Newsletter

(Nie)spełnione obietnice PiS

Jan Gmurczyk, 04.04.2016
Rząd ma twardy orzech do zgryzienia. W związku z programem „Rodzina 500 plus” możliwości budżetu państwa są na wyczerpaniu, a tymczasem wielu wyborców PiS oczekuje spełnienia kolejnych, kosztownych obietnic wyborczych

1 kwietnia ruszył rządowy program „Rodzina 500 plus”. Rodzice i opiekunowie mogą już składać wnioski o pięćset złotych miesięcznie na drugie i kolejne dziecko do ukończenia przez nie 18. roku życia. Jeśli w rodzinie są niskie dochody, wsparcie przysługuje również na pierwsze dziecko.

Otwarte pozostaje pytanie, czy możemy mówić o sukcesie – zwłaszcza na dłuższą metę.

Drogie 500 złotych

Wyliczenia rządu wskazują, że w 2016 roku nowe świadczenia na dzieci będą kosztowały budżet państwa ponad 17 mld złotych. W latach 2017-2025, gdy pieniądze dla rodzin będą wypłacane już w pełnym okresie od stycznia do grudnia, analogiczne wydatki wyniosą 22-23 mld złotych rocznie.

Aby lepiej uzmysłowić sobie skalę tych kwot, wyobraźmy sobie, że chcemy uzbierać 22 mld złotych od wszystkich Polek i Polaków w wieku 18 lat i więcej. Według Eurostatu takich osób było w Polsce w 2015 roku około 31,1 mln. A skoro tak, to żeby uzbierać 22 mld złotych od wszystkich pełnoletnich mieszkańców naszego kraju, każdy z nich musiałby wyjąć z portfela średnio ponad 700 złotych.

W bieżącym roku program „Rodzina 500 plus” zapewne jeszcze uda się sfinansować. Będzie tak między innymi dzięki jednorazowym wpływom z aukcji na rezerwację częstotliwości 800 i 2600 MHz (związanych z telekomunikacją), która przyniosła budżetowi państwa ponad 9 mld złotych. Problem może natomiast pojawić się w roku przyszłym. Z jednej strony środków z aukcji już nie będzie. Z drugiej koszty programu będą wyższe niż w 2016 roku o około 5-6 mld złotych.

Zgodnie z exposé premier Beaty Szydło jednym ze źródeł finansowania świadczeń na dzieci miały być nowe podatki sektorowe, tj. podatek bankowy i podatek od supermarketów.

Pierwszy z tych podatków rzeczywiście już wprowadzono. Prace nad drugim jednak się przeciągają. Nie wiadomo, kiedy zostaną ukończone. Wiadomo tylko, że dotychczasowe propozycje rządu w tym względzie wzbudziły wiele kontrowersji wśród ekonomistów, prawników i polskich handlowców.

Oprócz tego program „Rodzina 500 plus” miały wesprzeć między innymi środki z uszczelnienia systemu podatkowego. Prace w tym kierunku trwają, ale ciężko ocenić, kiedy zostaną ukończone i jakie efekty przyniosą. Tu również opinie wśród ekspertów są podzielone.

Niedawno na stronach Instytutu Obywatelskiego dr Jakub Borowski pisał: „(…) zapowiadane zwiększenie ściągalności podatku VAT może przynieść pewne efekty, ale nie należy się spodziewać z tego tytułu znaczących kwot”.

A skoro mowa o VAT, to przypomnijmy, co na ten temat znalazło się w programie Prawa i Sprawiedliwości z 2014 roku (s. 84):

„Ewidentnym błędem koalicji PO-PSL było przekonanie, że podwyższenie stawek VAT do 23 proc., 15 proc. i 8 proc. spowoduje dodatkowe wpływy do budżetu i pomoże w zmniejszeniu dziury budżetowej (…). Podwyżka stawek VAT przyniosła odwrotny skutek – dochody zaczęły dramatycznie spadać, co wymusiło nowelizację budżetu państwa na rok 2013. Aby zapewnić wzrost dochodów budżetowych, trzeba powrócić do niższych stawek VAT”.

W kwietniu minie pół roku od wyborów parlamentarnych. Stawki VAT od tamtej pory nie zmieniły się, choć potrzeby finansowe państwa są ogromne. Czy po objęciu władzy PiS nie wierzy już, że obniżka stawek VAT to przepis na wzrost wpływów budżetowych? Nawiasem mówiąc, na stronie Ministerstwa Finansów nie znajdujemy informacji, jakoby w polskiej gospodarce w okresie od 1 stycznia 2011 roku do 31 grudnia roku 2016 istniała stawka VAT na poziomie 15 proc. Istnieje za to stawka 5 proc.

Ile dzieci obejmie „Rodzina 500 plus”

Dotychczasowe uwagi prowadzą do wniosku, że w polskiej gospodarce mamy problem. Uruchomiono właśnie bardzo kosztowny program społeczny. Tymczasem jego źródła finansowania stoją pod znakiem zapytania w długim okresie.

Na uwagę zasługuje jeszcze jedna kwestia. Według Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej program „Rodzina 500 plus” obejmie 2,7 mln rodzin, a świadczenia przysługiwać będą na 3,7 mln dzieci. Tymczasem wedle Eurostatu w Polsce w 2015 roku było w sumie prawie 6,9 mln osób w wieku poniżej 18 lat. Zestawienie tych liczb wskazuje, że wypłaty pięciuset złotych będą przysługiwały tylko na nieco ponad połowę polskich dzieci.

Powód, dla którego świadczenia nie będą wypłacane na wszystkie dzieci, wydaje się oczywisty. Byłoby to nadzwyczaj kosztowne rozwiązanie. Można szacować, że związane z nim wydatki budżetu państwa sięgnęłyby 41,3 mld złotych rocznie. Dziś jednak nie wiadomo, czy polska gospodarka udźwignie owe 22-23 mld złotych, które w latach 2017-2025 będzie kosztował co roku program „Rodzina 500 plus”.

W tym miejscu przypomnijmy, co Beata Szydło mówiła podczas konwencji Prawa i Sprawiedliwości 20 czerwca 2015 roku – mniej niż rok temu, cztery miesiące przed wyborami parlamentarnymi:

„Ja również przyjmuję te deklaracje, które składał pan prezydent Andrzej Duda w swojej kampanii, jako swoje. A więc mówię, że to, co jest najważniejsze, i co zrobimy bez zbędnej zwłoki, natychmiast, to obniżenie wieku emerytalnego, to podniesienie kwoty wolnej od podatku i wreszcie to program dofinansowania dla rodzin – pięćset złotych na każde dziecko. A ci, którzy mówią, że to jest niemożliwe i że tego się nie da zrobić, nie mają po prostu racji. Bo to jest możliwe. I wystarczy sięgnąć po opracowania ekspertów. Wystarczy sięgnąć po opracowania, programy, plany, które są. Tylko trzeba umieć je czytać i mieć wystarczającą determinację i odwagę, żeby takie programy wcielać w życie”.

Słowa te każdy może usłyszeć na nagraniu (12:55-14:00), do którego prowadzi łącze ze strony PiS. Pytanie, które dziś samo ciśnie się na usta, brzmi: gdzie znajdują się owe „opracowania, programy, plany, które są”?

To pytanie tym bardziej nurtujące, że w exposé premier Beata Szydło mówiła wyraźnie: „Dziś zawieramy z Polakami kontrakt na cztery lata. (…) Ale już dzisiaj chcę powiedzieć, co przede wszystkim zrobimy w czasie pierwszych stu dni naszych rządów. Po pierwsze, pięćset złotych na dziecko, począwszy od drugiego, a w rodzinach o mniejszych dochodach od pierwszego dziecka. (…) Po drugie, obniżenie wieku emerytalnego do sześćdziesięciu lat dla kobiet i sześćdziesięciu pięciu lat dla mężczyzn. Po trzecie, podniesienie do ośmiu tysięcy złotych kwoty wolnej od podatku”.

Czas płynie, wyborcy czekają

30 listopada 2015 roku, czyli niespełna dwa tygodnie po exposé, do Sejmu wpłynęły dwa przedstawione przez prezydenta Andrzeja Dudę projekty ustaw. Pierwszy to projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, który zmierza do podwyżki kwoty wolnej od podatku z obecnych 3 091 złotych do 8 tys. złotych.

Drugi to projekt ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz niektórych innych ustaw. Projekt dotyczy przywrócenia wieku emerytalnego na poziomie minimum 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.

Sto dni od powołania rządu PiS upłynęło w lutym. Mamy kwiecień, a dotychczas w Sejmie odbyło się tylko pierwsze czytanie dwóch powyższych projektów. Tempo prac trudno uznać za priorytetowe. Być może jednak nie należy się dziwić. Ekonomiści od dawna tłumaczą, że pomysły takie jak ponowna obniżka wieku emerytalnego, to w warunkach napiętego budżetu i starzejącego się społeczeństwa prosta droga do zapaści finansów publicznych.

Na marginesie warto też przypomnieć, że w połowie stycznia 2016 roku Kancelaria Prezydenta RP przedstawiła projekt ustawy o sposobach przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu i umów pożyczki. Proponowana ustawa zdaniem jej autorów ma zmierzać do pomocy konsumentom z kredytem walutowym na mieszkanie lub dom. Co się okazuje?

Jak niedawno podliczyła Komisja Nadzoru Finansowego, wejście w życie ustawy w kształcie zaproponowanym przez prezydenta mogłoby oznaczać dla banków obciążenia przekraczające nawet 100 mld złotych. Nie ulega wątpliwości, że to byłby olbrzymi koszt – nie tylko dla sektora finansowego, ale również dla całej gospodarki.

Jak będą dalej układać się losy podobnych pomysłów, zobaczymy. Już dziś możemy jednak powiedzieć jedno. Rząd ma twardy orzech do zgryzienia. W związku z programem „Rodzina 500 plus” możliwości budżetu państwa są na wyczerpaniu, a tymczasem wielu wyborców PiS oczekuje spełnienia kolejnych, kosztownych obietnic wyborczych.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego