Newsletter

Nie zapominajmy o Ukrainie

Łukasz Jasina, 20.11.2015
Rozwój wydarzeń na świecie wskazuje, że w roku 2016 czeka nas odsunięcie kwestii Ukrainy na drugi plan i skupienie się na wojnie z fundamentalizmem islamskim. Tym samym Ukraina stała się kolejną ofiarą „państwa islamskiego”

Zainteresowanie społeczeństw tragediami rozgrywającymi się na świecie pojawia się i znika. Wojna domowa w Syrii była głównym tematem społecznej debaty w Europie, ale potem wydarzenia na Ukrainie ją zmarginalizowały. Kryzys uchodźczy oraz ataki terrorystyczne na Starym Kontynencie przywróciły jednak temu tematowi znaczenie i, analogicznie, zepchnęły konflikt ukraiński w cień.

Fot. Sasha Maksymenko/Flickr. CC BY-NC 2.0

To nie powinno dziwić. Porozumienia zawarte pod auspicjami Francji i Niemiec w białoruskim Mińsku są mniej więcej przestrzegane. Starcia graniczne – relatywnie niewielkie. Ginie w nich stosunkowo niewielu ludzi. Wielu państwom europejskim zależy na podtrzymywaniu iluzorycznego spokoju. Rosja, przekonując zachodnich partnerów i opinię publiczną, że wycofała się z Ukrainy (choć to tylko pozór!), uzyskuje możność dialogu z partnerami. W dalszej perspektywie zaś – szansę na zdjęcie sankcji. Część polityków w Niemczech i Francji też liczy na ów spokój z uwagi na nadmiar problemów wewnętrznych i ogólnoeuropejski kryzys.

Już tylko Ukrainie zależy na tym, żeby temat wojny nie zniknął z łamów światowej prasy. Gdy po zamachach w Paryżu media społecznościowe ogarnęła fala solidarności, przejawiająca się w „hasztagach” i zmianach zdjęcia profilowego na Facebooku – pojawiła się akcja ozdabiania swoich zdjęć barwami ukraińskimi. Licytacja na cierpienie? Z pozoru nic nadzwyczajnego. Ale to wszystko dowodzi tego, że zapominanie o Ukrainie porusza ofiary polityki prezydenta Rosji Władimira Putina.

Poczucie osamotnienia Ukraińców rośnie w miarę wzrostu napięcia w Europie Zachodniej. Specjaliści są niemal pewni, że zamachy w Paryżu nie są jedynymi, jakie mogą się zdarzyć w naszych miastach. Oburzenie może łatwo wymknąć się spod kontroli i zaowocować wzrostem poparcia dla ruchów radykalnych. Europę czeka więc wiele problemów, a Ukraina nie będzie najważniejszym z nich – zresztą nigdy się nim tak naprawdę nie stała.

Putin wiele dodaje do ukraińskich lęków. Nie powinniśmy wierzyć w spiskowe teorie, ale trzeba przyznać, że Rosjanie wykorzystują trudną sytuację Europy. Z dawnych terrorystów odpowiedzialnych za katastrofę malezyjskiego samolotu stali się teraz narodem ofiar – w pamięci mamy znacznie świeższą tragedię na Synaju. Rosyjskie bombardowania w Syrii coraz trudniej poddają się atakowi medialnemu. Dla przeciętnego widza Rosjanie robią to samo, co mszcząca się za zamachy Francja. O detalach nie pamięta nikt – ofiarami rosyjskiego sprzętu wojskowego na ogół nie są terroryści, tylko resztki niefundamentalistycznej opozycji przeciwko reżimowi Baszara Asada.

Szczyt G-20 w tureckiej Antalyi, z błyskotliwym atakiem Putina na źródła finansowania ISIS, których nie są w stanie skontrolować służby krajów zachodnich oraz zachowanie Turcji, to tylko kolejne elementy skomplikowanej układanki. Kompromis z Putinem – zapewne ograniczony – wydaje się być naturalną konsekwencją wydarzeń ostatnich tygodni. Nie będzie to kompromis „zgniły” i w żadnej mierze nie nasunie skojarzeń z paktem Ribbentrop–Mołotow, ale nastąpi.

Ryzyko katastrofy całej Unii Europejskiej, brak pomysłu Stanów Zjednoczonych na  obecność w Europie, przyszłoroczne wybory prezydenckie w USA także nie napawają optymizmem. Ameryka rozdyskutowana o sprawach wewnętrznych nie ma czasu na zagranicę. Jeden z głównych kandydatów demokratów na urząd prezydenta – Bernie Sanders – i jego gniewne tyrady, skupione na sprawach czysto amerykańskich, są tego koronnym dowodem.

Zresztą rysujący się już kompromis Zachodu z Putinem ułatwia sama Ukraina. To nasz wschodni sąsiad nie poszedł za ciosem i nie wdrożył odpowiednio szybko porozumienia o stowarzyszeniu z Unią. Nikt w tej sprawie Ukraińcom do głowy pistoletu nie przystawiał.

Poziom reform nie jest zadowalający, a wybory samorządowe pokazują tendencję wzrostową przeciwników obecnego prezydenta. Argument o toczącej się na Wschodzie wojnie w coraz mniejszym stopniu działa na wyobraźnię świata położonego poza Ukrainą – z czego ukraińskie elity polityczne powinny zacząć zdawać sobie sprawę. Europa, która sama toczy wojnę, ma problem z przyjmowaniem jakichkolwiek usprawiedliwień.

Aby sytuację w postrzeganiu konfliktu na Ukrainie zmienić, musiałoby nastąpić jedno – kolejny atak Putina na Ukrainę. Na to jednak rosyjski prezydent, zaangażowany w Syrii, nie ma siły ani możliwości. Chyba, że naprawdę jest szaleńcem – co w świetle jego ostatnich zachowań może być uznane za bajeczkę wymyśloną przez niektórych publicystów. W roku 2016 czeka nas zatem odsunięcie kwestii Ukrainy i skupienie się na wojnie z fundamentalizmem. Ukraina jest więc kolejną ofiarą IS.

*dr Łukasz Jasina – historyk i publicysta, ekspert ds. wschodnich, szef działu wschodniego tygodnika internetowego „Kultura Liberalna”