości stają się dziś ważnym głosem w dyskusji na temat sytuacji kobiet i zaczynem zmiany społecznej, która może przełożyć się na nową jakość w polityce. O jakich problemach religijne i niereligijne Polki mówią dziś jednym głosem? Co polski ruch feministyczny zyska za sprawą katoliczek? Dlaczego katoliczki obawiały się feminizmu? Oto kilka ważnych pytań, które należy zadać w pierwszej kolejności.

Spór o rozumienie feminizmu jest jedną ze stałych cech tego ruchu. Pomimo wielu różnic i nurtów każda definicja feminizmu musi opierać się na trzech przekonaniach. Po pierwsze, że społeczny status kobiety nie jest niezmienny ani zdeterminowany wyłącznie przez naturę lub biologię, lecz tworzony przez ludzi w kulturze, i przez ludzi może być zmieniany. Po drugie, że sytuacja kobiety i jej pozycja w życiu społecznym, na rynku pracy, w edukacji czy w polityce nie jest zadawalająca i równa pozycji mężczyzn. Po trzecie, na przekonaniu o konieczności podjęcia działań społecznych i politycznych, których celem jest zmiana tej sytuacji na korzyść kobiet.

Droga do zbudowania bardziej sprawiedliwych i równościowych warunków rozwoju kobiet i mężczyzn prowadzi nie tylko przez zmiany na rynku pracy czy w ośrodkach władzy, ale również w sposobie funkcjonowania instytucji rodziny. Wiele kobiet gotowych jest uznać „naturalność” obciążeń wynikających z godzenia zadań opiekuńczo-wychowawczych z pracą zawodową lub konieczność rezygnacji z własnych aspiracji i planów rozwoju, niż poddać relacje z najbliższymi (oparte przecież nie tylko na kontrakcie i obowiązkach, ale przede wszystkim na uczuciach) krytycznej analizie.

Choć dla większości feministek najważniejszym wskaźnikiem realizacji praw kobiet jest kształt prawa aborcyjnego, o byciu feministką nie musi decydować wyłącznie stosunek do konkretnych rozwiązań dotyczących praw reprodukcyjnych. Mimo to wśród katoliczek panuje przekonanie, że feminizm równa się poparciu dla aborcji. Rzeczywiście, polskie działaczki przez wiele lat tę właśnie sprawę stawiały na pierwszym miejscu, uznając, że dążenie do liberalizacji obowiązujących przepisów jest warunkiem koniecznym akcesu do ruchu. Zaniedbały przy tym kwestię komunikacji – dopiero niedawno do szerszej świadomości społecznej przebiło się hasło „aborcja powinna być legalna, bezpieczna i rzadka”[1]. Co więcej, dla większości Polek poparcie dla bardziej liberalnych rozwiązań prawnych jest tożsame z etycznym przyzwoleniem na tego typu czyny. Wciąż nikła jest świadomość, że w pewnych sytuacjach prawo nie zawsze musi dosłownie wyrażać przekonania etyczne, aby skutecznie chronić życie zarówno kobiety, jak i płodu.

Brak rzeczowej rozmowy o rozwiązaniach prawnych obecnych w innych krajach i ich wpływie na rzeczywistą skalę zjawiska oraz przykładów innych postaw aniżeli promowane przez polski Kościół i język pro life sprawia, że wierzące Polki mają problem nieprzemyślany i dość powszechnie opowiadają się za pozostawieniem obecnego porządku prawnego jako zaakceptowanego niegdyś przez Kościół kompromisu. Tymczasem, jak pisałam na łamach miesięcznika „Znak”, z „chrześcijańskiego punktu widzenia celem wszelkiego prawa w tej dziedzinie powinna być rzeczywista, a nie deklaratywna ochrona życia, tj. minimalizacja faktycznej liczby aborcji, nie tracąc z oczu życia matki, także wymagającego ochrony. Rozwiązania pragmatyczne mogą lepiej prowadzić do tego celu niż ideologiczne”[2]. Takie pragmatyczne podejście cechuje między innymi niemieckich katolików. Przepisy antyaborcyjne są tam równie restrykcyjne jak w Polsce, Irlandii czy Portugalii, lecz ich wykładnia jest bardziej pragmatyczna, a prawo wsparte przez rozbudowany system poradnictwa i wysoki standard opieki medycznej. Do 12. tygodnia kobieta może przerwać ciążę pod warunkiem odbycia na co najmniej trzy dni przed planowanym zabiegiem wizyty w specjalnej poradni, mającej certyfikat władz landowych lub federalnych.

Prawo, które weszło w Niemczech w życie w 1995 roku, wywołało reakcję Watykanu. Jan Paweł II zażądał od biskupów niemieckich natychmiastowego wycofania się z państwowego systemu. Kościół instytucjonalny w Niemczech uznał papieski werdykt, ale w miejsce dawnych placówek Centralny Komitet Katolików Niemieckich założył własną sieć poradni pod nazwą Donum Vitae. Ta organizacja z racji świeckiego charakteru nie podlega wprost decyzjom administracyjnym Watykanu. Obecnie prowadzi około 200 ośrodków i rocznie udziela porad około 50 tysiącom kobiet, z czego 16 tysięcy nosi się z zamiarem przerwania ciąży. Doświadczenia naszych sąsiadów stały się inspiracją dla polskiego środowiska. Rozwiązanie proponowane w latach dziewięćdziesiątych między innymi przez Andrzeja Wielowieyskiego i Józefę Hennelową zdobyły poparcie części ginekologów i ekspertów od polityki reprodukcyjnej – jednak ostatecznie ich pomysły zostały odrzucone zarówno przez środowiska katolickie, jak i lewicę.

Trzecią, być może najważniejszą przyczyną dystansowania się od ruchu feministycznego był brak powiązań umożliwiających spotkanie i wymianę doświadczeń między działaczkami na rzecz praw kobiet i katoliczkami. Mimo że już w latach dziewięćdziesiątych istniały w Polsce partie skupiające osoby zarówno o poglądach chadeckich, jak i socjaldemokratycznych (na przykład Unia Demokratyczna), nie zaowocowało to wypracowaniem bardziej dojrzałych rozwiązań służących poprawie sytuacji kobiet. Do spotkań zaczęło dochodzić dopiero w ostatnich latach i od razu zaowocowało to ożywieniem feministycznej refleksji wśród katoliczek[3] i szerszym zaangażowaniem także w działania na rzecz praw innych grup dyskryminowanych, na przykład LGBT[4], z drugiej strony zaś – większym otwarciem kobiecych działaczek na nieobecny wcześniej w polskiej debacie feministycznej temat macierzyństwa[5] czy problemy kobiet spoza wielkomiejskiej klasy średniej[6]. Dobrą ilustracją tego nowego otwarcia jest na przykład debata „Gender – błogosławieństwo czy przekleństwo?”, która odbyła się u warszawskich dominikanów na Freta w 2013 roku, kiedy Polskę ogarnęło apogeum genderowej histerii. Mimo towarzyszących temu wydarzeniu protestów, na podium i na sali zasiadły zarówno katoliczki, jak i działaczki feministyczne. Z kolei podczas Kongresu Kobiet w 2015 roku jedna z sesji plenarnych była poświęcona feminizmom: liberalnemu, socjaldemokratycznemu i właśnie katolickiemu. Po tym spotkaniu wiele kobiet podkreślało, jak ważne jest pokazywanie przykładów na to, że feminizm i katolicyzm mogą iść w parze.

Dotychczas, jeśli w kontekście religijnym w ogóle była mowa o feminizmie, najczęściej chodziło o tak zwany nowy feminizm Jana Pawła II[7]. Kłopot jednak polega na tym, że papież, a za nim większość polskich biskupów, wizję kobiecości wywodzi z prawa naturalnego, traktując płeć jako coś danego człowiekowi raz na zawsze i niezmiennego. W konsekwencji takiego esencjonalistycznego podejścia kobieta jest widziana przede wszystkim przez pryzmat powołania do macierzyństwa i pełnienia funkcji opiekuńczo-wychowawczych[8]. To także określa jej podstawowe role. Te katoliczki, które śledzą nauczanie Franciszka i jego decyzje administracyjne (takie jak powołanie Konsulty Kobiecej przy Papieskiej Radzie Kultury), dostrzegają coraz większy rozdźwięk między papieżem i polskimi biskupami w podejściu do zagadnień związanych z rodziną i macierzyństwem. Coraz silniejsza staje się również świadomość, że pozycja kobiety w instytucjach religijnych nie jest określona raz na zawsze, lecz wynika z określonej męskiej i klerykalnej kultury religijnej i stylu sprawowania władzy w Kościele.

Po 1989 roku feminizm zaczął się w Polsce rozwijać przede wszystkim za sprawą studentek i doktorantek wyjeżdżających na zagraniczne stypendia i przywożących do Polski egzotycznie wówczas brzmiące teorie. To sprawiło, że przez znaczną część społeczeństwa został uznany za zjawisko klasowe, pozostające bez związku z doświadczeniem wielu Polek. Deklaracje dystansu wobec feminizmu nie dziwią nawet wówczas, kiedy padają z ust pełnomocniczki rządu do spraw równego traktowania, jak w wywiadzie Roberta Mazurka z Elżbietą Radziszewską zatytułowanym Nie jestem feministką[9]. Można je wytłumaczyć tym, że dominujące w społeczeństwie rozumienie feminizmu nijak ma się do słownikowych haseł i szerzej nieznanych polskich tradycji, a zarazem jest obciążone silnymi stereotypami. Tymczasem feminizm to są sprawy ważne dla milionów Polek, na przykład kobiet samotnie wychowujących dzieci, często niepełnosprawne.

Sytuacja ta ulega zmianie w ostatnich latach, między innymi za sprawą Kongresu Kobiet, ruchu polityczno-społecznego, który powstał w 2009 roku, w dwudziestolecie transformacji. Kongres organizuje coraz więcej wydarzeń regionalnych, skierowanych do kobiet z bardzo różnych kręgów i grup społecznych, przede wszystkim tych, które najsilniej doświadczają skutków społecznych nierówności. W tym samym okresie, często przy wsparciu kongresowych liderek, zaczęły powstawać coraz liczniejsze i skuteczniejsze formalne i nieformalne organizacje kobiece. Skupiają osoby z różnych środowisk i grup społecznych, również katoliczki. Za przykład może posłużyć oddolny i spontaniczny ruch Matki I kwartału, który wywalczył prawo do rocznego urlopu dla rodziców wszystkich dzieci urodzonych w 2013 roku. W ostatnich latach głośno zrobiło się także wokół Stowarzyszenia Poprawy Spraw Alimentacyjnych „Dla naszych dzieci”. O kobietach walczących o skuteczną egzekucję alimentów po raz pierwszy usłyszano w 2002 roku, w związku z likwidacją Funduszu Alimentacyjnego. Powstało wówczas ponad 60 stowarzyszeń. Kobiety zaczęły się organizować również przy wsparciu Kościoła, choć – co trzeba podkreślić – nie wszyscy biskupi i katolickie media mieli dla sprawy zrozumienie.

Większość kobiet, które poparły ostatnie protesty, traktuje je nie tylko jako sprzeciw wobec prób zaostrzenia przepisów aborcyjnych, ale także jako walkę o równe prawa[10]. Niczym niegdyś Joanna Szczepkowska po wyborach 4 czerwca, filozofka i aktywistka Ewa Majewska po „czarnych protestach” ogłosiła, że „21 września 2016 roku rozpoczął się w Polsce feminizm. Nie ekskluzywny ruch dobrze sytuowanych kobiet z wielkomiejskich elit, ale ogólnokrajowa, a następnie również międzynarodowa mobilizacja kobiet w kilku krajach świata na rzecz naszych praw”[11]. W działanie zaangażowały się nie tylko mieszkanki największych polskich miast i reprezentantki klasy średniej, lecz także kobiety z mniejszych miejscowości, wywodzące się z różnych grup społecznych. 3 października, kiedy odbyły się największe manifestacje, odnotowano 143 wydarzenia; łącznie uczestniczyło w nich około 100 tysięcy osób. Rzeczywista skala sprzeciwu była jednak większa – wszak nie wszyscy wyszli na ulice; solidarność z demonstrantami okazywano również poprzez noszenie tego dnia czarnej odzieży.

Wśród protestujących kobiet dominuje przekonanie, że żadna z sił politycznych nie reprezentuje interesów tej grupy. Prawica z jednej strony wdraża instrumenty bezpośredniego wsparcia rodziny w postaci programu 500+, z drugiej – lekceważy problem przemocy, niszczy wypracowane przez lata standardy opieki okołoporodowej czy zaprzecza zjawisku dyskryminacji kobiet na rynku pracy. Jednak wiele obywatelek czuje rozczarowanie również ideologią liberalną, która choć bardziej wrażliwa na kwestie równościowe, dość późno zrozumiała potrzebę tworzenia instytucji państwa opiekuńczego i aktywnej polityki społecznej, wspierającej rodziców w wychowaniu dzieci. Na przekonanie, że polski system polityki rodzinnej należy do najgorszych w Europie, a rozwiązania prorodzinne odbiegają od poziomu wsparcia w innych państwach UE, pracowały zarówno partie prawicowe, centrowe, jak i lewicowe[12]. Pierwszy program polityki rodzinnej powstał dopiero w okresie poprzedniego rządu Prawa i Sprawiedliwości. Jednym z jego współautorów był Bartosz Marczuk, wówczas działacz Związku Dużych Rodzin 3Plus, a obecnie wiceminister w ministerstwie rodziny pracy i polityki społecznej odpowiedzialny za program 500+. Wprowadzono wtedy między innymi ulgę na dzieci. Z kolei za rządów PO wdrożono roczny urlop rodzicielski, Kartę Dużej Rodziny, upowszechniono ulgę rodzinną, poprawił się dostęp do edukacji przedszkolnej, ruszył program „Maluch”, wspierający otwieranie żłobków, uruchomiono świadczenie rodzicielskie, czyli tysiąc złotych dla nieubezpieczonych rodziców przez pierwszy rok życia dziecka.

Te właśnie tematy związane z funkcjonowaniem rynku pracy, obszarem pomocy społecznej czy dotyczące kształtu instytucji opiekuńczych okazują się dziś spoiwem dla różnorodnych środowisk kobiecych. Przykładem może być zorganizowane przez miesięcznik „Znak” w czerwcu 2016 roku spotkanie na temat polityki rodzinnej, w której udział wzięła zarówno Teresa Kapela, katolicka działaczka i współzałożycielka Związku Dużych Rodzin 3Plus, jak i Sylwia Chutnik, szefowa fundacji MaMa. Przykładów współdziałania dostarczyła również debata na temat przemocy w rodzinie, która odbyła się w 2015 roku w Krakowie podczas Małopolskiego Kongresu Kobiet. O potrzebie aktywnej polityki państwa w tym zakresie mówiły wówczas jednym głosem wychowane w duchu tradycyjnych wartości góralki i działaczki społeczne z Podhala, jak i profesor Małgorzata Fuszara, pełnomocniczka rządu do spraw równego traktowania, feministka i twórczyni gender studies w Polsce. Podobnych przykładów spotkania i współdziałania jest więcej, a każde tego typu wydarzenie to szansa na zbliżenie różnych grup kobiet i przełamanie stereotypów na temat feminizmu.

Ostatnie protesty trzeba traktować jak początek długiego marszu. Coraz liczniejsze organizacje kobiece pracujące na rzecz poprawy sytuacji kobiet wzbogacają polski ruch feministyczny o nieobecne wcześniej nurty i wzmacniają kulturę i politykę oparte na oddolnych i obywatelskich działaniach. Szczególnie ważną rolę w tym procesie mogą odegrać te liderki, dla których religia jest ważnym elementem tożsamości. Głosy tych feministek mają szanse wytrącić oręż z rąk polityków podważających zasadność przeciwdziałania nierównościom czy przemocy uwarunkowanym ze względu na płeć.

 

Dominika Kozłowska – redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, doktor filozofii, publicystka, eseistka i działaczka społeczna.

 Od redakcji: tekst pochodzi z 12 numer kwartalnika Instytutu Idei zatytułowanego (S)prawa kobiet

[1] Prof. Płatek: Aborcja powinna być legalna, bezpieczna i rzadka, rozmawiała Agnieszka Kublik, Wyborcza.pl, http://wyborcza.pl/7,75398,20778840,prof-platek-aborcja-powinna-byc-legalna-bezpieczna-i-rzadka.html (dostęp 10 marca 2017).

[2]Dominika Kozłowska, Porzućmy wadliwe prawo, Miesięcznik Znak, grudzień 2016, nr 739, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/porzucmy-wadliwe-prawo/ (dostęp 10 marca 2017).

[3]Przykładem takiego ożywienia są między innymi opublikowane przez polskie katoliczki książki, na przykład Kościół kobiet Zuzanny Radzik (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015) lub krytyczna wobec Jana Pawła II książka Osobna kobieta a personalizm Karola Wojtyły – Jana Pawła II. Doktryna i rewizja Justyny Melanowskiej (Difin, Warszawa 2016).

[4]Przykładem takiego zaangażowania jest akcja „Przekażmy sobie znak pokoju” –pierwsza wspólna kampania społeczna Kampanii Przeciw Homofobii i katolickich działaczy na rzecz osób LGBT.

[5]Przykładem jest tu między innymi książka Matka feministka Agnieszki Graff (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014) czy działania podejmowane przez Sylwię Chutnik, szefową fundacji MaMa.

[6]Przykładem takiego otwarcia jest między innymi zaangażowanie osób i środowisk skupionych wokół Kongresu Kobiet w działania na rzecz poprawy ściągalności alimentów i zmiany zasad działania funduszu alimentacyjnego. Konsekwencje niepłacenia alimentów w największym stopniu dotykają uboższe matki samotnie wychowujące dziecko albo dzieci.

[7] Definicję tak zwanego nowego feminizmu Jana Pawła II znajdziemy w encyklice Evangelium vitae: „W dziele kształtowania nowej kultury sprzyjającej życiu kobiety mają do odegrania rolę wyjątkową, a może i decydującą, w sferze myśli i działania: mają stawać się promotorkami »nowego feminizmu«, który nie ulega pokusie naśladowania modeli »maskulinizmu«, ale umie rozpoznać i wyrazić autentyczny geniusz kobiecy we wszystkich przejawach życia społecznego, działając na rzecz przezwyciężenia wszelkich form dyskryminacji, przemocy i wyzysku” (nr 99).

[8] Anna Szwed, Ta druga. Obraz kobiety w nauczaniu Kościoła rzymskokatolickiego i w świadomości księży, Zakład Wydawniczy „Nomos”, Kraków 2015.

[9]Nie jestem feministką,z Elżbietą Radziszewską rozmawia Robert Mazurek, Dziennik.pl, http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/128590,nie-jestem-feministka.html(dostęp 11 marca 2017).

[10]Zob.: Polacy o prawach kobiet, „czarnych protestach” i prawie aborcyjnym, CBOS, listopad 2016.

[11] Ewa Majewska, Słaby opór i siła bezsilnych. Czarny protest kobiet w Polsce 2016, Akademia, https://www.academia.edu/31140128/S%C5%82aby_op%C3%B3r_i_si%C5%82a_bezsilnych._Czarny_protest_kobiet_w_Polsce_2016 (dostęp 10 marca 2017).

[12]Zob.: Polityka rodzinnaw krajachUnii Europejskiej– wnioski dla Polski, Rzecznik Praw Obywatelskich, Warszawa 2009.