Newsletter

Globalna współpraca, nie kontrola

Joseph Nye, 18.04.2013
Dla zdobycia serc i umysłów społeczeństw muzułmańskich niezbędna jest pewna siła przyciągania, możliwa jedynie dzięki ideologii i przekonaniu o zasadności działań. To właśnie jest "smart power"

Aleksandra Kaniewska: Od ataków terrorystycznych na World Trade Center minęło więcej niż 10 lat. Jak od tamtego dnia zmieniły się Stany Zjednoczone?  

Prof. Joseph Nye: Każdy, kto podróżuje samolotem do Ameryki lub odwiedza pomnik Waszyngtona, dostaje mocne przypomnienie o tym, jak społeczeństwo amerykańskie zmieniło się po zamachach z 11 września 2001 roku. Strach przed terroryzmem jest zdecydowanie większy, surowsze są też ograniczenia związane z imigracją. Ale histeria, której doświadczaliśmy we wczesnych dniach po atakach, na szczęście słabnie.

Powstały nowe instytucje rządowe, m.in. Departament Bezpieczeństwa Krajowego, Centralna Agencja Wywiadowcza czy Narodowe Centrum Przeciwdziałania Terroryzmowi (NCTC). Ale rząd amerykański się nie zmienił. Na głębszym poziomie życia, w sferze wolności osobistych i codziennych czynności, dla większości Amerykanów odczuwana zmiana jest niewielka.

Twierdzi Pan, że to przez „wojnę z globalnym terroryzmem”, którą niedługo po 9/11 ogłosił George W. Bush, Ameryka utraciła swoją wiarygodność na arenie międzynarodowej i globalne wpływy. Jaki jest więc ostatecznie wynik tych zmagań Ameryki z terroryzmem?

Przede wszystkim należy przypomnieć, że wygłaszając te słowa George W. Bush dokonał taktycznego błędu. Byłoby znacznie lepiej, gdyby działanie amerykańskich władz po zamachach 9/11 zostało przedstawione jako szybka odpowiedź na deklarację Al-Kaidy, że wstępuje w stan wojny z Ameryką. Natomiast sformułowanie „globalna wojna z terrorem” zostało przez wielu błędnie zinterpretowane jako usprawiedliwienie najróżniejszych działań Stanów Zjednoczonych, w tym niepotrzebnej wojny w Iraku. Zwłaszcza ta ostatnia bardzo zaszkodziła naszemu wizerunkowi i sile amerykańskiego soft-power.

Co więcej, wiele społeczeństw muzułmańskich odczytało tę akcję jako bezpośredni atak na islam, co nie było przecież intencją polityków. Niestety, w efekcie utraciliśmy sporo wpływów w ważnych strategicznie krajach arabskich. Prezydent Barack Obama próbował odwrócić tę sytuację, m.in. przez zmianę terminologii używanej podczas rozmów z muzułmańskimi przywódcami i społecznościami. Sondaże pokazują, że odniosło to tylko częściowy sukces.

Pana zdaniem tzw. hard power, czyli siła militarna, nie jest użyteczną bronią. Jak można walczyć ze światowym terroryzmem przy pomocy soft-power, czyli np. ideologii czy popkultury?

Hard power, tzw. „twarda siła”, pozostaje ważnym narzędziem w prowadzeniu polityki zagranicznej, ale sama w sobie nie jest wystarczająca. Tak naprawdę skuteczna staje się dopiero wtedy, kiedy połączy się ją z soft power, czyli „siłą miękką”. To połączenie nazwałem smart power i jest to określenie, którego oficjalnie używa np. amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton.

W walce z terroryzmem użycie twardej siły militarnej może być istotne w trudnych przypadkach, np. przy akcji pojmania Osamy bin Ladena. Ale dla zdobycia serc i umysłów społeczeństw muzułmańskich niezbędna jest pewna siła przyciągania, możliwa jedynie dzięki ideologii i przekonaniu o zasadności działań. Zwłaszcza w przypadku przeciętnych mieszkańców, których Al-Kaida mogłaby potencjalnie rekrutować do swoich szeregów. Tu właśnie ważna jest smart power.

Dlaczego po 11 września islamskim ekstremistom z Al-Kaidy nie udał się atak na tak ogromną skalę jak ten w Nowym Jorku? Czy to oznacza, że Amerykanie mogą czuć się bezpieczni?

Schwytanie i zabicie głównych przywódców Al-Kaidy oraz wzmocnienie wywiadu USA, ścisła kontrola graniczna, a także ściślejsza współpraca między FBI i CIA – wszystko to sprawia, że terroryści mają dziś dużo trudniejsze zadanie niż 10 lat temu. Dzięki temu Stany Zjednoczone są  bezpieczniejsze. Ale nie istnieje według mnie coś takiego jak idealne i pełne bezpieczeństwo. W historii stosunków międzynarodowych wiele fal terroryzmu potrzebowało całych generacji, żeby wypalił się ich ogień.

Jakie są dziś największe wyzwania dla bezpieczeństwa międzynarodowego?

Terroryzm pozostaje poważnym wyzwaniem, ale jest mało prawdopodobne, żeby stał się znaczącym zagrożeniem egzystencjalnym dla świata. O ile organizacjom terrorystycznym, rzecz jasna, nie uda się zdobyć dużych pokładów materiału nuklearnego.

Globalna społeczność doświadcza także wielu innych wyzwań ponadnarodowych. Są nimi m.in. zmiany klimatyczne, finansowa stabilność czy epidemie na skalę światową. Terroryzm będzie więc tylko częścią tej globalnej mieszanki zagrożeń.

W ostatniej książce („The Future of Power”) rozważa Pan zmianę układu sił między obecnymi mocarstwami. Kto będzie dominował na świecie w następnej dekadzie?

Jestem przekonany, że przez następne dziesięciolecia USA najprawdopodobniej utrzymają się w roli najpotężniejszego kraju na świecie. Będą jednak musiały dostosować się do rozwoju innych globalnych gigantów oraz do przeniesienia części władzy na rzecz podmiotów niepaństwowych.

Żeby zilustrować i wyjaśnić skomplikowany układ podziału władzy, w mojej książce używam metafory „trzech wymiarów gry w szachy”. Na najwyższym poziomie są wojskowe stosunki międzypaństwowe. I tu świat jest jednobiegunowy, ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Jest mało prawdopodobne, żeby zostały z tej funkcji zdetronizowane. Z kolei już w środkowej części, gdzie umieszczone są międzypaństwowe stosunki gospodarcze, układ sił od jakiegoś czasu jest wielobiegunowy. A na dolnym pokładzie tych relacji międzynarodowych, które pozostają poza kontrolą rządów, siły są mocno zatomizowane i chaotyczne. Tutaj rządy państw muszą radzić sobie z zagrożeniami płynącymi z zewnątrz, właśnie z tej dolnej warstwy relacji. Jak mogą to robić? Tylko kooperując z instytucjami niepaństwowymi, a także ucząc się współpracy i wykorzystania swojej siły na rzecz innych rządów. To właśnie jest siła pochodząca ze współpracy (power with), a nie siła kontroli nad innymi (power over). Uważam, że to ważne rozróżnienie.

*Joseph Nye – amerykański politolog, profesor uniwersytetu w Harvardzie, autor teorii kompleksowej współzależności i pojęcia „soft power” w stosunkach międzynarodowych

Wywiad ukazał się na stronie Instytutu Obywatelskiego w dniu 10.09.2011 r.