Newsletter

Hejt – znak rozpoznawczy polskiej polityki w sieci?

Łukasz Maślanka, 03.09.2015
Fora internetowe i media społecznościowe w Polsce coraz częściej toną w zalewie chamstwa i nienawiści

Internet znacznie ułatwia prowadzenie rozmaitych działań politycznych lub społecznych. Pozwala integrować rozmaite środowiska. Daje szanse na to, by nagłaśniać pomysły lub postulaty. Dzięki niemu łatwiej też łączyć siły we wspólnej sprawie. To umiejętność wykorzystania internetu i mediów społecznościowych wskazywana jest jako jeden z kluczy sukcesu ruchów miejskich.

Alvaro Tapia, flickr.com, CC BY-NC-ND 2.0

Oręż ruchów miejskich

Ile można zdziałać dzięki możliwościom, które daje sieć, widać dobrze na przykładzie Wrocławia. Aktywiści miejscy postanowili przekonać magistrat do idei wybudowania w starej, opuszczonej i niszczejącej kamienicy na Wyspie Słodowej swoistego laboratorium oddolnej kultury. W grupie tej znaleźli się m.in. specjaliści od mediów społecznościowych, którzy doskonale poradzili sobie z wykreowaniem marki miejsca. Jednocześnie potrafili informować szeroko o swoim pomyśle. W efekcie prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz zdecydował, że kamienica, o którą toczył się spór, nie zostanie sprzedana. A miasto przeznaczy ją na cele różnych inicjatyw społecznych.

Kolejny przykład. Internet odegrał dużą rolę w przygotowaniach do organizacji referendum . Jego pomysłodawcy chcą zapytać wrocławian o kilka spraw ważnych dla ich miasta.

Sojusznik urzędników i polityków

Również urzędnicy zabrali się do twórczego wykorzystywania internetu. Prowadzą blogi na platformie blogi.wroclaw.pl. Na jej łamach głos często zabiera prezydent Dutkiewicz, tłumacząc niektóre decyzje lub zapowiadając swoje plany. Ta platforma blogowa jest otwarta także na twórców nie związanych z magistratem. Często zdarzają się głosy krytyczne wobec władzy.

Rosnąca popularność internetu wśród aktywistów, ale też wśród partii politycznych i polityków, nie zaskakuje. Umiejętne korzystanie z mediów społecznościowych czy regularne, a zarazem merytoryczne prowadzenie własnej strony internetowej wpływa korzystnie na wizerunek. Pozwala też stworzyć autonomiczny (do pewnego stopnia) kanał komunikowania. Dzięki temu można dotrzeć z informacjami o projektach danego polityka bez wykorzystania mediów tradycyjnych. Dlatego wielu próbuje, bo w internecie – zwłaszcza na Facebooku i Twitterze – być wypada. A nawet trzeba.

Internet i social media to jednak broń obosieczna. Jest w stanie szybko przynieść pozytywne efekty i rozpoznawalność, ale może i ośmieszyć. W sieci bowiem nic nie ginie. Raz zaliczona wpadka powraca i niekorzystnie wpływa na wizerunek.

Internetowa aktywność prezydenta USA Baracka Obamy od lat wskazywana jest jako wzór do naśladowania dla polityków na całym świecie. Obama chwalony jest choćby za lekkość w komunikacji czy otwartość na różne kanały, np. serwis muzyczny Spotify. Prezydent USA udostępnił w nim playlistę ze swoimi ulubionymi utworami. Co ważne, Obama wykorzystuje internet do promocji pozytywnej narracji. Takiej, która trafi do emocji wyborców. Pozytywne treści w internecie miewają bowiem ogromny potencjał wirusowy i potrafią rozchodzić się w tysiącach tzw. udostępnień. Za przykład może posłużyć słynny już wpis na Twitterze po tym, gdy Obama wygrał drugą kadencję prezydencką.

Ćwierkanie nad Wisłą

Dla wielu polskich polityków taki sposób bycia w social media to ciągle poprzeczka wisząca zbyt wysoko. Co gorsza, polski internet coraz częściej staje się swego rodzaju imitacją nowoczesności. Zalewa go fala coraz większego, często anonimowego hejtu, demagogii i zwykłych kłamstw powielanych tylko po to, by rywala oczernić i upodlić.

Przekaz przeciwny, nastawiony na prostowanie przekłamań lub próbujący przekazać prawdziwe informacje, ginie w oceanie jadu. Można to porównać do wielkiej agory, na której tysiące osób mówi jednocześnie, a większość z nich kłamie lub obraża tych, których nie lubi. Łatwo sobie wyobrazić, jakie szanse przebicia w takich warunkach mają ci, którzy próbują wykazać, że słyszymy jedynie stek kłamstw.

maślanka hejt_ do tektu

Tarik Browne, flickr.com, CC BY-NC 2.0

Skala hejtu zniechęca do udziału w internetowych dyskusjach te postaci życia publicznego, które starają się prowadzić spokojne, merytoryczne debaty. O pogarszającej się jakości polskiego Twittera pisał na łamach portalu „Wszystko Co Najważniejsze” m.in. redaktor naczelny „Dziennika Zachodniego” Marek Twaróg: „Twitter częściej staje się wiecem politycznym, gdzie nie jest ważne, co mówisz i kim jesteś, tylko jak głośno się wydzierasz. Na TT to znaczy: jak ostro, złośliwie, niekiedy błyskotliwie lub po prostu szybko skomentujesz lub ripostujesz”.

W debacie „WCN” wtórował mu Michał Kobosko, kierujący Project Syndicate Polska i oraz oddziałem amerykańskiego think thanku Atlantic Council: „Liczba użytkowników szybko rośnie, ale jeszcze szybciej przyrasta liczba profili anonimowych. Z tych kont prowadzone są regularnie kampanie nienawiści przeciw innym, trochę inaczej myślącym twitterowiczom. Ale degenerują się też profile osób pod nazwiskiem, w tym niektórych znanych dziennikarzy. Część używa tweetów do dawania upustu swoim kompleksom, inni plują żółcią i jadem – tak jak w niedawnej kampanii prezydenckiej. Dziennikarze i blogerzy pokazują na Twitterze swoje prawdziwe ja – i nie jest to obraz budujący ani napawający nadzieją”.

Efekt łatwo przewidzieć. By posłużyć się świeżym przykładem: dziennikarz TVN 24 Krzysztof Skórzyński ogłosił, że opuszcza Twittera, zniechęcony skalą agresji ze strony anonimowych użytkowników serwisu. I trudno wykluczyć, że znajdzie naśladowców. Wtedy popularne portale społecznościowe jeszcze bardziej pogrążą się w bagnie nienawiści.

Nie karmić trolli

Czy na tę chorobę jest lekarstwo? Przede wszystkim warto pozbyć się złudzeń. Dostęp do internetu i mediów społecznościowych jest banalnie prosty, a swoboda anonimowych wypowiedzi nieograniczona. Hejt jest zjawiskiem, którego nie da się wyeliminować. Nawet gdy temperatura politycznego sporu w Polsce spadnie do nieco bardziej znośnego poziomu, hejterzy wciąż pozostaną aktywni.

Być może jest to kwestia rozgrzanej do czerwoności politycznej dyskusji. Być może skutek słabości kultury życia publicznego w naszym kraju.

Problem w tym, że nowoczesne serwisy społecznościowe bazują na algorytmach, które uczą się naszych upodobań. Im większa liczba interakcji z dostawcami pożądanych przez nas treści, tym częściej wyświetlą się na naszych ekranach. Warto zatem promować dobre, jakościowe treści i pilnować własnych pryncypiów, które służą jako drogowskazy w prowadzeniu dyskusji. Popularna opinia dotycząca życia w internecie mówi, żeby nie karmić trolli. O tej zasadzie też warto pamiętać.

Nie obędzie się też bez pomysłów strategicznych. Chodzi tu o wydatki na sensowne, kompleksowe strategie obecności w internecie i mediach społecznościowych, o pozycjonowanie własnych kanałów np. na Facebooku czy w serwisie YouTube. A także o bieżące monitorowanie pozycji swoich stron w internecie. Bardzo ważny jest też przemyślany, spójny, pozytywny i przede wszystkim autentyczny przekaz.

Rzecz jasna, przekazy pozytywne w starciu z „czystym hejtem” stoją na gorszej pozycji. Zwłaszcza w Polsce, gdzie w mocno tabloidowej debacie politycznej narracja bazująca na skandalu, aferach czy opartej na kłamstwach dezinformacji zbyt często przekonuje wyborców. Ale oddawanie pola tym, którzy ochoczo szerzą w mediach społecznościowych nieprawdę czy nienawiść w połączeniu braku własnej, spójnej narracji to prosta droga do porażki.

Dyskurs polityczny w sieci zmieni się, gdy jego uczestnicy przypomną sobie o podstawowych wartościach. Czyli o tym, że konflikt jest naturalną cechą demokracji, ale powinien być merytoryczny, a nie toczony w stylu walki wrogich plemion. I że w życiu publicznym zawsze cenne są takie wartości, jak szacunek do oponenta i unikanie kłamstw. Również: powstrzymywanie się od potajemnego organizowania akcji zbiorowego hejtu pod adresem politycznych przeciwników.

Jaka będzie debata w „realu”, taka będzie też w internecie. Warto o tym pamiętać, zanim uznamy polityka za nowoczesnego i przez to godnego zaufania tylko dlatego, bo jest aktywny na Facebooku lub transmituje na żywo wydarzenia poprzez Twitterowy Periscope.

*Łukasz Maślanka – członek zarządu Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia, specjalista ds. PR

 

Sfinansowane przez Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP