Newsletter

To rząd jest na cenzurowanym, nie Polska

Konrad Niklewicz, 13.04.2016
Przyjęta przez Parlament Europejski rezolucja nie upomina Polski, Polek i Polaków, a jedynie PiS-owską władzę

Instytucje unijne muszą interweniować, gdy rząd jednego z jej członków łamie fundamentalne zasady obowiązujące w UE.

Fot. Stuart Chalmers/ Flickr. CC BY-NC 2.0

Rezolucja Parlamentu Europejskiego to żółta kartka dla rządu i polityków Prawa i Sprawiedliwości. Kolejna europejska instytucja (po Radzie Europy i Komisji Europejskiej) krytykuje ich działania i ostrzega, że paraliż Trybunału Konstytucyjnego zagraża demokracji, praworządności i prawom człowieka.

Parlament Europejski jasno stwierdza: wstępem do rozwiązania kryzysu musi być publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego (tego z 9 marca 2016) oraz wdrożenie zaleceń Komisji Weneckiej. To właśnie konkluzje tej ostatniej – a przypomnijmy, że Komisja Wenecka to organ doradczy Rady Europy, zrzeszający wybitnych międzynarodowych prawników – stały się podstawą tekstu rezolucji Parlamentu. Tertium non datur, bez publikacji wyroków TK nie ma mowy o jakimkolwiek „dialogu”. Jednocześnie Parlament Europejski wzywa Komisję Europejską, by kontynuowała procedurę oceny praworządności, którą już wcześniej rozpoczęła, w odpowiedzi na atak PiS-u na Trybunał Konstytucyjny.

Europosłowie z różnych krajów i grup politycznych głosujący za przyjęciem rezolucji podkreślali, że ich głos jest w interesie Polski i Polaków, a nie przeciwko Polsce. Szczególnie mocno przypominali to przedstawiciele Europejskiej Partii Ludowej (największego ugrupowania PE). W specjalnym liście, opublikowanym w środę przez „Gazetę Wyborczą”, czwórka europosłów EPL napisała, że całej Unii zależy na tym, żeby Polska – największy kraj Europy Środkowo-Wschodniej – była aktywnym i silnym partnerem we Wspólnocie (1).

Autorzy listu, czwórka europosłów z Hiszpanii, Francji, Niemiec i Włoch, napisali: „Unia potrzebuje aktywnego polskiego rządu w Unii. Interesy Polski są interesami Unii i vice versa”. Zarazem jednak istotą Unii, jej fundamentem, na którym wszystko jest oparte, jest demokracja rozumiana nie jako tyrania większości, ale jako system, w której zachowany jest trójpodział władzy i w którym istnieją mechanizmy kontroli i równowagi. „Fakty mówią za siebie: Polska, z powodu wprowadzonych ostatnio pospiesznych zmian prawnych ma problemy z praworządnością” – napisali Manfred Weber, Françoise Grossetete, Esteban Goonzalez Pons i Lara Comi. „Sam fakt posiadania większości parlamentarnej nie daje prawa do arbitralnych decyzji, ponieważ prowadzi to do pogwałcenia praworządności” – dodali europejscy politycy.

Opinia Parlamentu Europejskiego (jedynej instytucji unijnej, której skład Europejczycy wybierają w bezpośrednich i powszechnych wyborach) nie jest wiążąca. Rząd PiS-u może ją zignorować, co zresztą prawdopodobnie zrobi, znajdując wiele propagandowych pretekstów. To niestety pogłębi marginalizację Polski we Wspólnocie.

Sam wynik wczorajszego głosowania pokazuje, w jakim towarzystwie jest dziś PiS-owski rząd. Przeciwko rezolucji głosowali np. europosłowie nacjonalistycznego ugrupowania francuskiego Front National, o którym dziś już wiadomo, że na swoją działalność otrzymywał pieniądze z Moskwy. Obrońcami PiS-u byli też politycy brytyjskiej antyeuropejskiej partii UKIP, którzy chcą doprowadzić do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Tacy „przyjaciele” nie wesprą Polski, gdy w kolejnych latach rozpoczną się negocjacje nad kształtem nowego budżetu Unii Europejskiej. Nie pomogą nam również wtedy, gdy przyjdzie decydować o przyszłości sankcji nałożonych na Rosję albo o tym, czy swoboda przepływu pracowników powinna nadal być utrzymana w pełnym zakresie.

Ignorowanie Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej niszczy nie tylko polski wizerunek, ale realnie szkodzi wymiernym interesom polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa. Pytanie, w imię czego na te straty jesteśmy – my Polacy – narażeni.

(1) M. Weber, F. Grossetete, E. Gonzalez Pons, L. Comi, „Warszawa to przecież Europa”, Gazeta Wyborcza, 13.04.2016.

*dr Konrad Niklewicz – zastępca dyrektora Instytutu Obywatelskiego