Newsletter

Koniec mediów publicznych. Teraz będą narodowe

Stanisław Jędrzejewski, 08.01.2016
Zmiana terminologii z mediów publicznych na narodowe jest znamienna. Intencja twórców ustawy ma charakter ideologiczny

7 stycznia prezydent Andrzej Duda podpisał projekt składającej się z czterech artykułów tzw. małej nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji z grudnia 1992 r. Przez jednych nowelizacja ta określona została jako abordaż, przez innych – wrogie przejęcie. Oznacza bowiem, na początek, wymianę zarządów i rad nadzorczych TVP, Polskiego Radia, 17 rozgłośni regionalnych Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej.

Fot. TheAngryTeddy/ pixabay.com. CC0 Public Domain

Kilka dni temu wiceminister Krzysztof Czabański, który kieruje zespołem przygotowującym „rewolucję” polskich mediów publicznych, zaprezentował projekt tzw. dużej ustawy. Przy czym ciągle nie jest jasne, czy będzie to jedna, czy też dwie ustawy określające organizację i sposób finansowania nadawców publicznych w Polsce.

Tak czy inaczej jesteśmy w przededniu fundamentalnych zmian organizacji i działania mediów publicznych w naszym kraju. Chodzi, przede wszystkim o zmianę formuły prawnej publicznych organizacji medialnych. Dotychczasowe spółki skarbu państwa przekształcą się w państwowe osoby prawne, tworząc „media narodowe”.

Zmiana terminologii z mediów publicznych na narodowe jest znamienna. Intencja twórców ustawy ma charakter ideologiczny. Tymczasem termin „media publiczne” obrósł długą tradycją w Europie, więc ma głęboki sens historyczny i społeczny. Chodzi po prostu o to, że media publiczne reprezentują interes publiczny.

Uważam, że w aspekcie organizacyjno-prawnym przekształcenie to jest niepotrzebne i niweczy dorobek, który przez ponad 20 lat funkcjonowania udało się wypracować tym instytucjom. Spółki prawa handlowego obrosły bogatą praktyką stosowania prawa, orzecznictwem prawnym, zwyczajami itd. Jest to niezwykle ważne zwłaszcza w sytuacji różnego rodzaju konfliktów, kontrowersji i sporów międzyinstytucjonalnych. Tak łatwo unicestwia się to, co wartościowe i związane z bezcennym doświadczeniem praktycznym. To bowiem oznacza, że trzeba będzie od nowa gromadzić doświadczenia związane z codzienną praktyką funkcjonowania tych mediów w nowej formule prawno-ekonomicznej.

Mimo wielu niedogodności formuła spółki prawa handlowego dyscyplinuje zarządzanie finansowe instytucją medialną, a nią samą czyni transparentną. A to, że w wielu przypadkach istnieją dla spółek medialnych wyłączenia z kodeksu handlowego sprawia, że kodeks nie krępuje nadmiernie ich działalności. Forma spółki skarbu państwa, a także sposób wyłaniania jej szefów i rad nadzorczych w drodze konkursu przez organ regulacyjny i ich kadencyjność stanowiła jakąś formę równoważenia wpływów politycznych na media, którego przecież nie da się całkowicie uniknąć. Obecnie nowa formuła zlikwiduje swoisty bufor między politykami i dziennikarzami.

Projekt zmian zakłada m.in., że dyrektorów mediów będzie powoływał nieodwoływalny szef nowej Rady Mediów Narodowych, mianowany przez marszałka Sejmu (sic!). Trudno dzisiaj stwierdzić, czy zostanie ustalona jakaś lista powodów, które mogą być do tego podstawą, czy też będzie to suwerenna decyzja szefa Rady. A to ma właśnie kluczowy wpływ na poziom niezależności szefów tych instytucji. Obecnie Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) też może odwołać szefów mediów, ale tylko w ściśle określonych, trzech przypadkach.

Co więcej, projekt ustawy o mediach narodowych przewiduje nie tylko wygaśnięcie dotychczasowych mandatów kierownictwa mediów, ale także, po trzech miesiącach od jej wejścia w życie, wygaśnięcie umów z pracownikami. Przy czym to dyrektorzy mają oceniać zasadność utrzymania dotychczasowych stanowisk pracy i przydatność osób je zajmujących. Nie podano jednak, jakie będą przyjęte kryteria, ani kto je wyda: dyrektorzy naczelni, szefowie kanałów programowych i innych komórek organizacyjnych czy może Rada Mediów Narodowych.

Inną kwestią jest powołanie Rady Mediów Narodowych, która niepotrzebnie dubluje się z KRRiT, tyle, że tę drugą pozbawiono już kompetencji wyłaniania kierownictw nadawców publicznych, dzielenia wpływów abonamentowych i kontroli działalności organizacji nadawczych.

Powołanie RMN ma charakter polityczny, a nie społeczny – podobnie jak to się dzieje w przypadku KRRiT w tym sensie, że wyboru dokonują instytucje polityczne. To by wskazywało, że ich członkowie nie są w swoich decyzjach suwerenni. Jednak praktyka dowodzi, że członkowie uniezależniają się od tych instytucji, które ich powołały. Ale wszystko, w gruncie rzeczy, zależy od człowieka, jego siły i słabości.

Kolejna ważna kwestia dotyczy pluralizmu tych Rad, która w prostej linii zależy od procedury wyłaniania kandydatów i ich wyborów. Tutaj, przynajmniej w odniesieniu do Sejmu i Senatu, powinna o tym decydować większość kwalifikowana sprzyjająca dochodzeniu do konsensusu.

Obawiam się, że swojej roli nie spełnią planowane w projekcie społeczne rady programowe. Tymczasem takie rady, jak np. w niemieckiej ZDF, mogłyby mieć bardzo duże kompetencje, m.in. oceny programu, powoływania dyrektora generalnego, zatwierdzania statusu, ramówki, budżetu, rocznego bilansu.

Istniejąca w ZDF Rada Telewizyjna wyposażona jest właśnie w takie kompetencje. Liczy ok. 80 osób, jest ciałem pluralistycznym, składającym się z przedstawicieli bardzo różnych organizacji. Ale takich kompetencji polskie rady mieć nie będą. Cóż więc z tego, że projekt przewiduje zasiadanie w nich przedstawicieli licznych organizacji, jeśli nie będą oni posiadać odpowiednich kompetencji. Poza tym tak skonstruowana rada byłaby bliska oczekiwaniom uspołecznienia organizacji nadawców stanowiących, bądź co bądź, dobro wspólne.

Najważniejsze jednak jest to, że projekt ustawy nie rozwiązuje podstawowego problemu mediów publicznych w Polsce, czyli ich wystarczającego finansowania. Co prawda w projekcie znalazł się zapis, że powstanie zespół międzyresortowy. Jego zadaniem będzie opracowanie nowoczesnej koncepcji finansowania mediów i do 31 maja 2016 r. taki projekt powinien zostać opracowany. Doświadczenie podpowiada, że jest to perspektywa z gatunku ad Kalendas Graecas.

Chodzi m.in. o to, że nowy, odmienny od dotychczasowego system finansowania mediów publicznych musi przejść proces notyfikacji w Komisji Europejskiej. A to może trwać parę miesięcy. Tymczasem jeżeli nowa opłata audiowizualna ma mieć np. formę podatku (PIT, CIT), to żeby mogła zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2017 r. odpowiednie przepisy powinny zostać uchwalone do listopada.

Wreszcie projekt utrwala charakterystyczny dla epoki analogowej podział na radio i telewizję. Dziś, w związku z głębokimi przemianami technologicznymi, należałoby raczej unikać tego podziału i łączyć, rozpoczynając od dołu – czyli poziomu regionalnego. Niestety wygląda na to, że w Polsce jeszcze długo ta koncepcja nie znajdzie swojego wyrazu w praktyce.

*prof. Stanisław Jędrzejewski – medioznawca z Akademii Leona Koźmińskiego, w przeszłości przewodniczący rady nadzorczej Polskiego Radia, członek zarządu Polskiego Radia i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji