Newsletter

Abdykacja na własne życzenie

Marcin Frenkel, 10.02.2017
Polska polityka zagraniczna ponosi porażkę za porażką. Czy rząd jako remedium zaoferuje jedynie mglistą ideę „Europy Karpat”?

„Kurczą się nasze możliwości oddziaływania nie tylko w świecie, czy w Europie, ale nawet w naszym najbliższym regionie i bezpośrednim sąsiedztwie. Polska stała się biernym i przedmiotowym obserwatorem i komentatorem procesów geopolitycznych, a nie ich współuczestnikiem i współdecydentem”. Wbrew pozorom nie jest to opis polskiej polityki zagranicznej A.D. 2017, lecz fragment programu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości z 2014 r.

Fotografia: Piotr Drabik/flickr.com, CC BY 2.0

Kontynuując tę narrację, w czasie ostatniej kampanii wyborczej partia Jarosława Kaczyńskiego oskarżała rząd PO-PSL o rzekome porzucenie polskiego interesu narodowego i podporządkowanie się woli unijnego centrum (tj. przede wszystkim Niemcom i Francji). PiS zapowiadał, iż po wyborach nasz kraj zaprzestanie prowadzenia „polityki wtórnej i peryferyjnej, polityki samodegradacji i harmonizacji naszych poglądów ze stanowiskami tych, których się uznaje za silniejszych” (1).

Również Andrzej Duda w czasie kampanii prezydenckiej zobowiązał do prowadzenia aktywnej i skutecznej dyplomacji, która umiejscowi „silne, sprawne państwo w centrum zjednoczonej Europy” (2).

Wycofani i nieskuteczni

Tymczasem po ponad roku rządów PiS i prezydenta Dudy obserwujemy w polityce zagranicznej rażącą niespójność zapowiedzi wyborczych z faktycznymi działaniami. Pozycja Warszawy w Unii Europejskiej uległa silnemu osłabieniu. Głos Polski był nieobecny w najważniejszych debatach wewnątrzunijnych (w tym dotyczących polityki wschodniej) (3), a nasz potencjał negocjacyjny został rozmyty przez płynącą z Brukseli krytykę niekonstytucyjnych działań rządu PiS.

Pozycji kraju nie wzmacniała też reakcja polskich władz na te krytyczne głosy – polegająca przede wszystkim na dezawuowaniu unijnych instytucji i sugerowaniu poszczególnym zachodnim politykom niekompetencji i niedoinformowania (4).

W wypowiedziach przedstawicieli ugrupowania rządzącego podkreśla się odrębność kulturową naszego kraju wobec Europy Zachodniej. Polskie przywiązanie do tradycji i religii przeciwstawia się rzekomym eksperymentom społecznym i moralnemu zepsuciu „starej” Unii.

Symbolicznemu zdystansowaniu się Warszawy od Brukseli służyło usunięcie w listopadzie 2015 r. flag unijnych z tła, z którego rząd korzysta podczas konferencji prasowych. Jeszcze bardziej wymowne było utworzenie w marcu ubiegłego roku przez posłów PiS i Kukiz’15 Parlamentarnego Zespołu Eurorealistycznego. Ciało to – według jego twórców – miało badać rzekome straty, jakie przynosi Polsce członkostwo w UE.

Zdumienie naszych zachodnich partnerów z pewnością wywołała dwa miesiące później sejmowa uchwała ws. obrony suwerenności RP. Dokument ten – przyjęty głosami PiS i Kukiz’15 – był odpowiedzią na wezwania Komisji Europejskiej do poszanowania zasad praworządności w Polsce.

Według sejmowego exposé wygłoszonego w lutym 2016 r. przez ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, kluczowym partnerem Polski w polityce europejskiej miała być Wielka Brytania, a w polityce światowej – Stany Zjednoczone. Po brytyjskim referendum przegranym przez zwolenników UE i amerykańskich wyborach prezydenckich wygranych przez Donalda Trumpa oba te założenia straciły aktualność.

Jednocześnie zdecydowanie pogorszył się klimat w stosunkach polsko-niemieckich. Od lat w prasie prawicowej, jak również w wypowiedziach prominentnych polityków PiS, nasz zachodni sąsiad przedstawiany był jako kraj działający na niekorzyść Polski, próbujący wykorzystać struktury unijne celem zdominowania Europy.

Powyższa teza zupełnie pomijała doświadczenie historyczne, choćby lat 2007-2014, kiedy to dzięki bliskiej współpracy z Berlinem udało się Warszawie zrealizować wiele cennych inicjatyw, jak np. Partnerstwo Wschodnie, pokaźne środki dla Polski w budżecie unijnym, zablokowanie francuskich pomysłów stworzenia osobnych instytucji dla strefy euro czy wreszcie sankcje przeciw Rosji (5).

Po przejęciu sterów polskiej dyplomacji przez Witolda Waszczykowskiego główną osią sporu na linii Warszawa-Berlin stała się odmowa udziału Polski w unijnym programie relokacji uchodźców (wbrew zobowiązaniom przyjętym przez rząd Ewy Kopacz). Przydzielona Polsce kwota imigrantów była znikoma, a Warszawa wyłamując się z unijnej solidarności traciła argumenty w sprawach dla nas naprawdę ważnych, takich jak pomoc dla Ukrainy czy przyszły budżet unijny.

Jeszcze gorzej przedstawia się bilans relacji z Francją, które uległy zamrożeniu po zerwaniu przetargu na dostawę dla polskiej armii helikopterów Caracal (produkowanych przez europejski koncern Airbus z siedzibą główną we francuskiej Tuluzie). W odpowiedzi Paryż odwołał nie tylko konsultacje międzyrządowe, ale również planowaną na październik 2016 r. wizytę prezydenta Hollande’a w Warszawie.

Za próbę ratowania relacji polsko-francuskich trudno uznać obraźliwe pod adresem Francuzów wypowiedzi wiceszefa MON Bartosza Kownackiego (6), a przede wszystkim gołosłowne oskarżenia ze strony ministra Antoniego Macierewicza – twierdzącego, iż Paryż zakulisowo przekazał okręty desantowe objętej unijnymi sankcjami Rosji (7).

W założeniach strategów PiS ochłodzenie relacji z unijnym centrum miało być rekompensowane zbudowaniem bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej pod polskim przywództwem – tzw. Międzymorza. Koncepcja ta, mimo że nie spotkała się z większym zainteresowaniem potencjalnych partnerów, dziś znów zdaje się wracać pod nazwą „Europy Karpat”. Wedle słów premier Beaty Szydło kraje regionu karpackiego ma łączyć współpraca gospodarcza, ale również wspólnota wartości i chęć wpływania na kształt Unii Europejskiej (8).

Odrębność – za jaką cenę?

Prowadzoną przez PiS politykę podkreślania odrębności Polski wobec zachodniej Europy można tłumaczyć chęcią zyskiwania poparcia ze strony zachowawczej, czy wręcz nacjonalistycznej części elektoratu. Niemniej jest to taktyka szkodliwa w kontekście interesów ogólnonarodowych.

Po pierwsze, osłabia sprawczość Polski w polityce unijnej, w której konkretne inicjatywy realizuje się nie poprzez nagłaśnianie protokołów rozbieżności, a drogą żmudnych negocjacji i znajdywania wspólnych płaszczyzn porozumienia.

Po drugie, zniechęca inwestorów zagranicznych, którzy preferują stabilne europejskie standardy prawne. Nie sprzyja tu też chaos informacyjny: podczas gdy wicepremier Morawiecki zabiega o zagraniczne inwestycje i szczyci się budową fabryki Mercedesa (9), prezes Kaczyński mówi o działaniach kolonialnych zagranicznych firm w Polsce (10).

Po trzecie, zagraża bezpieczeństwu państwa. Jeśli bowiem będziemy postrzegani przez zachodnich sojuszników jako kraj cywilizacyjnie i kulturowo odległy, to niezwykle trudno będzie pozyskać poparcie tamtejszych społeczeństw dla militarnego zaangażowania w obronie Polski.

Wydaje się więc, iż w obliczu postępującego wzrostu poziomu niestabilności na arenie międzynarodowej konieczna jest gruntowna rewizja dotychczasowych założeń polityki zagranicznej rządu PiS i wyciągnięcie wniosków z niepowodzeń minionego roku.

Pewien przejaw konstruktywnej refleksji wśród polskich władz stanowi treść ostatniego sejmowego exposé ministra Waszczykowskiego. W stosunku do poprzedniego wystąpienia wyraźna jest zmiana tonu i zaakcentowanie potrzeby bliskich relacji z Niemcami, wspólnej naprawy UE, a także docenienie potencjału Trójkąta Weimarskiego. Między wierszami można to odczytać jako potwierdzenie, iż dotychczasowe priorytety polityki zagranicznej rządu okazały się błędne (sojusz z Wielką Brytanią i USA oraz Międzymorze jako elementy przeciwwagi dla pozycji RFN).

Również niedawną wizytę kanclerz Angeli Merkel w Warszawie politycy PiS przedstawili jako wydarzenie pozytywne i budzące nadzieję na owocną współpracę. Niemniej olbrzymie zainteresowanie mediów towarzyszące niemieckiej delegacji zdawało się potwierdzać, iż w ostatnim czasie relacje między naszymi krajami nie były szczególnie zażyłe. Symptomatyczne było również ze strony kanclerz Merkel przypomnienie premier Szydło o problemach z praworządnością i trójpodziałem władzy w Polsce.

Czy jesteśmy obecnie świadkami realnej zmiany polityki zachodniej rządu PiS? Trudno dziś rozstrzygnąć. Niewątpliwie do przełomu jest jeszcze daleko.

(1) Program Prawa i Sprawiedliwości 2014, www.
(2) K. Marczyk, 10 zobowiązań Andrzeja Dudy. Kandydat PiS na prezydenta podpisał umowę programową, Dziennik Łódzki, 28 lutego 2015.
(3) P. Wroński, A. Smolar, Polaków nie obsługujemy. Rozmowa o polskiej polityce zagranicznej, Gazeta Wyborcza, 19 października 2016.
(4) A. Leszczyński, Eurogadanie PiS. Niech się Unia lepiej odczepi, bo…, OKO.press, 15 września 2016.
(5) E. Smolar, Polska do przodu z głową wstecz. Polityka zagraniczna według PiS-u, Gazeta Wyborcza, 6 lutego 2016.
(6) A. Leszczyński, Wiceminister obrony poniża Francuzów widelcem, OKO.press, 12 października 2016.
(7) D. Flis, Skąd Macierewicz wie o mistralach za dolara. Pytamy MON, OKO.press, 21 października 2016.
(8) Beata Szydło na spotkaniu z cyklu „Europa Karpat”, Kanał Kancelarii Premiera/YouTube.com, 29 stycznia 2017.
(9) R. Przybylski, Warta 500 mln zł inwestycja Mercedesa w Jaworze to szansa na zarobek dla dostawców, Rzeczpospolita, 13 października 2016.
(10) M. Wilgocki, Jarosław Kaczyński w Toruniu o gospodarce: Mamy do czynienia z działaniami kolonialnymi zagranicznych firm, Gazeta Wyborcza, 4 lutego 2017.

Marcin Frenkel – doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, kończy dysertację na temat roli paryskiej „Kultury” w kształtowaniu polityki zagranicznej III RP. Stały współpracownik magazynu „Liberté!”.

Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji