Newsletter

Dwa lata więzienia za handel pietruszką?

Łukasz Kozłowski, 08.09.2016
Złożony w Sejmie projekt zakazu handlu w niedzielę jest nieprzemyślany, niedopracowany i przewiduje drakońskie sankcje karne. Jeśli wejdzie w życie, stracą pracownicy, konsumenci i cała gospodarka

Pixabay, CCO,

To kolejne zdarzenie, które odstrasza przedsiębiorców i zamraża ich inwestycje. Historia zatacza koło. Prawie dokładnie 10 lat temu polski parlament zajmował się poselskim projektem ustawy ograniczającej dopuszczalność pracy w niedziele – ze szczególnym uwzględnieniem pracy w sklepach. Ówczesny rząd koalicji PiS-LPR-Samoobrona zajął jednak negatywne stanowisko wobec proponowanych zmian wskazując, iż wprowadzenie ich w życie mogłoby doprowadzić do utraty pracy przez 50-70 tys. osób zatrudnionych w handlu, w konsekwencji czego roczne wydatki na zasiłki dla bezrobotnych wzrosłyby w warunkach roku 2006 o 420-590 mln zł, a wpływy z tytułu podatków i składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne zmalałaby o ok. 628-880 mln zł rocznie. Ostatecznie więc zdecydowano się na wprowadzenie łagodniejszych przepisów, zakazujących handlu wyłącznie w święta. Złożenie przez przedstawicieli komitetu inicjatywy ustawodawczej ponad 0,5 mln podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę oznacza jednak, że debata sprzed dekady zostaje otwarta na nowo.

Co sprawia, że rozwiązanie odrzucone w 2006 r. jako zbyt szkodliwe dla rynku pracy może być do zaakceptowania w roku 2016? W opinii projektodawców mamy obecnie w handlu do czynienia z na tyle dużym deficytem pracowników, sięgającym 100 tys. osób, że nie powinno dojść do zwolnień po wprowadzeniu w życie zapisów ustawy. Obecna sytuacja panująca na polskim rynku pracy rzeczywiście jest bardzo korzystna, ale taki stan rzeczy nie będzie utrzymywał się wiecznie. Poza patrzeniem na efekty krótkoterminowe konieczne jest również uwzględnienie długofalowych skutków wprowadzenia proponowanych rozwiązań. Skrócenie czasu pracy sklepów o jeden dzień w tygodniu nieuchronnie powodować będzie stałe obniżenie popytu na pracę w sektorze handlu detalicznego. Dowodem na istnienie zależności pomiędzy pracą sklepów w niedziele a zapotrzebowaniem na pracowników są m.in. doświadczenia kanadyjskie, gdzie na skutek znoszenia zakazu niedzielnego handlu w poszczególnych prowincjach w latach 80. i 90. minionego stulecia poziom zatrudnienia zwiększył się o 5-12 proc. Co o to oznacza dla Polski? Kiedy przyjdzie dekoniunktura gospodarcza oraz ponownie zacznie rosnąć bezrobocie, mniejszy popyt na pracowników ze strony sektora handlu detalicznego będzie boleśnie odczuwalny.

Można także mieć wątpliwości co do tego, czy zakaz handlu w niedziele spotkałby się z aprobatą mieszkańców terenów przygranicznych. W przypadku obszarów położonych w pobliżu naszej zachodniej granicy, bardziej liberalne pod tym względem polskie prawo w stosunku do regulacji niemieckich stanowiło jak dotąd jedną z istotnych przewag konkurencyjnych tamtejszych sklepów. Dzięki temu mogą one bowiem liczyć na większą liczbę klientów z Niemiec, którzy są pozbawieni możliwości zrobienia niedzielnych zakupów w swoim miejscu zamieszkania. Proponowany zakaz niekorzystnie wpłynąłby również na sytuację ekonomiczną panującą w rejonach położonych blisko wschodniej oraz północnej granicy Polski. Relatywnie atrakcyjne ceny oraz szeroki asortyment produktów dostępnych w polskich sklepach sprawia, że ich klientami często są obywatele Rosji, Białorusi oraz innych krajów. Pokonują oni często duży dystans w celu zrobienia zakupów w Polsce, spędzając następnie znaczną część dnia w tutejszych centrach handlowych. W konsekwencji bardzo znaczna część tego transgranicznego ruchu następuje w weekendy. Gdyby zostały one skompresowane tylko do jednego dnia, większe zatłoczenie oraz krótszy czas pracy mogłyby przyczynić się również do spadku liczby klientów polskich sklepów przyjeżdżających ze wschodu.

Choć członkowie komitetu inicjatywy obywatelskiej podkreślają, iż głównym celem ich projektu jest zapewnienie niedzielnego odpoczynku pracownikom sklepów, przepisy przedstawionej przez nich ustawy mówią o zakazie handlu, a nie zakazie pracy w niedziele. Oznacza to, iż nawet gdyby istniały techniczne możliwości prowadzeniu handlu w ten dzień tygodnia bez konieczności wykorzystania w choćby najmniejszym stopniu pracy ludzkiej, byłoby to zakazane pomimo tego, iż takie rozwiązanie nie kolidowałoby z celem ustawy. Innymi słowy zakres przedstawionego projektu jest szerszy niż to konieczne, by zrealizować zamierzenia projektodawców. Nie jest to właściwe podejście, gdyż blokuje ono potencjał do tworzenia technicznych oraz organizacyjnych innowacji w przyszłości. Prawo nie powinno być tworzone „na wyrost”, lecz bezpośrednio odnosić się do zagadnienia, które ma regulować. W tym przypadku zagadnieniem, o którym mowa, jest praca w niedziele per se.

Możliwe wprowadzenie zakazu handlu w niedziele nie wpływa również korzystnie na klimat inwestycyjny panujący w Polsce. A należy pamiętać o tym, że już teraz nie jest on najlepszy, o czym najdobitniej świadczą wyniki PKB za II kwartał br. Nastąpił wówczas bowiem najgłębszy spadek wartości nakładów na środki trwałe od 3,5 roku, a więc od czasu głębokiej dekoniunktury oraz spowolnienia gospodarczego. Przyczynia się do tego niepewne oraz podlegające zaskakującym, nieoczekiwanym zmianom otoczenie prawne. Na przykład podmioty, które zainwestowały w polskie centra handlowe, czyniły to w oparciu o rachunek ekonomiczny, który może teraz zostać zdezaktualizowany. Choć obrót samych hipermarketów nie powinien znacząco zmaleć po ewentualnym wprowadzeniu proponowanych rozwiązań, znacznie gorzej może prezentować się sytuacja zlokalizowanych w ich obrębie obiektów usługowych, rozrywkowych, czy gastronomicznych, które najwięcej klientów mają właśnie w weekendy. Złe doświadczenia firm, które weszły na polski rynek zniechęcać będą inwestorów rozważających możliwość pójścia w ich ślady. To także jeden z czynników powodujących zamrożenie projektów inwestycyjnych również w przedsiębiorstwach z polskim kapitałem.

Przewidziany w projekcie 2-tygodniowy okres vacatio legis również zdaje się świadczyć o tym, że projektodawcy nie uwzględnili w dostatecznym stopniu możliwych konsekwencji wprowadzenia tak daleko idących zmian. 14 dni to stanowczo zbyt krótki okres na właściwe dostosowanie się do nowych warunków funkcjonowania sektora handlu detalicznego. Zbyt gwałtowne wprowadzenie proponowanych zmian w życie potęgowałoby niestabilność otoczenia prawnego biznesu w Polsce oraz przyczyniłoby się do dalszego pogorszenia klimatu inwestycyjnego.

Jak wynika z najnowszej edycji raportu Doing Business, polscy przedsiębiorcy średnio w ciągu roku muszą poświęcić 271 godzin na wypełnienie wszystkich formalności związanych z rozliczeniem płaconych przez siebie podatków. Zgodnie z art. 7 przedstawionego projektu zostaliby oni ponadto zobowiązani do składania deklaracji o wartości sprzedaży prasy, biletów komunikacji miejskiej, kuponów totalizatora sportowego, a także pamiątek, upominków, dewocjonaliów oraz kwiatów w relacji do miesięcznego obrotu generowanego w ich placówkach handlowych. Nie sposób oczekiwać, by przyjęli oni z zadowoleniem dodatkowe obowiązki nakładane na nich przez ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele.

Podobnie mało przemyślany wydaje się być art. 6 ustawy, przewidujący karę do 2 lat więzienia za dopuszczenie się handlu oraz wykonywania innych czynności sprzedażowych w niedziele oraz wigilię Bożego Narodzenia i Wielką Sobotę. Oznaczałoby to, że pod względem wymiaru grożącej sankcji karnej handel w niedziele zostałby zrównany z prowadzeniem pojazdu pod wpływem alkoholu, rozpowszechnieniem pornografii dziecięcej, czy też kierowaniem gróźb karalnych pod adresem innej osoby.

Biorąc pod uwagę powyższe przesłanki należy mieć świadomość potencjalnych negatywnych konsekwencji ekonomicznych ewentualnego zakazu handlu w niedziele oraz niedociągnięć projektu przedstawionego przez komitet inicjatywy ustawodawczej. Wątpliwości może budzić również 18-punktowy katalog wyłączeń spod zakazu handlu w niedziele, którego konstrukcja wpływa na poprawę pozycji konkurencyjnej małych punktów handlowych w stosunku do większych sklepów. Trzeba pamiętać, że interesom klientów dobrze służy tylko taka sytuacja, gdy zasady konkurowania na rynku są równe dla wszystkich funkcjonujących na nim podmiotów, bowiem tylko wtedy mogą oni liczyć na najkorzystniejszą dla siebie ofertę. W przeciwnym razie to oni zapłacą za sztuczne podtrzymywanie nieefektywnej struktury rynku. Można ponadto dostrzec pewną niekonsekwencję przy wyborze rodzajów towarów, które mogą być przedmiotem niedzielnego handlu. Jakkolwiek łatwo zrozumieć wyłączenie aptek spod zakazu, to pewne zdziwienie może budzić dopuszczenie do sprzedaży np. kwiatów czy kuponów totalizatora sportowego, które trudno uznać za artykuły pierwszej potrzeby. Czy pracownicy kiosków i kwiaciarni nie zasługują również na odpoczynek w niedziele? Ze względu na arbitralność zakreślonego w projekcie rozgraniczenia, tego rodzaju pytania można mnożyć w nieskończoność – także w odniesieniu do pozostałych branż, takich jak m.in. gastronomia, rozrywka, kultura, media, czy szkolnictwo wyższe, których pracownicy pracują i nadal będą pracować w niedziele.

*Łukasz Kozłowski – doktorant w Szkole Głównej Handlowej i stypendysta fundacji Narodowego Banku Polskiego

Tytuł i lead od redakcji.