Newsletter

Uścisk dłoni przez Cieśninę Tajwańską

Bogdan Góralczyk, 13.11.2015
Dla przywódcy Chin Ludowych spotkanie z prezydentem Tajwanu to triumf, kolejny krok w realizacji „wielkiego renesansu chińskiego narodu”

Przywódcy Komunistycznej Partii Chin (KPCh) oraz chińskiej Partii Narodowej Guomindang (GMD) po raz ostatni ściskali sobie dłoń w początkach września 1945 roku. Dzięki mediacji amerykańskiej, ambasadora Patricka J. Hurleya, szef KPCh Mao Zedong spotkał się wówczas z szefem GMD Czang Kaj-szekiem. Potem przyszła wojna domowa (1945-1949) i stan wojenny na Tajwanie (1949-1987), gdy głównym wrogiem była KPCh i ChRL, a komunistyczny reżim malowano na wyspie jako czerwone, wcielone zło.

Demonstracje studentów na Tajwanie – tzw. ruch słonecznikowy./ Fot. Artemas Liu/Flickr. CC BY 2.0

Symboliczne zbliżenie

Dlatego spotkanie panów Xi Jinpinga i Ma Ying-jeou 7 listopada 2015 r. w hotelu Shangri-La w Singapurze ma znaczenie symboliczne i historyczne. Oto po wielu dekadach doszło do międzychińskiego dialogu na najwyższym szczeblu.

Tajwan (Republika Chińska) nie jest organizmem państwowym w sensie formalno-prawnym, nie należy do ONZ i innych ważnych organizacji. Oczywiście, jest tak, ponieważ nie pozwala na to silniejszy Pekin. Ale, co istotniejsze, jest tak także dlatego, że oba podmioty po dwóch stronach Cieśniny Tajwańskiej uznają, że są jedne Chiny, tyle że inaczej interpretowane.

Na terenie Chin lądowych od 1 października 1949 r. panuje „czerwona dynastia” spod znaku KPCh. Na liczącym ok. 23 mln mieszkańców Tajwanie mamy za to proste przedłużenie Chin republikańskich, jakie ukształtowały się po upadku Cesarstwa w 1912 r. i od końca lat 20. ubiegłego stulecia aż do momentu proklamowania ChRL znajdowały się pod władzą Czang Kaj-szeka.

Co istotne prawdziwy ojciec Chin republikańskich, czyli Sun Jat-sen (1866-1925), jest traktowany jako bohater narodowy po obu stronach Cieśniny, a na Tajwanie nawet tytułowany mianem Guofu, a więc „ojca Ojczyzny”. Po obu stronach mówi się też tym samym językiem, nawet jeśli pochodzący w większości z południa Chin mieszkańcy wyspy mają więcej naleciałości w stosunku do mandaryńskiego (guo yu na Tajwanie, putonghua w ChRL).

Wreszcie każdy, kto choć odrobinę Chiny zna, ten wie, że największe i najcenniejsze zbiory sztuki chińskiej nie znajdują się wcale w Pekinie, czy tamtejszym Mieście Zakazanym, lecz w Muzeum Narodowym w Tajpej. W dramatycznych okolicznościach, godnych filmu przygodowego – w zawierusze wojny z Japończykami (1937-45) – schował je reżim Czang Kaj-szeka, a następnie wywiózł na Tajwan.

Po obu stronach mamy do czynienia z Chińczykami nie wymagającymi tłumacza (Ma Ying-jeou posługuje się świetnym mandaryńskim, choć także lokalnym dialektem, obok angielskiego). Obaj przywódcy poruszają się też w świecie chińskiego pisma ideograficznego i tak charakterystycznej dla tamtejszej cywilizacji symboliki, gdzie więcej mówi się „na okrągło”, przez niedomówienia, gesty i symbole, niż wprost.

Tak było i tym razem, gdy prezydenci Xi i Ma spotkali się w Singapurze – miejscu symbolicznym. I to bynajmniej nie dlatego, że głównie zamieszkują je Chińczycy. Przede wszystkim dlatego, że niegdyś ważnym pośrednikiem w nawiązaniu dialogu między skłóconymi stronami był „ojciec” tego miasta-państwa, zmarły w 2015 roku Lee Kuan-yew. To on na terenie neutralnym umożliwił pierwsze spotkanie obu stron po rozłamie w 1949 r., jakim był szczyt szefów dwóch organizacji odpowiedzialnych za dialog poprzez Cieśninę, Wang Daohana i Woo Chen-fu w kwietniu 1993 roku. I to oni zatwierdzili wówczas, wypracowany rok wcześniej przez ekspertów spotykających się w Hongkongu, tzw. konsens ’92 (’92 gonghsi), mówiący jednoznacznie o tym, że „istnieją tylko jedne Chiny, tylko inaczej interpretowane”.

Co ważne dla KPCh i GMD punktem wyjścia nadal pozostaje konsens ’92, który jednakże na Tajwanie był i jest mocno kontestowany. Kiedy w 2000 r. do władzy na wyspie doszła opozycja z Demokratycznej Partii Postępowej (DPP), jej przywódca Chen Shui-bian ów konsens podważał, a nawet próbował iść ku niepodległości. Pekin odpowiedział wówczas w swoim stylu – ustawą antysecesyjną z marca 2005 r. Ustawa przewiduje atak zbrojny, gdyby Tajwan ogłosił niepodległość.

Jak dotąd nie było potrzeby stosowania się do zapisów ustawy antysecesyjnej, bowiem w maju 2008 r. po dwóch 4-letnich kadencjach DPP władzę ponownie objęła GMD z Ma Ying-jeou na czele. A wtedy nie tylko powrócono do konsensusu ’92, ale zdecydowano się też na bezprecedensowe zbliżenie między ChRL a RCh, które do tej pory były szczelnie od siebie izolowane i nie miały nawet połączeń komunikacyjnych czy pocztowych. W efekcie dziś każde większe miasto chińskie ma bezpośrednie loty na Tajwan, a ilość lotów w obie strony tygodniowo sięga ponad 600.

Mało tego. Jak dotąd podpisano 23 ważne porozumienia dwustronne, w tym kluczową ECFA, czyli porozumienie ramowe ws. wolnego handlu, w istocie tworzące po obu stronach Cieśniny jeden organizm gospodarczy. Porozumienie to jednakże uzależnia gospodarkę Tajwanu od lądowego kolosa.

Niechęć mimo wszystko

Tymczasem wiosną 2014 r. na Tajwanie doszło do bezprecedensowych od 1949 r. antyrządowych demonstracji studenckich, zwanych ruchem słonecznikowym (to do nich w kilka miesięcy później nawiązał ruch parasolkowy w Hongkongu). Poszło o to, że władze GMD próbowały przeforsować w parlamencie ustawę uzupełniającą do ECFA, zwaną CSSTA, czyli umowę o usługach przez Cieśninę Tajwańską. Wśród tajwańskiej młodzieży i inteligencji wybuchł bunt: w obawie o znaki firmowe, jakość produktów, a przede wszystkim – w obronie niezależności swych słabszych konkurencyjnie firm, mediów i uniwersytetów. Umowy do dziś nie podpisano.

Potem była już równia pochyła. Im bardziej pompatyczne mowy o „chińskim marzeniu” (Zhongguo meng) i „wielkim renesansie chińskiej nacji” (oczywiście, łącznie z Tajwanem) wygłaszał Xi Jinping i im więcej turystów z ChRL przybywało na wyspę, zachowując się niczym gang nuworyszy, głośnych i brutalnych, tym bardziej rósł społeczny opór wobec szybkiego zbliżenia. Aż w grudniu 2014 r. GMD straciła władzę nad Tajpej. Dostępne sondaże są jednoznaczne: nadal, mimo tak wielkich akcji PR-owych, polegających na wysyłaniu do siebie nawzajem ludzi, ok. 60-65 proc. obywateli Republiki Chińskiej na Tajwanie jest przeciw pokojowemu zbliżeniu, forsowanemu przez Pekin, przy przyzwoleniu władz GMD. Zapowiedziane na 16 stycznia 2016 r. wybory prezydenckie i parlamentarne może ponownie wygrać DPP, bo GMD jest mało skuteczna i nielubiana także za uprawianą politykę wewnętrzną.

„Renesans chińskiego narodu”

Z takim „bagażem” ściskali sobie dłonie panowie Ma i Xi. Wpierw przeprowadzili 45-minutową rozmowę (z początku miało być tylko 20), ale za zamkniętymi drzwiami. Potem wspólnie zjedli kolację. Co było tematem rozmów – nie wiemy. Można jednak pokusić się o spekulacje.

Dla Xi Jinpinga samo spotkanie to triumf, kolejny istotny krok w realizacji wizji pokojowego połączenia i „wielkiego renesansu chińskiego narodu”. Pekin liczy się z tym, że GMD następne wybory może przegrać. Taki zabieg, jak przed czterema laty – sprowadzenie na wybory dziesiątków tysięcy Tajwańczyków robiących interesy w ChRL, by wpłynęli na korzystny dla GMD wynik wyborów – tym razem może się nie udać. Trzeba się liczyć z rządami DPP, nadal przeciwnej zbliżeniu ChRL z Tajwanem. Dla DPP sytuacja będzie jednak dość niezręczna, że GMD prowadziła z Pekinem dialog na najwyższym szczeblu, a ona nie. Może to także mieć silny wydźwięk gospodarczy. Tajwan w minionych ośmiu latach rządów GMD od Wielkiego Brata na chińskim lądzie mocno się uzależnił (wypracowuje tam 16-18 proc. swego PKB). W ten sposób Pekin ma jeszcze jeden instrument nacisku.

Zagrywka ze strony Ma Ying-jeou wygląda na pokerową, ale w istocie jest niczym innym, jak spełnieniem wyborczych obietnic jeszcze z poprzedniej kampanii. Przed czterema laty prezydent Republiki Chińskiej mówił, że na zakończenie swej drugiej kadencji „doprowadzi do politycznego dialogu” z Pekinem. Doprowadził. Co mu to jednak da? Raczej trudno się spodziewać odwrócenia wyborczych nastrojów. Kiedy jechał na lotnisko w Tajpej, by udać się na rozmowy w Singapurze, witali go nie tylko nieliczni zwolennicy, ale także głośni przeciwnicy, wołający o Xi, że jest dyktatorem i tyranem, a Ma – zdrajcą.

Wygląda na to, że realizacja upragnionego przez Pekin „chińskiego marzenia” nieco się odwlecze. Ale, jak powiedział główny oficjel chiński odpowiedzialny za dialog z Tajwanem Zhang Zhijun, w Singapurze uczyniono kolejny milowy krok na drodze do zbliżenia. Ten uścisk dłoni przez Cieśninę Tajwańską warto zapamiętać, bo zawiera w sobie geopolityczne przesłanie: ChRL bez Tajwanu to Chiny komunistyczne, ludowe; natomiast ChRL z Tajwanem to ponownie chińskie imperium. I właśnie o to toczy się gra.

*Bogdan Góralczyk – profesor w Centrum Europejskim UW, były ambasador, stały komentator IO