Newsletter

Dyplomacja gestów

Jacek Kubiak, 03.11.2015
Panuje przekonanie, że jednym z celów wizyty prezydenta Dudy w Paryżu było uspokojenie francuskich partnerów. Czas pokaże, czy to się udało

Prezydent Andrzej Duda odwiedził Paryż. Spotkał się z prezydentem Françoise Hollande’em, przewodniczącymi Parlamentu i Senatu. I na tym można by właściwie zakończyć relację z prezydenckiej wizyty. Obu stronom najwyraźniej zależało jedynie na pierwszym kontakcie.

Fot. Rob Potvin. Źródło: unsplash.com

Można się tylko domyślać, że obecne lewicowe władze we Francji nie pałają z zachwytu po wygranej PiS-u. Socjalistę Hollande’a, który w Unii Europejskiej widzi przyszłość swojego kraju – szczególnie wobec zagrożenia wyborczego ze strony ekstremalnej prawicy – nie ucieszy otwarcie deklarowany eurosceptycyzm PiS-u. Wszystkie media, od lewicowego „Libération” po prawicowy „Figaro”, wybijają w tytułach właśnie eurosceptycyzm liderów partii Jarosława Kaczyńskiego. Panuje przekonanie, że jednym z celów wizyty prezydenta Dudy w Paryżu było uspokojenie francuskich partnerów.

Niepokój Francuzów wzmacniają wspomnienia alergicznych reakcji prezydenta Lecha Kaczyńskiego na uszczypliwy artykuł niemieckiego „Tageszeitung”. Przypomnijmy, że po jego publikacji odwołano planowane na 3 lipca 2006 r. spotkanie Trójkąta Weimarskiego. A Duda był wówczas w ekipie polskiego prezydenta. Nad Sekwaną pamięta się również bezradność prezydenta Lecha Kaczyńskiego, gdy podczas negocjacji Traktatu z Lizbony w Brukseli nie potrafił podjąć decyzji bez konsultacji telefonicznych z bratem.

Także zapowiedzi repolonizacji banków i zwiększone opodatkowanie zagranicznego biznesu – a Francja jest jednym z największych inwestorów zagranicznych w Polsce –budzą obawy o przyszłą jakość dwustronnych relacji gospodarczych. O kolejnym, potencjalnie spornym temacie – zakupie śmigłowców Caracal dla polskiej armii – prezydenci Duda i Hollande nawet nie próbowali rozmawiać. Strona francuska wie dobrze, że decyzję o zakupie maszyn podejmie minister obrony za zgodą Jarosława Kaczyńskiego, a nie prezydent Duda.

Z kolei słowa szefa PiS-u o chorobach i pasożytach przenoszonych przez uciekinierów wojennych cytowane przez wszystkie francuskie media, a potwierdzone później przez prezydenta Dudę, zmroziły Francuzów, gdyż przebiły nawet retorykę Frontu Narodowego. Prezydenci zgodzili się natomiast, że Unia nie powinna narzucać kwot, a każde państwo ma prawo do samodzielnej decyzji o liczbie przyjmowanych uchodźców.

Wizyta prezydenta Dudy we Francji w kilka dni po zwycięstwie PiS-u w wyborach parlamentarnych byłaby znakomitą okazją do ogłoszenia protokołu rozbieżności. Tego w dyplomacji jednak się nie robi. Wyszukano więc z trudem kilka punktów wspólnych, które łączą interesy Polski i Francji – i je podkreślono.

Teraz francuscy dyplomaci głowią się zapewne, w jaki sposób dotrzeć do głównego decydenta polskiej polityki zagranicznej. Wygląda na to, że 9 lat temu sytuacja była prostsza, bo wystarczyło wystosować zaproszenie dla szefa rządu. Dziś dyplomatyczny kontredans rozgrywać trzeba przez pośredników.

I na koniec jeszcze jedna uwaga. We Francji wizytę Andrzeja Dudy przyćmił wyjazd byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego do Moskwy. Co ciekawe, Sarkozy nie jest nawet kandydatem do fotela prezydenckiego, a jedynie szefem prawicowych Republikanów.

*Jacek Kubiak – publicysta, pracownik naukowy w CNRS/Uniwersytet Rennes 1 we Francji