Newsletter

Nowe życie pałacu

Elżbieta Sawicka, 18.08.2015
Widząc jak wypiękniała ich rodowa posiadłość w Rogalinie, dwie panie Raczyńskie zalały się łzami

Parę tygodni temu pałac Raczyńskich w Rogalinie, jeden z najpiękniejszych polskich zabytków, wraz z parkiem został udostępniony zwiedzającym. Jego rekonstruowanie za unijne fundusze trwało kilka lat.

Fasada pałacu w Rogalinie. Fot. Elżbieta Sawicka

Panowie na Rogalinie

Po raz pierwszy zobaczyłam tę posiadłość dopiero tego lata. Barokowo-klasycystyczny pałac z ogromnym podjazdem, stajnie, powozownia i galeria malarstwa, starannie przystrzyżony park francuski, płynnie przechodzący w park krajobrazowy ze słynnymi dębami…

Byłam pod wrażeniem.

Rodową siedzibę wzniósł w latach 70. XVIII wieku Kazimierz Raczyński, marszałek koronny na dworze króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Pozostawała w posiadaniu tej zasłużonej wielkopolskiej rodziny do roku 1939. Ostatnim panem na Rogalinie był Roger Adam  Raczyński, w latach 1929-1934 wojewoda poznański, a od 1938 roku ambasador RP w Rumunii. Redaktor Jerzy Giedroyć, którego nikt nie mógłby nazwać człowiekiem wylewnym, wspominał go zawsze z czułością i wzruszeniem. Przyjaźnili się i rozumieli w pół słowa – przed wojną Raczyński był szefem Giedroycia w Ministerstwie Rolnictwa. We wrześniu 1939 roku przyszły redaktor „Kultury” został w Bukareszcie sekretarzem ambasadora Raczyńskiego. Gdyby nie przedwczesna śmierć w Atenach w 1945 roku, stałby się pewnie Roger Raczyński kimś w rodzaju ministra spraw zagranicznych w Maisons-Laffitte. Tym bardziej że jego brat, Edward Bernard Raczyński (1891-1993), dyplomata, polityk i pisarz, był w latach 1979-1986 prezydentem RP na uchodźstwie.

Pałac ziejący pustką

Podczas II wojny światowej Niemcy urządzili w pałacu szkołę Hitlerjugend. Wtedy to m.in. zniknęło bez śladu całe wyposażenie wspaniałej  biblioteki, która powstała w pałacu pod koniec XIX wieku z inicjatywy Edwarda Aleksandra Raczyńskiego (1847-1926) i jego żony Róży z Potockich. Meble i dzieła sztuki znikały też w okresie tużpowojennym, gdy Rogalin był niszczony i plądrowany. Służył jako ośrodek kolonijny i szkoła, aż w roku 1949 roku stał się oddziałem Muzeum Wielkopolskiego, by rok później zostać przyłączonym do Muzeum Narodowego w Poznaniu.

Perła w koronie Rogalina - pieczołowicie zrekonstruowana biblioteka. Fot. Elżbieta Sawicka

Perła w koronie Rogalina – pieczołowicie zrekonstruowana biblioteka. Fot. Elżbieta Sawicka

Budynek zachował się w niezłym stanie, lecz z komnat zniknęły wszelkie ślady życia.
–  To było przedsięwzięcie o nieprawdopodobnym rozmachu; pałac stał zupełnie pusty! – opowiadała dziennikarzom Joanna Nowak, szefowa Zespołu Pałacowo-Parkowego w Rogalinie. –  Na podstawie zbieranego latami materiału archiwalnego, którym dysponowaliśmy, fotografii, rozmów z mieszkańcami, służbą pałacową, literatury wspomnieniowej, zrekonstruowaliśmy tkaniny ścienne, które zniknęły, wiele mebli, elementów oświetlenia, XIX-wieczne piece, które zostały rozebrane, częściowo po wojnie.

Dom kilku pokoleń

Konserwatorzy mieli szczęście, że pan Piotr Karalus, który jako szesnastolatek należał przed wojną do pałacowej służby, pracował w kuchni i pastował podłogi, dożył czasu rekonstrukcji. Bo dobrze zapamiętał, jak wyglądały i gdzie były zamawiane żeliwne grzejniki, był też w stanie odtworzyć wzory posadzek oraz kolory kafli.

Wnętrza zrekonstruowano z pietyzmem. Nowe życie zyskało ponad 300 zabytkowych przedmiotów: mebli, pieców, lamp, obrazów, żyrandoli, toteż wędrówka przez kolejne salony (herbowy, gobelinowy, amorków), gabinety, sypialnie, jadalnię, palarnię, zbrojownię czy spartańsko urządzony pokój majordomusa jest ciekawą wyprawą w przeszłość. Biurko z przyborami do pisania, otwarta książka, portrety dzieci namalowane przez Malczewskiego,  kołyska, stół bilardowy, a nawet nocnik pod antycznym łożem przypominają, że pałac był przede wszystkim domem – wychowywały się tu całe pokolenia.
–  Chcieliśmy pokazać dom Raczyńskich takim, jakim pozostawili go w 1939 roku – mówiła Joanna Nowak.

Salon herbowy, zwany błękitnym. Fot. Elżbieta Sawicka

Salon herbowy, zwany błękitnym. Fot. Elżbieta Sawicka

Szczególne wyzwanie stanowiła rekonstrukcja biblioteki. Bogaty księgozbiór, złożony głównie z dzieł o sztuce, zaginął bezpowrotnie w niejasnych okolicznościach, ale dębowe szafy ze snycerską dekoracją, ozdobna balustrada galeryjki piętra i kręcone schody prezentują się imponująco. Podobnie jak kominek i wielki biały piec.
Tylko ta pustka w oszklonych szafach…
– To perła w koronie Rogalina, najpiękniejsze wnętrze pałacu – mówiła Agnieszka Lewandowska, główna konserwatorka Muzeum Narodowego w Poznaniu. –  Dwie panie Raczyńskie, które nas odwiedziły, po zobaczeniu tych wnętrz po prostu się rozpłakały. Dla nich to był po części powrót do domu. Staraliśmy się dać im takie wrażenie.

Biegun racjonalności

Wycieczka do Rogalina to spotkanie z Wielkopolską, choć przede wszystkim z tradycją wielkopolskiego ziemiaństwa. O Raczyńskich pisano, że umiejętnie pomnażali własny majątek, ale dbali też o dobro wspólne. W potrzebie stawali z bronią w ręku albo wspierali walczących o wolność kraju. Byli gospodarni i przezorni, wielu z nich odznaczało się talentami dyplomatycznymi. Doceniali wagę nauki i kultury, byli mecenasami artystów, a ich pasje kolekcjonerskie stawały się zalążkiem cennych książnic czy zbiorów sztuki dostępnych publicznie.

Wszystko to zapewne miał na myśli prezydent Bronisław Komorowski stwierdzając podczas uroczystego otwarcia pałacu, że „Wielkopolska to znakomity biegun racjonalności, pracowitości i przekonania, że dobro ojczyzny wykuwa się w codziennej pracy. Często takiej z pokolenia na pokolenie, tak jak tu, w Rogalinie”.

Pałac w Rogalinie, widok od strony parku. Fot. Elżbieta Sawicka

Pałac w Rogalinie, widok od strony parku. Fot. Elżbieta Sawicka

Dobry smak i elegancja, owszem. Ale bez zbędnego przepychu, bez ostentacji – oto co przychodzi na myśl przy zwiedzaniu pałacowych komnat. Wnętrza mieszczą wiele stylowych mebli, wytwornych bibelotów i cennych dzieł sztuki. W jadalni na przykład stoją gdańskie szafy z biało-niebieskimi wazami z Delft, jest zastawa obiadowa z miśnieńskiej porcelany, srebra z herbem Nałęcz. W zbrojowni – model trójmasztowego żaglowca z XVII wieku, stół bilardowy, a na nim majolika z Nieborowa.  Z wytwórni księcia Radziwiłła w Nieborowie pochodzi też piękny piec kaflowy w sypialni Róży, na kaflach wymalowano sceny z bajek La Fontaine’a. Kołyska paradna… Mali Raczyńscy, Roger i Edward Bernard, sportretowani w marynarskich ubrankach przez Jacka Malczewskiego… Galeria zachwycających przedmiotów.

Jednak nawet te najcenniejsze to tylko rzeczy. Warto pomyśleć o ludziach, o mieszkańcach tego domu.

Awantura o polskość

Jednym z najsłynniejszych przedstawicieli rodu był Edward Raczyński (1786-1845), kapitan w armii Napoleona, poseł na sejm Księstwa Warszawskiego i Wielkiego Księstwa Poznańskiego, dziedziczny hrabia pruski, działacz społeczny, wydawca, podróżnik, archeolog, po trosze wynalazca (bez powodzenia próbował skonstruować szybowiec z trzciny). Ekscentryk. Głośny także z powodu spektakularnego samobójstwa – zabił się wystrzałem w głowę  z armaty wiwatówki. W znanym serialu historycznym „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”, przedstawiającym walkę Polaków z germanizacją w Wielkopolsce, hrabiego Edwarda zagrał Mieczysław Voit, zaś słynnego lekarza społecznika Karola Marcinkowskiego – Mariusz Benoit.

Doktor Marcinkowski, postać w Wielkopolsce niezwykle szanowana, w liście do swojej ukochanej, Emilii Szczanieckiej, opisał spotkanie z Edwardem Raczyńskim na wyspie w Zaniemyślu jesienią 1825 roku. Pojechał tam leczyć leżącego w gorączce hrabiego, który wpadł do zimnej wody podczas jednej ze swoich słynnych „bitew morskich”, organizowanych na jeziorze Zaniemyskim. Doszło wówczas do gwałtownej sprzeczki między lekarzem i pacjentem. Trzy lata wcześniej władze pruskie skazały studenta medycyny Karola Marcinkowskiego na więzienie za udział w tajnej organizacji „Polonia”. Karę odbył w twierdzy Wisłoujście. W Wilnie szeptano o procesie filomatów, w Poznaniu – o młodzieży z „Polonii”.

Hrabia Edward Raczyński (1786-1845), fundator Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu

Hrabia Edward Raczyński (1786-1845), fundator Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu

 

Hrabia Raczyński, sam dawny żołnierz napoleoński, uznał za stosowne  skrytykować konspiracyjne zajęcia młodego medyka: „Trzeba budować polskość, a nie wyniszczać ją bezmyślnymi zrywami, co młodych ludzi wiodą prosto do więzień”. Lekarz odpowiedział na to bardzo ostro, więc hrabia zamachnął się, aby go uderzyć. Nie zdążył – Marcinkowski wybiegł z pokoju trzaskając drzwiami.

Każdy ma swoją Polskę

Ale na dworze nieco ochłonął. Jako lekarz wyrzucał sobie, że zdenerwował chorego: „Raczyński krzyknął na mnie nie jako hrabia, jeno jako pacjent. Będąc chorym, ma prawo do fochów i niestateczności. A lekarz musi być cierpliwy”. Wiedział też, że Raczyński, choć porywczy i himeryczny, jest postacią wybitną. W liście do Emilii wystawił mu więc prawdziwy pomnik: „Doprawdy, ten człowiek przyczynił się – jak wiesz – do umocnienia polskości. Uczestniczył w zatrudnieniach parlamentarnych i tam bronił narodowych spraw. Podjął się wznieść w katedrze poznańskiej pomnik pierwszych królów polskich. Zaczął budowę wspaniałej biblioteki, w której zamierza udostępnić powszechnemu używaniu księgozbiór odziedziczony po dziadu swoim i pomnażać go własnym sumptem. Zaiste, jest tak, jako kiedyś powiedział: że pragnie uczynić Poznań polskimi Atenami. Gromadzi nie księgo jeno, bo i stare pisma, mapy, dzieła sztuki, rękopisy i broń starożytną. Zaczął takie stare rękopisy wydawać drukiem, słusznie tusząc, iż są pamiątkami narodowymi. Wydał takoż swoje wspomnienia z podróży, odbytych poza granice kraju, a zasię „Wspomnienia Wielkopolski” zawierające szkice o  rodzinnym kraju i jego miastach. A żyje przy tym ponoć skromnie, niemal jako asceta, ze swych wielkich profitów najmniej wydając na siebie”.

Konflikt dumnego lekarza z nie mniej dumnym, a do tego wielmożnym pacjentem został wkrótce zażegnany, bo jak to ujął Marcinkowski w liście do ukochanej: „Każdy z nas ma swoją własną Polskę, każdy po swojemu jej służy. Nie należy z tego powodu skakać sobie do oczu”.

Pięknie powiedziane. Prawdziwie po wielkopolsku.

*Elżbieta Sawicka – dziennikarka, była szefowa działu kultury w „Rzeczpospolitej” oraz redaktor dodatków „Plus Minus” i „Rzecz o Książkach”. Stale współpracuje z miesięcznikiem „Nowaja Polsza”. Wchodzi w skład jury nagrody za reportaż literacki im. Ryszarda Kapuścinskiego.