Newsletter

Zaklęcia zawiodły

Marcin Frenkel, 27.03.2017
Na Białorusi spacyfikowano nie tylko demonstrantów, w tym opozycję, ale także politykę rządu PiS, który chciał bliższych relacji z Łukaszenką

Od czasu zwycięstwa Aleksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich w 1994 r. relacje z Białorusią stanowią istotne wyzwanie dla polskiej polityki wschodniej. W następstwie przejęcia władzy przez tego polityka, Mińsk porzucił ambicje zbliżenia z Europą Zachodnią, a priorytetem stały się bliskie związki z Moskwą. Towarzyszyło temu zaniechanie procesów demokratyzacyjnych i reformatorskich.

Brytyjski „The Economist” nazywa Białoruś ostatnią dyktaturą Europy - pisze autor. Fotografia: szablon skierowany przeciwko przywódcy Białorusi A. Łukaszence, namalowany w Warszawie w 2002 roku. Bladyniec/wikipedia, CC BY-SA 4.0.

Pomimo, iż jednym z filarów polskiej polityki zagranicznej po 1989 r. było wspieranie niepodległości i demokratyzacji krajów ULB (ULB=Ukraina, Litwa, Białoruś; skrót zaczerpnięty z publicystyki paryskiej „Kultury” – mf), to nie udało się jak dotąd skutecznie zrealizować tego postulatu w relacjach z Mińskiem. Panujący w tym kraju system polityczny daleki jest od standardów państwa prawa, a suwerenność mocno ograniczona.

Brytyjski „The Economist” nazywa Białoruś ostatnią dyktaturą Europy. Niemniej należy mieć na uwadze, że prezydent Łukaszenka cieszy się autentycznym poparciem dużej części obywateli. Jako przyczyny tego stanu rzeczy wskazuje się wysoki stopień sowietyzacji białoruskiego społeczeństwa, ograniczony dostęp do niezależnych mediów, słabość i skłócenie opozycji oraz brak tradycji demokratycznych.

Dylemat: demokracja czy niepodległość?

Sytuacja ta od lat stawiała przed polską dyplomacją dylemat: czy działać na rzecz liberalizacji Białorusi (co powodowało zamrożenie kontaktów z czynnikami oficjalnymi w Mińsku i pośrednio przyczyniało się do ich dalszego zbliżenia z Moskwą), czy wspierać niepodległość tego kraju (a to oznaczało otwarcie na jego autorytarne władze).

W historii stosunków polsko-białoruskich ostatnich dwóch dekad Warszawa naprzemiennie próbowała obu strategii. Zarówno próby dialogu z prezydentem Łukaszenką, jak i polityka sankcji i izolacji nie odnosiły znaczącego skutku.

Krótkie okresy ocieplenia relacji z Zachodem Mińsk wykorzystywał w swoich negocjacjach z Moskwą. Rosja bowiem od lat pozostaje najważniejszym sojusznikiem i sponsorem Białorusi, której niewydolna i przestarzała gospodarka nie może funkcjonować bez taniej rosyjskiej ropy i gazu. Polsce, jak i całej Unii Europejskiej, od lat trudno było przebić ofertę Kremla, który pomocy nie uzależnia od rozpoczęcia reform politycznych i gospodarczych (a te mogłyby skutkować zmianą władzy).

Ocieplenie klimatu raz jeszcze

Również obecny polski rząd, tworzony przez Prawo i Sprawiedliwość, w ciągu ostatniego roku próbował doprowadzić do poprawy relacji z Białorusią. W marcu 2016 r. minister Witold Waszczykowski złożył wizytę w Mińsku, gdzie odbył – jak sam określił – „miejscami dość przyjazną” rozmowę z prezydentem Łukaszenką.

Latem na Białoruś udał się wraz z grupą posłów wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, wznawiając tym samym współpracę parlamentów obu krajów. Inicjatywa ta spotkała się z krytyką opozycji po obu stronach granicy. Zarzucano, że jest to forma uwiarygodnienia instytucji uznawanej w świecie zachodnim za niedemokratyczną.

W październiku Białoruś odwiedził wicepremier Mateusz Morawiecki, a dwa miesiące później udał się tam również marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Przy okazji tych spotkań media odnotowały dość oryginalne komplementy polityków PiS pod adresem strony białoruskiej. Minister Waszczykowski chwalił panujący tam porządek, a marszałek Karczewski nazwał prezydenta Łukaszenkę „ciepłym człowiekiem”.

Co gorsza, w następstwie tej intensyfikacji obustronnych relacji pojawiły się pogłoski o likwidacji – nadających z Polski i przełamujących monopol informacyjny białoruskich władz – Biełsat TV i Radia Racja. Nierozwiązane pozostały również problemy Związku Polaków na Białorusi (m.in. nieuznawanie przez Mińsk legalnie wybranych władz oraz przejęcie majątku organizacji).

W lutym i marcu 2017 roku w wielu miastach Białorusi wybuchły protesty społeczne wymierzone przeciw prezydenckiemu dekretowi, nakładającemu kary finansowe dla osób pozostających bez pracy (dotyczy to niepracujących powyżej 183 dni w roku).

Przepis ten okazał się kroplą przelewającą czarę społecznego niezadowolenia. Od lat bowiem sytuacja ekonomiczna kraju się pogarsza. Władze w Mińsku zareagowały brutalnym tłumieniem demonstracji i licznymi aresztowaniami. Represje nie ominęły też dziennikarzy współpracujących z zachodnimi mediami.

Co więcej, w ostatnich dniach Aleksander Łukaszenka wprost oskarżył Polskę i Litwę o szkolenie i finansowanie bojowników planujących zbrojny przewrót na Białorusi. Pojawiły się zapowiedzi rusyfikacji polskich szkół na Białorusi. Utrzymano także w planach wielkie rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe (wrzesień 2017). Wiele więc wskazuje na to, że jesteśmy świadkami klęski kolejnej próby odbudowy relacji na linii Warszawa-Mińsk.

Rozmawiajmy, nie czarujmy

Być może wspomniane entuzjastyczne wypowiedzi niektórych polityków PiS pod adresem władz białoruskich mogą wynikać z autentycznej bliskości poglądów – takich jak idea silnej władzy centralnej, której nie powinien ograniczać niezależny wymiar sprawiedliwości, krytyczne media czy też opozycja.

Wspólna rządowi PiS-u i administracji Łukaszenki wydaje się również daleko posunięta nieufność wobec świata zewnętrznego, a także koncepcja pozyskiwania społecznej bierności w zamian za hojne transfery socjalne.

Warto pamiętać, że – patrząc w kategoriach interesów strategicznych Rzeczypospolitej – wychwalanie autorytarnych rządów niszczy wizerunek naszego kraju jako regionalnego lidera przemian demokratycznych i wolnorynkowych (wzorca dla republik postsowieckich), a także osłabia naszą wiarygodność w oczach białoruskiej opozycji demokratycznej.

Nie oznacza to, że należy zaniechać prób dialogu z czynnikami oficjalnymi na Białorusi. Nie powinno się to jednak odbywać kosztem tamtejszych środowisk opozycyjnych i polonijnych, a szumna retoryka nie może zastępować rozwiązywania konkretnych problemów we wzajemnych relacjach.

Marcin Frenkel – doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, kończy dysertację na temat roli paryskiej „Kultury” w kształtowaniu polityki zagranicznej III RP. Stały współpracownik magazynu „Liberté!”.