Newsletter

Wzrost urodzeń – nie tylko dzięki 500 zł

Marzena Haponiuk, 06.04.2017
Na fakt, że w Polsce rodzi się więcej dzieci, duży wpływ miała polityka poprzedniego rządu oraz poprawa sytuacji na rynku pracy

Minął rok od wejścia w życie programu „Rodzina 500+”. Jak podał GUS (1) w roku 2016 urodziło się o około 16 tysięcy więcej dzieci aniżeli w roku poprzednim. Autorzy nowych rozwiązań w polityce rodzinnej przypisują ten wzrost liczby urodzeń programowi „500 plus“. Tymczasem – na co zwracają uwagę demografowie – jest jeszcze za wcześnie na takie oceny.

Na decyzję o posiadaniu (bądź nie) dziecka wpływa szereg czynników o charakterze społecznym, politycznym i ekonomicznym. To, ile w Polsce rodzi się dzieci, może wynikać zarówno ze zmieniającego się w ostatnich latach modelu rodziny (coraz częściej jest to model partnerski, rzadziej tradycyjny), preferowanego stylu życia młodszych pokoleń (najpierw praca, potem rodzina) czy oferowanego przez państwo wsparcia dla rodzin z dziećmi. Zwłaszcza ten ostatni element jest w mojej ocenie kluczowy.

Zdaniem profesor Ireny Kotowskiej, demografa ze Szkoły Głównej Handlowej, sytuacja młodych rodziców (2) w ciągu ostatnich kilku lat zmieniła się dość mocno. Stało się tak zwłaszcza za sprawą rocznych urlopów rodzicielskich, wprowadzonych w 2013 roku (także ich uelastycznienia od stycznia 2016 roku).

Sytuację osób posiadających dzieci lub myślących o dalszym powiększeniu rodziny znacząco poprawił szereg rozwiązań wprowadzonych w latach 2013-2016. Warto wymienić kilka z nich. Były to: dofinansowanie in vitro, wprowadzenie do systemu świadczeń społecznych mechanizmu „złotówka za złotówkę“, Karta Dużej Rodziny, zmiany w ulgach na dzieci, podniesienie kryterium dochodowego w świadczeniach społecznych czy wprowadzenie tzw. kosiniakowego. Ostatnie z wymienionych to zasiłek macierzyński dla osób, które do tej pory nie miały do niego prawa: bezrobotnych, studentów i rolników.

Wśród – wydaje się wciąż jeszcze niedocenianych, a cieszących się coraz większą popularnością – instrumentów polityki rodzinnej są też wprowadzone w 2010 roku urlopy ojcowskie. Z każdym rokiem liczba ojców korzystających z tego uprawnienia wzrasta. To efekt m.in. rosnącego poparcia dla partnerstwa w rodzinie i coraz większego zaangażowania mężczyzn w wychowanie dzieci. Dzięki temu kobiety mają mniejsze opory przed powiększaniem rodziny.

Duże znaczenie dla decyzji o posiadaniu dzieci ma też istniejąca sieć żłobków i przedszkoli. To szczególnie istotne dla pracujących rodziców, zwłaszcza kobiet. Umieszczenie dziecka w żłobku czy klubiku daje matce – w Polsce to głównie matka opiekuje się dziećmi w pierwszych miesiącach po urodzeniu – możliwość powrotu do pracy. Kilkuletnia nieobecność w pracy, gdy matka zdecyduje się na pozostanie w domu z dzieckiem, może spowodować, że nie będzie miała do czego wracać. Sytuacja na rynku pracy zmienia się bardzo szybko. Jej miejsce pracy może ulec likwidacji lub zajmie je inna osoba.

Dawniej młodzi rodzice w opiece nad najmłodszymi mogli liczyć na babcie lub innych niepracujących członków rodziny. Dziś jest inaczej. Dziadkowie często mieszkają daleko lub sami pracują, a zatrudnienie niani dla wielu rodzin jest zbyt dużym wydatkiem.

Sytuację w opiece nad dziećmi znacząco poprawiła uchwalona w 2011 roku tzw. ustawa żłobkowa. Rozszerzyła ona wachlarz form opieki nad najmłodszymi. Obok żłobków na rynku usług opiekuńczych pojawiły się wspomniane klubiki dziecięce, dzienni opiekunowie oraz dofinansowanie pensji legalnie zatrudnionych niań.

W ramach uruchomionego w tym czasie rządowego programu „Maluch“ gminy, a w kolejnych latach także uczelnie i podmioty prywatne dostały możliwość dofinansowania na tworzenie i utrzymywanie miejsc opieki dla najmłodszych dzieci.

Zeszłoroczny wzrost urodzeń może mieć też związek z  sytuacją na rynku pracy. Najbardziej dotkliwa z punktu widzenia przyszłych rodziców jest niepewność zatrudnienia. W czasach spowolnienia gospodarczego oraz tzw. rynku pracy pracodawcy (więcej było chętnych do pracy niż ofert zatrudnienia) w wielu firmach decydowano się na obniżanie kosztów pracy poprzez zawieranie z pracownikami umów cywilnoprawnych, umów na czas określony lub poprzez wymuszane samozatrudnienie. Dla młodych wkraczających w dorosłość skutkowało to odkładaniem decyzji o dzieciach do momentu osiągnięcia stabilizacji życiowej.

Niskie bezrobocie i ogólna poprawa sytuacji na rynku pracy stwarza szansę na wynegocjowanie lepszych warunków pracy. Dziś to pracodawcy szukają rąk do pracy, a pracownicy coraz częściej dyktują im warunki. Większe pensje i wzrost stabilności zatrudnienia wpływają z kolei na dobry klimat dla decyzji o posiadaniu dzieci. Mówiąc kolokwialnie: coraz więcej osób jest już na stać na dziecko, a nie tylko na kredyt.

Wreszcie, wzrost liczby urodzeń – teraz i w przeciągu najbliższych kilku lat –wynika m.in. z faktu, że na powiększenie rodziny decydują się osoby z tzw. drugiego powojennego wyżu. Chodzi o urodzonych w końcówce lat 70. i na początku lat 80. ubiegłego stulecia. Dla wielu kobiet z tego pokolenia nieurodzenie dziecka w najbliższych latach może skutkować tym, że nie będą ich miały w ogóle. Tymczasem posiadanie rodziny, jak pokazują badania, stoją wciąż wysoko w hierarchii wartości Polek i Polaków.

Widać więc wyraźnie, że na decyzje o tym, czy i ile chcemy mieć dzieci, wpływ ma wiele czynników. Trudno jest w tak krótkim czasie trwania programu „Rodzina 500+“ dokładnie określić, który z nich zadziałał. Szczególnie, że w wielu przypadkach mogą one oddziaływać równocześnie, a świadczenie 500 plus może być jednym z nich, ale niekoniecznie jedynym.

(1) GUS: w 2016 r. urodziło się 16 tys. więcej dzieci niż w 2015 r., Gazeta Wyborcza/PAP, 31.01.2017.
(2) I. Kotowska, Demograf o urodzeniach w Polsce i Programie Rodzina 500 plus, Gazeta SGH, nr 2/17, str. 10, luty 2017.

Marzena Haponiuk – socjolog, ekonomista, analityk ds. rynku pracy i polityki społecznej w Instytucie Obywatelskim