Newsletter

Cywilizacja wykluczonych

Konrad Sawicki, 09.09.2015
Dawniej z Watykanu dobiegał głos o cywilizacji śmierci. Dziś – o cywilizacji wykluczenia i nierówności

Dlaczego obecny papież tak bardzo irytuje konserwatystów? Ponieważ jego pontyfikat rozbija dość ugruntowane przekonanie o tożsamości konserwatyzmu z katolicyzmem. A problemem, który pokazuje to rozejście jak na dłoni, jest stosunek do uchodźców.

Fotografia: Papież Franciszek odwiedza brazylijską dzielnicę nędzy, Tânia Rêgo/Agência Brasil, Wikipedia, CC BY 3.0 BR

Warto przypomnieć, że Franciszek pierwszą podróż poza Watykan odbył na Lampedusę. Nie do jakiegoś sanktuarium, nie na spotkanie z przywódcą innego wyznania czy religii. Wybrał wyspę-symbol dramatu uchodźców.

Diagnoza Franciszka

Ten kawałek lądu znajdujący się pomiędzy Maltą a Tunezją, czyli pomiędzy Europą a Afryką, leży na szlaku prowadzącym do lepszego, bezpiecznego życia. Niestety wielu z tych, którzy wyprawiają się w ową podróż, ginie w wodach Morza Śródziemnego. To właśnie w kontekście jednej z takich tragedii nowy biskup Rzymu zdecydował się na odwiedziny Lampedusy.

Ten znaczący gest papież uczynił nie tylko po to, by modlić się za ofiary. Symboliczna wizyta – którą dziś można by wręcz uznać za proroczą – rozpoczęła papieską ofensywę skierowaną zarówno do katolików, jak i całego świata bogatej kultury Zachodu.

U progu swego pontyfikatu watykański pielgrzym zaznaczył, że chrześcijańska dbałość o życie oraz bliźniego ma swój konkretny wymiar. To troska o tych, którzy nie ze swojej winy zmuszani są do opuszczania rodzinnych krajów i poszukiwania nowych, bardziej przyjaznych ojczyzn.

Franciszek nie wahał się przy tym ostro potraktować liderów bogatych państw, wytykając im obojętność. Mówił wprost, że przyjechał na Lampedusę właśnie po to, by obudzić sumienia ludzi Zachodu. Wspominając tragedię afrykańskich uchodźców, którzy utonęli u brzegów wyspy, Franciszek mówił tak: „Prośmy Pana o łaskę płaczu nad naszą obojętnością, nad okrucieństwem, jakie jest w świecie, w nas, również w tych, którzy bezimiennie podejmują decyzje społeczno-gospodarcze, które otwierają drogę do podobnych dramatów”.

Co więcej jego zdaniem za ten stan rzeczy Zachód jest współodpowiedzialny. To tu zrodziły się ideologie, które doprowadziły do zbudowania ogromnej przepaści między zasobnością a niedostatkiem. To tu rozkwitały kolonializm, konsumpcjonizm oraz kultura odrzucenia.

Duchowy przywódca katolicyzmu postawił światu bolesną diagnozę. „W celu utrzymania stylu życia wykluczającego innych, albo żeby móc entuzjazmować się tym egoistycznym ideałem, rozwinęła się globalizacja obojętności. Nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się niezdolni do współczucia wobec krzyku boleści innych, nie płaczemy już wobec dramatu innych, ani nie interesuje nas troska o nich, tak jakby odpowiedzialność za to nie dotyczyła nas” – napisał w adhortacji „Evangelii gaudium” (listopad 2013).

Fot. Josh Zakary, flickr.com, CC BY-NC 2.0

Fot. Josh Zakary, flickr.com, CC BY-NC 2.0

 

Wezwanie do gościnności

Od tamtego czasu zmieniło się wiele. Kolejne konflikty w rejonach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej oraz krwawa ekspansja ISIS spowodowały eskalację przymusowej emigracji na niespotykaną skalę. To już nie tysiące, a miliony ludzi zmuszonych jest opuszczać własne domy i w desperacji szukać bezpieczniejszego miejsca na ziemi. Wyzwanie, o którym mówił papież na Lampedusie okazało się znacznie poważniejsze.

Ale ton pozostał ten sam. Gdy prześledzimy wypowiedzi wychodzące z Watykanu, dostrzeżemy ich charakterystyczny rys, przynależny kardynałowi z Argentyny. Gdy dawniej słyszeliśmy o cywilizacji śmierci, dziś raczej słyszymy o cywilizacji wykluczenia i nierówności. Dawniej o strukturach zła, dziś o strukturalnych przyczynach ubóstwa. Dawniej o kulturze grzechu, dziś o kulturze odrzucenia.

Z takiego właśnie społecznego rozumienia Ewangelii wypływa Franciszkowe wezwanie do gościnności wobec uchodźców. W tym ujęciu jest ona nie tylko wyrazem dziejowej sprawiedliwości i międzyludzkiej solidarności, ale przede wszystkim wymogiem chrześcijańskiej miłości bliźniego. Nie da się nie zauważyć, że konserwatystów na całym świecie takie podejście irytuje.

Gdy wiosną 2014 roku kilku amerykańskich biskupów wzięło sobie to przesłanie do serca i na znak solidarności z imigrantami zorganizowało spektakularną mszę polową przy granicy z Meksykiem, z kręgów republikańskich popłynęła krytyka. Znany również w Polsce katolicki pisarz i publicysta George Weigel wydarzenie to nazwał „aktem politycznego teatru”, który nie powinien mieć miejsca bez względu na to, jak szczytnej sprawie służy.

Tego typu reakcje – obecne również w Polsce – są bardzo ciekawe, ponieważ w dość jaskrawy sposób pokazują, iż chrześcijaństwo i konserwatyzm wcale nie muszą podążać tymi samymi ścieżkami.

Papież mówi o szacunku, miłości, o postawie biblijnego miłosiernego Samarytanina, który pomaga obcemu człowiekowi, nie oglądając się na okoliczności. I dodaje: „zachęcam wszystkich, by prosili o przebaczenie za osoby i instytucje, które zamykają drzwi przed tymi ludźmi, poszukującymi miejsca do życia i bezpieczeństwa” (czerwiec 2015).

*Konrad Sawicki – publicysta, teolog, współpracownik „Więzi”

Tekst opublikowany 9.09 2015 r.