Newsletter

Przyszłość jest różnorodnością

Olga Kozierowska, 15.09.2011
Czy przyszłość jest kobietą? Myślę, że przyszłość jest różnorodnością. Nareszcie. Nie samą kobietą.

Generalnie, sytuacja kobiet w Polsce – zarówno tych mieszkających w dużych miastach, jak i na wsi – jest kiepska. Mamy jeszcze wiele do zrobienia. Nadal obowiązują stereotypy płciowe. Kobiety są dyskryminowane w niemal każdej sferze życia publicznego. Co prawda, wprowadzona została na przykład „ustawa kwotowa”, ale kobiety nie są często umieszczane na listach wyborczych na miejscach „biorących”, tj. gwarantujących sukces. Dyskryminacja kobiet w biznesie również jest faktem. O tym się głośno nie mówi, ale duże firmy niechętnie powierzają kobietom kapitał do zarządzania, na przykład na giełdzie.

Często w zawodowym rozwoju kobiet – mam tu na myśli pracę na etacie – ograniczeniem jest wiek. Przekłada się on na powstawanie zjawiska „szklanego sufitu”  czy zwolnienia z pracy. W takich sytuacjach kobiety często decydują się na założenie własnego biznesu, a nie szukanie kolejnej pracy. Podobnie wygląda sytuacja rozwiedzionych kobiet – kiedy na drodze nie stoi już „tradycyjny mąż” i wyrzuty sumienia związane z wychowaniem dzieci, zakładają firmę, żeby wreszcie zrealizować swoje marzenia.

Bardzo odważne i zdeterminowane w realizacji własnych celów zawodowych są natomiast młode kobiety, którym niestraszne są stereotypy. Wiedzą, co chcą osiągnąć, są dobrze przygotowane i wyedukowane. Umieją też spokojnie stawić czoła wszystkim pojawiającym się przeszkodom.

Czy kobiety potrzebują pomocy instytucjonalnej czy też prawnej w postaci parytetów w biznesie? Zawsze są dwie strony medalu. Z jednej strony, może pojawić się zagrożenie, że będzie tak jak w Skandynawii. Firmy w obawie przed karą za niedostosowanie się do przepisów równościowych w zarządach, ze strachu będą zatrudniać osoby bez kwalifikacji.

Ustanawianie takich sztywnych ram procentowych może więc spowodować sytuację, że w danej firmie nie będzie wystarczającej liczby przygotowanych kobiet, albo tych, które by chciały piastować dane stanowiska. Myślę, że te kobiety, które będą chciały dostać się do zarządu, znajdą się tam bez pomocy parytetów. Na pewno można też pomyśleć o innych rozwiązaniach, które ułatwią kobietom obecność na przysłowiowym „szczycie”. Jeśli oczywiście będą chciały tam być! Bo to przecież jest ogromny stres, odpowiedzialność i spędzanie wielu godzin w pracy.

Oczywiście na fakt, że na tych „szczytach” władzy nie ma wielu kobiet, składa się też męski networking. Na czym polega? Wygląda to tak: w godzinach wieczornych mężczyźni organizują biznesowe spotkania z „whisky i cygarem”, żeby wtedy podejmować ważne decyzje i „rozdawać” stanowiska. Na takie spotkanie kobiety nie są zapraszane, a nawet gdyby się tam znalazły, to ich rola przy dużej ilości alkoholu byłaby zastanawiająca…  Dodatkowo, w sytuacji gdy kobieta ma rodzinę, zdarza się, że nie chce się spotykać po 20-tej, bo woli ten czas spędzać w domu.

Parytety w polityce są zdecydowanie potrzebne. Polityka jest „zepsutym światkiem” i potrzebuje świeżej, czystej, kobiecej krwi. Myślę, że wtedy też świat stanie się bardziej etyczny. Jeśli w rządzie będzie więcej kobiet, znikną tematy zastępcze. A na wokandę zamiast nich wejdą takie, które są ważne z punktu widzenia społeczeństwa. Czyli: opieka społeczna, bezrobocie kobiet, bezrobocie ludzi po pięćdziesiątce, wsparcie przedsiębiorczości czy wsparcie młodych.

Mimo iż nie jest idealnie, jeśli miałabym porównać sytuację do kobiet w innych krajach, to oceniłabym ją jako dobrą. Nawet w porównaniu do Niemiec czy Francji, nie mówiąc oczywiście o krajach jak Grecja czy Włochy. W Polsce kobiety nigdy nie były dyskryminowane zawodowo przez mężczyzn. Większość kobiet, z którymi rozmawiam, podkreśla, że to właśnie oni pomagali im na drodze do sukcesu. Tymi, które owe bariery tworzyły, były często kobiety. I tu przechodzimy do zjawiska „wciągania za sobą drabiny”, które dotyczy właśnie zachowań wielu kobiet sukcesu. Paradoksalnie, to one dyskryminują kobiety bardziej niż mężczyźni. Pytanie więc: co z kobiecą solidarnością? Bo jeżeli same nie będziemy się wspierać, to dlaczego maja nas wspierać inni?

W Polsce istnieje też inne zjawisko – mężczyźni dyskryminujący innych mężczyzn. Zwłaszcza tych, którzy chcą się zająć dzieckiem albo pomóc żonie. Pojawia się też oczywista niesprawiedliwość – kobieta, która pracuje zawodowo, po pracy zajmuje się domem, sprząta, gotuje. To przecież jak kolejny etat. Żeby więc kobiety mogły się realizować zawodowo, mężczyźni muszą się zmienić. Przejąć na siebie część domowych obowiązków. Tak byłoby sprawiedliwie. Musimy mieć świadomość, że w Polsce również dochodzi do re-definiowania pojęcia rodziny oraz ról społecznych.

Czy przyszłość jest kobietą? Myślę, że przyszłość jest różnorodnością. Nareszcie. Nie samą kobietą. Dowodzą tego wyniki badań które zostały przeprowadzone po pierwszej fali kryzysu w 2007 roku. Pokazały one, że spółki zarządzane przez kobiety, albo te, w których zarządach były kobiety, o wiele lepiej poradziły sobie w sytuacji rynkowych turbulencji. To zrozumiałe. Kobiety mniej ryzykują, myślą o długoterminowych inwestycjach, a nie szybkim zysku. W przeciwieństwie do mężczyzn, którzy życie zawodowe postrzegają jako pole walki. Dlatego też różnorodność w zarządach spółek jest zdrowa. Tak jak w naturze. Wszędzie potrzebna jest równowaga.