Newsletter

Bruksela mówi: sprawdzam

Konrad Niklewicz, 13.01.2016
Polska pierwszym krajem w Unii Europejskiej. Pierwszym, wobec którego Komisja Europejska rozpoczęła formalną procedurę kontroli przestrzegania zasad państwa prawa

Decyzja KE o formalnym rozpoczęciu procedury, opisanej w tzw. ramach prawnych ochrony państwa prawa, mogła być zaskoczeniem. Jeszcze kilka dni wcześniej europejskie media spekulowały, że reakcja Komisji Europejskiej na wydarzenia w Polsce ograniczy się jedynie do dyskusji, bez podejmowania żadnych formalnych kroków. W środę okazało się jednak, że komisja zdecydowała się – po raz pierwszy w historii! – dostępne narzędzia prawne wykorzystać.

copyright: fot. © European Union 2012 - European Parliament

Podjętej decyzji nie sprzeciwił się żaden z członków KE – ani komisarz z Węgier, ani przedstawiciel Wielkiej Brytanii.

Pierwszy etap wszczętej wobec Polski procedury będzie polegał na dokładnym sprawdzeniu faktów i ocenie sytuacji. Odpowiedzialny za obszar praworządności wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans podkreślał: istotą pierwszego etapu jest dialog, rozmowa z zainteresowanym rządem. Nie ma mowy o „konfrontacji” z Polską (tym bardziej, że nikt w Brukseli jej nie chce). Na tym etapie Komisja Europejska ustali fakty. Jak przyznał Timmermans, szczególnie wnikliwie przyjrzy się działaniom podjętym wobec Trybunału Konstytucyjnego – kluczowego dla przestrzegania zasad państwa prawa w każdym europejskim kraju.

Komisja zamierza też sprawdzić sytuację w mediach publicznych. Niewykluczone, że przyjrzy się rewolucji w służbie cywilnej. Pluralizm mediów i bezstronność administracji są bowiem zasadami, do przestrzegania których każde państwo unijne zobowiązuje się – i o których mówi artykuł 2 Traktatu UE (o ironio, w dniu, w którym Komisja Europejska ogłaszała swoją decyzję, z Telewizji Polskiej zwalniani byli kolejni dziennikarze).

Na podstawie zebranych informacji i własnej ich oceny, Komisja Europejska podejmie w następnych miesiącach decyzję, co dalej. Można się jej spodziewać w połowie marca 2016 r. Jest pewne, że KE weźmie pod uwagę opinię Komisji Weneckiej Rady Europy – ciała eksperckiego, oceniającego legislację przyjmowaną w państwach należących do Rady Europy. Jeśli na tej podstawie Bruksela uzna swoje obawy za potwierdzone, kolegium komisarzy wyśle do polskiego rządu pisemną opinię, zachęcając władze do wprowadzenia korekt.

Gdy to nie przyniesie skutku, w drugiej fazie procedury Komisja Europejska może wydać formalne rekomendacje, już z wyznaczonym terminem na ich wdrożenie w życie. I dopiero w trzecim kroku, gdyby wcześniejsze nie przyniosły skutku, Komisja Europejska może rozpocząć procedurę opisaną w artykule 7 Traktatu UE, w ostateczności prowadzącą do nałożenia sankcji na państwo członkowskie (odebranie prawa głosu w Radzie).

Ta ostatnia opcja dziś wydaje się nieprawdopodobna, bo dziś chyba wszyscy zgadzają się, że otwarty konflikt polskiego rządu z instytucjami unijnymi byłby kontrproduktywny. Unia Europejska ma do rozwiązania dość innych problemów, by chcieć otwierać nowy, wewnętrzny front. Co nie znaczy, że tego nie zrobi, jeśli będzie musiała.

Timmermans, przedstawiając w środę decyzję Komisji Europejskiej, wielokrotnie podkreślał, że liczy na „dialog”, rozmowę i współpracę z polskim rządem. Podkreślał też, że intencją komisji nie jest krytykowanie polskiego rządu. Skąd zatem zaskakująca decyzja, by mimo to powolne młyny procedur prawnych formalnie uruchomić? Na decyzję Komisji Europejskiej o rozpoczęciu procedury sprawdzającej mogła wpłynąć (i prawdopodobnie wpłynęła) postawa polskiego rządu, którą niektóre zachodnioeuropejskie media wprost określiły jako „arogancką”. Wiceprzewodniczący komisji Frans Timmermans tak komentował list, który kilka dni wcześniej dostał od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry: „Otrzymałem odpowiedź na wszystko oprócz moich pytań”.

*dr Konrad Niklewicz – zastępca dyrektora Instytutu Obywatelskiego