Newsletter

Pamięć do odzyskania

Redakcja Instytutu, 13.09.2016
Historia stała się przedmiotem politycznej walki. Obóz rządzący chce ją wygrać za pomocą kłamstw i propagandy

Polityka historyczna była tematem kolejnej konwencji programowej Platformy Obywatelskiej, zorganizowanej 12 września w Lublinie. Gośćmi debaty byli wybitni historycy – prof. Andrzej Friszke z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, prof. Janusz Wrona, szef Zakładu Historii XX wieku na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej i dr hab. Rafał Wnuk, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i zarazem szef działu badań w powstającym Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

Otwierając spotkanie i dyskusję, przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna przyznał, że politycy wcześniejszych rządów w pewnym sensie nie zajmowali się historią – bo chcieli ją oddać historykom.

PiS zachował się inaczej. Politycy dziś rządzącej partii uznali, że historię – pisaną, czy raczej przekręcaną na własną modłę – da się wykorzystać jako propagandowy oręż. – Historia stała się polem bitwy politycznej – ocenił Tomasz Siemoniak, szef rady programowej Platformy Obywatelskiej.

Platforma Obywatelska szuka sposobu, żeby te działania zatrzymać. – Nie możemy dopuścić do tego, żeby gumką wymazywać osoby ze zdjęć, kasować pewne wydarzenia i zapominać, że miały miejsce – podkreśliła wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska. – Prof. Kołakowski powiedział kiedyś, że pamięć tworzy naród, dlatego ta pamięć jest taka ważna – dodała.

Żeby przywrócić prawdę historyczną, trzeba najpierw zadać pytanie: jak to się stało, że PiS zdołał narzucić swoją ahistoryczną wizję milionom Polaków i wykorzystał ją do wyborczego zwycięstwa? A dziś próbuje ją wtłoczyć do głowy całemu społeczeństwu?

– Po 1989 roku wydawało się, że zdefiniowaliśmy zadania, jakie stoją przed społeczeństwem i klasą polityczną. Ale zapomnieliśmy o budowaniu tożsamości – tłumaczył prof. Friszke. – Tymczasem poczucie braku tożsamości istnieje w psychice wielu ludzi. To wykorzystał PiS i tymi emocjami podbija dusze Polaków – dodał historyk.

Gdy wcześniejsze rządy „zostawiały historię historykom”, tak by badana była w sposób naukowy, krytyczny i częstokroć bolesny (gdy odkrywane były czarne karty narodowej historii), PiS oferował Polkom i Polakom piękną bajkę historyczną. Bajkę, odwołującą się do tęsknoty za prostymi podziałami „my–oni”, definiującą naród etnicznie.

– W narracji PiS nie ma znaczenia, co jest prawdą lub nie. Ważne jest, w co ludzie uwierzą. Dzisiaj wrócił PRL w obrazie kształtowania historii, w manipulowaniu historią, w poddawaniu jej regułom propagandy – powiedział prof. Andrzej Friszke. Wtórował mu prof. Wnuk. – Polityka historyczna dzisiaj to mieszanina militaryzacji, heroizacji, mitologizacji. I ma to wszelkie cechy indoktrynacji propagandowej.

Problem w tym, że taka zwulgaryzowana wersja historii może – dzięki swojej prostocie – wydawać się atrakcyjna.

Obrońcy prawdy historycznej, narracji opartej na faktach a nie własnych wizjach, nie mają wyjścia i też muszą szukać oddziałujących na emocje symboli. Wbrew pozorom takich nie brakuje. Historycy debatujący w Lublinie zgodzili się na przykład, że mitowi „żołnierzy wyklętych” można przeciwstawić opowieść o wielkości i wyjątkowości polskiego Państwa Podziemnego. To było coś, co udało się stworzyć tylko w Polsce, było masowe, otwarte na całe społeczeństwo.

Gdy „żołnierzy wyklętych” można liczyć w tysiącach, Armia Krajowa liczyła ponad 300 tysięcy żołnierzy. I to Armia Krajowa, a nie „żołnierze wyklęci” – przy całym szacunku dla bohaterstwa niektórych z nich – wpłynęła na historię Polski. Idea Państwa Podziemnego – budowania jedności w najtrudniejszych warunkach – powinna być ważnym punktem budowania tożsamości.

 

lublin-pobywatelska_o

Jak się z tą narracją przebić w czasie, gdy propagandziści historyczni mają do dyspozycji aparat państwa, Instytut Pamięci Narodowej i wpływ na program nauczania w szkołach?

– Trzeba mówić, dyskutować, nie odpuszczać – podkreślali uczestnicy poniedziałkowej debaty. – Może trzeba tworzyć kluby wiedzy historycznej, które przeciwstawią się wiedzy propagandowej? – zastanawiał się prof. Janusz Wrona.

Koniecznym działaniem jest też próba stworzenia święta Polski demokratycznej. Naturalną datą mógłby być 4 czerwca, rocznicę pierwszych w pełni wolnych wyborów do Senatu. Brakuje nam takiego święta, które będzie przypominało Polakom, co się stało po 1989 roku – podkreślił prof. Wrona.

Kolejnym tropem są przygotowania do nadchodzącej, setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. – Ale to nie jest potyczka, którą można wygrać w pół roku, to wymaga żmudnej i długiej pracy – przestrzegał prof. Friszke.

Dyskusja w Lublinie, choć nie dała odpowiedzi na wszystkie pytania, pomogła postawić diagnozę obecnej sytuacji i zebrać kilka pomysłów na przyszłość. Z jedną, najważniejszą konkluzją: dziś trzeba uznać, że o prawdę historyczną trzeba się bić z taką samą zaciętością jak o zasady państwa prawa czy właściwe rozwiązania gospodarcze. – Nie można pozostawić naszej historii. Bo jeżeli my się nią nie zajmiemy, to zajmie się nią ktoś inny. W zły sposób, tak jak teraz – podsumował Grzegorz Schetyna.