Newsletter

Zanim oddacie głos

Jarosław Wałęsa, 21.10.2015
Nie zamierzam w tym miejscu namawiać Państwa do określonego wyboru politycznego. Celowo nie wymieniam ani jednej nazwy partii politycznej. Chcę jedynie zaapelować, żeby przed podjęciem decyzji uwzględnili Państwo kilka istotnych – moim zdaniem – kryteriów oceny

Po pierwsze, gospodarka. 25 października będziecie Państwo wybierać nie tylko posłów, posłanki i senatorów, ale także ich poglądy na gospodarkę. Różnice między poszczególnymi ugrupowaniami są duże. Oceniając każdą propozycję i obietnicę, warto przyjrzeć się metce z ceną.

Bo że taka cena jest, to pewne. Podniesienie kwoty wolnej od podatku do ośmiu tysięcy złotych to uszczuplenie dochodów budżetu państwa o około siedem miliardów złotych. Skorzystają na tym tylko osoby najlepiej zarabiające, stracą wszyscy.

Obietnica pięciuset złotych na każde drugie i kolejne dziecko – to ponad 22 miliardy złotych. Przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego – to dodatkowe obciążenie dla finansów publicznych rzędu 26 miliardów złotych już w 2018 roku! I, na dokładkę, głodowe emerytury w przyszłości, w przypadku kobiet niższe nawet o 70 proc.

Warto też pamiętać o obietnicy „dodrukowania” przez Narodowy Bank Polski dodatkowych 350 miliardów złotych, by urzeczywistnić obiecywany przed wyborami ponad bilionowy „program inwestycyjny”. Raz, że łamie to konstytucyjną zasadę niezależności banku centralnego, dwa, że rodzi niespotykane wcześniej ryzyko wybuchu inflacji.

W gospodarce nie ma darmowych obiadów. Można obiecywać „uproszczenie podatków” i wprowadzenie jednej, 16-procentowej stawki PIT, CIT i VAT – ale trzeba pamiętać, że to oznacza podwyżkę podatków (tak, podwyżkę!) dla tych rodzin z dziećmi, które zarabiają przeciętną płacę. Nie do wiary? A jednak. Liniowy PIT oznacza likwidację ulg na dzieci, dzięki którym takie rodziny dziś PIT-u nie płacą wcale lub prawie wcale. Z kolei liniowy 16-procentowy VAT na pewno spodoba się osobom planującym zakup nowego mercedesa, ale będzie dość przerażająca wiadomością dla tych rodzin, które relatywnie najwięcej pieniędzy ze swojego budżetu wydają na żywność.

Oczywiście obietnica jednolitego podatku, powiązanego z jednolitym kontraktem o pracę – zgłaszana przez jedno z ugrupowań politycznych – także ma swój koszt. Ale jest to koszt 10 miliardów złotych. Wciąż znaczący, ale nieporównywalny z bilionami i setkami miliardów z innych programów.

Po drugie, wizja i organizacja państwa. 25 października będziecie wybierać Państwo nie tylko partie polityczne, ale także ich pomysł na organizację państwa, ustroju politycznego i – w dużym stopniu – także stosunków społecznych.

Tu także podejmowane decyzje będą miały koszt, być może nie zawsze dający się zmierzyć w pieniądzach – ale potencjalnie dotkliwy.

Jedna z partii startujących w wyborach miała uporządkowaną wizję państwa, że przedstawiła ją nie tylko w programie wyborczym, ale także w projekcie nowej konstytucji. Nie znajdziecie Państwo w tym projekcie zapisu o równości kobiet i mężczyzn (a taki zapis jest w art. 33 obecnie obowiązującej Konstytucji RP). Znajdziecie natomiast zamach na niezależność sędziów (prezydent będzie mógł „składać z urzędu” tych sędziów, których, tu cytat, „dotychczasowe postępowanie świadczy o niezdolności lub braku woli rzetelnego sprawowania urzędu”). Znajdziecie też zapisy wykluczające możliwość wprowadzenia związków partnerskich oraz zrywające kompromis aborcyjny, jaki udało się przez lata w Polsce utrzymać.

Inne propozycje, składane przez inne ugrupowania, mogą się wydawać dalece mniej groźne – choć w rzeczywistości będą rodzić przykre konsekwencje. Oto bowiem w programie jednej z partii pojawia się obietnica dalszego „uelastycznienia rynku pracy”. Tłumacząc na prosty język: to oznaczałoby jeszcze więcej „śmieciowych” umów o pracę, dalsze ograniczanie przywilejów pracowniczych (płatne urlopy, płatne zwolnienia lekarskie) i, długofalowo, jeszcze gorsza sytuacja systemu emerytalnego. „Uelastycznienie rynku pracy” dobrze brzmi na papierze, w praktyce oznacza społeczną degradację setek tysięcy pracowników.

Alternatywa jest możliwa. Uważny wyborca znajdzie partię polityczną, która proponuje więcej praw pracowniczych nie mniej, jednocześnie nie strasząc przedsiębiorców natychmiastowym zrujnowaniem ich biznesów. Tak samo znajdzie ugrupowanie polityczne, które nie zapowiada radykalnych zmian w kwestiach światopoglądowych, nie zapowiada pospiesznego „odkręcania” reform. I które chce bronić dotychczas zawartych kompromisów społecznych, krok po kroku wzmacniając świeckość państwa i przyjazny, ale jednak stanowczy rozdział kościołów od instytucji państwa. Także na polu finansowym.

Jest czymś naturalnym w demokracji, że wyborcy mogą chcieć zmiany politycznej, zwłaszcza w sytuacji gdy jedno z ugrupowań rządziło długo. I to jeszcze w czasach światowego kryzysu gospodarczego, wymuszającego podejmowanie mało popularnych decyzji. Już sama wizja zmiany, jakiejkolwiek zmiany, może wywołać pozytywne emocje. Zanim jednak tym emocjom się poddamy, powinniśmy pamiętać, że emocje ze swej natury są krótkotrwałe. Przychodzą i odchodzą. Natomiast efekty błędów w polityce społecznej i gospodarczej zostają z nami na lata, niekiedy nawet dziesięciolecia. Zmiana jest dobra tylko wtedy, gdy mamy pewność, że jest to zmiana na lepsze. A o tym co jest lepsze warto decydować nie pod wpływem emocji, ale chłodnej kalkulacji.

*Jarosław Wałęsa – dyrektor Instytutu Obywatelskiego, poseł PO do Parlamentu Europejskiego

Sfinansowane przez Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP.