Newsletter

Ustawa frankowa podliczona

Jan Gmurczyk, 16.03.2016
Projektowana ustawa frankowa stanowi zagrożenie nie tylko dla banków, ale dla całej gospodarki

W połowie stycznia Kancelaria Prezydenta RP przedstawiła projekt ustawy o sposobach przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu i umów pożyczki, czyli tzw. ustawy frankowej. Projekt ten – deklarowano wówczas – miał pomóc konsumentom, którzy zaciągnęli kredyt walutowy na dom lub mieszkanie.

Marcel Grieder/flickr.com, CC BY 2.0

Zapisy projektu ustawy przewidywały między innymi możliwość spłaty kredytu po tzw. kursie sprawiedliwym lub zwolnienia kredytobiorcy z długu po przekazaniu bankowi nieruchomości, która jest zabezpieczeniem kredytu.

15 marca 2016 roku Komisja Nadzoru Finansowanego (KNF) przedstawiła szczegółowe wyliczenia, jakie byłyby skutki wejścia w życie powyższego projektu dla banków. Rozważono cały zestaw scenariuszy, przy czym dwa wydają się najbardziej prawdopodobne.

W pierwszym obciążenie banków sięga 66,9 mld złotych. To między innymi przy założeniu, że kurs złotówki wobec innych walut od 1 stycznia 2016 roku pozostaje taki sam jak 31 grudnia 2015 roku.

W drugim obciążenie banków wynosi już 103,4 mld złotych. Tu z kolei obowiązuje m.in. założenie, że od 1 stycznia 2016 roku kurs wymiany złotówki na waluty obce jest wyższy o 25 proc. niż 31 grudnia 2015 roku.

Powyższe kwoty są zawrotne. Jak wynika z danych KNF, w 2015 roku zysk netto sektora bankowego z oddziałami zagranicznymi wyniósł około 11,5 mld złotych. A skoro tak, to szacowany koszt wejścia w życie ustawy frankowej sięga kilkakrotności tego zysku.

W tym miejscu wniosek może być tylko jeden. Projektowana ustawa frankowa stanowi zagrożenie nie tylko dla banków, ale dla całej gospodarki. Czyli również dla budżetu państwa oraz portfeli i miejsc pracy milionów polskich rodzin.

Przypomnijmy, że z uwagi na niskie stopy procentowe i inne czynniki kondycja banków już dziś jest osłabiona. W dodatku od lutego 2016 roku obowiązuje podatek od niektórych instytucji finansowych, czyli tzw. podatek bankowy. Jeśli doszłyby do tego wielomiliardowe skutki ustawy frankowej, to Polsce groziłby kryzys. Choćby dlatego, że sektor prywatny, gdzie na chleb zarabia większość polskich pracowników, zacząłby dostawać mniej kredytów na działalność i rozwój. W efekcie trudniej byłoby o podwyżki płac, a wydatki na inwestycje by zmalały. W końcowym rozrachunku mielibyśmy słabszy wzrost gospodarczy i niższe wpływy w budżecie państwa.

Inna sprawa, że jeśli projekt ustawy frankowej w obecnym kształcie zostałby przyjęty, a duża grupa kredytobiorców walutowych zechciałaby przekazać bankom nieruchomości w zamian za zwolnienie z długu, to na rynku nieruchomości zapewne doszłoby do załamania cen. Bo banki, aby odzyskać przynajmniej część należności z tytułu kredytów walutowych, zaczęłyby masowo sprzedawać otrzymane domy i mieszkania.

Tymczasem nieruchomości to centralny składnik majątku większości Polek i Polaków. Ba, to także zabezpieczenie wielu kredytów udzielonych w złotówkach. Spadek wartości tego zabezpieczenia oznaczałby kłopoty dla wielu klientów banków, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z kredytami walutowymi.

Wydaje się więc, że koszty wejścia w życie projektu ustawy frankowej w obecnej formie ponieśliby wszyscy obywatele, a nie tylko banki. Powiedzmy sobie otwarcie: takie rozwiązanie byłoby nie tylko nieracjonalne, ale także niesprawiedliwe.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego