Newsletter

Potrzeba innej polityki historycznej

Kamil Wrotkowski, 11.11.2016
Rzecznicy liberalnej demokracji, obrońcy pokojowej transformacji w Polsce muszą odrobić pracę domową z historii i stworzyć konkurencyjny, niemartyrologiczny przekaz o dziejach naszego kraju

Pełna wersja tekstu w PDF

Afisz z okazji odzyskania niepodległości, 1933 r. (fragm.), Wikipedia

Historia jest potencjalnie ważnym narzędziem kształtowania świadomości narodowej i obywatelskiej.

Wobec dotychczasowego pozostawienia historii na uboczu, bez dokonania próby gruntownej refleksji nad nią, dziś tę pracę domową powinny odrobić środowiska „liberalnej demokracji”. Czyli te środowiska, które traktują transformację przełomu lat 80. i 90. XX wieku i jej dorobek jako polski sukces. Powinny mianowicie spróbować wyrobić całościowo spojrzenie na dzieje, nieraz z odrzuceniem dawnych szablonów.

Przemyślana interpretacja historyczna, pomagająca wyjaśnić świat, mogłaby mocno redukować podatność na radykalizm. Szczególnie, że radykałowie własną interpretację konsekwentnie tworzą. Jest ona na ogół czarno-biała: po jednej stronie bohaterowie, po drugiej zdrajcy i agenci. Nowa liberalno-demokratyczna narracja historyczna z konieczności zmagałaby się więc z krążącymi uproszczeniami.

Dziś historia Polski nauczana w szkole do czasów rozbiorów to głównie opowieść z perspektywy polskich władców, a nie historia o państwie i grupach społecznych. Mamy więc prostą historię wojen: np. walecznego Bolesława Chrobrego – pomija się jednak często, że finalnie jego polityka nie przyniosła niemal żadnych korzyści terytorialnych. Była zaś ogromnym ciężarem dla mieszkańców młodego państwa. I to ten ciężar legł u podstaw załamania się polskiej państwowości, do którego doszło za kolejnego władcy Polski, Mieszka II.

Przy omawianiu następnych wieków też mamy raczej nacisk na historię wojenną, a nie dyplomatyczną czy gospodarczą. Wyjątki są, ale raczej niewielkie.

W temacie Rzeczypospolitej XVI-XVII wieku przewija się polska mocarstwowość pod rządami wybitnych królów, takich jak Stefan Batory czy Jan III Sobieski. Wskazuje się na bogactwo ówczesnej Rzeczypospolitej. Trudniej jednak określić, czy do uczniów przebija się fakt, że bogactwo to było pozorne – paradoksalnie oparte na zacofaniu. Polska przecież mogła eksportować na Zachód tylko najprostsze produkty (lub surowce): żywność, smołę, drewno. Z Zachodu importowano bardziej zaawansowane produkty. Nasza wielkość była więc złudą krótkookresowego bogactwa na prostym zarobkowaniu, a nie rozwoju.

Spotkamy się też przeważnie z bardzo prostą, promonarchistyczną wizją Rzeczypospolitej i jej problemów. Źródłem tych ostatnich ma być więc egoistyczna szlachta stosująca liberum veto, nie chcąca reform. Tylko czy to takie proste? Wszak po śmierci Zygmunta Augusta szlachta dokonała ogromnej pracy reformatorskiej, tworząc nowatorski ustrój. Szlachta miała też świadomość konieczności jego dalszego dopracowania.

Może więc problemem byli królowie elekcyjni, od Batorego począwszy, którzy koniecznie chcieli zwiększyć swoją władzę? I gdyby nie próbowali podważać status quo, doszłoby do udoskonalenia ustroju w duchu parlamentaryzmu szlacheckiego?

Całkowicie zrozumiałe jest, że z czasem szlachta okazała się bardzo nieufna wobec monarszych chęci zmian. Czy jednak odrzucając szablon wizji historii nakierowanej na silną władzę, nie wyłoni się inna diagnoza przyczyn upadku Rzeczypospolitej?

Takie powielanie edukacyjnego schematu przekłada się na powszechną świadomość o najlepszym modelu sprawowania władzy. Dziś nietrudno dostrzec, że duża część społeczeństwa oczekuje właśnie silnej władzy. Może gdyby nie powszechność tego motywu edukacyjnego, także elektorat PiS oburzałby się na łamanie rodzimej Konstytucji? Konstytucji, która przecież jest zabezpieczeniem przed nadużyciami ze strony rządzących.

Wobec mitu o skutecznej silnej władzy nie może dziwić, że PiS i elektorat tej partii widzą w ustawie zasadniczej przeszkodę dla realizacji swych politycznych planów.

Kamil Wrotkowski – doktorant na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego, publicysta

Powyższy tekst jest fragmentem analizy Kamila Wrotkowskiego. Tytuł, lead, skróty i opracowanie od redakcji IO.