Newsletter

Stracą wszyscy

Jan Gmurczyk, 24.06.2016
Na rozstaniu Wielkiej Brytanii z Unią Europejską stracą obie strony. Wbrew głosom krytyków i populistów integracja była dotychczas wzajemnie korzystna

23 czerwca 2016 roku Brytyjczycy zagłosowali za wyjściem z Unii Europejskiej. Następnego dnia rano rynki finansowe zareagowały na wynik referendum ostrymi spadkami.

Fotografia: G CACAKIAN/flickr.com, CC BY-NC-ND 2.0

Funt brytyjski stracił na wartości do dolara amerykańskiego, euro, franka szwajcarskiego i jena japońskiego. Mocno przeceniony został londyński indeks giełdowy FTSE 100. Również na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych główne indeksy notowania zaczęły na czerwono.

O krachu nie ma jednak mowy. Z początku ceny pikowały w dół, ale wkrótce potem nastąpiło już lekkie odbicie. Przeceny walut i indeksów sięgały około godziny 11:00 kilku procent.

Odpowiedź rynków na wynik referendum nie dziwi. Na ostatniej prostej przed głosowaniem sondaże sugerowały, że Wielka Brytania pozostanie państwem członkowskim UE. Odwrotny wynik okazał się dla świata finansów zaskoczeniem.

Nie miejmy złudzeń: chwila jest historyczna. Brytyjczycy stanowią niemal 13 proc. unijnej ludności. Wielka Brytania to druga największa gospodarka Wspólnoty Europejskiej, z udziałem w unijnym PKB na poziomie 18 proc. Nie miejmy też wątpliwości: na rozstaniu stracą obie strony. Wbrew głosom krytyków i populistów integracja była dotychczas wzajemnie korzystna.

W natłoku rozmaitych informacji i komentarzy, które przyniósł wynik referendum, warto jednak zachować chłodny spokój. Wielka Brytania wciąż jest państwem członkowskim UE. Nie zmieni się to z dnia na dzień. Granice nie zostaną zamknięte dziś wieczorem. Nikt nie wyprosi jutro Polek i Polaków z Londynu i innych brytyjskich miast.

Negocjacje dotyczące wyjścia mogą zająć lata. Nie wiemy jeszcze, w którą stronę się potoczą. Nie wiemy, jak będzie wyglądać sytuacja polityczna na Wyspach. Nie wiadomo też, co to wszystko będzie oznaczać dla eksporterów, pracowników i państwowych budżetów po obu stronach Kanału La Manche.

Można wyobrazić sobie scenariusz „aksamitnego rozwodu”, w ramach którego Wielka Brytania formalnie będzie niezależnym państwem, lecz w praktyce pozostanie zintegrowana gospodarczo z Unią tak samo jak dotychczas.

Ale można też sobie wyobrazić, że UE będzie twardo stawiać na własne interesy. Ba, ponieważ głosy populistycznych eurosceptyków przybierają na sile, w obawie o przyszłość integracji europejscy decydenci mogą wręcz dopilnować, aby koszty wyjścia z Unii były dla Wielkiej Brytanii pełne. W ten sposób brytyjski casus byłby dla wszystkich namacalnym przykładem, ile wartości dla portfeli i poziomu życia milionów rodzin niesie ze sobą na co dzień Unia Europejska.

Niezależnie od tego, według którego scenariusza ułożą się negocjacje, jedno przynajmniej jest pewne. Będąc w Europie Zachodniej, nie da się odgrodzić od europejskiej integracji. Nie da się też nie handlować z UE. Unijny rynek wewnętrzny, nawet bez Wielkiej Brytanii, jest znacznie większy pod względem liczby ludności niż rynek Stanów Zjednoczonych.

Podkreślić trzeba, że z UE na swój sposób zintegrowane są także Norwegia i Szwajcaria. Te dwa kraje formalnie nie są członkami UE, ale de facto tworzą z nią wspólny organizm. Jest to po prostu dla wszystkich korzystne.

Rysunek 1 (24.06.2016 r.)

Inna sprawa, że gospodarka brytyjska jest wprawdzie duża i wysoko rozwinięta, ale Wielka Brytania już dawno przestała być światowym mocarstwem. W 2015 roku brytyjski PKB wynosił według Eurostatu niespełna 2,6 bln euro, podczas gdy PKB pozostałych państw członkowskich UE wynosił w sumie ponad 12 bln euro (zob. rys. 1). Stosunek siły gospodarczej układa się tu według proporcji niemal 1:5. A skoro tak, to wniosek wydaje się prosty. To raczej Bruksela będzie rozdawać karty w zbliżających się negocjacjach, a nie Londyn.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego