Newsletter

Wraca pomysł jednolitego podatku

Marzena Haponiuk, 25.05.2016
To dobrze, że w kwestii uproszczenia podatków PiS chce skorzystać z pomysłów Platformy. Tylko czy rządowi starczy pieniędzy na reformę?

Pomysł Prawa i Sprawiedliwości dotyczący wprowadzenia tzw. jednolitej daniny wyraźnie przypomina podatek jednolity z programu wyborczego Platformy Obywatelskiej z 2015 roku. Obu rozwiązaniom przyświeca ten sam cel: uproszczenie systemu podatkowego.

Mówiąc w ogromnym skrócie: wpierw PO, a teraz PiS proponują zamianę składek na ZUS, NFZ i PIT w jedną daninę przekazywaną państwu. Następnie państwo rozdysponowałoby ją zgodnie z przyjętymi regułami.

Wraz z ujednoliceniem podatku zmianie uległaby też obowiązująca skala podatkowa. I znów, zarówno Platforma Obywatelska jak i Prawo i Sprawiedliwość chcą, aby wysokość płaconego podatku była uzależniona nie tylko od dochodów, ale także od liczby osób w rodzinie. W efekcie tych zmian słabiej zarabiający zapłaciliby niższe podatki.

Na tym jednak podobieństwa obu rozwiązań się kończą. Platforma Obywatelska w swojej propozycji poszła bowiem dalej.

PO zaproponowała konkretne stawki opodatkowania, które mieściłyby się w przedziale od 10 proc. do 39,5 proc. Jak pisze Jan Gmurczyk z Instytutu Obywatelskiego, dzięki tak zaprojektowanym zmianom rodzina z jedną osobą zarabiającą płacę minimalną zyskałaby około 5 000 złotych rocznie.

Co istotne, punktem wyjścia dla tak zaprojektowanego jednolitego podatku powinno być uporządkowanie rynku pracy i wprowadzenie tzw. jednolitego kontraktu. Zastąpiłby on wszystkie umowy trwające powyżej jednego miesiąca, które nie byłyby umowami o charakterze krótkotrwałym, ani umowami o dzieło.

Kolejna różnica jest taka, że Platforma Obywatelska jest w swoich pracach bardziej zaawansowana. Wstępnie wyliczyła już koszt wejścia w życie jednolitego podatku. Według szacunków byłoby to ok. 10,2 miliardów złotych. To m.in. koszt składek na NFZ i ZUS osób najsłabiej zarabiających.

Należy pamiętać, że Platforma Obywatelska proponowała wprowadzenie jednego powszechnego podatku w innej rzeczywistości społeczno-gospodarczej. Po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych w budżecie przewidziano dodatkowe wydatki związane z programem „Rodzina 500 plus“.

I tak w 2016 roku na sfinansowanie wypłaty świadczeń rodzinnych na drugie i kolejne dziecko przeznaczono 17 mld złotych. W latach kolejnych „Rodzina 500 plus” będzie nas wszystkich kosztować już 23 mld złotych rocznie. Jeśli doliczyć do tego kolejne wydatki związane z realizacją pozostałych obietnic wyborczych PiS i prezydenta Dudy, np. obniżenia wieku emerytalnego (nawet 40 mld złotych), to może się okazać, że reformę podatkową trzeba będzie zawiesić.

Gdyby jednak próba „przejęcia“ przez rządzących pomysłu Platformy Obywatelskiej się powiodła, byłoby to ogromną korzyścią dla gospodarki i rynku pracy. To rozwiązanie dobrze oceniają środowiska eksperckie: przedstawiciele pracodawców czy przedsiębiorców.

Zalety jednolitego podatku to mniejsza biurokracja, a co za tym idzie niższe koszty związane z księgowością (ważne zwłaszcza dla MŚP). Dzięki zmianom można by też liczyć na zmniejszenie szarej strefy. Czytelne i niższe podatki to większa skłonność do legalizacji zatrudnienia. Poprawiłaby się sytuacja finansowa rodzin z dziećmi.

Jednak diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Niezbędna jest drobiazgowa analiza sytuacji społeczno-gospodarczej, zintegrowanie proponowanych rozwiązań z już działającymi oraz dobre zaprojektowanie zmian.

Tymczasem już teraz w kwestii jednolitego podatku panuje chaos informacyjny. Padają różne terminy co do możliwego wprowadzenia pomysłu w życie. Niepokoi też obserwowane szybkie tempo uchwalania prawa. Nie zawsze idzie ono w parze z jego jakością. To wszystko sprawia, że pomysł jednolitego podatku – mimo, że sam w sobie dobry – nie musi zakończyć się sukcesem.

*Marzena Haponiuk – socjolog, ekonomista, analityk ds. rynku pracy i polityki społecznej w Instytucie Obywatelskim