Newsletter

Nowa polityka europejska dla Polski

Rafał Trzaskowski, 13.12.2016
Brexit zmieni Unię Europejską, ale jej nie zniszczy

Do października 2015 roku celem polskiej dyplomacji była obrona polskiej racji stanu. W dalszej kolejności skupialiśmy się też na wzmacnianiu naszej pozycji w Unii Europejskiej i kreowaniu dobrego wizerunku Polski – pierwsze zadanie jest logicznie powiązane z drugim.

Fotografia: freestocks.org, domena publiczna.

Krytyczna wobec sytuacji w Polsce rezolucja Parlamentu Europejskiego, przyjęta 14 września (2016 r. – red.) miażdżącą większością głosów, jest dowodem na to, że PiS-owi wystarczyło kilka miesięcy, by zdewastować to, na co kraj pracował przez wiele lat.

Przez swoją nieodpowiedzialną i nieprofesjonalną politykę zagraniczną rząd PiS-u spowodował nie tylko olbrzymie straty wizerunkowe, ale przede wszystkim osłabił naszą zdolność promowania polskiej racji stanu.

Pod pozorem wzmocnienia podmiotowości Polska skonfliktowała się ze wszystkimi najważniejszymi partnerami – Stanami Zjednoczonymi, Unią Europejską (zwłaszcza z Niemcami) oraz unijnymi i europejskimi instytucjami. W jaki sposób skutecznie bronić polskich interesów, kiedy nie ma się sojuszników?

Polityka PiS-u może de facto doprowadzić do praktycznego odejścia od strategicznych celów wyznaczonych po 1989 roku, takich jak rzeczywiste umacnianie naszej roli w NATO i UE, stworzenie państwa prawa, przyjęcie i wzmacnianie demokratycznych zasad i wartości.

Na to zgody nie będzie nigdy. Już dziś trzeba przygotowywać się na odbudowę tego, co obecny rząd niszczy. Polska bardzo szybko będzie potrzebowała pomysłu na powrót do europejskiego centrum. Zadaniem opozycji, zwłaszcza Platformy Obywatelskiej, jest wypracowanie takiego planu.

PO była i pozostanie partią jednoznacznie proeuropejską i proatlantycką. Jednoznacznie korzystnie oceniamy nasze członkostwo w UE w wymiarze ekonomicznym (dzięki akcesji odnotowaliśmy w Polsce szybszy wzrost gospodarczy – prawie 2 procent PKB rocznie; skumulowany wzrost gospodarczy w latach 2007–2015 wyniósł ponad 28 procent), ale również politycznym (członkostwo w UE spowodowało zwiększenie polskiego bezpieczeństwa).

Podstawą europejskiej polityki nowego rządu (tego, który zastąpi ekipę PiS-u) powinno być poszanowanie wspólnych wartości. Z członkostwem w NATO i UE wiążą się nie tylko korzyści, lecz także obowiązki: konieczność poszanowania prawa do godności osoby ludzkiej, wolności, szanowania zasad państwa prawa, jak również poszanowania praw człowieka. Te niezbywalne elementy demokracji tworzą kapitał społeczny, wzmacniają zaufanie i skłaniają ludzi do współpracy dla budowania dobra wspólnego – co według wszystkich najnowszych badań tworzy podwaliny dla silnego państwa.

PiS, podważając kapitał społeczny, wbrew swojej buńczucznej retoryce zamiast wzmacniać nasze państwo osłabia je, ograniczając potencjał potrzebny do osiągnięcia sukcesu w zglobalizowanym świecie.

Pierwszym celem nowej polityki europejskiej musi być maksymalizowanie wpływu Polski na sytuację w Europie. To powinno być robione umiejętnie: najlepszą drogą jest efektywne wpisywanie naszych interesów w ogólny interes UE.

Ciągłe kontestowanie inicjatyw naszych partnerów i forsowanie własnych żądań, nieuzgodnionych z innymi państwami członkowskimi, to droga donikąd. Trzeba zgłaszać własne pozytywne inicjatywy (w rodzaju Partnerstwa Wschodniego czy unii energetycznej), aby efektywnie promować naszą rację stanu.

Europejska filozofia integracji nowego rządu musi być w pełni pragmatyczna. Najpoważniejszych problemów dzisiejszej Europy, ale również świata, nie da się rozwiązać w pojedynkę – dlatego trzeba wspierać pogłębianie integracji tam, gdzie ułatwi ona stawianie czoła wspólnym wyzwaniom: groźnym zmianom klimatycznym, agresywnej Rosji, terrorystom z tak zwanego Państwa Islamskiego i innym szaleńcom.

Razem łatwiej zdobyć niezależność energetyczną i poradzić sobie z kryzysem imigracyjnym, dziś najbardziej palącym. Podejście do integracji nie powinno jednak być dogmatyczne. Nowy polski rząd powinien chcieć sprzeciwiać się inicjatywom, które nie przynoszą Unii Europejskiej wymiernych korzyści, a stoją w skrajnej sprzeczności z polskim interesem.

Polski nie stać na antagonizowanie kogokolwiek – żadnego z naszych partnerów, żadnej z międzynarodowych instytucji, zwłaszcza unijnych. Do skutecznego forsowania zdefiniowanych interesów konieczna jest jak największa liczba sojuszników.

Dowodem dojrzałości polityki europejskiej jest umiejętność zawierania zmiennych sojuszy, w zależności od sprawy. Powinniśmy zawierać je z naszymi strategicznymi partnerami, czyli Niemcami i Francją. Zdanie państw naszego regionu (zwłaszcza Grupy Wyszehradzkiej) też jest ważne, ale nie bardziej niż uczestnictwo w nieformalnej grupie sześciu najważniejszych państw UE (oprócz nas są to Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania i Holandia).

Przydatnym narzędziem politycznym w przyszłości może okazać się Trójkąt Weimarski, dziś tak bardzo zaniedbany.

Ostatnie lata w relacjach z Niemcami były najlepsze w historii. W dwudziestą piątą rocznicę podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy podkreślamy, że Niemcy są naszym partnerem strategicznym, ponieważ łączy nas wspólnota wartości i interesów w imię współodpowiedzialności za losy Europy.

Niemcy pozostaną nie tylko naszym największym partnerem gospodarczym i handlowym, ale także najskuteczniejszym sojusznikiem w zabieganiu o europejską solidarność i powstrzymywaniu podziału UE.

W tej partnerskiej współpracy oczywiście nie można unikać tematów trudnych. Forum dialogu i szukania rozwiązań stricte bilateralnych powinien pozostać „okrągły stół”, z udziałem przedstawicieli Polonii i mniejszości niemieckiej. Nowy polski rząd powinien zabiegać o pełną implementację postanowień polsko-niemieckiego traktatu, w tym zwłaszcza zapisów dotyczących nauczania języka polskiego w Niemczech i stworzenia konkurencyjnych warunków polskim przedsiębiorcom.

Istotny charakter mają dla nas także nasze relacje z Francją, z którą łączy nas przede wszystkim troska o jednolity rynek, wspólną politykę obronną i wspólną politykę rolną.

Naszym celem powinno być także utrzymanie Wielkiej Brytanii jak najbliżej UE. Londyn jest bowiem naszym bardzo ważnym sojusznikiem w walce o otwartą Europę, silną poprzez sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, pryncypialnie traktującą naszych sąsiadów, którzy łamią prawo międzynarodowe.

Nowy rząd powinien zdecydowanie przeciwstawić się anachronicznym konstrukcjom geopolitycznym w rodzaju „Międzymorza”, które w praktyce znaczyłoby marginalizację Polski w UE i NATO.

Opowiadamy się za podtrzymaniem jedności Zachodu wobec agresywnej postawy Rosji i wojny na Ukrainie. Celem nowego rządu powinno być wzmacnianie ukraińskiej państwowości, wspieranie reformatorskiego wysiłku władz oraz społeczeństwa Ukrainy (ale także innych państw sąsiedztwa). Dwustronne relacje muszą się jednak opierać także na poszanowaniu wspólnej historii.

Polska powinna dzielić się doświadczeniem pomyślnej transformacji, kontynuując wsparcie administracyjne oraz podtrzymując pomoc finansową dla Ukrainy w postaci środków rozwojowych i pomocy humanitarnej.

Myśląc o zewnętrznych partnerach UE, nie sposób nie wspomnieć o Stanach Zjednoczonych. Ameryka to nasz przyjaciel, sojusznik, partner. Nie zawsze i nie we wszystkich sprawach się zgadzamy, ale Polska – tak jak wszystkie kraje UE – powinna pamiętać, że lepszego przyjaciela, podzielającego nasze wartości, na świecie nie ma.

Nowy rząd powinien ponowić nasze poparcie dla zacieśniania współpracy gospodarczej. Dziś Polska powinna popierać podpisanie przez UE i Stany Zjednoczone umowy handlowej TTIP, która nie tylko zwiększy wymianę handlową, ale również umocni związki polityczne między sygnatariuszami. TTIP musi jednak opierać się na zasadach, które przyniosą stronom obopólne korzyści, a naszym obowiązkiem jest szczególna dbałość o zabezpieczenie polskich interesów (zwłaszcza w sektorach wrażliwych).

TTIP wraz z umową zawartą pomiędzy UE a Kanadą potencjalnie stworzą największą na świecie strefę wolnego handlu. Gdyby z powodów politycznych do podpisania TTIP nie doszło, próbę należałoby ponowić za kilka lat, pod warunkiem, że w jeszcze większym stopniu zadbamy o interesy Europy – zwłaszcza przestrzeganie naszych standardów. To może być zadanie dla nowego polskiego rządu.

Po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE stanie się jasne, że centrum decyzyjne wspólnoty będzie usytuowane w strefie euro. Kraje bez wspólnej waluty będą generować mniej niż 15 procent unijnego PKB, trudno więc oczekiwać, że siła ich głosu będzie w UE dominująca. To jeden, ale nie jedyny argument za tym, by uznać, że długofalowym celem Polski w Europie powinno być przyjęcie euro (do czego zresztą jesteśmy traktatowo zobowiązani).

Drugim, ważniejszym powodem wejścia do strefy euro są korzyści dla polskiej gospodarki – a więc także dla Polaków. Pod dwoma wszakże warunkami: strefa euro musi zakończyć fazę budowania mechanizmów, które uniemożliwią powtórzenie się kryzysu gospodarczego, a nasz kraj musi być w pełni przygotowany do przyjęcia wspólnej waluty – poprzez zakończenie procesu konwergencji gospodarczej ze strefą euro (także w sferze płac!).

Nowy polski rząd powinien skuteczniej niż dziś bronić podstaw integracji europejskiej, jaką jest jednolity rynek. Nieprzekraczalną linią jest swoboda przepływu pracowników i świadczenia usług. Dziś nie wiadomo, czy rząd PiS-u zdoła przekonać europejskich partnerów, by w dyskusji o ewentualnym wprowadzeniu płacy minimalnej w całej UE zostały uwzględnione argumenty państw takich jak Polska, w których jedną z istotnych przewag konkurencyjnych jest relatywnie niższa płaca pracowników-specjalistów, przy zagwarantowaniu tej samej wydajności pracy i jakości.

Kolejnym priorytetem będzie wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego. Będziemy wspierać rozwój wspólnej polityki energetycznej bazującej na takich elementach, jak: solidarność w obliczu kryzysu w dostawie energii, rozwój infrastruktury, przejrzystość kontraktów, egzekwowanie polityki konkurencji.

Z polityką energetyczną jest powiązana strategia powstrzymywania zmian klimatycznych. Polska powinna być jej częścią – co zakłada stopniowe odchodzenie od monopolu energetyki węglowej. Polski kontekst musi być jednak uwzględniony, nie można oczekiwać, że z dnia na dzień nasz kraj zmieni proporcje źródeł energii (dziś ponad 90 procent udziału ma energetyka spalająca węgiel).

Niestety, rząd PiS-u jeszcze głębiej wpycha nas na pozycję, której w przyszłości nie da się obronić. Ograniczenia rozwoju energetyki odnawialnej trzeba będzie w przyszłości znieść.

Nowy polski rząd powinien popierać utrzymanie polityki rozszerzenia UE – co nie znaczy, że Polska powinna udzielać poparcia in blanco. Kolejne etapy procesu rozszerzenia mogą następować tylko wówczas, gdy państwa kandydujące ponad wszelką wątpliwość udowodnią, że zrealizowały (w praktyce, a nie tylko we własnych zapewnieniach i deklaracjach) właściwe kryteria. Dotyczy to w takim samym stopniu kandydatów oficjalnych – państw Zachodnich Bałkanów (zwłaszcza Serbii) – jak i potencjalnych, teoretycznych, na czele z Ukrainą. Skala reform niezbędnych, by Ukraina mogła w ogóle myśleć o rozpoczęciu negocjacji, jest tak duża, że mówimy o perspektywie dziesięcioleci.

W przypadku Turcji sytuacja jest o wiele bardziej klarowna. Dramatyczne zmiany zachodzące w tym kraju powodują, że temat ewentualnego wejścia do Unii Europejskiej przestaje być aktualny. To powiedziawszy, UE powinna utrzymać dialog z Turcją, przede wszystkim zaś powinna przestrzegać zawartej z Turcją umowy dotyczącej wspólnego powstrzymywania fal migracyjnych. Obiecane Turcji trzy miliardy euro na pokrycie kosztów pobytu imigrantów na jej terytorium powinny być wypłacone.

Obowiązkiem Polski jest poprzeć pomysły skuteczniejszej walki z terroryzmem na poziomie unijnym (zwłaszcza dalej idącą wymianę informacji), z odpowiednimi gwarancjami zabezpieczającymi wolności obywatelskie. To znaczy konieczność pogłębienia integracji na tym polu, ale akurat w tej kwestii „więcej Europy” przyniesie korzyści.

Podobnie jest z polityką imigracyjną. Powinniśmy w większym stopniu zaangażować się w zabezpieczenie zewnętrznych granic UE i pomagać w weryfikacji uchodźców pod względem bezpieczeństwa. Jednocześnie Polska powinna sprzeciwiać się pomysłom wprowadzenia automatycznych mechanizmów rozdziału uchodźców. Nie ma i nie będzie na to społecznego przyzwolenia – nasi europejscy partnerzy muszą się z tym pogodzić.

Rozdział uchodźców musi się odbywać na zasadach dobrowolnych. Taka postawa nie może być jednak tożsama z ucieczką od odpowiedzialności. Solidarność jest naczelną zasadą UE. Polska, która z tej solidarności korzysta, też powinna się nią wykazać – na własnych warunkach, bez przymusu. Warto pamiętać, że według prognozy ONZ w 2050 roku liczba Polaków mieszkających w kraju spadnie do 34 milionów. Dziś imigranci to zaledwie 0,1 procent populacji Polski – czyli jedna czterdziesta unijnej średniej.

W obliczu nowych wyzwań w polityce zagranicznej nie unikniemy dylematów, z którymi musimy się zmierzyć. Jeden z nich brzmi: jaki dokładnie model rozwoju integracji jesteśmy w stanie wspierać, gdyby doszło do rewizji traktatów?

Nowy polski rząd powinien opowiedzieć się za utrzymaniem obecnego modelu UE. Konkretne rozwiązania, które poprawią jakość życia jej mieszkańców, przyspieszą wzrost gospodarczy i zwiększą wewnętrzne i zewnętrzne bezpieczeństwo, można wprowadzić bez pisania traktatów od nowa. Nowemu polskiemu rządowi powinna być bliska koncepcja dziś przedstawiana przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera: Unii rezultatów, widocznych, a przede wszystkim korzystnych dla obywateli.

Nie da się zaprzeczyć, że UE jest w kryzysie. W dodatku po Brexicie i nieodpowiedzialnym zachowaniu wielu europejskich rządów pojawia się pokusa budowania małej federalnej Unii, bazującej na państwach założycielskich. Pokusa to zabójcza dla integracji europejskiej.

Niestety, obecny polski rząd przez swoją retorykę szukania winnych, podważania kompetencji unijnych instytucji, obrażania partnerów i ogłaszania konieczności przeprowadzenia rewolucji kulturowej daje tylko argumenty do ręki tym, którzy chcieliby pozostawić nas na marginesie integracji.

Polska musi być zdeterminowana, by przeciwdziałać ewentualnej fragmentacji UE – rozpadowi na ściśle zintegrowane centrum oraz peryferia (na które mogą nas wyprowadzić działania PiS-u). Pozostawienie Polski w szarej strefie geopolitycznej, jako państwa buforowego, przekreśliłoby wysiłek całej demokratycznej opozycji z epoki komunizmu i ostatnich 27 lat. Nie ma bardziej niebezpiecznego scenariusza dla Polski. Naszym zadaniem teraz i w przyszłości będzie do jego realizacji za wszelką cenę nie dopuścić.

Rafał Trzaskowski – poseł RP, były europoseł i były minister ds. europejskich.

Od redakcji: tekst pochodzi z 11. numeru kwartalnika „Instytut Idei” zatytułowanego „Europa po Brexicie”