Newsletter

Między empatią a lękiem

Krystyna Skarżyńska, 21.09.2015
Brak doświadczeń i wiedzy powoduje, że przybysza z innej kultury traktujemy jak obcego

Nasz stosunek do przyjmowania uchodźców i imigrantów w Polsce ma rozmaite źródła. Decydujące są: doświadczenia z odmiennością kulturową, wiedza na temat innych krajów i samych uchodźców i imigrantów, indywidualne postawy wobec obcych kulturowo czy religijnie, szersze przekonania na temat świata społecznego. A także: różnice w politycznych ideologiach (i ich potocznych wersjach), ocena własnego państwa i jego instytucji oraz Unii Europejskiej.

Fot. Peter Tkac, flickr.com, CC BY-SA 2.0

Powojenna zmiana

Po drugiej wojnie światowej w granicach Polski pozostali niemal wyłącznie etniczni Polacy, w przeważającej mierze deklarujący się jako katolicy. Dzisiaj nadal jesteśmy najbardziej homogenicznym społeczeństwem Europy.

Statystyki OECD podają, że w 2010 roku było u nas 0,1 proc. cudzoziemców. W większości osoby te pochodzą z sąsiednich, bliskich nam kulturowo krajów europejskich oraz Wietnamczycy. Ci ostatni uważani są za nieźle integrującą się w Europie grupę imigrantów.

Osób urodzonych za granicą jest u nas 1,6 proc. Dla porównania, w Szwajcarii mieszka 19,3 proc. cudzoziemców i 21 proc. osób urodzonych poza jej granicami. W Niemczech odpowiednio: 8,9 proc. i 12,5 proc., w Austrii: 8,8 proc. i 10,5 proc., w Danii: 4,8 proc. i 5,8 proc., zaś w Holandii: 4,2 proc. i 10,1 proc.

Brak doświadczeń

Doświadczenia polskich obywateli z osobami z innych kultur są słabe. Chociaż coraz częściej podróżujemy po świecie, to jako turyści wybieramy formę all inclusive, w krajach Afryki czy Azji spędzamy więc większość czasu w otoczeniu podobnych do nas przybyszy z innych krajów Europy czy Ameryki.

Rodzime media przez 25 lat zdecydowanie więcej czasu poświęcały sprawom wewnątrzkrajowym. Sprawy międzynarodowe pokazywano w sytuacjach ostrych konfliktów, zamachów terrorystycznych, klęsk żywiołowych. Nic więc dziwnego, że o tym, jak wygląda codzienne życie w Syrii, Erytrei czy innych krajach, skąd dzisiaj masowo uciekają ludzie, wiemy niewiele albo nic.

Brak doświadczeń i wiedzy powoduje, że przybysza z innej kultury traktujemy jak obcego. Psychologowie od lat dowodzą, że częstość dobrowolnych kontaktów z przedstawicielami danej grupy (społecznej czy etnicznej), podobnie jak częstość kontaktów z innymi obiektami (nie tylko z ludźmi) sprawia, że grupy te stają się nam bliższe. Oceniamy je bardziej pozytywnie. Nawet wtedy, gdy początkowo postawa jest negatywna, bliższe poznanie prowadzi do wzrostu sympatii.

Skoro nie znamy osób, które uciekają do Europy z odległych kulturowo krajów, opinie o nich opieramy na tym, co wcześniej utrwaliło się w naszych głowach. Najłatwiej sięgamy do tego, co jest poznawczo dostępne, proste, powiązane z innymi postawami i przekonaniami. Sięgamy więc do utrwalonych, uproszczonych schematów, dotyczących przekonań o innych ludziach „w ogóle” oraz o określonych grupach etnicznych.

Fot. Fotomovimiento, flickr.com, CC BY-NC-ND 2.0

Fot. Fotomovimiento, flickr.com, CC BY-NC-ND 2.0

Deficyt zaufania społecznego

Polacy są nieufni. Europejski Sondaż Społeczny z 2012 r. oraz ostatnia Diagnoza Społeczna z r. 2015 pokazują, że z opinią: „Ludzie najczęściej starają się być pomocni” zgadza się jedynie 13 proc. Polek i Polaków. Pod względem zaufania do ludzi od lat znajdujemy się na szarym końcu europejskich społeczeństw. Jedynie Bułgarzy deklarują jeszcze niższy poziom zaufania – 11 proc.

Najczęściej gotowość do udzielenia pomocy innym deklarują Duńczycy (47 proc.), Szwedzi (46 proc.), Norwegowie (45 proc.), Finowie (42 proc.) i Szwajcarzy (40 proc.). Z analiz, które prowadziłam w oparciu o dane z Europejskich Studiów Wartości (EVS) w roku 2008 wynikało, że zaufanie do ludzi we wszystkich badanych krajach jest pozytywnie związane z poczuciem szczęścia (najsilniej w krajach skandynawskich, najsłabiej w Rosji i na Ukrainie), i jednocześnie – z poczuciem kontroli nad tym, co się z nami dzieje.

Jeszcze klika lat temu obawy Polaków, związane z obecnością imigrantów nad Wisłą, były słabsze niż obawy innych europejskich społeczeństw (por. dane z 2008 r., European Value Studies). Wtedy najbardziej niepokoiliśmy się o to, że imigranci będą obciążeniem dla krajowego systemu opieki społecznej. Oraz że przyczynią się do wzrostu przestępczości. Mniejsze obawy żywiliśmy o konkurencję na rynku pracy i o utratę spójności kulturowej.

A jak jest dziś? Największe obawy dotyczą wzrostu konfliktów na tle religijnym i obyczajowym (68 proc. wskazywało tę kategorię w sondażu Millward Brown SA z 4-6 lipca br.). Następnie – wzrostu przestępczości (65 proc.). I – podobnie jak wcześniej – podzielano przekonanie, że uchodźcy i imigranci „będą pasożytować na naszym systemie opieki społecznej”.

Z kolei na terroryzm zwracało uwagę 58 proc. badanych. Dziś dominuje poczucie, że przybysze z Bliskiego Wschodu i Afryki obniżą poziom bezpieczeństwa oraz pogorszą sytuację ekonomiczną Polaków. Jednak prawie połowa naszego społeczeństwa (46 proc.) sądzi, że przybysze ci „wzbogacą kulturowo nasz kraj”. Można więc powiedzieć, że w sprawie uchodźców i imigrantów się wyraźnie różnimy. Gdzie w takim razie tkwią korzenie tych różnic?

Rola światopoglądu

Ważnym źródłem zróżnicowania postawy wobec odmienności kulturowej, zwłaszcza poziomu lęku przed obcymi, jest rodzaj światopoglądu i akceptowanej ideologii politycznej. Badania prowadzone przez różne zespoły badawcze w USA, Kanadzie, Europie Zachodniej i w Polsce dowodzą, że konserwatyzm światopoglądowy motywuje lęk, wynikający głównie z przekonań o złym, niebezpiecznym świecie i podłej, egoistycznej naturze ludzkiej oraz aprobaty dla osobistego lub grupowego egoizmu.

Sposobem radzenia sobie z lękiem może być dążenie do podtrzymywania status quo, utrwalania norm i zwyczajów własnej grupy, dbanie o jej wartości. I karanie oraz wykluczanie z grupy tych, którzy tym wartościom i normom zagrażają.

Przybysze z innych kultur stanowią dla konserwatystów zagrożenie podzielanych przez nich wartości. Gdy dodatkowo konserwatyzmowi towarzyszy poznawcza potrzeba domykania swoich przekonań, usztywniania ich – obcy stają się obiektem agresji (pokazały to m.in. badania Agnieszki Golec de Zavala, Aleksandry Cisłak i Elżbiety Wesołowskiej, opublikowane w „Political Psychology” w 2009 r.).

Liberałowie są natomiast bardziej otwarci na zmianę. Mniej boją się różnorodności. Widzą w niej katalizator innowacyjności.

Co ważne, polscy światopoglądowi konserwatyści częściej niż liberałowie spostrzegają historię Polski jako pasmo klęsk i nieszczęść, sprowadzanych na Polskę przez jej odwiecznych wrogów. Taka forma narodowego wizerunku mocno wiąże się ze zgeneralizowaną nieufnością do ludzi, silnym poczuciem zewnętrznego zagrożenia, brakiem gotowości do zauważania cierpień innych narodów i uznania własnego sprawstwa cudzych nieszczęść.

To najsilniejszy czynnik sprzyjający niechęci wobec obecności uchodźców i imigrantów w Polsce (badania moje i współautorów, prowadzone na różnych próbach, opublikowane w „Psychologii Społecznej” w roku 2012 oraz w „Przeglądzie Psychologicznym” w 2015 r.). Badania pokazują, że taki autowizerunek grupowy nie jest popularny wśród współczesnych Polaków, ale pociąga wyraźne skutki społeczne.

Fot. Aggi Cantrill, flickr.com, CC BY-NC 2.0

Fot. Aggi Cantrill, flickr.com, CC BY-NC 2.0

Nie jesteśmy dumni z państwa

Również stosunek do państwa i jego instytucji jest istotnym czynnikiem postaw wobec problemu przyjmowania uchodźców i imigrantów. Od kilku lat publikowane są analizy wskazujące, że duma z państwa, rozumiana jako zaufanie do sprawności i dobrych zamiarów jego instytucji, skutecznie przeciwdziała ksenofobii Polaków (por. analizy przeprowadzone przez Piotra Radkiewicza w 2005 r. w pracy zbiorowej „Demokracja w Polsce. Doświadczanie zmian”).

My tymczasem nie doceniamy wpływu demokratycznych instytucji na nasze życie. 73 proc. Polaków sądzi, że zbyt często przedstawiciele władzy są niekompetentni, a 68 proc., że rządzą osoby dbające tylko o własne dobro. Dla kontrastu, Niemcy wysoko cenią instytucje swojego państwa i są dumni także z tego, że jest ono otwarte dla potrzebujących pomocy uchodźców.

Gdy więc nie wierzymy ani w skuteczność, ani w moralność krajowych instytucji, trudno jest nas przekonać, że odpowiednie organy zadbają i o nasze bezpieczeństwo, i o sprawne, godne przyjęcie uchodźców.

W wyrażanych publicznie negatywnych odczuciach wobec przyjmowania uchodźców i imigrantów pojawia się także wątek niechęci do współpracy w ramach Unii Europejskiej. Nasze badania z pierwszej dekady przynależności do UE wykazały, że ci Polacy, którzy nie ufają UE to przede wszystkim osoby, które nie dostrzegają ani wspólnoty europejskich doświadczeń, ani wspólnych wartości i podobnych stylów życia.

Poczucie wyjątkowości poszczególnych społeczeństw – członków Unii – oraz egoizm i brak wzajemności w międzynarodowych relacjach źle służą unijnej wspólnocie. I nie przynoszą tym społeczeństwom żadnych długodystansowych korzyści.

Śródtytuły od redakcji IO. Tekst opublikowany 21.09 2015 r.

*Krystyna Skarżyńska – profesor psychologii, kierownik Katedry Psychologii Społecznej w Uniwersytecie SWPS i Pracowni Psychologii Politycznej w Instytucie Psychologii PAN