Newsletter

Kto chce być piękny, młody i bogaty

Konrad Niklewicz, 21.08.2015
Obywatelom należy mówić prawdę także wtedy, gdy formułuje się treść pytań referendalnych

Można zrozumieć prezydenta Andrzeja Dudę, gdy ogłaszając wolę przeprowadzenia 25 października dodatkowego referendum, powołuje się na kilka milionów obywateli, którzy podpisali się pod stosownymi petycjami. Obywatele powinni jednak świadomie podejmować decyzje. Obywatelom należy mówić prawdę także wtedy, gdy formułuje się treść pytań referendalnych. Pytanie: „czy chcesz obniżenia wieku emerytalnego?”, jest tak samo sensowne, jak pytanie: „czy opowiadasz się za zniesieniem podatków?”, albo, ujmując rzecz bardziej prozaicznie, „czy chcesz być piękny, młody i bogaty?”. Kto by nie chciał?

Fot. European Parliament, flickr.com, CC BY-NC-ND 2.0

Rzecz w tym, że jeśli pyta się o obniżenie wieku emerytalnego, elementarna uczciwość nakazuje mówić o konsekwencjach. Znamy je już dziś, demografia jest bezlitosna. Ludzie, którzy za dwadzieścia lat zaczną pracować na nasze emerytury (także mojego, trzydziesto- i czterdziestolatków, pokolenia), w większości już się urodzili. To są nasze dzieci, które na razie biegają po trawie z piłką i lalkami. Jeszcze nie wiedzą, jaki los może im (i nam wszystkim) zgotować polityczna nieodpowiedzialność.

Od dwóch dekad wydłuża się długość życia Polaków. Niestety, także od dwóch dekad spada liczba rodzących się dzieci, a jeśli nawet chwilowo zaczyna przyrastać, to niewiele. To oznacza, że udział osób powyżej 65 roku życia w społeczeństwie systematycznie się zwiększa. Coraz mniejsza grupa wypracowuje emerytury coraz liczniejszych seniorów. Tragizm sytuacji polega na tym, że tego procesu – trwającego nieustannie od ponad dwóch dekad – nie da się odwrócić ani w rok, ani w pięć lat. Z demograficznego punktu widzenia określone zjawiska na pewno nastąpią. Wiemy to już dziś, choć perspektywa jest dwudziestoletnia.

To oznacza diabelski scenariusz. Powrót do obniżonego wieku emerytalnego jeszcze bardziej zakłóci proporcje między „płacącymi” a „korzystającymi”. Emerytury kobiet będą musiały być niższe o 70 (!) procent, a mężczyzn o 20 procent, natomiast finanse publiczne będą musiały do 2020 roku znaleźć około 50 miliardów złotych na zasypanie dziury w ZUS.

Konsekwencje finansowe będą narastać w tempie geometrycznym: blisko 250 miliardów złotych do 2030 roku i ponad pół biliona (500 miliardów) złotych do 2040 roku. Taką sumę trudno sobie nawet wyobrazić. Cały budżet państwa na 2015 rok to około 340 miliardów złotych, licząc po stronie wydatków. Pytanie w referendum powinno więc raczej brzmieć: „czy opowiadasz się za obniżeniem emerytur dla kobiet o 70 procent?”. Jest też wersja alternatywna: „czy opowiadasz się za zwiększeniem wydatków publicznych, niepokrytych w dodatkowych dochodach, o 250 miliardów złotych do 2030 roku?”. To jest prawdziwa treść dylematu rzuconego obywatelom do rozstrzygnięcia.

Prezydent Andrzej Duda stanął przed testem, pierwszym punktem zwrotnym prezydentury. Proponując referendum w dniu wyborów parlamentarnych, wpisał plebiscyt w strategię wyborczą Prawa i Sprawiedliwości. Nie wiem, skąd wziął pewność, że miliony obywateli – na których unisono powołują się prezydent i politycy PiS – chciało właśnie takiego scenariusza.

Nie łudźmy się, że chodzi o niższe koszty organizacji referendum przy okazji głosowania na posłów i senatorów. Sędziowie Państwowej Komisji Wyborczej prosili, apelowali, by nie łączyć kampanii referendalnej i wyborczej – bo one dotyczą przecież różnych spraw. Na próżno.

I to by było na tyle w kwestii ponadpartyjności prezydenta Dudy.

*dr Konrad Niklewicz – dyrektor zarządzający Instytutu Obywatelskiego

Sfinansowane przez Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP.