Newsletter

Zwycięstwo i klęska Nadii Sawczenko

Łukasz Jasina, 24.03.2016
Dla wielu obserwatorów Nadija Sawczenko stała się symbolem moralnego zwycięstwa

Takiego zakończenia procesu Nadii Sawczenko właściwie od samego początku się spodziewaliśmy. Chyba nikt nie wierzył w bezstronność rosyjskiego sądu i możliwość wymierzenia przezeń wyroku innego niż skazujący. Wymiar kary i jego charakterystyczna dla dyktatorskich systemów surowość zaskoczyły nas mniej.

UTR NEWS - Pulse News/Youtube, CC BY 3.0.

Dla wielu obserwatorów Nadija Sawczenko stała się symbolem moralnego zwycięstwa. Owszem, Sawczenko odniosła zwycięstwo, ale i poniosła klęskę. Które z tych zjawisk pozostanie trwałe? To nie zależy już od niej.

Sawczenko stała się pozytywnym symbolem i mitem. Najpierw na Ukrainie, gdzie jej aresztowanie w 2014 roku wywołało ogólnonarodową debatę. Ją samą wybrano zaocznie do ukraińskiej Rady Najwyższej, czym Rosja się kompletnie nie przejęła. Ale stało się też coś ważniejszego od uzyskania symbolicznego miejsca w panteonie narodowych bohaterów na Ukrainie. Nadię Sawczenko odkryto poza krajem. Powoli, ale dość trwale, zaangażowały się w jej sprawę autorytety zagraniczne.

Nie była to pierwsza interwencja w obronie Ukraińców zatrzymanych w Rosji pod dętymi zarzutami. Przypomnieć warto choćby listy pisane w obronie aresztowanego reżysera Ołeha Sencowa. Sprawa Sawczenko skłoniła do podejmowania uchwał chociażby polski Sejm (całkowicie ponad podziałami, bo działali tu ręka w rękę posłowie PO i PiS, a o to w obecnej sytuacji politycznej niełatwo). Zaś podczas ostatniego szczytu UE nazwisko Sawczenko przywołał w dość ostrych słowach przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Zwolennicy Realpolitik mogą słusznie zauważyć, że od deklaracji do realnej pomocy droga daleka – niemniej to i tak wiele. Żadne z działań rosyjskich władz skierowanych przeciwko jednostkom nie wywołało ostatnio tak silnego sprzeciwu miarodajnych czynników w krajach Unii Europejskich. Dawno też tak silnie nie wybrzmiało poparcie dla stanowiska władz ukraińskich w tej sprawie. To o tyle ważne, gdyż podstawowy cel Rosji, jakim jest kompromis z krajami Zachodu zawarty ponad głowami Ukraińców, ciągle wywołuje lęk w Kijowie.

A co to znaczy dla samej Nadii Sawczenko? Również wiele. Głosy z Zachodu dodają jej odwagi. Każda historia politycznych więźniów dowodzi, że osoby popierane przez środowiska opiniotwórcze z krajów demokratycznych nie tak łatwo jest zepchnąć do nicości. Pomijam już w tym wyliczeniu zwykłe względy ludzkie. Nadija Sawczenko jest bez wątpienia osobą odważną, ale pomoc z Zachodu może ją w jej twardości tylko wzmocnić.

Powyższy opis „zwycięstwa” Nadii Sawczenko dowodzi tylko i wyłącznie tego, że odniosła je, jak na razie, na płaszczyźnie moralnej. Rzeczywistość z końca marca 2016 roku jest bowiem dość smutna. Klucz do rozwiązania problemu leży tylko i wyłącznie w rękach Władimira Putina. Władze rosyjskie zdecydowały się na załatwienie sprawy po swojemu i nie ustąpiły ani o jotę. Może ustąpią w przyszłości, będzie to jednak wymagało zmiany warunków politycznych.

Rosja po raz kolejny powiedziała „sprawdzam”. Cóż z tego, że z Zachodu płyną słowa krytyki, skoro nie spowodują one kolejnych ograniczeń ekonomicznych i sankcji? Do krytyki werbalnej Rosja jest przyzwyczajona. Przy sprawie Chodorkowskiego trwało to prawie dziesięć lat. Zwolniono go dopiero w przeddzień zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi. Jeśli posłużyć się podobną logiką, to następna okazja do demonstrowania rosyjskiej otwartości i łaskawości prezydenta Putina może się przytrafić dopiero za dwa lata, gdy do Rosji zaczną napływać kibice i sportowcy przy okazji rosyjskiego mundialu.

Ale i to może nie uratować Nadii Sawczenko. Sąd w rosyjskim Doniecku oraz rozdęta machina propagandowa (zarówno skierowana na rynek wewnętrzny, jak i oddziałująca na widzów zagranicznych – choćby w „RT”, poprzednio „Russia Today”), uczyniła z Sawczenko zbrodniarkę i morderczynię oraz przykład kolejnej ingerencji Zachodu w wewnętrzne sprawy Rosji. Nawet z Chodorkowskiego nie robiono zdrajcy kraju i mordercy, a ilość błota, jaką obrzucono Sawczenko, nie wystąpiła w Rosji od czasu walk z Czeczenami. I tej oto „morderczyni” odpowiedzialnej „za zbrodnie wojenne” Putin nie może ot tak po prostu ułaskawić.

Sawczenko nie jest już zwykłą więźniarką. Stała się symbolem i Putin ot tak nie wypuści jej z rąk. Podobnie jak zamrożony, ale od czasu do czasu gorący, konflikt w Donbasie jest mu potrzebny, by pokazywać, że to on gra decydującą rolę w tym regionie świata. Że może wybraną osobę oskarżyć o dowolne przestępstwo i doprowadzić do jej skazania. O ironio – sytuacja Sawczenko jest gorsza niż innych ukraińskich więźniów przetrzymywanych w Rosji – bo ich ewentualna wymiana czy też „akt łaski” nie naruszą putinowskiego prestiżu. A właśnie na punkcie prestiżu każdy rosyjski przywódca jest przewrażliwiony.

Oczywiście nie znamy tajników negocjacji. Wygląda na to, że oferty płynące z Ukrainy, a dotyczące wymiany Sawczenko za przetrzymywanych na Ukrainie współpracowników rosyjskich służb, na razie nie zainteresowały Putina. Z dwojga złego, mając do wyboru bohaterkę w więzieniu i na Ukrainie – Putin na razie wybiera to pierwsze.

Równie dobrze Sawczenko może opuścić więzienie za kilka dni, jak też pozostać w nim na długie lata. Ten show reżyseruje Putin. Niezwykle wątpliwym pocieszeniem jest to, że w roku 2038 Putin prawie na pewno nie będzie już prezydentem Rosji.

Unia Europejska i jej poszczególne kraje członkowskie powinny w dalszym ciągu upominać się o więźniarkę polityczną. Każdy gest wobec Sawczenko, nawet jeśli nie prowadzi bezpośrednio do jej uwolnienia, ratuje jej życie i zdrowie. Los zapomnianych więźniów politycznych w krajach takich jak Rosja bywa straszny.

*dr Łukasz Jasina – historyk i publicysta, ekspert ds. wschodnich, szef działu wschodniego tygodnika internetowego „Kultura Liberalna”

Tytuł i lead od redakcji IO