Newsletter

Europa: w poszukiwaniu nowej fabuły

Joanna Matuszewska, 17.03.2017
Unia to system instytucji, ale i wyraz naszych marzeń. To efekt wysiłków, rezultat doświadczeń przeszłości i projekcji przyszłości

Żyjemy w świecie, w którym filmy i książki z gatunku fantasy cieszą się olbrzymią popularnością. Wbrew pozorom nie jest to tylko czysta rozrywka. Skoro pasjonują się tym miliony ludzi, to jest to fenomen socjologiczny.

Fotografia: Rock Cohen/flickr.com, CC BY-SA 2.0

Fantasy to, mówiąc językiem kulturoznawczym, specyficzne toposy współczesności, a więc powtarzające się motywy, ujęcia świata przedstawionego. Specyficzne dlatego, gdyż elementy nierzeczywiste wtapiają się w nich w to, co istnieje; lęki mieszają się z tęsknotami.

Fantasy wydaje się dziś być następcą średniowiecznego moralitetu. A moralitet ma zazwyczaj pewną strukturę. Wpierw ukazuje rzeczy, które zagrażają istniejącemu ładowi społecznemu. Następnie, poprzez wiele szczegółowo zrelacjonowanych dróg odsłania powrót do ideału, przemienionego ładu.

Zarówno ludzie jak i instytucje po to, aby trwać, potrzebują czegoś więcej niż odrealnionych opowieści fantasy. Dlatego zawsze poszukują pewnej wyrazistej kulturowo i politycznie fabuły, usankcjonowanej przez szerszy kontekst społeczny. Szczególnie w momencie niepewności, kryzysu, osłabionego zaufania do przywódców politycznych. Wtedy gdy mocniej niż zazwyczaj ujawnia się pragnienie przewidywalności, jasnych kryteriów oceny rzeczywistości.

W kulturze europejskiej modelem przemawiającym do tych tęsknot jest tzw. człowiek witruwiański Leonarda da Vinci. To wyobrażenie doskonałości indywidualnej osoby, ale też świata opartego na racjonalnej podstawie, wpisanego w idealne obrysy okręgu i kwadratu.

Fotografia: Człowiek witruwiański Leonarda da Vinci, domena publiczna.

Fotografia: Człowiek witruwiański Leonarda da Vinci, domena publiczna.

Oczywiście jak wszystkie modele idealne, człowiek witruwiański jest złudzeniem. Począwszy od samego faktu, że u jego początku leżała idea męskiej reprezentacji jako uosobienia gatunkowego: „Weźmy człowieka, oczywiście takiego, który nie jest garbaty, ani nie ma poważnej wady kręgosłupa, ani nie jest kobietą, ani w inny sposób ułomny”.

Dodatkowo okazało się, że model idealny prawdopodobnie cierpiał na… przepuklinę. Drobny element cierpkiej rzeczywistości zakłócił precyzję ideału. Największym jednak problemem jest to, że człowiek witruwiański ustawił nasze widzenie pożądanej racjonalności jako fenomenu statycznego, znajdującego się w ściśle określonych ramach.

Podobnie jest z naszym postrzeganiem Europy. To co nazywamy Europą, a czego „późnym wnukiem” jest Unia Europejska, rozwinęło się w procesie historycznym z przemieszanych elementów wzniosłości i przyziemności, deklaracji ideowych i przetargów politycznych. Unia to zarówno system instytucji, jak też wyraz naszych marzeń, efekt wysiłków, rezultat doświadczeń przeszłości i projekcji przyszłości. Europa nie jest więc czymś stałym, danym raz na zawsze w jednej postaci.

Unia jako skonkretyzowany kształt owej „Europy” wyłamuje się ze statycznej racjonalności. Nie jest jakimś z góry danym bytem, nienaruszalnym i niezmiennym w swojej istocie. Wręcz przeciwnie, jest ciągle zmieniającym się, plastycznym organizmem, kształtującym swoją formę pod wpływem konkretnych ludzi.

W dziejach Wspólnoty Europejskiej mamy więc okresy wielkich wizji i wizjonerów, ale też powolnych ruchów, pragmatycznych kroków. Czasami Unia inicjuje wielkie projekty sama z siebie, a niekiedy tylko reaguje na to, co się wokół niej dzieje. Bywa, że staje na czele przemian, to znów patrzy na wszystko z boku.

Według wizji szwedzkiego eseisty Kjella Albina Abrahamsona w 2034 roku do Unii będą należały wszystkie kraje europejskie, włącznie z Białorusią i Szwajcarią. Tylko Turcja, przedstawiona jako świeckie państwo z kwitnącą gospodarką i demokracją, pozostanie poza UE. Ale, co ciekawe, korzystać będzie np. z funduszy strukturalnych. W samej Unii ustanowiony zostanie jeden wspólny urząd ds. energii. Prowadzona będzie aktywna polityka klimatyczna i środowiskowa, a unijna dyplomacja przyczyni się do rozwiązania wielu konfliktów światowych.

To czy ta zaskakująca, ale jakże inspirująca, wizja będzie miała szansę się spełnić, zależy od nas. Czy potraktujemy ją niczym kolejny przykład literatury fantasy, czy też jako fabułę, która może stać się zaczynem nowej rzeczywistości? To nie jest, wbrew pozorom, pytanie o nasze chęci czy pragnienia. To pytanie o naszą zdolność do stworzenia nowego modelu, który będzie miał podobną siłę przekonywania jak ów „człowiek doskonały” Leonarda da Vinci.

„Ja już nie mogę żywić się wczorajszym szczęściem”, mówił Goethe. I my też musimy szukać nowych sposobów na realizację Europy naszych marzeń.

Joanna J. Matuszewska – doktor nauk politycznych

Od redakcji: W związku z nadchodzącą 60. rocznicą podpisania Traktatów rzymskich – umów o fundamentalnym znaczeniu dla integracji europejskiej – rozpoczynamy cykl publikacji poświęcony Unii Europejskiej.