Newsletter

Człowiek w centrum

Sebastian Gojdź, 03.11.2016
Wbrew pozorom podstawową wartością, jakiej hołdują partie chadeckie, nie jest wiara religijna, a wolność

Nie tak dawno przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna ogłosił, że jego partia obiera kierunek na prawo – tak aby stać się znów formacją chadecką. Reakcje na tę deklarację, w zależności od percepcji świata ich autorów, były skrajnie różne.

Głosy krytyczne brały się głównie z obaw, iż PO to kolejna partia dążąca do budowy państwa wyznaniowego. Jednak tak ukierunkowany dyskurs jasno wskazuje, iż zapomnieliśmy o ideologicznych fundamentach partii politycznych i ich znaczeniu.

Czas ostatnich miesięcy rządów PO to ideologiczny dryf tego ugrupowania. Aby dokonać rewizji przeszłości i przygotować strategię na przyszłość, najpierw należy wytyczyć azymut. Tym azymutem jest odbudowanie tożsamości partii, która od samego początku była partią chadecką, kontynuującą pracę filarów polskiej transformacji: Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka czy Lecha Wałęsy.

Dlatego warto dziś przypomnieć, czym jest chrześcijańska demokracja i jasno wskazać, dlaczego tak bardzo różni się ona od narzucanego obecnie systemu politycznego. Systemu, który choć opiera swoją narrację o wartości chrześcijańskie, w praktyce depcze je bezwzględnie, i który zakłada coś, co określić można katolickim autorytaryzmem.

Podstawową wartością, jakiej hołdują partie chadeckie, wbrew pozorom nie jest wiara, a wolność. Chrześcijaństwo było jednym z kamieni węgielnych cywilizacji Zachodu. Na przestrzeni wieków równolegle ze zróżnicowaniem postrzegania świata, zarówno w wymiarze materialnym jak i duchowym, ewoluowała również polityka.

Chrześcijańska demokracja jako nurt polityczny wyrosła na formacjach reprezentujących mieszczan i przedsiębiorców walczących o pluralizm, swobodę gospodarczą, a jednocześnie prawa obywatelskie, w tym wolność wyznania. Wolna wola bowiem jest fundamentem chrześcijaństwa, a w ujęciu politycznym warunki do jej urzeczywistnienia najpełniej wspiera demokracja.

W założeniach programowych chadecji nie ma więc dziś miejsca na bezkompromisowy zakaz aborcji, zmuszający do połogu kobiety bez względu na ogrom cierpienia dziecka i matki. Nie ma miejsca na odbieranie prawa do korzystania z osiągnięć medycyny, dzięki którym bezdzietne pary mogą mieć nadzieję na potomstwo. Nie ma też miejsca na kategoryzację obywateli ze względu na poglądy religijne, polityczne, orientację seksualną, kolor skóry, narodowość czy płeć.

W ujęciu chrześcijańskiego demokraty wolna wola nie może również być reglamentowana przez jakąkolwiek instytucję. Ani państwową, ani kościelną. Kościół katolicki powstał, by głosić nauczanie Chrystusa, nie zaś je modyfikować. Nauka miłości bliźniego, bo do tego można sprowadzić chrześcijańskie przesłanie, w swym pierwotnym kształcie nie jest opatrzona słowem „ale”. W demokracji postulat ten jest realizowany poprzez wzajemny szacunek instytucji i obywatela, oraz budowanie społeczeństwa opartego na zaufaniu.

W centrum uwagi partii chadeckiej znajduje się człowiek. Bo to jednostka jest budulcem społeczeństwa, nie zaś bezimienna masa. Stąd też niełatwo jest dziś, wobec zredukowanej do granic możliwości narracji populistycznej, postawić na organiczną pracę odbudowy społeczeństwa w oparciu o jednostki i ich partykularne prawa. Ale tylko taka postawa świadczy o odpowiedzialności za naród i państwo.

Demokracja to ustrój, w którym organy państwa pełnią rolę służebną wobec obywatela. Dają mu możliwość swobodnego rozwoju z poszanowaniem praw drugiego człowieka. W demokracji nie wyłącza się mikrofonów opozycji, a wybitnych artystów nie spycha na margines ze względu na ich poglądy. Bo demokracja dojrzewa jedynie poprzez dialog. Ten zaś niejednokrotnie przybiera formę sporu, ale to w żaden sposób nie odbiera mu sensowności.

Dialog daje możliwość poznania różnych punktów widzenia. Taka szersza perspektywa nie tylko rozwija, ale przede wszystkim uczy empatii wobec drugiego człowieka. Odebranie prawa do wyrażania opinii komukolwiek automatycznie go dehumanizuje. Dehumanizacja zaś to jedno z najpotężniejszych narzędzi systemów autorytarnych i totalitarnych, które przezwyciężyliśmy. Pojawia się więc pytanie, jak interpretować słowa „miłujcie bliźniego swego jak siebie samego”, skoro „bliźni” przestaje być dla nas człowiekiem? Demokracja w końcu to rządy ludzi, nie zdehumanizowanych istot bez prawa głosu.

Państwo w myśl chrześcijańskiej demokracji jest opiekuńcze, ale nie nadopiekuńcze. Nie myśli za nas, ale dba o nasze podstawowe prawa. Nie daje nam pieniędzy, ale tworzy warunki do ich wypracowywania i pomnażania. Nie kupuje nas za nasze własne podatki, ale dysponuje nimi w taki sposób, abyśmy czuli się dobrze obsługiwani przez administrację i nie martwili o przyszłość naszych dzieci. Państwo jest efektywne, nie afektywne.

Chrześcijaństwo jest więc jedynie subtelnym nawiązaniem do wartości, nie zaś dominantą dyskursu politycznego. Pod rządami europejskich chadecji wiele małżeństw wychowuje dzieci poczęte z in vitro, wiele związków partnerskich i małżeństw jednopłciowych cieszy się formalną możliwością opieki nad ukochaną osobą.

Pod rządami chrześcijańskich demokratów związki wyznaniowe są szanowane, a każda krytyka wobec rządu przyjmowana jest z pokorą. Czy to aż takie prawicowe?

Sebastian Gojdź – dyrektor Biura Regionalnego Województwa Zachodniopomorskiego w Brukseli. Bloger NaTemat oraz InnPoland, ekspert TAIEX, członek Zachodniopomorskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego.