Newsletter

Kosztowna porażka

Redakcja Instytutu, 10.03.2017
Nigdy polski rząd nie poniósł tak spektakularnej klęski na forum unijnym, nie został tak upokorzony. Jak PiS wyobraża sobie teraz współpracę z pozostałymi krajami Unii? A może po prostu chce ją opuścić?

Tej klęski można było uniknąć, bo była przepowiadana. W ostatnich dniach kolejne europejskie rządy deklarowały, że poprą Donalda Tuska. Politycy PiS mieli czas, żeby przygotować wariant awaryjny – wyjście z twarzą z tego bezsensownego sporu. Mimo to brnęli dalej, do końca próbując utrącić Polaka – byłego premiera – na najwyższym europejskim stanowisku.

Fot. ©European Union/ facebook.com/pg/europeancouncilpresident

Na końcu drogi rząd PiS-u został zupełnie sam. Nikt nie chciał go poprzeć.

W instytucjach Unii Europejskiej decyzje personalne najczęściej podejmuje się w drodze konsensusu, bez głosowań. Taka tradycja. Tym razem jednak cała Unia, zjednoczona w swoim zniecierpliwieniu działaniami polskiego rządu, postanowiła chyba dać ekipie Jarosława Kaczyńskiego nauczkę. Doszło do głosowania. Jego wynik: 27 : 1 mówi więcej niż jakiekolwiek słowa.

Decyzja premiera Węgier Viktora Orbàna, który też głosował za Donaldem Tuskiem albo ostre słowa krytyki ze strony premiera Czech Bohuslava Sobotki dobitnie pokazały, że politycy PiS-u żyli w świecie fantazji na temat swojej rzekomej roli w regionie.

Koncepcja lidera „Międzymorza” (albo lidera Grupy Wyszehradzkiej) okazała się tylko rojeniem Witolda Waszczykowskiego, najgorszego ministra spraw zagranicznych w historii Rzeczypospolitej. Tak nieudolnego szefa dyplomacji, któremu „udało się” stracić wszystkich sojuszników, w niepodległej Polsce jeszcze nie było.

Niestety, to nie premier Beata Szydło i nie Witold Waszczykowski zapłacą cenę za swoje zachowanie (choć powinni, przynajmniej natychmiastową dymisją).

To Polki i Polacy zapłacą cenę. Jaka będzie bowiem pozycja Polski, gdy w Unii Europejskiej przyjdzie negocjować (a zdarza się to często) ważne dla nas sprawy, przekładające się pośrednio lub bezpośrednio na kieszenie obywateli? Politykę energetyczną? Nowy budżet? Politykę rolną? Kwestie migracyjne?

Być może największą stratą, jaką Polska poniosła z winy PiS-u, jest zniszczona reputacja. Po czwartkowym blamażu inne stolice widzą, że Polska jest niepoważna, osamotniona, a jej dyplomacja – dziecinnie nieskuteczna.

Dyplomaci w Brukseli już pewnie opowiadają sobie kawały o „polskim profesjonalizmie”. Lata zajmie odbudowanie prestiżu, odnowienie dobrych relacji, odzyskanie zaufania.

Nie wiadomo, jak rząd zamierza wyjść z tej dziury, w którą sam uparcie się wcisnął. W pierwszej reakcji premier Beata Szydło odmówiła zaakceptowania konkluzji ze szczytu. Reszta Unii wzruszyła ramionami, Rada Europejska została podsumowana konkluzjami jej przewodniczącego, których inne kraje nie muszą akceptować.

Ale co dalej? Co z kolejnymi szczytami? Czy polska premier będzie przyjeżdżać do Brukseli na zaproszenie Donalda Tuska? A jeśli tak, to czy nadal będzie próbować wetować decyzje Rady? Także w czerwcu, gdy tematem będą np. sankcje Unii wobec Rosji? To by de facto oznaczało, że Polska rozpoczyna procedurę wyjścia z Unii Europejskiej. Warto powiedzieć o tym wyborcom, bo chyba się z PiS-em na taki układ nie umawiali w październiku 2015 r.

– Czy decyzje o unijnych przelewach dla Polski też pani zablokuje? – zapytał w czwartek premier Beatę Szydło austriacki dziennikarz (według relacji reporterki Polsat News). To krótkie pytanie dobrze ukazało hipokryzję PiS-u, który chce brać z Unii co się da, nic nie dawać w zamian i lekce sobie ważyć opinie i oczekiwania partnerów. Kwestią czasu było, aż politycy innych rządów ostatecznie przejrzeli tę postawę – i odpowiednio na nią zaczęli reagować.

Premierzy innych rządów to nie dzieci. Oni też umieją w politykę. Sądząc po efektach, lepiej niż Beata Szydło i Jarosław Kaczyński.

Czwartkowa decyzja Rady Europejskiej to niestety dopiero początek. Taryfa ulgowa dla enfant terrible ostatecznie się skończyła.