Newsletter

Tutaj stoimy, inaczej nie możemy

Redakcja Instytutu, 09.01.2017
Poszanowanie prawa, bezpieczeństwo finansowe i powaga państwa polskiego nie mogą być przedmiotem kupczenia z PiS

Protest w Sejmie, prowadzony przez Platformę Obywatelską i – przynajmniej do tej pory – także przez posłów .Nowoczesnej, nie jest kaprysem, ani tym bardziej wyrazem złej woli. Nie jest też zagrywką PR-owską.

Fotografia: Protest w obronie wolności mediów w Sejmie, 17.12.2016, CC BY-SA 2.0.

Opozycja sięgnęła po tę skrajną formę protestu, bo już nie miała żadnego innego wyjścia, by domagać się respektowania podstawowych zasad, obrony fundamentów państwa prawa.

Ich łamanie zaczęło się jeszcze na sali plenarnej Sejmu, feralnego 16 grudnia 2016 r. Wówczas, wbrew art. 175 Regulaminu Sejmu (który opisuje dopuszczalny powód wykluczenia posła i precyzyjną procedurę), marszałek Marek Kuchciński wykluczył posła Michała Szczerbę z obrad polskiego parlamentu. Tym posunięciem Kuchciński wywołał zdecydowany sprzeciw całej opozycji.

Potem, gdy obrady zostały rzekomo przeniesione do Sali Kolumnowej, było już tylko gorzej.

Trzeba to powiedzieć najprościej, jak tylko się da: 16 grudnia, w trakcie spotkania posłów PiS, pracowników Klubu Parlamentarnego, co najmniej jednego radnego PiS oraz kilku innych, niezidentyfikowanych osób (co rodzi poważne wątpliwości, czy na Sali Kolumnowej było kworum), budżet państwa NIE został przegłosowany!

Marszałek Sejmu i większość sejmowa na co najmniej cztery różne sposoby złamali fundamentalne reguły.

Po pierwsze, dwójki posłów, którzy rzekomo mieli liczyć głosy w Sali Kolumnowej, na tej sali nie było.

Po drugie, posłowie opozycji nie mogli zgłaszać wniosków formalnych (co zostało potwierdzone w stenogramie).

Po trzecie, obecny na Sali Kolumnowej poseł PO Sławomir Nitras złożył protest wobec blokowego głosowania poprawek, co zgodnie z regulaminem Sejmu oznacza, że poprawki powinny być głosowane jedna po drugiej, oddzielnie. Marszałek Sejmu tymczasem zlekceważył tę zasadę i przeprowadził głosowanie „blokowe”.

Po czwarte wreszcie, media nie zostały dopuszczone na Salę Kolumnową, co samo w sobie jest złamaniem Konstytucji – po raz pierwszy w historii niepodległej Rzeczypospolitej dziennikarze nie mogli relacjonować procedowania nad najważniejszą ustawą w państwie.

Jak skrupulatnie wyliczyła posłanka Izabela Leszczyna (PO), kolejno doszło do złamania: art. 50 Regulaminu Sejmu (głosowanie poprawek do poszczególnych artykułów), art. 172 (umożliwienie prasie, radiu i telewizji sporządzania sprawozdań z posiedzeń Sejmu), art. 184 (zgłaszanie wniosków formalnych), art. 61 Konstytucji RP (wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu) i 104 Konstytucji RP.

Poszanowanie prawa, bezpieczeństwo finansowe i powaga państwa polskiego nie mogą być przedmiotem kupczenia z PiS. Rzekomy „kompromis”, który miałby polegać na zaprezentowaniu w Senacie przez senatorów PiS (!) poprawek do budżetu wcześniej zgłaszanych przez opozycję oznaczałby de facto usankcjonowanie tego, co zdarzyło się 16 grudnia. A tego nie da się uznać, bo, powtórzmy raz jeszcze, budżet NIE został przegłosowany. Tertium non datur.

Rozwiązaniem tego kryzysu jest przeprowadzenie prawdziwego, zgodnego z regułami głosowania ustawy budżetowej na sali plenarnej w Sejmie, przy obecności mediów. PiS ma większość, więc najprawdopodobniej ustawę budżetową przeforsuje.

Redakcja Instytutu Obywatelskiego