Newsletter

Jak PiS krzywdzi uczniów

Redakcja Instytutu, 20.01.2017
Na „deformie” edukacji stracą wszyscy zainteresowani – dzieci i ich rodzice oraz nauczyciele

Na zmianach w edukacji, w tym likwidacji gimnazjów, stracą wszyscy – dzieci i ich rodzice oraz nauczyciele, a także Polska lokalna – samorządy. Zyska PiS – w końcu zrealizuje jedną ze swych wyborczych obietnic. Tylko jakim kosztem?

Fotografia: EDUSPACES / PRZESTRZENIE EDUKACJI Follow/flickr.com, CC BY 2.0

Powstrzymać złą zmianę

„Deforma” edukacji – bo trudno nazwać działania partii rządzącej reformą – wprowadzi niepotrzebny chaos organizacyjny i merytoryczny w polskiej oświacie, a samorządy zepchnie na skraj finansowej przepaści. Bo to na samorządy, czyli na nas, mieszkańców miast i wsi, spadną koszty tej pseudoreformy minister Anny Zalewskiej.

Ale najbardziej i tak ucierpią uczniowie – w większości jeszcze dzieci. Mogą pożegnać swoje dotychczasowe klasy i szkoły, kolegów i koleżanki. Tym, którzy chodzą do jednej klasy, grozi rozdzielenie i przypisanie do zupełnie różnych placówek edukacyjnych, przepełnionych i źle wyposażonych. Nie wiadomo, z jakich podręczników i czego dokładnie będą się uczyć. Nie wiemy, kto będzie prowadził z nimi zajęcia – szacuje się, że „tylko” w związku z likwidacją gimnazjów 37 tys. nauczycieli pójdzie na bruk.

Przy okazji rodzice napotkają na inny problem: dowozu dzieci do szkół, często położonych znacznie dalej niż dotąd.

Analizując poszczególne elementy zmian edukacyjnych proponowanych przez rząd Beaty Szydło, dojść można do jednego wniosku: cała deforma edukacyjna nadaje się wyłącznie do kosza.

Rządzący nie liczą się ze społecznymi i obywatelskimi protestami, które sami nieopatrznie wywołują. Resort edukacji od samego początku ignorował potrzebę rzeczowych, merytorycznych konsultacji społecznych. Nie potrafił przekonać olbrzymiej części społeczeństwa do swoich planów. Na sam koniec zaś postanowił zmiany wymusić siłą. Tym bardziej warto wyrazić swój sprzeciw w obywatelskim referendum zorganizowanym przeciwko edukacyjnym ustawom rządu PiS.

Szkoła z XIX wieku

Antyreforma PiS w edukacji to cofanie Polski w rozwoju o lata świetlne. Przypomnijmy, że rząd Beaty Szydło opóźnił obowiązkowy wiek przedszkolny z 5 do 6 lat. Tymczasem wyniki międzynarodowych badań umiejętności (m.in. PISA 2012 i PIRLS 2011) wyraźnie wskazują, że dzieci uczęszczające do przedszkola wcześniej lepiej radzą sobie z czytaniem i matematyką.

Wniosek jest jasny: deforma PiS istotnie zmniejsza szanse edukacyjne i rozwojowe dzieci.

Podręczniki pisane na kolanie

Do dziś nie są znane podstawy programowe dla poszczególnych przedmiotów. Skoro tak, to czy podręczniki zostaną odpowiednio wcześnie przygotowane, i czy wydawcy zdążą z ich publikacją? Patrząc na sposób i tempo prac resortu można otwarcie powiedzieć: podręczniki będą pisane na kolanie. Byle tylko je zatwierdzić i wydrukować.

Co to oznacza? Błędy merytoryczne, językowe, stylistyczne w książkach przeznaczonych do kształcenia dzieci i młodzieży.

Katastrofa w liceach w 2019 roku

Za 2 lata – w 2019 roku – do liceów zdawać będzie… podwójny rocznik. Zmusi to połowę kandydatów do wyboru innej szkoły niż planowali, bo najpopularniejsze placówki będą dwukrotnie bardziej oblegane. Mimo ewentualnego powiększania klas, nie da się pomieścić takiego napływu uczniów.

Gmachy szkół nie są z gumy

Reforma edukacji to nie tylko programy i podręczniki. To przede wszystkim dzieci, ich przyszłość i komfort nauki. Tymczasem rząd wraca do modelu, w którym najmłodsze dzieci będą się uczyły z nastolatkami w tym samym budynku.

Prawdopodobnie nauka odbywać się będzie w systemie zmianowym. Dzieci i młodzież będą upychane w budynkach szkół (8 roczników w podstawówkach na 6 klas i 4 roczniki w liceach na 3 klasy!). Łączy się to albo z rozbiciem szkół, albo nauką na 2 lub nawet 3 zmiany.

Gimnazja, które rząd zlikwiduje, przez lata wypracowały swoją markę, popartą osiągnięciami i wybitną kadrą pedagogiczną. Nie tylko symbolicznie można by zapytać: co się stanie ze sztandarami szkół gimnazjalnych? Pójdą na stos, czy na przemiał?

Brak szacunku dla nauczycieli

Jeśli polska szkoła ma gwarantować wysoki poziom nauczania, trzeba dbać o jej pracowników. Bo to od nich zależy przyszłość naszych dzieci: ich rozwój, edukacja i dalsza kariera. Deforma PiS to cios w poczucie stabilności tej grupy zawodowej.

Zagrożonych jest nawet 37 tys. etatów, głównie w likwidowanych gimnazjach. Zwalnianym trudno będzie znaleźć inną pracę, szczególnie osobom w wieku 45+, które zainwestowały w rozwój zawodowy i często osiągnęły poziom nauczyciela dyplomowanego. Koniec klas dwujęzycznych szczególnie dotknie specjalistów uczących przedmiotów po francusku, hiszpańsku czy niemiecku.

Wyrzucanie nauczycieli na bruk pociągnie też koszty społeczne (wypadnięcie z rynku pracy kilkudziesięciu tysięcy nauczycieli i odprawy dla nich).

Zabetonowanie karier

Rządzący w ogóle nie liczą się z dorobkiem nauczycieli likwidowanych gimnazjów. Co więcej, resort edukacji swoim drastycznym posunięciem zamyka de facto drogę do zawodu tysiącom młodych ludzi, do tego świetnie wykształconym. Dlaczego? Przez najbliższe lata szkoły zostaną zmuszone do zatrudniania tych nauczycieli, którzy stracą pracę w wyniku zmiany struktury szkół.

Cios w samorządy

Deforma PiS to wotum nieufności wobec wieloletniej pracy samorządowców, m.in. ich przygotowania bazy gimnazjalnej. Szkoły niejednokrotnie modernizowano ze środków unijnych. Likwidacja gimnazjów i reorganizacja szkół niesie za sobą ryzyko odebrania przyznanych dotacji z UE. Strach pomyśleć, jakie skutki dla samorządowych budżetów mogłyby nieść takie posunięcia.

Zmiany autorstwa minister Zalewskiej oznaczają zwyczajny brak gospodarności. Wyrzuca się w błoto kolejne miliardy złotych, które ministerstwo zaleca wydać na przystosowanie budynków gimnazjów do potrzeb najmłodszych uczniów. W ostatecznym rozrachunku za deformę zapłacą mieszkańcy Polski lokalnej – brakiem usług lub ich niską jakością – gdyż z czegoś trzeba będzie pomysły minister Zalewskiej sfinansować.

Przykładowo, wójt gminy Żagań będzie musiał wydać 100 tys. zł na nowe wyposażenie klas, 10 tys. zł na dowożenie dzieci ze wsi do miasta, 60 tys. zł na odprawy dla zwalnianych pracowników oświaty. Ale resort edukacji zdaje się tym kompletnie nie przejmować. Jedyne, co może powstrzymać zapędy pani minister, to stanowczy sprzeciw w obywatelskim referendum.