Newsletter

Rating w dół, koszty w górę

Jan Gmurczyk, 18.01.2016
Niższa wiarygodność kredytowa Polski będzie odczuwalna przez całą gospodarkę

Decyzja agencji Standard & Poor’s, która w miniony piątek obniżyła rating dla Polski, wielu komentatorów zaskoczyła, rozgoryczyła lub zachęciła do polemiki. Fakty jednak są nieubłagane: decyzja poszła w świat, a inwestorzy do podobnych informacji przywiązują dużą wagę.

CC0 Public Domain

Polska gospodarka znalazła się właśnie w nowym punkcie. Skutkiem pierwszej obniżki ratingu od upadku PRL będzie wzrost oprocentowania polskich obligacji skarbowych i spadek ich wartości. Niższa wiarygodność Polski oznacza bowiem, że trudniej będzie teraz znaleźć chętnych, którzy są gotowi kupić drogo polskie obligacje lub pożyczyć naszemu krajowi swoje pieniądze na tak niski procent jak dotychczas.

Aby zachęcić inwestorów do polskich papierów, trzeba będzie im oferować wyższe odsetki. O ile wyższe, na razie nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że we wrześniu 2015 roku zadłużenie sektora finansów publicznych (po konsolidacji) wynosiło według Ministerstwa Finansów  blisko 876,4 mld zł, z czego 33,9 proc. było długiem zagranicznym. Z uzasadnienia  do projektu ustawy budżetowej na rok 2016, który wpłynął do Sejmu w grudniu 2015 roku, możemy się z kolei dowiedzieć (s. 178), że w 2016 roku potrzeby pożyczkowe brutto budżetu państwa zaplanowano na poziomie ok. 182,7 mld zł.

Gdy w grę wchodzą takie sumy, nawet pozornie drobny wzrost oprocentowania obligacji oznacza dla państwa duże koszty. Przykładowo, pół procenta od kwoty 182,7 mld zł to już prawie miliard zł.

Na tym jednak nie koniec. W związku ze spadkiem wiarygodności Polski część inwestorów zagranicznych zapewne wycofa z polskiego rynku swój kapitał – częściowo lub w całości. Zwłaszcza, że 2016 rok na rynkach finansowych zaczął się nerwowo i wielu inwestorów mniej przychylnym okiem patrzy na tzw. rynki wschodzące, do których wciąż zalicza się między innymi naszą gospodarkę.

Efekt? Z jednej strony w Polsce będziemy mieć mniejszą pulę środków, które mogą finansować inwestycje w rozwój. Z drugiej czeka nas przynajmniej chwilowe osłabienie złotówki. Dla państwa będzie to oznaczać wzrost wartości zadłużenia zagranicznego, a dla rodzin, które spłacają kredyty walutowe lub planują zagraniczne ferie – większe wydatki.

Oczywiście pod pewnymi warunkami słabnąca złotówka może też podbić inflację i pobudzić eksport, dzięki czemu wpływy do budżetu państwa wzrosną. Ciężko jednak ocenić potencjalną siłę takich zjawisk. Na razie pewne jest tylko tyle, że od ostatniego piątku polska waluta mocno straciła na wartości, a główne indeksy na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zaczęły poniedziałkowe notowania na minusach.

W obliczu spadku ratingu Polski można oczekiwać wyższych kosztów zaciągania długu także dla polskich przedsiębiorstw i samorządów. Zarówno dla nich, jak i dla całego kraju oznacza to przede wszystkim trudniejsze warunki inwestycyjne.

Biorąc to wszystko pod uwagę, niższa wiarygodność kredytowa Polski będzie odczuwalna na różnych poziomach gospodarki. Przy czym obniżka ratingu najmocniej chyba skomplikuje sytuację w budżecie państwa. Jeszcze przed ogłoszeniem decyzji agencji Standard & Poor’s można było mieć wątpliwości, czy polski budżet na 2016 rok uda się zbilansować  na zakładanym przez rząd poziomie. Teraz wydaje się to dużo bardziej niepewne.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego