Newsletter

Demokratyczna mobilizacja

Ireneusz Krzemiński, 05.02.2016
Trzeba organizować opinię publiczną na poziomie lokalnym i budować obywatelską i demokratyczną świadomość. Mobilizacja ludzi do wystąpień w obronie porządku konstytucyjnego to dziś sprawa niezbędna

Sytuacja, w jakiej znalazła się Polska obywatelska, jest dramatyczna. Zapewne wielu uzna to stwierdzenie za przesadne, ale piszę te słowa po wysłuchaniu wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o niemożności wydrukowania orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. A także po ogłoszeniu przez PiS planów stworzenia „ustawy naprawczej” dla tej instytucji. Warto jeszcze w tym miejscu przypomnieć inną wypowiedź prezesa partii rządzącej – tę na temat „genu zdrady narodowej”. Jej sensu nie można zinterpretować inaczej jak wystąpienia kandydata na dyktatora.

Fotografia: Grzegorz Żukowski/flickr.com, Demonstracja KOD w Warszawie w obronie wolnych mediów, CC BY-NC 2.0.

Żaden ruch polityczny PiS-u w ostatnich miesiącach nie jest przypadkowy. Wbrew opiniom często wygłaszanym przez dziennikarzy, publicystów i polityków nie ma tu ani śladu chaosu. Strategia, której jawnym aktorem (ale nie reżyserem!) jest nade wszystko prezydent i jego kancelaria, ma na celu opanowanie państwa w sposób efektywny – a zatem nie tak, jak to starał się zrobić Kaczyński w czasie poprzednich rządów.

Poprzednio – dla realizacji dalekosiężnego planu budowy IV RP – najpierw postanowiono zlikwidować instytucje, które uznano za szczególny przejaw degeneracji systemu. Hasło „walki z korupcją” miało pozyskać opinię publiczną i zmobilizować zwolenników. Konieczna okazała się gra polityczna z sojusznikami, których zresztą trzeba było unieszkodliwić. Wymiaru sprawiedliwości używano całkowicie instrumentalnie (dzięki ministrowi sprawiedliwości), ale też nie można było go poddać kontroli. Teraz trzeba więc sparaliżować wymiar sprawiedliwości – niezależny podmiot władzy państwowej. Jednym słowem, Kaczyński wyciągnął wnioski z lekcji Viktora Orbána.

Widać wyraźnie podstawowy kierunek ataku: partia rządząca zamierza co najmniej ograniczyć trójpodział władzy w państwie. Temu celowi podporządkowane są wszystkie działania, których jesteśmy świadkami. Za poprzednich rządów PiS-u bardzo szybko zaczęto używać represji, które trafiały – pod pretekstem walki z „układem” oraz korupcją – w realne i wyobrażone „wrogie” środowiska. Teraz zamach na instytucje jest początkiem przebudowy państwa i społeczeństwa. Ale nie należy zapominać, że droga ku dyktaturze nie może obyć się bez przemocy, a więc represji wobec różnych osób i grup społecznych. Warto już teraz zastanowić się, jak owej przemocy się przeciwstawić…

Absolutnie koniecznym warunkiem powodzenia całego planu Jarosława Kaczyńskiego jest dostateczne poparcie społeczne. Przewaga PiS-u w parlamencie daje tej partii możliwość sparaliżowania prac Trybunału Konstytucyjnego, użycia Sejmu i Senatu jako podstawowego narzędzia władzy. Nic więc dziwnego, że 11 grudnia pojawił się postulat podjęcia przez marszałka Sejmu inicjatywy „naprawczej” wobec Trybunału Konstytucyjnego. Jednak samo środowisko partyjne nie jest tu wystarczające, aczkolwiek Kaczyński zmierza w kierunku systemu monopartyjnego. Paradoks polega na tym, że antykomunistyczna retoryka, którą wciąż posługują się liderzy PiS-u, służy budowie systemu analogicznego do… PRL.

Warto zwrócić uwagę na retorykę prezesa PiS-u. Chodzi mi o moralizm. Moralistyczny ton wypowiedzi Kaczyńskiego jako żywo przypomina retorykę polityczną PRL. Styl retoryczny prezesa można efektywnie porównać ze stylem Władysława Gomułki, włącznie z wyraźnymi fobiami, jakie w nim były zawarte (antyniemieckość). Zbieżność z I sekretarzem KC PZPR nie jest, moim zdaniem, przypadkowa, a porównanie to nie ma na celu etykietowania Kaczyńskiego. Chodzi mi o wskazanie faktu, który jest bardzo ważny dla wszelkiej komunikacji społecznej. Otóż moralistyczny ton posiada szczególnie silne walory komunikacyjne: mobilizuje poparcie. Moralistyczny ton wydobywa aspekt oceniająco-emocjonalny jako główny czynnik motywujący. Ocenom podporządkowuje racjonalną argumentację. Wreszcie, zapewnia przewagę retoryczną: wszak ten, który odwołuje się do kategorii moralnych, występuje w imieniu uniwersalnych pryncypiów, a nie broni partykularnego punktu widzenia. Dyktatorzy zdobywają władzę na ogół dzięki moralnemu poparciu ich moralnych haseł. Racje są dość bezradne wobec wzbudzonych emocji. Bo emocje i płynące z nich oceny determinują obraz rzeczywistości.

Nie oznacza to jednak, że argumenty się nie liczą. Emocje – aby naprawdę motywowały do działań i zachowań społecznych – potrzebują myślowej bazy, obrazu świata, z którego wyrastają. Oczywiście wcale nie musi to być obraz prawdziwy według kryteriów czy to naukowych, czy to zdroworozsądkowego oglądu obserwatorów. Ale musi to być obraz jakoś uprawniony, zakorzeniony w doświadczeniu, koniecznie wspólnym, a zatem podzielanym, wyrażającym rozmaite aspiracje i zbierającym w jedno wiele indywidualnych odczuć. Odpowiednio uzasadniony obraz świata jest obrazem wspólnym, grupowym, ale jednocześnie takim, z którym członkowie grupy – wspólnoty – identyfikują się osobiście.

Siłą PiS-u i osobiście Jarosława Kaczyńskiego jest stworzenie prawdziwej wspólnoty. Tę grupę spaja nie tylko sympatia polityczna. To w istocie wspólnota światopoglądowa. Jej obraz świata, który ma podstawowe znaczenie polityczne, jest uzasadniany nie tylko konkretnymi interesami indywidualnymi i grupowymi oraz interesem politycznym partii Kaczyńskiego, ale jest zakorzeniony w moralnie zabarwionych wyobrażeniach. Wspólnota ta obejmuje wyraźną mniejszość społeczeństwa, ale charakter jej wyobrażeń powoduje, że uważa się za reprezentację całości społecznej, czyli Narodu – koniecznie pisanego wielką literą. Dlatego ta stosunkowo niewielka grupa, która – jak sądzę – już teraz powinna okazać się w pomiarach społecznych mniejsza niż liczba wyborców PiS-u, będzie silnym oparciem dla bezprawnych działań PiS-u i samego Kaczyńskiego.

Bardzo wyraźnym elementem „wspólnoty PiS-owskiej” jest mit o „zamachu smoleńskim”. Okazało się, że stworzenie mitologii zamachu – możliwe w takiej formie dzięki udziałowi księży, Kościoła katolickiego – stało się niezwykle silnym spoiwem już wcześniej budowanej wspólnoty. Teraz ma ona swego bohatera-męczennika, czyli Lecha Kaczyńskiego, i innych działaczy PiS-u. Daje to szczególny mandat Jarosławowi Kaczyńskiemu, który go sprawnie podtrzymuje. Decyzja o asyście wojskowej – obecnej podczas comiesięcznych manifestacji upamiętniających katastrofę pod Smoleńskiem – bardzo mocno legitymizuje ową mitologię.

Ta wspólnota światopoglądowa – ideologiczno-polityczna – będzie teraz działać jako „prawdziwa” reprezentacja obywateli-Polaków. Stąd cytowana na początku wypowiedź Kaczyńskiego o „genie zdrady narodowej” urasta do bardzo ważnego stwierdzenia. Skoro zdrada narodowa zawsze była obecna w polskiej historii i można ją potraktować jako pewien wzorzec politycznego działania, to mamy oto myślowy argument uzasadniający użycie tego typu określeń do opisu obecnych przeciwników politycznych Kaczyńskiego. Sprawdzono to już w minionych latach, oskarżając o zdradę zarówno prezydenta Bronisława Komorowskiego, jak i premiera Donalda Tuska.

Jeszcze jeden element jest tu istotny i daje siłę „PiS-owskiej wspólnocie”: to grupa ludzi pokrzywdzonych. Obraz własnej wspólnoty jako tych, którzy zostali niesprawiedliwie potraktowani w III RP, przeciwstawionych tym, którym się – niesprawiedliwie! – powiodło, nie tylko motywuje do poparcia PiS-u, ale też zachęca do spontanicznych działań. Teraz do głosu dochodzi Polska postrzegająca siebie w kategoriach „Polski pokrzywdzonej”, „Polski niedocenionej”. Na mocy dotychczasowego niespełnienia rezerwuje sobie prawo do realizacji żądań i – generalnie rzecz biorąc – poprawy losu. To dlatego obietnice finansowe miały tak wielkie znaczenie w kampanii PiS-u i, jak widać, PiS u władzy zrobi wszystko, żeby choć po części je zrealizować. Obok motywacji narodowej i katolickiej (która uniwersalizuje roszczenia narodowe) motywacja do „odegrania się” bytowego ma niebagatelne znaczenie. Wszak już Alexis de Tocqueville twierdził, że odwoływanie się do „równości” mobilizuje silniej niż do „wolności”.

Widać więc, że walka z atakiem na demokratyczne państwo jest obecnie bardzo trudna. Przede wszystkim Platforma Obywatelska straciła możność mobilizacji ludzi, choć powinna odbudowywać swoje znaczenie. Jak to zrobić?

Po pierwsze, jej działania muszą być w tej chwili całkowicie spójne. Trzeba ujednoznacznić przesłanie PO.

Po drugie, absolutnie konieczna jest orientacja na porozumienie z innymi partiami opozycyjnymi i współpracę. Należałoby więc budować opozycję w retoryce prodemokratycznej. PO powinna odłożyć lęki o swą integralność i tożsamość i nawiązać współpracę opozycyjną zarówno z .Nowoczesną, jak i ruchami lewicowymi.

Po trzecie, wszystkie znane mi badania socjologiczne pokazują, że świadomość demokratyczna Polaków pozostaje na bardzo niskim poziomie, a identyfikacja z wartościami demokratycznymi młodzieży jest wręcz zastraszająco słaba (szczególnie pouczające mogą być badania Mirosławy Grabowskiej i Tadeusza Szawiela[1]). Nadarza się zatem świetna okazja, aby używać retoryki, która ukaże, dzięki jakim zasadom obywatele mają zagwarantowane prawa i wolności. Warto od razu połączyć ją z argumentacją historyczną– ten duet odgrywa ogromną rolę, co widać na przykładzie PiS-u i Kaczyńskiego. Retoryka PO – ale i innych partii opozycyjnych – powinna budować odmienny obraz historii Polski i w ogóle inaczej definiować polskość.

Wydaje mi się, że PO musi naprawdę starannie przygotować strategię politycznej retoryki. Pilną sprawą jest powrót do kwestii mitologii „zamachu smoleńskiego”, i to niezależnie od zapewnień, że „ludzie mają tego dość”. Wspólnota PiS-owska, jak widać, z wielką troską dba o zachowanie rytuałów podtrzymujących tę mitologię.

Niestety, PO i rząd Donalda Tuska niesłusznie zlekceważyli znaczenie mitu zamachu, będącego zarazem mitem zdrady (oczywiście narodowej). Także po wygranej PiS-u nie podjęto żadnych działań, które miałyby na celu obronę ustaleń komisji Jerzego Millera. Przykładowo, dlaczego nie zamieścić raportu komisji Millera na stronie internetowej PO? Należałoby do tej kwestii wrócić i w ogóle rozbudować argumentację na temat wypadku pod Smoleńskiem. Może się to wydawać nietrafną uwagą, ale właśnie budowanie argumentacji, silnej i zwartej, w dłuższej perspektywie ma istotne znaczenie. Obecnie nie jest to nośne emocjonalnie, ale stworzenie mocnej, logicznej argumentacji zaowocuje w przyszłości. Argumentację, która przemawia do wspólnoty PiS-owskiej, budowano przez lata, choćby przez dyskurs Radia Maryja.

Nade wszystko konieczna jest jednak argumentacja za demokracją. To zaś oznacza racjonalne opowiedzenie się za obecną Konstytucją RP. Wydaje mi się, że w wystąpieniach polityków PO odwołania do wartości polskiej ustawy zasadniczej powinny być obowiązkowo obecne. Wszak w politycznej retoryce mamy jeszcze jednego aktora atakującego Konstytucję i będącego emocjonalnym sojusznikiem PiS-u – Pawła Kukiza.

Trzeba również pójść za przykładem Kaczyńskiego i wprowadzić elementy moralizatorskie. Zbudowanie obrazu zagrożenia wolności, przede wszystkim akcentującego ograniczenie wolności wypowiedzi i działania czy swobody ekspresji, jest sprawą kluczową. Retoryka polityczna powinna też dążyć do rozbicia poczucia reprezentowania przez PiS-owską mniejszość całego Narodu – wymaga to definiowania polskości w kategoriach innych niż PiS-owskie.

Moralistyka Kaczyńskiego znajduje wielu sojuszników: zarówno wspomnianego Kukiza, jak i przedstawicieli jego ugrupowania (Kornel Morawiecki). Retoryka Morawieckiego wydaje się dobrze reprezentować nastawienia i emocje znacznej części dawnych uczestników „Solidarności”, nie można jej więc lekceważyć. Przeciwstawienie „prawa narodu” realnemu porządkowi prawnemu ma swoją wagę i należałoby je definitywnie rozbić. W tym celu należy pokazać, że również obecne prawo, a nade wszystko porządek konstytucyjny realizują wolę narodu (a nawet Narodu). Z tego wynika bardziej ogólna uwaga: trzeba stworzyć argumenty, które emocjonalnie zabarwią przeszłość demokratycznej Polski. Nie chodzi mi tu o ten typ retoryki, który okazał się całkowicie chybiony w trakcie kampanii prezydenckiej i przypominał słynną „propagandę sukcesu” z czasów Edwarda Gierka, ale o stworzenie takiego obrazu historii minionego ćwierćwiecza, który polemicznie wobec historiozofii Kaczyńskiego pokazywałby, że podstawowe decyzje były albo oparte na woli większości, albo przez większość akceptowane.

Skonstruowanie nowej retoryki politycznej wymaga odwołania się do pewnych grupowych interesów, o których nie wolno zapominać. Nade wszystko chodzi o zachowanie poziomu rozwoju gospodarczego. Chciałem zwrócić uwagę na te elementy politycznej retoryki, które tworzą warstwę światopoglądową, bo ich brak oznacza utratę możliwości mobilizacji ludzi. Mobilizacja do działań protestacyjnych wydaje mi się sprawą zasadniczą. Manifestacja 12 grudnia 2015 roku przed Trybunałem Konstytucyjnym jest bardzo dobrym początkiem obywatelskiej walki. Trzeba jednak koniecznie zwrócić uwagę, że PiS czerpie siłę z Polski powiatowej. Jeżeli walka obywatelska ma być skuteczna, musi sięgnąć przemiany – choćby częściowej – nastawienia i mentalności mieszkańców średnich miast, tych symbolicznie powiatowych. Aktywność na tym poziomie, organizowanie obywateli i obywatelskie inicjatywy (nie partyjne) wydają mi się w tej chwili kwestią niezwykle istotną. PO w przyszłości tylko na tym skorzysta. Działalność ta powinna polegać na organizowaniu opinii publicznej na lokalnym poziomie wokół różnych zagadnień i na budowaniu obywatelskiej i demokratycznej świadomości. Mobilizacja ludzi do wystąpień w obronie porządku konstytucyjnego to sprawa niezbędna.

Nie można, rzecz jasna, rezygnować z gry politycznej. Przede wszystkim trzeba pozyskać część parlamentarzystów, a napięcie polityczne może okazać się sprzyjającym czynnikiem. Dobrym pomysłem – nieźle wykorzystywanym w poprzedniej kadencji przez PiS – jest tworzenie ciał niepartyjnych, ale parlamentarnych, a więc rodzaju forów dyskusyjnych, które mogą wykreować dobre i silne argumenty przeciw ekspansji tej partii.

Na koniec refleksja na temat siły poparcia PiS-u i ewentualnego ruchu obrony demokracji. Nie ulega wątpliwości, że obecny kryzys konstytucyjny to początek planu Jarosława Kaczyńskiego i jego zaplecza. Mobilizacja przeciw niemu ma zatem istotne znaczenie. Potrzebne jest obudzenie obaw z jednej strony, a zainteresowanie sytuacją przez ogół społeczeństwa – z drugiej. Zakładam, że – jak pokazała to demonstracja z 12 grudnia – spora grupa obywateli jest skłonna do aktywności w obronie ładu konstytucyjnego[2], ale na pewno nie mają oni przewagi w społeczeństwie.

Nie ulega przy tym wątpliwości, że PO nie udało się odzyskać utraconego elektoratu (na pewno utraciła sporą część młodzieży). Nie całkiem jest to tylko efekt win i błędów politycznych. Sądzę, że mamy do czynienia z wyraźną zmianą ideowego profilu wartości młodego pokolenia. Można ten system wartości scharakteryzować jako dziwnie złożony. To odejście od etosu liberalnego – szczególnie od poparcia gospodarki rynkowej i akceptacji jej zasad, co było całkowicie dominujące i 20, i 10 lat temu – i wyraźne opowiedzenie się za państwem opiekuńczym, czyli dającym nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale i zatroskanym o dobrobyt obywateli. Postawa młodych przybiera charakter silnie roszczeniowy, a jednocześnie towarzyszy jej zdecydowany indywidualizm i egoizm społeczny. Państwo ma bowiem opiekować się obywatelami i świadczyć na ich rzecz, ale obywatele wcale nie czują się zobowiązani do świadczeń na rzecz państwa. Na przykład w badaniu na temat zobowiązań obywateli realizowanym przez CBOS w 2013 roku to najmłodsi badani (kategoria wieku 18–24 lata) najczęściej uważali, że obywatele nie powinni być zobowiązani do płacenia podatków[3]. Szczególnego rodzaju indywidualizm manifestuje się też w poparciu przez najmłodszych wyborców programu Janusza Korwin-Mikkego. Postawę tę można więc scharakteryzować jako w pewnym sensie niespójną: żąda się wysokich i obligujących państwo świadczeń, przy jednoczesnym zagwarantowaniu skrajnej swobody działania obywateli i ich co najwyżej dobrej woli w świadczeniach na rzecz państwa i społeczeństwa.

Być może jest to obraz nieco przerysowany, jednak sądzę, że trafia w sedno sposobu myślenia i przeżywania świata przez znaczącą część polskiej młodzieży. Zapewne należałoby do tego dodać zasadniczy brak wiedzy społeczno-politycznej i słabą identyfikację demokratyczną. Co więcej, z moich badań przedstawicieli młodego pokolenia na przestrzeni 20 lat wynika, że dziś wartości narodowe są dla niego bez porównania ważniejsze. Chodzi mi o wartości narodowe rozumiane jako postawa apologetyczna wobec własnego narodu, nade wszystko zanurzona w obrazie przeszłości jako źródle cierpienia (całkowicie niesprawiedliwego) Polaków. Owszem, zapewne silne są grupy młodzieży krytycznej wobec apologetycznego obrazu narodowych dziejów, ale ogół wydaje się akceptować ów bohatersko-martyrologiczny obraz dziejów Polski i Polaków w większym stopniu niż dawniej, czyli w wynikach z początku demokracji z 1992 roku i później, z 2002 roku[4].

Z tego wynikają pewne wnioski praktyczne. Otóż można założyć, że młodzi ludzie to dobre zaplecze dla zamysłów PiS-u; brak im wiedzy i argumentów za inną wizją polskości i polskich dziejów (ich wiedza o ruchu „Solidarności” jest niemal zerowa). Ale – optymistycznie rzecz ujmując – możliwości włączenia się młodych we „wspólnotę PiS-owską” mają swoje granice. Dominującą nutą w potocznej świadomości młodych jest wolność indywidualna i wizja tej wolności jako nieograniczonej swobody (lub traktująca ograniczenia jako coś niedobrego i nie do zaakceptowania). Plan opanowania państwa przez PiS, który na dłuższą metę nie może nie oprzeć się na represjach i ograniczeniach, pozostanie w konflikcie z dominującym nastawieniem młodzieży, chociaż nie należy lekceważyć rzeczywistych potrzeb, związanych przede wszystkim z funkcjonowaniem młodych na rynku pracy oraz z ich całkowicie „europejskim” poziomem aspiracji. PiS zapewne będzie dążył do pozyskania młodych świadczeniami, chociaż jest sprawą wątpliwą, czy uda się tym sposobem zaspokoić ich rozbudzone aspiracje.

Sądzę, że obrona demokratycznych reguł, a przede wszystkim indywidualnych praw – na czele ze swobodą wypowiedzi i ekspresją różnych wartości i stylów życia – będzie sprawą ważną dla znacznej części społeczeństwa. Można tu powrócić do kwestii modelu węgierskiego – inspiracji dla Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u. Otóż zdobycie poparcia na Węgrzech przez Fidesz trzeba rozpatrywać w odmiennym kontekście. Przede wszystkim mieliśmy do czynienia z kompromitacją przeciwników politycznych Viktora Orbána, popartą załamaniem gospodarczym. Z kolei uczucia narodowe – do tak zwanych Wielkich Węgier – były oparte na sentymencie głębszym i historycznie bardziej problematycznym niż w Polsce. Niektóre narodowe (re)sentymenty są tam bardziej uzasadnione niż polskie postulaty nacjonalistyczne. Wreszcie, wspomniana sprawa znaczenia praw i wolności obywatelskich. W Polsce odgrywają one bez porównania większą rolę niż na Węgrzech. Stopień przywiązania do wolności słowa, wyrażania opinii i stylów życia jest w naszym kraju niezwykle wysoki. Są to wartości wielce cenione i w ich obronie można się spodziewać sporej mobilizacji społecznej.

Jednak Platforma Obywatelska nie jest wcale na dobrej pozycji jako organizator oporu. Przede wszystkim kampanie wyborcze pokazały negatywne emocje wobec tej partii. Siła złych uczuć była niekiedy zaskakująca, jeśli wziąć pod uwagę wskaźniki makroekonomiczne, a także poziom deklarowanego zadowolenia z życia czy poczucia szczęśliwości.

Złe wyobrażenie o PO było silne i nic nim nie zachwiało. Teraz warto stopniowo odbudowywać pozytywny obraz, zwłaszcza że decyzje PiS – takie jak obciążenie podatkami banków czy sieci handlowych – nie mogą przynieść pozytywnych skutków dla gospodarki. Obraz rzeczywistości z czasem ulegnie zmianie, przesuwając się od bieguna emocjonalnego ku bardziej refleksyjnym ocenom. Dlatego warto jeszcze raz powrócić do postulatu obywatelskich inicjatyw, bo one będą na nowo legitymizować dobry obraz PO.

[1]Mirosława Grabowska, Tadeusz Szawiel, Budowanie demokracji. Podziały społeczne, partie polityczne i społeczeństwo obywatelskie w postkomunistycznej Polsce, wyd. 2,

Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2003; Mirosława Grabowska [i in.], Demokracja i szkoła,

Instytut Badań nad Podstawami Demokracji, Warszawa 1998; Młodzież szkolna o rynku i demokracji, red. nauk. Krzysztof Koseła, Oficyna Naukowa, Warszawa 1999.

[2]Zasadniczo tekst powstał w sobotę 12 grudnia. Kontrmanifestacja 13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, i – mimo wszystko – zaskakujące słowa Jarosława Kaczyńskiego wymagają dalszej refleksji. Ale wypowiedź szefa PiS-u, przytaczana w mediach, tylko umacnia tok rozumowania przedstawionego w tym tekście.

[3] Powinności państwa wobec obywatela i obywatela wobec państwa, CBOS, Komunikat z badań, BS/104/2013, szczególnie Aneks, s. 13.

[4]Chodzi o badania nad antysemityzmem, ksenofobią i stereotypami narodowymi, które po raz pierwszy zrealizowano w 1992 roku, a po raz ostatni – w 2012 roku. Zob.: Żydzi – problem prawdziwego Polaka. Antysemityzm, ksenofobia i stereotypy narodowe po raz trzeci, red. nauk. Ireneusz Krzemiński, Studia i Analizy Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2015; Antysemityzm w Polsce i na Ukrainie. Raport z badań, red. Ireneusz Krzemiński, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2004; Czy Polacy są antysemitami? Wyniki badania sondażowego, red. nauk. Ireneusz Krzemiński, Oficyna Naukowa, Warszawa 1996.

* Ireneusz Krzemińskiprofesor w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Tekst ukazał się w Instytucie Idei nr 9