Newsletter

5 powodów dla których Trump może wygrać wybory

Michał Zieliński, 16.09.2016
Rywalizacja o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych jest coraz bardziej zacięta. Hillary Clinton i Donald Trump remisują zarówno w sondażach ogólnokrajowych, jak i w kluczowych dla zwycięstwa swing states

Kandydatka demokratów od początku roku prowadziła w wyścigu prezydenckim. Pierwszy poważny kryzys zanotowała dopiero pod koniec lipca. Wówczas dała się nieznacznie wyprzedzić Trumpowi, który uzyskał nominację na konwencji republikanów w Cleveland (19 lipca).

Fotografia: Gage Skidmore, Wikipedia, CC BY-SA 3.0

Sondażowy bounce po zwycięskiej konwencji jest już jednak w Stanach tradycją. Doświadczyła go także Clinton, która tydzień po Trumpie została namaszczona na kandydatkę Partii Demokratycznej w Filadelfii (26 lipca). W sierpniu słupki Clinton wystrzeliły. Demokratka cieszyła się największym w kampanii ok. ośmiopunktowym prowadzeniem w sondażach.

Jednak dziś po rekordowej przewadze Clinton nie ma już śladu. Dwaj główni kandydaci idą łeb w łeb, a każdy kolejny sondaż dostarcza coraz mniej dobrych dla demokratów wiadomości.

Na mniej niż dwa miesiące przed dniem wyborów (8 listopada) sondaże wskazują na remis. Średnia kilkunastu badań preferencji prezydenckich z I połowy września zakłada, że Clinton i Trump mogliby dziś liczyć na ok. 41 proc. głosów. Kandydat Partii Libertariańskiej Gary Johnson cieszy się poparciem ok. 9 proc. wyborców, a startująca z ramienia Partii Zielonych Jill Stein zdobywa ok. 3 proc.

Przyczyn słabnących sondaży dopatruje się w niewielkiej aktywności kampanijnej Clinton na przełomie sierpnia i września. Notowaniom Clinton zaszkodziła także choroba, czy raczej sposób w jaki o chorobie polityk dowiedziała się opinia publiczna.

Po uroczystościach rocznicowych 11 września media obiegło nagranie ze słaniającą się na nogach Clinton, która od kilku dni zmagała się już z zapaleniem płuc. Niedyspozycja wyłączyła ją na kilka kolejnych dni z kampanii i wywołała lawinę komentarzy dotyczących nie tylko zdrowia, ale też prawdomówności Clinton.

Zdaniem niektórych publikacja nagrania z mdlejącą kandydatką demokratów, która starała się ukryć przed Amerykanami swoją chorobę, w erze zmediatyzowanej i stabloidyzowanej demokracji może nawet przesądzić o wyniku listopadowych wyborów.

Czy rzeczywiście Trump, któremu jeszcze rok temu nikt nie dawał najmniejszych szans, zmierza ku wygranej? Przedwyborcze sondaże w USA – ojczyźnie najstarszego instytutu badania opinii – na przestrzeni lat wykazywały się dużą trafnością. Oto pięć największych problemów Clinton, a jednocześnie nadziei Trumpa na zwycięstwo.

„SWING STATES”. KTO PRZEKONA WYBORCÓW W „OBROTOWYCH” STANACH?

Wyrównany wyścig w skali ogólnokrajowej siłą rzeczy pociągnął za sobą zaciekłą rywalizację na poziomie swing states. Kluczowe dla zwycięstwa stany, „przepływające” co wybory między demokratami i republikanami, coraz bardziej skłaniają się ku Trumpowi.

Utrata swing states z duża liczbą elektorów – takich jak Floryda czy Ohio – jest dla Clinton nawet groźniejsza niż remis w sondażach krajowych. W sierpniu kandydatka demokratów mogła liczyć nawet na 350 elektorów, a więc dużo więcej niż potrzeba do zwycięstwa (271). Dziś według Google Consumer Survey sytuacja jest remisowa. Clinton może liczyć na 245, a Trump na tylko dwóch elektorów mniej – 243. Pozostałych 50 głosów nie można rozdzielić z uwagi na brak jednoznacznego lidera w kilku stanach.

Jak szacuje wybitny amerykański analityk Nate Silver, utrata tylko jednego z sześciu swing states (Pensylwania, Virginia, Wisconsin, Michigan, Colorado, New Hampshire), w których wciąż prowadzi Clinton oznacza, że kolejnym prezydentem USA zostanie Trump.

„FAVORABILITY”. KTO MA LEPSZY WIZERUNEK?

Oprócz sondaży ogólnokrajowych i stanowych to kolejny obszar, który przyprawia demokratów o ból głowy. Choć dla kibicujących Clinton Europejczyków może to wydawać się zaskakujące, Trump cieszy się podobną sympatią czy zaufaniem Amerykanów jak Clinton. W przypadku obu polityków należy raczej mówić o podobnym braku sympatii czy zaufania. Trump i Clinton to najbardziej niepopularna para kandydatów walczących o prezydenturę od lat.

Trump jest odrzucany ze względu na niezliczone, szokujące wypowiedzi, często o podłożu ksenofobicznym czy wręcz rasistowskim. Clinton najmocniej zaszkodziła „afera e-mailowa”. Jako sekretarz stanu używała prywatnego konta poczty elektronicznej do prowadzenia służbowej korespondencji w latach 2009–2013, narażając na szwank nie tylko swoją wiarygodność, ale i bezpieczeństwo USA.

We wrześniu w wielu sondażach społeczny odbiór Clinton – ocena jej uczciwości czy prawdomówności – jest nawet gorszy niż Trumpa. Duża niepopularność, kontrastująca zwłaszcza z pozytywnym wizerunkiem Baracka Obamy w 2008 roku, źle wróży kandydatce demokratów.

“LIKELY VOTERS VS. REGISTERED VOTERS”. KTO PÓJDZIE NA WYBORY?

Kolejny problem Clinton to likely voters. W przeciwieństwie do registered voters – ogółu Amerykanów zarejestrowanych do udziału w głosowaniu – likely voters to ci, którzy według ośrodków sondażowych rzeczywiście wezmą udział w wyborach. Frekwencja w wyborach prezydenckich w USA (50–60 proc.) na tle innych krajów wysoko rozwiniętych jest niska. Kluczowa zatem staje się mobilizacja własnych zwolenników.

Sondaże są jednoznaczne: poparcie dla Clinton jest wyraźnie wyższe wśród ogółu społeczeństwa czy też wśród zarejestrowanych wyborców niż wśród tych, którzy faktycznie zamierzają oddać głos. Innymi słowy, gdyby przy urnach stawiło się 80-90 proc. Amerykanów, kandydatka demokratów mogłaby spać spokojnie.

Różnice między „zarejestrowanymi” i „prawdopodobnymi” wyborcami dobrze widać w ostatnim badaniu CNN/ORC. Registered voters dają wyraźną, 3-punktową przewagę Clinton (44 proc.) nad Trumpem (41 proc.). Jednak wśród likely voters – a te wyniki CNN przedstawia jako podstawowe wyniki sondażu  wygrywa już Trump (45 proc.) z 2-punktową przewagą nad Clinton (43 proc.). Ta pozornie niewielka, pięciopunktowa różnica między registered i likely voters przekłada się jednak na olbrzymią liczbę głosów – ok. 6 mln. Różnica między Bushem a Gorem w 2000 roku wyniosła tymczasem zaledwie 0,5 mln głosów.

Przepaść między „zarejestrowanymi” i „prawdopodobnymi” wyborcami ujawnia chyba największy kłopot demokratów. Mobilizacja kluczowych dla Clinton grup – najmłodszych i niebiałych wyborców – jest niższa niż w poprzednich latach. Wynika to w sporej mierze z wizerunku samej kandydatki. W ostatnim sondażu ABC News/Washington Post tylko 1/3 zwolenników Clinton zadeklarowała „duży entuzjazm” na myśl o oddaniu na nią głosu. Rozentuzjazmowani są za to sympatycy Trumpa (tu zamiar udziału w wyborach deklaruje wyraźnie 1/2).

Kolejne niebezpieczeństwo dla Clinton czai się w popularnym przekonaniu Amerykanów, że i tak te wybory wygra. W tych samych sondażach, w których Trump remisuje lub wręcz uzyskuje przewagę nad Clinton, dwukrotnie więcej obywateli wyraża przekonanie, że kolejnym prezydentem zostanie kandydatka demokratów, a nie Trump. Ten obiegowy sąd może działać demobilizująco na zwolenników Clinton, a także zwiększać szansę kandydatów „trzecich”: Johnsona i Stein.

“TWO-WAY RACE VS. FOUR-WAY RACE”. CZY KANDYDACI PARTII LIBERTARIAŃSKIEJ I ZIELONYCH POGRĄŻĄ CLINTON?

I właśnie udział w wyborach przedstawicieli Partii Libertariańskiej i Partii Zielonych to kolejne zmartwienie sztabowców Partii Demokratycznej. Sondaże znów są tu jednoznaczne. Gdy Amerykanie pytani są o poparcie tylko dla Clinton i Trumpa, kandydatka demokratów konsekwentnie od początku kampanii ma przewagę. Gdy jednak pojawia się pytanie o four-way race, a więc gdy do wyboru są także Johnson i Stein, sytuacja Clinton wyraźnie się pogarsza.

W ostatnim sondażu CBS News na Clinton chce głosować 46 proc. wyborców, a na Trumpa 44 proc. Gdy jednak na liście pojawiają się Johnson i Stein, prowadzenie Clinton zmienia się w remis (po 42 proc.).

Za tą niekorzystną dla Clinton tendencją stoi jej problem z „millenialsami”. Najmłodsi Amerykanie(18–34 lat) nie tylko są mniej niż przed laty zmotywowani do udziału w wyborach, ale też częściej skłaniają się do wyboru kandydatów spoza „wielkiej dwójki”.

Najnowsze badanie Uniwersystetu Quinnipiac pokazuje, że wśród wyborców poniżej 35. roku życia libertarianin Johnson (29 proc.) wręcz dogania Clinton (31 proc.)! Trump jest wśród najmłodszych dopiero trzeci (26 proc.). Rewelacyjny wynik uzyskuje „zielona” Stein (15 proc.).

Wszystkie badania pokazują, że to właśnie najmłodsi obywatele najmocniej odrzucają Trumpa, widząc w nim ksenofoba czy wręcz rasistę. Socjologowie przekonują, że millenialsi są najbardziej lewicowym pokoleniem w historii USA i Partia Republikańska ma z tą grupą wiekową największy kłopot. Większościowy system wyborczy sprawia jednak, że jeśli zagłosują na kandydata Libertarian lub Zielonych, to paradoksalnie zwiększają szansę na prezydenturę Trumpa.

“PHONE POLLS VS. INTERNET POLLS”. KTÓRYM SONDAŻOM MOŻNA UFAĆ?

W sondażach ukrywa się jeszcze jedno, potencjalne niebezpieczeństwo dla kandydatki demokratów. Otóż Clinton uzyskuje wyraźnie lepsze wyniki w sondażach telefonicznych niż internetowych. Aktualna średnia badań telefonicznych wskazuje na nieznaczną (1,4 pkt proc.) przewagę Clinton. Tymczasem w sondażach internetowych prowadzi Trump – ma przeciętnie o 0,7 pkt proc. więcej niż demokratka.

Dotychczas eksperci oceniali zgodnie, że najbliższe nastrojom społecznym są sondaże telefoniczne. Jednak niedawna kampania referendalna w Wielkiej Brytanii mocno zachwiała tym przekonaniem. To sondaże internetowe trafniej niż telefoniczne wskazywały na perspektywę Brexitu.

Pojawia się podejrzenie, że efekt poprawności politycznej działa także w obecnej kampanii w USA. Ankietowani mogą mniej chętnie przyznawać się do Trumpa w trakcie telefonicznej rozmowy z ankieterem niż podczas stwarzającego większe poczucie anonimowości i bezpieczeństwa badania internetowego. Jeśli tak jest w rzeczywistości, być może Clinton już dziś nie remisuje, a przegrywa z Trumpem.

Skupieni na kampanijnej „bieżączce” komentatorzy i eksperci szybko przeszli do porządku dziennego nad kandydaturą, która jeszcze rok temu wydawała się kompletną aberracją. Ekscentryczny Trump był traktowany nie tyle jako polityk niewybieralny w głosowaniu powszechnym, co nawet pozbawiony szans na republikańską nominację.

„Narracja” zmieniała się stopniowo. Jeszcze wiosną pokutowało przeświadczenie, że Trump – choć wciąż niewybieralny – przy korzystnym zbiegu okoliczności na poziomie swing states może zdobyć większą liczbę głosów w Kolegium Elektorów. Dziś widać już, że rosną szanse na wygraną republikanina także w wyborach powszechnych.

Nate Silver, który bezbłędnie przewidział wynik wyborów na poziomie krajowym i stanowym w 2008 i 2012 roku, prognozuje, że Clinton wciąż pozostaje faworytką – ma ok. 60 proc. szans na zwycięstwo, a Trump 40 proc. Przewaga kandydatki demokratów jednak w szybkim tempie topnieje. Jeszcze miesiąc temu prawdopodobieństwo zwycięstwa Clinton według Silvera sięgało 80 proc.

Kluczowym wyzwaniem dla sztabu Partii Demokratycznej staje się mobilizacja bazy wyborczej – najmłodszych i kolorowych obywateli – zwłaszcza w stanach, które mogą przesądzić o wyniku elekcji.

Potrzebna jest kampania przekonująca lewicowy elektorat, że głos na Johnsona i Stein przybliża wygraną Trumpa. Była sekretarz stanu musi także odnieść przekonujące zwycięstwo w nadchodzących debatach, które śledzą miliony Amerykanów. Pierwsze telewizyjne starcie Clinton-Trump, najprawdopodobniej bez udziału Johnsona i Stein, już 26 września.

*Michał Zieliński – absolwent nauk politycznych, analityk w Instytucie Obywatelskim