Newsletter

Kłamstwa versus kompetencje

Kazimierz Bem, 27.09.2016
Podczas pierwszej debaty prezydenckiej Hillary Clinton była kompetentna, wyważona, prezydencka. Pytanie, czy to wystarczy, by pokonać Trumpa

Kłamał piętnaście razy – ona ani razu. Publicznie chwalił się, że jest mądry, bo nie zapłacił ani dolara podatku. Nie kontrolował ani siebie, ani swoich reakcji. Dla przeciwwagi Hillary była prezydencka, kompetentna, wyważona. Pytanie, czy to wystarczy, by wygrać prezydencki wyścig?

Fotografia: Sarah Hina, flickr.com, CC BY-NC 2.0

Amerykańscy komentatorzy są zgodni w ocenie pierwszego starcia Clinton i Trumpa. Debatę określają jako „surrealistyczną”. Trudno uwierzyć, że osoba tak nieprzygotowana i niekompetentna do zasiadania w Gabinecie Owalnym jak Donald Trump, bierze udział w debacie prezydenckiej z ramienia poważnej Partii Republikańskiej.

Dziennikarze wyliczyli, że Trump wyraźnie skłamał ponad 15 razy. W odbiorze Trumpa istotna mogła okazać się mimika i gesty – tym mniej przyjemne, im dłużej trwała debata. Krezus wymachiwał rękoma, wszystko rejestrowała kamera. Wypadł fatalnie.

Komik Steven Colbert ocenił, że Trump wyglądał i zachowywał się jak „naprany kokainą świadek na weselu”. Republikanin nie odpowiadał konkretnie na żadne z pytań. Najczęściej wymieniane przez niego słowo to „ja”, zaś przymiotnik – „ogromny”. Gdy wyznał, że jego główną zaletą jest temperament, publiczność wybuchnęła śmiechem.

Hillary Clinton wypadła dokładnie tak jak oczekiwano. Spokojna, rzeczowa, stonowana. Do kłamstwa nie posunęła się ani razu. Udało się jej za to parę razy usadzić na miejscu Trumpa. Ten w pewnym momencie wypalił, że skoro nie zapłacił ani dolara podatku, znaczy, że jest mądry. Gdy chwilę później zaczął krytykować amerykańską infrastrukturę publiczną (momentami w opłakanym stanie), Hillary się odcięła: – Jest taka, ponieważ nie płacisz podatków. Na jego przechwałki odpowiedziała krótko: – Całe życie przygotowywałam się do bycia prezydentem. Dostała owację.

W kwestiach związanych z polityką zagraniczną Clinton zdystansowała Trumpa o milę. Gdy cytowała jego skandaliczne wypowiedzi o kobietach, Trump już tylko sapał ze złości.

Nie ulega wątpliwości, że Clinton zaprezentowała się dużo lepiej niż Trump – przyznawali to nawet republikanie. Jednak śledząc zwolenników miliardera wśród moich znajomych, Hillary nie przekonała żadnego z nich. Część twierdziła, że to może i niekompetentny bufon, ale Clinton jest od niego gorsza.

Podczas debaty niektóre wypowiedzi Trumpa wzbudzały entuzjazm widowni. Wątpliwe jednak, by przekonał większość niezdecydowanych i umiarkowanych wyborców. I tutaj jest „urząd prezydencki pogrzebany”. Bo właśnie pierwsza debata miała przekonać niezdecydowanych wyborców – w chwili obecnej jest to 10–20 proc. elektoratu.

W niektórych stanach różnica między Clinton a Trumpem waha się w granicach błędu statystycznego. Clinton musi zatem nie tyle przekonać wyborców będących na „nie” – ci i tak zagłosują na Trumpa – ale pozyskać niezdecydowanych i umiarkowanych. Kłopot w tym, że większość wyborców ma negatywne zdanie o Hillary Clinton, ale jeszcze gorsze noty zbiera Trump. Tu tkwi jej szansa. Do wyborców musi w końcu dotrzeć, że Trump to klasyczny narcyz i mitoman, tak groźny, jak jest niedouczony i bufonowaty.

Debata pokazała nie tylko brak kwalifikacji Trumpa, ale i to, że Clinton jest jedną z najlepiej przygotowanych kandydatów do pełnienia tego urzędu od wielu, wielu lat – zapewne od czasu George’a Busha seniora. Ale dopiero za kilka dni, gdy spłyną sondaże po debacie, okaże się, jak ważne są dla wyborców kompetencje, a nie barwna osobowość.

*Kazimierz Bem – doktor prawa, pastor ewangelicko-reformowany w USA i publicysta protestancki