Newsletter

Młodzi nie liczą na polityków

Nina Jaszewska, 11.08.2016
Większość ludzi młodych odczuwa ogromną potrzebę zmian. Politykom jednak nie zawierzą – zawiedli ich oczekiwania

Obecni dwudziestolatkowie nie pamiętają Okrągłego Stołu. Nie kojarzą, kto z kim klepał się przy tej okazji po plecach, kto w PRL był czyim orędownikiem. Mogą wierzyć sprzecznym narracjom różniącym się od siebie w zależności od wybranego programu telewizyjnego. Jak więc Polska może w pełni należeć do młodych, skoro dyskurs polityczny na wskroś przesiąknięty jest zarzutami odwołującymi się do przeszłości, którą pamiętają nieliczni?

Kartik Malik/flickr.com, CC BY-NC 2.0

Spętani przeszłością

Polska jest dziś krajem ludzi żyjących wspomnieniami sprzed dziesiątek lat. To od nich wszystko się zaczyna i na nich się kończy.

Debata publiczna toczy się przede wszystkim wokół przeszłości, do niej odnoszą się zawarte w niej argumenty i to przeszłość generuje dzisiejsze spory. A młodzi? Młodzi nie pasują do tej koncepcji państwa ani trochę. Ciężko oskarżyć ich o bycie komunistami lub podziwiać za walkę z ustrojem. Można za to zarzucać im nieodpowiednie więzy krwi, co ma miejsce właściwie zawsze, gdy ktoś młody próbuje swoich sił w polityce.

Właśnie w ten sposób funkcjonuje dziś debata publiczna w Polsce. Kurczowo trzyma się przeszłości. Jest marna w teraźniejszości, podzielona, zapłakana, rozzłoszczona, zaklęta w historycznym kręgu.

Tak przynajmniej można sądzić, wsłuchując się w słowa polityków, którzy notorycznie omijają temat młodych ludzi. Czy czynią tak ze strachu? Czy z nieumiejętności stworzenia im w kraju warunków odpowiednich do życia?

Tymczasem my młodzi wychowaliśmy się sami. Pokolenia doświadczone komunizmem spuściły nas z oczu, zostawiły samym sobie. A my trochę zapatrzeni w Zachód, trochę zaniedbani, zakompleksieni, niektórzy z ogromną potrzebą zdrowej, nieupartyjnionej dumy narodowej, a niektórzy całkowicie na tę dumę obojętni wyrośliśmy na ludzi, którzy zaczynają na nowo tworzyć Polskę.

Jesteśmy więc w pewnym sensie jak dzieci, które nieobdarzone dotychczas zainteresowaniem opuszczają mury ogromnego, liczącego ponad 312 tys. kilometrów kwadratowych domu dziecka. Na scenę wchodzimy bardzo powoli, ale z jasno postawionym celem – zmiany naszego kraju.

Nie chcemy przejmować dotychczasowych priorytetów, mówić językiem ludzi, którzy rządząc Polską, niemal nigdy nie brali nas pod uwagę.

Pilnych zmian jest wiele, ale myślę, że dość nam determinacji do ich wprowadzenia. Polskę przyszłości widzimy jako kraj, w którym szczególne miejsce zajmuje elita intelektualna. To kraj, w którym rządzący zdają sobie sprawę z tego, jak istotni są twórcy i jak ogromną rolę odgrywają w tworzeniu przyszłego dorobku kultury polskiej.

W Polsce naszych marzeń to nie deweloperzy decydują o tym, jak wyglądają miasta. Chcemy żyć w ładnym kraju, z nieprzysłoniętą banerami reklamowymi, przemyślaną architekturą. Estetyka uznana u nas za dobro luksusowe jest w istocie jednym z czynników decydujących o jakości życia. Wymieniam tę potrzebę, nie zapominając o tym, co nadrzędne. Mam tu na myśli zmianę podejścia do społeczeństwa w ogóle. Dziś dla polityków człowiek oznacza wyborcę, który wrzuca do urny kartkę z zaznaczonym krzyżykiem, mając w głowie listę złożonych obietnic. Czas w społeczeństwie dostrzec ludzi, którym trzeba realnie podnieść jakość życia. Realnie, czyli nie jednorazowo, nie doraźnie, nie kosztem innych aspektów ich komfortu.

Polska polityków, Polska młodych

Ciężko walczyć z naturą. A natura Polaków jest zamknięta w słynnym zdaniu Johna Fitzgeralda Kennedy’ego – „Nie pytajmy, co może zrobić dla nas ojczyzna. Pytajmy, co my możemy dla niej uczynić”.

Historia jasno określa nasz narodowy stosunek do ojczyzny. Lata zaborów, wojny, system totalitarny – to wszystko ukształtowało w nas podświadome poczucie zagrożenia, a co za tym idzie częstą gotowość do dawania ojczyźnie jak najwięcej z siebie.

Rzadko kiedy zastanawiamy się, co Polska mogłaby dać nam, rzadko też stawiamy jej jakiekolwiek wymagania. Bo nie wypada. Bo pokolenia naszych przodków walczyły, żeby nasz kraj w ogóle istniał. To zresztą często ucina wszelkie próby polemiki z apologetami obecnej sytuacji w Polsce. Jak mantrę powtarzają: „Nie podoba ci się? Ciesz się, że Polska w ogóle istnieje”.

Nasz kraj to dwa odmienne światy. W jednym z nich znajdują się politycy wszelkiej maści ze swoimi korzyściami, kłótniami, wybiórczym postrzeganiem historii i manipulacyjnymi argumentami. Chcą wpływać na społeczeństwo lepiej lub gorzej, ale zazwyczaj im się to udaje, często kosztem ładu społecznego. Wszystko to pod maską walki o jak najlepszą Polskę.

Są bezkarni i posługują się opanowanym do perfekcji językiem hipokryzji. Choć ich przemówienia mogłyby nawet wzruszać, bo napisane przez specjalistów frazesy to miód na serce wyborców, po zejściu z trybuny ci sami politycy ostentacyjnie pomijają naszą przyszłość. A działania mające na względzie perspektywę czasową to coś, czego w dobrej polityce nigdy nie powinno zabraknąć. Tymczasem horyzont polskich polityków zdaje się kończyć na ostatnim roku sprawowania rządów.

Drugi świat to świat młodych ludzi. Zastanawiając się nad wspólnym mianownikiem ich poglądów, doszłam do jednego wniosku. Młodzi mają dość maskarady politycznej.

Część młodych ludzi się poddaje, część próbuje tworzyć nową jakość na własny sposób. Niektórzy czekają na wyjście z cienia, na moment, w którym będą mogli przejąć władzę. Ale większość odczuwa ogromną potrzebę zmian i nie wierzy już, że ta potrzeba zostanie spełniona przez polityków. Ci ostatni nie raz już zawiedli ich oczekiwania. Teraz jesteśmy w stanie uwierzyć tylko sobie – zdają się mówić.

Polska młodych ludzi jest Polską niepokorną i walczącą o swoje racje. Nie zawsze dosłownie czy w imię tych samych wartości, często wewnętrznie skłócona, ale zawsze pełna zapału. I choć obecnie zniechęcają nas twarze zblazowanych polityków, nie dajemy się zdemotywować.

Dowodem na to są liczne inicjatywy społeczne, organizacje i akcje tworzone przez młodych (choć nie tylko młodych) ludzi w całej Polsce, takie jak Miasto Jest Nasze, Młodzi Dwudziestoletni, pismo Nowy Obywatel, My-Poznaniacy, Wspólna Przestrzeń, Kongres Obywatelski czy Akademia Aktywnych Obywateli na Podkarpaciu. Te wszystkie przykłady są najlepszymi dowodami na to, że młodzi Polacy nie chcą być bierni i zaczynają wierzyć w możliwość zmian i wpływu na to, jaka jest Polska.

Liczę na to, że niebawem pokażemy wszystkim, którzy dziś konsekwentnie nas pomijają, jak należy zbudować olbrzymi na 312 tysięcy kilometrów kwadratowych dom, w którym każdy czuje się ważny, który dla nikogo nie jest wielkim więzieniem ani domem dziecka. W którym patriotyzm to nie frazesy, nie samo wspominanie dawnych dziejów i spory, ale przede wszystkim wyciąganie wniosków z przeszłości, żeby jak najlepiej działać tu i teraz.

*Nina Jadwiga Jaszewska – studentka w Instytucie Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, autorka projektu „Ukraina – domy bez kobiet

Powyższy tekst jest kolejnym z cyklu Jakiej Polski chcą młodzi?. Lead i tytuł od redakcji IO.