Newsletter

Polki zasługują na dużo więcej

Małgorzata Kidawa-Błońska, 08.03.2017
Dziś lepiej wiemy, czego zabrakło w polityce prorodzinnej wdrażanej przez Platformę Obywatelską przez osiem lat jej rządów. Wyciągamy z tego wnioski, pisząc nowy program

Więcej niż połowa ludności Polski to kobiety. Są lepiej wykształcone niż mężczyźni, mają stale rosnące poczucie własnej wartości, ale zarazem rosnące poczucie zagrożenia wolności i autonomii. Z ogromną siłą potwierdziły to masowe „czarne protesty”.

Polki oczekują, że będą zauważone przez państwo, które, stanowiąc prawo, uszanuje ich prawa oraz pomoże w realizacji celów. Dlatego punktem wyjścia w pracy nad propozycjami dla kobiet musi być pytanie: czego obywatelki Polski Anno Domini 2017 potrzebują i chcą?

Prowadzone od lat badania niezmiennie pokazują, że na szczycie deklarowanych potrzeb pozostają rodzina i przyjaciele – ostoja stabilności w niepewnych czasach. To dlatego wsparcie dla rodziny było priorytetem rządów Platformy Obywatelskiej.

Przez osiem lat rządów staraliśmy się, by założenie rodziny wiązało się z jak najmniejszym kosztem. Wprowadziliśmy liczne rozwiązania w sferze polityki zdrowotnej, edukacji, mieszkalnictwa i wielu innych, wpływających na poziom życia rodziny. Stworzyliśmy nowe programy: finansowanie zabiegów in vitro, dopłaty do kupna własnego mieszkania, dotacje na budowę nowych żłobków. Wszystko po to, by codzienne funkcjonowanie rodziny uwolnić od nadmiernych obciążeń.

Dziś widzimy jednak, że część potrzeb kobiet zaadresowaliśmy w latach 2007–2015 niewystarczająco. Zrozumieliśmy, że w zmieniającym się świecie coraz ważniejsze są też ułatwienia w łączeniu pracy zawodowej z życiem prywatnym.

Lepszy (dla kobiet) urlop rodzicielski

Najłatwiej wytłumaczyć to na przykładzie. Rząd PO-PSL wprowadził jeden z najdłuższych w Europie, roczny urlop dla rodziców. Rzecz jednak w tym, by rodzice nie tylko mieli teoretyczną możliwość podzielenia się urlopem, ale by rzeczywiście to robili. Bo tylko wówczas kobiety mogą mniej obawiać się o swoją pozycję na rynku pracy.

Statystyki pokazują, że dziś urlop „ojcowski” (14 dni, niezależnie od urlopu macierzyńskiego) oraz „tacierzyński” (połowa urlopu rodzicielskiego) wciąż nie są dość popularne. Na przeszkodzie nie stoją formalności, lecz brak przekonania, że ojciec musi dzielić się obowiązkami z młodą mamą, która myśli o powrocie do pracy.

Nasze nowe zobowiązanie programowe można więc streścić następująco: chcemy wdrożyć rozwiązania, które doprowadzą do częstszego zaangażowania ojców w opiekę nad dzieckiem, by ułatwić kobiecie płynny powrót do pracy. Do rozważenia są warianty skandynawskie, w których podział urlopu macierzyńskiego między rodziców nie jest opcją, lecz obowiązkiem. Wiedząc, że świeżo upieczony tata też weźmie pół roku urlopu, pracodawcy nie będą traktowali mężczyzn bardziej preferencyjnie.

Czy szklany sufit wciąż istnieje?

Światowe rankingi pozwalają sądzić, że udało nam się rozbić szklany sufit. Przygotowywany przez brytyjski tygodnik „The Economist” tak zwany indeks szklanego sufitu przedstawia się dość optymistycznie dla kobiet na polskim rynku pracy.

W 2016 roku Polska znalazła się na szóstym miejscu, wyprzedzając między innymi Francję, Kanadę czy Niemcy. W innych światowych rankingach też zajmujemy wysokie pozycje jeśli chodzi o poziom wykształcenia kobiet prowadzących własny biznes, ich chęć do rozwoju firmy, a także wysoki odsetek kobiet na kierowniczych stanowiskach.

Ale to tylko jedna strona medalu. Na rynku pracy wciąż mamy do czynienia z licznymi utrudnieniami dla kobiet. Rozwarstwienie zarobkowe maleje powoli, a reprezentacja kobiet w radach nadzorczych firm jest na poziomie niższym niż średnia europejska.

Kobiety dzięki swej zaradności, sumienności i uporowi pną się po szczeblach kariery zawodowej, w pewnym momencie napotykają jednak na zamknięty, męski krąg, do którego mimo kompetencji nie mogą wejść. Powiedzmy wprost: zbyt często kariery kobiet rozbijają się o mentalność, stereotypowe postrzeganie tradycyjnych roli kobiety i mężczyzny. Takie poglądy, zaszczepiane już w dzieciństwie, bardzo trudno wykorzenić.

Mentalności nie zmienimy ustawami. Żeby rozbić stereotyp, musimy zacząć od edukacji, i to jak najwcześniej. Dzięki niej młode dziewczyny uwierzą, że jeśli naprawdę chcą, osiągną w życiu wiele. Już w pierwszych latach szkoły chłopcy powinni dowiedzieć się, że każdy ma równe prawo realizowania swoich planów i prawo do szacunku.

Stąd nasz kolejny pomysł programowy: elementem powszechnej edukacji powinno stać się zachęcanie do udziału w podejmowaniu decyzji i podnoszenie poczucia własnej wartości. Ważne jest też upowszechnianie wiedzy o tym, że z równości płci i równego dostępu do gremiów decyzyjnych wypływają społeczne korzyści.

Więcej kobiet w polityce!

Dziś w Sejmie zasiada 130 kobiet, czyli nieco ponad 28 procent wszystkich posłów. To tylko o 4 punkty procentowe więcej niż w poprzedniej kadencji. W liczbach bezwzględnych najwięcej kobiet zasiada w ławach Prawa i Sprawiedliwości. To jednak iluzja, PiS wcale nie jest partią prokobiecą: jeśli porównamy rozkład procentowy, okaże się, że w klubie parlamentarnym PiS kobiet jest 24 procent, podczas gdy w klubie PO – 38 procent.

PO od lat opowiada się za większym udziałem kobiet w polityce. W 2011 roku wprowadziliśmy tak zwaną ustawę kwotową. Znalazło się w niej rozwiązanie, które obliguje komitety startujące w wyborach do parlamentu, Parlamentu Europejskiego i władz lokalnych do zapewnienia każdej płci co najmniej 35 procent miejsc na liście.

Na własnych listach wyborczych PO jeszcze bardziej wzmocniła pozycję kobiet: oprócz wspomnianych kwot wprowadziliśmy zasadę, że w pierwszej trójce kandydatów musi się znaleźć minimum jedna kobieta, a w pierwszej piątce – dwie. Kobiety były jedynkami co trzeciej listy wyborczej, miały 38 procent tak zwanych miejsc biorących (czyli takich, które dawały największe szanse dostania się do wybieralnego ciała).

Być może błędem PO było to, że nie potrafiliśmy przekonać pozostałych partii w Sejmie do zapisania tych dodatkowych rozwiązań w ustawie. Na tle innych demokracji zachodnich nie wypadamy najlepiej. Według danych Międzynarodowego Stowarzyszenia Parlamentów obecne proporcje kobiet w Sejmie i Senacie dają Polsce dopiero 53. miejsce na świecie i 14. miejsce w Europie.

Polki powinny być lepiej reprezentowane na każdym szczeblu władzy. Wrócimy do propozycji ustawowych rozwiązań, które to zapewnią. Także z tego powodu, po głębokim namyśle i wewnętrznej dyskusji, będziemy przeciwstawiać się pomysłom wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. W polskich warunkach brak list wyborczych oznacza, że kobiet w polityce będzie jeszcze mniej.

Chcemy, żeby nasze propozycje w trzech sferach – polityki rodzinnej, rynku pracy i polityki – były na tyle mocne, by przekonać wyborców, że sprawa równości kobiet i mężczyzn jest jednym z priorytetów, a nie pobocznym elementem w programie partii.

PiS zagraża wolności kobiet

Nowe propozycje programowe jednak nie wystarczą, chociaż są ważne w kontekście rywalizacji wyborczej za dwa lata. Równolegle do ich przygotowywania PO ma dziś do zrealizowania inny obowiązek: powstrzymywania, gdzie to tylko możliwe, antykobiecej polityki PiS. Polityczne kierownictwo partii rządzącej jest zaślepione ideologią, która naszym zdaniem zagraża wolności kobiet.

Przykładów nie trzeba szukać daleko. Finansowanie zabiegów in vitro z budżetu państwa zostało zlikwidowane – choć z tej szansy korzystały tysiące par. Niepłodność dotyka coraz więcej kobiet i mężczyzn, co jest tragedią dla osób chcących założyć rodzinę, ale także problemem w polityce demograficznej państwa. Mimo to PiS z nieskrywaną satysfakcją doprowadził do zakończenia programu.

Sytuację próbują ratować samorządy, w których PO współrządzi. Rady kolejnych miast uchwalają własne programy, jednak ich możliwości finansowe są ograniczone.

Kolejnym przykładem działań ideologicznych jest kwestia świadomej antykoncepcji. PiS chce, by możliwość jej stosowania zależała nie od kobiety, ale od… sumienia lekarza.

W debacie publicznej politycy PiS wspinają się na wyżyny hipokryzji: konieczność przywrócenia recept na uważaną w Europie za bezpieczną tabletkę ellaOne tłumaczą pragnieniem ochrony zdrowia kobiet. Niestety, ani słowem nie wspominają o wprowadzeniu recept na niebezpieczne leki na potencję dla mężczyzn, mimo długiej listy potwierdzonych skutków ubocznych (między innymi ryzyka zawału).

To nie wszystko. Deformując system edukacji, politycy PiS kasują przy okazji edukację seksualną.

Polki powinny mieć stuprocentową pewność, że ich suwerenne decyzje i wybory życiowe będą mogły być zrealizowane – gdy zajdzie taka potrzeba, także przy pomocy państwa. Po odsunięciu PiS od władzy wszelkie dotychczasowe antykobiece działania zostaną skasowane.

Przywrócimy instytucję pełnomocnika do spraw równego traktowania, program refundacji in vitro i możliwość zakupu bez recepty pigułki „po”. Dzięki standardom okołoporodowym, tak pieczołowicie wypracowanym przez środowiska kobiece, Polki nadal będą mogły rodzić po ludzku. Dzięki przywróceniu dofinansowania Niebieskiej Linii kobiety dotknięte przemocą w rodzinie znów otrzymają niezbędne wsparcie.

Działajmy razem

Dziś, jak nigdy wcześniej w ciągu ostatnich 27 lat, potrzebna jest kobieca solidarność. W obliczu niczym nieograniczonej sejmowej większości PiS i rządu niechętnego kobietom protest przeciwko niekorzystnym dla kobiet zmianom musi być głośny. Wówczas będzie skuteczny.

„Czarne protesty”, które ogarnęły Polskę od największych do najmniejszych ośrodków, są tego dowodem. PiS się uląkł, kompromis aborcyjny pozostaje (na razie) nietknięty. Zdajemy sobie sprawę, że jego oceny są bardzo podzielone. PO uczciwie przyznaje, że opowiada się za utrzymaniem kompromisu w obecnej postaci.

Wiemy, że wiele środowisk uważa to za błąd. Zarazem jednak inne środowiska chcą całkowitego zakazu aborcji. PO świadomie stara się przeciwstawić skrajnościom z obu stron. Dostaje za to razy od obu obozów – dla nas to jednak kwestia zasad, którym jesteśmy wierni od początku istnienia partii.

Kolejne protesty na skalę „czarnych marszów” są konieczne. PiS zrezygnował z ustawy zaostrzającej przepisy aborcyjne, znalazł jednak inną drogę do ograniczania wolności kobiet i ich praw. Niedawno dowiedzieliśmy się, że w rządzie trwają prace nad wypowiedzeniem Konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie. Swoją drogą, jakże gorzki jest fakt, że dzieje się to przy całkowitym milczeniu pani premier i pani prezydentowej, które przyzwalają na szkodliwe dla Polek działania kolegów i koleżanek z PiS…

Kolejnym przykładem jest postawienie nauczycielek z zabrzańskiej szkoły specjalnej przed komisją dyscyplinarną. Już sama próba ukarania kobiet za udział w „czarnym proteście” jest skandalem. Oto uczniowie, dla których nauczycielki są wzorem i autorytetem, dowiedzieli się, że za posiadanie poglądów grozi zastraszanie, a nawet kara. Nie tak powinno wychowywać się młodych obywateli, nie w ten sposób buduje się społeczeństwo obywatelskie.

PO robi wszystko, co może zrobić partia opozycyjna, by torpedować antykobiece działania partii rządzącej. W listopadzie 2016 roku powołała gabinet cieni, który recenzuje i sprawdza inicjatywy podejmowane przez rząd PiS. Pełnomocnikiem ds. równego traktowania jest posłanka Monika Wielichowska, która podejmuje interwencje w każdej sprawie noszącej znamiona dyskryminacji i upomina się o równe prawa kobiet i mężczyzn.

To trudne zadanie, zważywszy, że rząd PiS nie jest przychylny kobietom, a rządowy Pełnomocnik do Spraw Społeczeństwa Obywatelskiego i Równego Traktowania istnieje już tylko na papierze. Kto ma dziś bronić praw kobiet przed aparatem władzy? Tu właśnie zaczyna się rola polityków opozycyjnych, którzy wszystkimi dostępnymi sposobami muszą domagać się poszanowania wolności i praw Polek.

W ten sposób, łącząc propozycje programowe i codzienną, praktyczną obronę kobiet w ideologicznym państwie PiS, chcemy zapewnić Polki, że Platforma Obywatelska poważnie traktuje hasło równości.

Od redakcji: Tekst Małgorzaty Kidawy-Błońskiej pochodzi z najnowszego numeru „Instytutu Idei” (nr 12), poświęconego w całości kobietom w Polsce. Pełne wydanie „Instytutu Idei” będzie dostępne na naszych stronach internetowych.

Małgorzata Kidawa-Błońska – posłanka PO na Sejm RP, wicemarszałkini Sejmu VIII kadencji, producentka filmowa