Newsletter

Jeden kontrakt, jeden podatek

Jan Gmurczyk, 12.09.2015
Idea, która stoi za gospodarczą częścią nowego programu PO, wydaje się czytelna: więcej przejrzystości i korzyści dla obywatela

Przedstawiony dziś w nowym programie Platformy Obywatelskiej pomysł wprowadzenia jednolitego kontraktu w miejsce umów o pracę i umów cywilnoprawnych ma szansę wnieść do polskiej gospodarki zupełnie nową jakość. Koncepcja tego rozwiązania jest prosta: wszelkie trwałe stosunki między pracownikiem a pracodawcą będą regulowane w ramach jednej, uniwersalnej formy zatrudnienia.

Zarysowana w programie konstrukcja jednolitego kontraktu wydaje się być sprawiedliwym kompromisem między interesami pracowników i pracodawców. Nowa formuła zatrudnienia zapewniałaby tym pierwszym godne prawa i ubezpieczenia społeczne, a tym drugim elastyczność. Warto zwłaszcza odnotować, że długość okresu wypowiedzenia wzrastałaby stopniowo wraz ze stażem pracy pracownika.

Na tym jednak nie koniec. Zgodnie z nowym programem, osoby pracujące na jednolitym kontrakcie odprowadzałyby od swojego dochodu tylko jeden, jednolity podatek. Ministerstwo Finansów samodzielnie przekazywałoby – w odpowiedniej części – fundusze na ubezpieczenia społecznego pracownika: począwszy od ubezpieczenia emerytalnego, po ubezpieczenie zdrowotne. Tym samym skończyłby się obowiązek oddzielnego odprowadzenia składek do ZUS i NFZ równolegle do podatku dochodowego.

Jednolite standardy, większa przejrzystość

Proponowana reforma to fundamentalna zmiana – w dobrym sensie tego słowa. Po pierwsze, zmierza do wprowadzenia lepszych standardów zatrudnienia na rynku pracy, gdzie z jednej strony mamy aktualnie około 12,5 mln osób zatrudnionych na umowach o pracę, z pełnią praw pracowniczych i pełnym ubezpieczeniem społecznym, a z drugiej pewną grupę pracowników zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych, które oferują dużo mniejsze poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Wprowadzenie jednolitego kontraktu pomoże zasypać ten podział.

Po drugie, obecne rozwiązania w zakresie opodatkowania i oskładkowania pracy są dość zawiłe, a system mało przejrzysty. Na podstawie pensji każdego zatrudnionego na umowę o pracę pracownika obliczana jest dziś cała lista pozycji: zaliczka na podatek dochodowy, składka emerytalna, składka na ubezpieczenie chorobowe itd. Formalnie te obciążenia są podzielone między pracownika a pracodawcę, lecz w praktyce wiadomo, że pieniądze na wszystkie koszty związane z zatrudnieniem musi wyłożyć pracodawca. Efekt? Na przykład w przypadku osoby pracującej w 2015 roku za płacę minimalną wynagrodzenie brutto wynosi 1750 złotych, płaca netto – około 1286 złotych, a całkowity koszt zatrudnienia dla pracodawcy – nieco powyżej 2100 złotych. W przypadku jednej pensji mamy zatem do czynienia z trzema różnymi kategoriami, gdzie ani wartość wynagrodzenia brutto, ani płaca netto nie oddają całkowitego kosztu zatrudnienia.

W tych okolicznościach część pracodawców i ekspertów pyta wprost: dlaczego w erze komputerów i błyskawicznych przelewów państwo każe obywatelom liczyć te wszystkie pozycje? Czy nie lepiej odprowadzać jeden podatek, który następnie Ministerstwo Finansów samo rozdzieli według odpowiednich wzorów do odpowiednich instytucji publicznych?

Nowy pomysł wychodzi naprzeciw podobnym oczekiwaniom i stwarza szansę na poprawę warunków do rozwoju gospodarczego w Polsce. Im prostszy system podatkowo-składkowy, tym niższe koszty księgowe w firmach, co ułatwia prowadzenie biznesu, zwłaszcza najmniejszym przedsiębiorcom.

Niższe podatki

W ramach przedstawionej dziś koncepcji jednego podatku na uwagę zasługuje jednak jeszcze inna – kto wie, czy nie największa – korzyść dla obywateli: zmniejszenie ogólnego obciążenia pracy podatkami i składkami. W myśl nowej propozycji największy zysk odczuliby obywatele o najniższych dochodach, a także pracujący rodzice. Wymiar podatku dochodowego byłby bowiem w dużym stopniu uzależniony od liczby dzieci w rodzinie.

Przykładowo, w przypadku ojca, który pracuje za płacę minimalną i w ten sposób utrzymuje rodzinę z dwójką dzieci, łączne obciążenie dochodu spadłoby z około 30 proc. (tyle dziś wynosi w jego przypadku łączny wymiar podatku dochodowego i składek) do 10 proc. (po wprowadzeniu jednego podatku). W efekcie w budżecie tej rodziny dochód do dyspozycji byłby w skali roku o około 5 tys. złotych wyższy niż obecnie!

W przypadku osób lepiej zarabiających korzyści byłyby mniejsze, ale również odczuwalne. Program przewiduje, że maksymalny wymiar zsumowanego opodatkowania i oskładkowania pracy zmalałby z dzisiejszego poziomu 43,5 proc. do 39,5 proc.

Nowy pomysł na system podatkowy powinien tym samym sprzyjać spójności społecznej i wzrostowi dzietności, a także zachęcać pracodawców do oficjalnego zatrudniania pracowników na jednolity kontrakt. Jednym z głównych powodów dzisiejszego unikania umów o pracę na rynku pracy (stosowanie umów cywilnoprawnych, praca „na czarno” itd.) jest dość znaczne obciążenie podatkowo-składkowe niskich dochodów. Ponieważ osoby zarabiające mało odznaczają się z reguły niewielką wydajnością pracy, w ich przypadku występują najmocniejsze bodźce ekonomiczne do wystrzegania się umów o pracę lub zgoła legalnego zatrudnienia. Te bodźce są silne zarówno po stronie pracodawcy, jak i pracownika, ponieważ spośród dostępnych dziś form zatrudnienia umowa o pracę jest z jednej strony najdroższa, a z drugiej oferuje najniższą wypłatę „na rękę” (w kieszeni osób o niskim dochodzie liczy się każda złotówka). Przedstawiona dziś propozycja nie tylko oferuje szansę na poprawę standardów zatrudnienia na polskim rynku pracy, ale może stać się też istotnym elementem w walce o zmniejszenie szarej strefy w gospodarce.

Oczywiście nie trzeba tłumaczyć, że większy dochód netto w grupie najmniej zarabiających pracowników powinien przysłużyć się znacznej poprawie jakości ich życia. Choć w ostatnich latach w Polsce zasięg biedy wyraźnie się zmniejszył, wciąż znaczna grupa Polek i Polaków doświadcza ubóstwa. Koncepcja jednolitego kontraktu połączonego z jednym podatkiem wpisuje się zatem w dotychczasowe działania na rzecz ograniczenia skali tego problemu.

Spójna propozycja

Koszt wprowadzenia nowej formuły systemu podatkowego szacowany jest na około 10,2 mld złotych. To dość znaczna kwota, ale wydaje się, że warto poszukać w budżecie państwa środków na jej pokrycie.

Po pierwsze, zaprezentowany pomysł oferuje szansę na przynajmniej proporcjonalne korzyści społeczno-ekonomiczne. Mowa zwłaszcza o wspomnianej obniżce obciążeń najmniej zarabiających obywateli, korzyściach dla rodzin z dziećmi, wzroście przejrzystości systemu podatkowego oraz zwiększeniu bodźców do legalnego zatrudniania pracowników.

Po drugie, wzrost gospodarczy w Polsce jest dziś stabilny, bezrobocie spada, a polskie finanse publiczne zostały w ostatnich latach wzmocnione. Te okoliczności dają w nadchodzących latach pole manewru do odważniejszych reform w obrębie podatków. Przypomnijmy, że w czerwcu 2015 roku została zamknięta w stosunku do Polski unijna Procedura Nadmiernego Deficytu, a polski dług sektora finansów publicznych należy do najniższych w całej Unii Europejskiej.

Po trzecie, korzyści z wprowadzenia zaproponowanych rozwiązań powinny w długim okresie przyczynić się do przyspieszenia wzrostu PKB i zmniejszenia zasięgu szarej gospodarki. Co więcej, wraz z przechodzeniem pracowników na jednolity kontrakt, rosnąć będzie liczba osób płacących podatki. A skoro tak, to część kosztów reformy powinna „zwrócić się” budżetowi państwa poprzez wzrost bazy podatkowej.

Zważywszy jeszcze wyrażoną w programie zapowiedź dokończenia prac nad nową ordynacją podatkową, możemy uznać, że zaprezentowane dziś pomysły układają się w spójną propozycję dla polskiej gospodarki. Idea, która stoi za gospodarczą częścią nowego programu PO, wydaje się czytelna: więcej przejrzystości i korzyści dla obywatela. Tak zarysowany program to dobry punkt wyjścia do rzetelnej dyskusji o dalszym rozwoju Polski.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego.

Sfinansowane przez Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP.