Newsletter

Drzew zabijać nie wolno

Andrzej Mikulski, 07.03.2017
W konsekwencji lex Szyszko w całej Polsce rozlega się warkot spalinowych pił i stukot siekier, a z dobrze nam znanego krajobrazu znikają drzewa, które towarzyszyły nam często od dzieciństwa

Z „Ballady o drzewach” Ernesta Brylla:

Fot. MS, efekt lex Szyszko w Baninie, gmina Żukowo (woj. pomorskie). Zdjęcie nadesłane w ramach akcji „Stop wycince!”

A chociażby je pocięli piłami

A chociażby je kładli pokotem

Nikt nie powie

– Drzew zabijać nie wolno –

 

Pośród wielu konfliktów, jakie miotają naszą przestrzenią publiczną, pojawił się kolejny. Przyczyną była nowelizacja ustawy o ochronie przyrody. Zmiana przepisów regulujących wycinkę drzew przyniosła widoczny gołym okiem wzrost tempa ich usuwania z krajobrazu miast, wsi i pól uprawnych.

Co zawiera lex Szyszko

Istota nowelizacji, zwanej potocznie „lex Szyszko” od nazwiska ministra w rządzie PiS, sprowadza się do tego, że osoba fizyczna będąca właścicielem gruntu jest też wyłącznym właścicielem drzew i krzewów na tym gruncie rosnących –  bez względu na ich wielkość i wartość. Pozwolenie na ich wycięcie jest nadal wymagane jedynie w przypadku, gdy wiąże się ono z prowadzeniem działalności gospodarczej; gdy ma mieć miejsce na obszarze chronionym, na którym wycinanie drzew jest zakazane; kiedy wiąże się ono z zagrożeniem dla chronionych gatunków roślin, zwierząt lub grzybów.

Jeżeli wycinka związana jest z prowadzeniem działalności gospodarczej osoby fizycznej, bądź planowana jest na gruntach osób prawnych, to według obecnej nowelizacji można bez pozwolenia wycinać znacznie starsze drzewa niż zakładały to przepisy w poprzednim brzmieniu. Zgoda na wycinkę nie jest wymagana również w przypadku przywracania terenu zalesionego do użytkowania rolniczego.

Na koniec, opłaty za wycinanie drzew, na które została wydana zgoda, są znacznie mniejsze niż dawniej, podobnie jak kary za nielegalną wycinkę. Różnica jest szczególnie znacząca w przypadku drzew najstarszych i najcenniejszych.

Czym „obrodziła” ustawa?

W konsekwencji zmian legislacyjnych w całej Polsce rozlega się warkot spalinowych pił i stukot siekier, a z dobrze nam znanego krajobrazu znikają drzewa, które towarzyszyły nam często od dzieciństwa. W wielu przypadkach nie dożyjemy momentu, gdy zastąpią je nowe, równie rozłożyste, nawet jeśli ruszymy do ich sadzenia już jutro.

 

Zabrze, róg ulicy Szkolnej i Rymera. Fot.  Tomasz Wrześniak. Zdjęcie nadesłane w ramach akcji "Stop wycince"

Zabrze, róg ulicy Szkolnej i Rymera. Fot. Tomasz Wrześniak. Zdjęcie nadesłane w ramach akcji „Stop wycince!”

 

Co gorsza, pojawiają się informacje o wycinaniu cennych przyrodniczo zadrzewień, na które odmówiono zgody na podstawie poprzednio obowiązujących przepisów.

Nerwowe próby złagodzenia negatywnego odbioru społecznego wprowadzonych zmian sugerują, że masowość wycinki zaskoczyła nawet twórców nieszczęsnej nowelizacji. Powszechne poczucie straty w sposób naturalny wytworzyło społeczną potrzebę monitorowania skali dewastacji. Objawia się to krążącymi na portalach społecznościowych fotorelacjami.

Próby stworzenia bardziej spójnego obrazu dokonujących się na naszych oczach dewastacji podjął się właśnie Instytut Obywatelski, tworząc platformę zbierania informacji na temat wycinanych drzew (Stop wycince!). Dodatkowym, ważnym celem tej akcji, może być wyłapywanie nadużyć.

Obserwacje sugerują, że w niektórych przypadkach łamane jest nawet nowe, zliberalizowane prawo. To nieuchronna konsekwencja zarówno skali zjawiska, jak i nieprecyzyjności nowego, uchwalanego w pośpiechu i bez konsultacji społecznych prawa.

Jednym z przykładów takiej niejednoznaczności jest ustęp o konieczności uzyskiwania zezwolenia na wycinkę drzew zagrażającą chronionym gatunkom. Jest „oczywistą oczywistością”, że jedynie fachowiec może stwierdzić zaistnienie takiej sytuacji. Przy obecnym prawie nikt jednak nie wezwie go na konsultacje.

Warto nadmienić, że każde duże, zwłaszcza dziuplaste, drzewo jest z wysokim prawdopodobieństwem stałym bądź okresowym siedliskiem życia chronionych gatunków. Ponadto pasy zadrzewień lub kępy drzew są elementami korytarzy ekologicznych, warunkujących przemieszczanie się organizmów, w tym tych objętych ochroną. Takie migracje w mozaikowym środowisku są często niezbędne dla przetrwania ich populacji.

Wspólnota a własność

Problem wycinania drzew stanowi znakomity przykład pozornego konfliktu pomiędzy poszanowaniem własności prywatnej jednostki, a dobrem lokalnej społeczności, której ta jednostka jest elementem. Właściciel wycinając w mieście drzewo kieruje się swoją subiektywnie definiowaną potrzebą, nie dostrzegając kosztów wynikających z tego posunięcia. Ich dotkliwość uwidacznia się wraz z odsetkiem ludzi, którzy działają podobnie.

Dość szybko okazuje się, że warunki klimatyczne w okolicy wyraźnie się pogarszają. Letnia temperatura wzrasta, spada wilgotność. Zwiększa się spływ powierzchniowy po deszczach, a co za tym idzie – prawdopodobieństwo podtopień.

Szybciej wysycha roślinność, w tym trawniki. Znikają towarzyszące nam zwierzęta. Zwiększa się ilość pyłów w powietrzu, spada ilość tlenu. Temperatura asfaltu topi opony samochodów. Miasto w jeszcze większym stopniu niż zazwyczaj przypomina betonową pustynię.

Poza zatrzymywaniem wody opadowej, ochładzaniem i filtrowaniem powietrza oraz tworzeniem środowiska życia niezliczonej rzeszy organizmów, drzewa pełnią w mieście wiele innych funkcji. Na przykład zauważalnie redukują poziom hałasu oraz wydzielają do atmosfery substancje grzybobójcze i bakteriobójcze.

Obecność drzew leży więc w interesie wszystkich członków lokalnej społeczności, ale jednostkowy zysk z ich wycięcia pozostaje często dla ścinającego większy niż wynikłe z tego straty. W przypadku powszechności skłonności egoistycznych i aspołecznych lub braku wyobraźni staje się to problemem.

Warto zauważyć, że tendencje urbanistyczne w krajach rozwiniętych zmierzają ku swoistej renaturyzacji miast poprzez nasadzanie drzew, tworzenie zielonych ścian i dachów. Jest to motywowane wnioskami płynącymi z coraz liczniejszych badań, ukazujących związek pomiędzy naturalnością środowiska naszego życia, a jego długością i komfortem. Komfort ten przekłada się również na mniejsze wydatki na ochronę zdrowia.

Prawdopodobnie podobne argumenty przyświecały niegdyś twórcom ustawy o ochronie przyrody wyłączającej drzewa częściowo spod konstytucyjnych rygorów prawa własności. Stało się to pomimo fundamentalnego znaczenia tego prawa dla tworzącego się społeczeństwa obywatelskiego, obarczonego spadkiem kilkudziesięciu lat życia w państwie, gdzie własność prywatna była dezawuowana i ograniczana.

Ustawowe ograniczenie prawa do dysponowania drzewami na gruntach prywatnych nie byłoby tak ważne, przynajmniej w odniesieniu do osób fizycznych, gdyby nie nasze problemy z poczuciem odpowiedzialności za dobro wspólne. Cecha ta wydaje się częściowo zrozumiała z uwagi na meandry najnowszej historii Polski. Dochodzi do tego brak elementarnej wiedzy na temat znaczenia drzew w naszym środowisku, w tym płynących z ich obecności zysków dla właścicieli gruntów, na których rosną.

Korzyści z drzew

Do takich elementarnych, niewymienianych jeszcze, lokalnych profitów płynących z obecności drzew wokół domów należy ich zdolność buforowania wpływu warunków atmosferycznych na ściany budynków. Dla przykładu, drzewa rosnące przy ścianach domu mogą zmniejszyć koszty jego ogrzewania nawet o 12 proc., a cień rzucany przez drzewo może zmniejszyć latem temperaturę powierzchni utwardzonych nawet o 19 st. C.

Drzewa spełniają też ważne funkcje poza miastami, w tym świadczą tzw. usługi ekosystemowe bezpośrednio właścicielom gruntów, na jakich się znajdują. Stanowiąc ostoję lub stwarzając miejsce do zimowania zwierzętom wyspecjalizowanym w zjadaniu szkodników upraw, a więc ptakom i drapieżnym owadom, umożliwiają zmniejszenie ilości zużywanych środków ochrony roślin. To zmniejsza koszty upraw, a jednocześnie poprawia stan środowiska.

Zadrzewienia położone prostopadle do kierunków dominujących wiatrów znacząco zmniejszają tempo osuszania gleby. Ma to kluczowe znaczenie w sytuacji przewidywanego ocieplania klimatu oraz pogłębiającej się z roku na rok suszy hydrologicznej. Może też istotnie ograniczyć ryzyko utraty plonów.

Z powodu zmian klimatycznych rośnie znaczenie alei drzewnych wzdłuż wiejskich dróg i ścieżek – zwiększają one nasz komfort latem. Drzewa rosnące wzdłuż rowów i potoków stanowią element strefy buforowej, chroniącej wody przed spływem substancji biogennych i toksycznych ze środowiska lądowego. Poprawiają więc jakość wody i możliwości jej wykorzystania przez człowieka i wodne organizmy.

Głównym problemem związanym z wycinaniem drzew jest nieodwracalność tego procesu z punktu widzenia życia człowieka. Drzewo ścięte w kilka minut rosło często kilkadziesiąt lub kilkaset lat. W perspektywie lat kilku nawet zastąpienie jednego ściętego dużego drzewa kilkoma posadzonymi na nowo niewiele zmieni. Ich sumaryczny wpływ na środowisko naszego życia będzie wielokrotnie mniejszy.

Z każdym ściętym drzewem pogarszamy warunki swojego życia i życia naszych sąsiadów. Pogarszamy też warunki mieszkańcom swojej okolicy w przyszłości. To, że umożliwiła nam to głupota i krótkowzroczność polityków, niczego nie zmienia. Wycinając rosnące wokół nas drzewa, ponosimy nie mniejszą odpowiedzialność od autorów lex Szyszko. We własnym interesie powinniśmy zaniechać takich działań, zwłaszcza w sytuacjach, w których nie skłaniają nas do nich rzeczywiste, ważkie powody.

Jak naprawić szkody

W obecnej sytuacji należy dążyć do zmiany prawa tak, aby zabezpieczyć społeczność lokalną przed osobami działającymi na jej szkodę. Nie chodzi o prawo zakazujące wycinki drzew na prywatnych gruntach, ale o przepisy w sposób racjonalny ograniczające taką możliwość do sytuacji uzasadnionych.

Być może warto pomyśleć o połączeniu metody kija i marchewki. Przykładowo, promując zadrzewienia na prywatnych gruntach w formie drobnych ulg podatkowych lub ulg w korzystaniu z gminnej infrastruktury, pobierając jednocześnie rozsądne opłaty za wycinkę, kompensujące wynikłą z tego stratę dla lokalnej społeczności.

Andrzej Mikulski – doktor nauk biologicznych, pracuje na Wydziale Biologii UW, jeden ze współzałożycieli ruchu Nauka dla Przyrody