Newsletter

Miasta potrzebują drzew

Przemysław Filar, 07.08.2015
Istnieje w Polsce przepis, wedle którego podczas przebudowy drogi drzewo można zasadzić trzy metry od krawędzi jezdni. Niestety dotyczy on zarówno deptaku na starówce, jak i obwodnicy

Enrique Peñalosa, były burmistrz kolumbijskiej Bogoty, tak wyłuszczył motywy, jakie przyświecały mu, gdy zmieniał swe miasto: „Chcieliśmy zbudować miasto nie dla biznesu i samochodów, ale dla dzieci. Zamiast konstruować nowe wielopasmówki, ograniczyliśmy ruch samochodowy”. I dalej: „zainwestowaliśmy w dobrej jakości chodniki, piesze pasaże, parki, drogi dla rowerów, biblioteki. Zlikwidowaliśmy tysiące billboardów reklamowych i posadziliśmy drzewa. Jedynym celem naszych codziennych wysiłków było szczęście”.

Ulica w centrum Berlina. Fot. Philippe Amiot, flickr.com, CC BY 2.0, remix

O tym, że słowa Peñalosy warto wziąć sobie do serca, łatwo przekonać się latem w polskich miastach. Kiedy żar leje się z nieba, nasze ulice zamierają. Tymczasem wielu przechodniów wybiera trotuary zamiast plaż, ale w Paryżu, Barcelonie czy Berlinie. Co sprawia, że tamte miasta, poza zabytkami, zachęcają do spędzania w nich wolnego czasu? I to nawet wtedy, gdy jest tak gorąco, że w pierwszym odruchu myślimy o kąpieli na plaży? Odpowiedzi może być wiele. Jedna jest prosta i oczywista – drzewa na chodnikach. Wspaniałe aleje tych miast są tym, co je odróżnia od polskich.

W XIX wieku miasta europejskie często rozbudowywały się niezwykle chaotycznie. Jednak już wtedy niektóre z nich zaplanowano tak, aby wraz z budową nowych dzielnic na ulicach pojawiły się szpalery drzew. Chyba najważniejszym przykładem jest stolica Francji, z jej systemem bulwarów. Przebito je poprzez istniejącą tkankę, którą dziś uznano by za zabytkową, jednak wtedy uchodziła ona za slumsy. Bez względu na to, co myślimy o tym ogromnym planie przebudowy miasta, pozwolił on na wytyczenie wspaniałych alei. Również dziś zapewniają możliwość długich spacerów.

Warto zauważyć, że wcześniejsze wąskie zaułki utrudniały poruszanie się nie tylko wojsku, które miało pacyfikować zamieszki, jak na poły mitycznie uzasadnia się plan Haussmanna. Przeszkadzały także codziennym przechodniom. Aby przejść do sklepu czy pracy mieszkańcy kluczyli między kamienicami, jak dziś turyści w Wenecji. Paryską zmianę postawiono za wzór całej Europie i kolejne miasta rozbudowywano poprzez wytyczanie jasnego układu ulic i placów wraz z zielenią.

Większość polskich miast niewiele różni się od swych odpowiedników na Zachodzie. Ci, którzy krytykują wygląd Warszawy nie widzieli zapewne Rotterdamu, zburzonego jako jedno z pierwszych miast podczas II Wojny Światowej i odbudowanego wyłącznie za pomocą bloków. Również Glasgow, niegdyś jeden z największych ośrodków przemysłowych Korony Brytyjskiej, a więc i bogata metropolia, została zniszczona przez szalonych modernistów. Polscy urbaniści uczyli się w tych samych uczelniach, co ich koledzy z Niemiec czy Francji. Wielu obcokrajowców projektowało nasze miasta. Nawet dziś Wrocław, Legnica czy Szczecin grają w filmach Rotterdam, Berlin i Lipsk. Jednak u nas drzewa bezpowrotnie znikają, choć nawet w tych supernowoczesnych ośrodkach na zachodzie wróciły do łask. Co jest tego przyczyną? Dlaczego na nowych osiedlach Krakowa nie ma tylu drzew, jak na przykład w Antwerpii?

Czynników jest sporo, choćby solenie ulic, brak dbania o zdrowie drzewostanu, np. przez usuwanie jemioły. Często drzewa wycinano pod poszerzanie dróg, budowę parkingów czy tak po prostu, bo „komuś przeszkadzały”. Jednak obecnie, gdy ekologia jest na ustach wszystkich, a mieszkańcy tak bardzo domagają się cienia i zieleni, nie jest łatwo je zasadzić tam, gdzie najbardziej ich potrzeba. Czyli na zwykłych śródmiejskich ulicach, a nie w parkach na obrzeżach. Dlaczego?

Berlin, fot. Tom Močička, flickr.com, CC BY-NC-ND 2.0

Berlin, fot. Tom Močička, flickr.com, CC BY-NC-ND 2.0

 

Otóż poza brakiem kompleksowej strategii rozwoju zieleni w miastach, co pozwoliłoby na tworzenie parków, skwerów itp. jest jeszcze coś… istnieje przepis, wedle którego podczas przebudowy drogi drzewo można zasadzić… trzy metry od krawędzi jezdni! Teoretycznie jest to właściwe, ponieważ korzenie nie powinny znajdować się pod jezdnią, by nie wybrzuszać asfaltu. Ich zasięg można oszacować na zbliżony do korony. Jednak drogowcy uprościli sobie życie, zapisując średnie trzy metry od pnia, bez względu na gatunek i klasę drogi. Zapis ten dotyczy więc zarówno deptaku na starówce, jak i obwodnicy!

Jedyny ratunek dla sadzenia nowych roślin to naciąganie przepisów poprzez „dosadzanie” w miejscu obumarłych okazów, w ciągu istniejącego szpaleru. To zdecydowanie za mało, a nie ma sensu tłumaczyć, jak wiele dobrego drzewa dają miastu i jego mieszkańcom.

Niektórzy przedstawiają argumenty przeciw, takie jak choćby wypadki. Jednak, po pierwsze, drzewa już rosną przy wielu ulicach. Po drugie zaś, zmuszają do zdjęcia nogi z gazu, czego dowiodło wiele badań, a co jest bardzo istotne szczególnie w mieście i na szerokich trasach, na których zbyt często przekracza się prędkość. Nie bez powodu coraz częściej na miejskich wielopasmówkach wytycza się pasy rowerowe, zwężając przestrzeń dla aut z powszechnych u nas 3,5 metrowych, czyli takich jak na drogach ekspresowych (sic!).

Dla kontrastu, holenderskie wytyczne mówią wprost, że ulica ma się sama „tłumaczyć”. Czyli: ma wyglądać na swoją klasę. Jeśli jest drogą dojazdową, powinna być wąska i przyjazna dla pieszych. Jeśli jest obwodnicą, wówczas pozwala rozwinąć wyższą prędkość. Nigdy odwrotnie!

Przepis o trzech metrach można zmienić tym bardziej, że jest wiele gatunków drzew, które potrzebują mniej miejsca by się rozwinąć. W Wielkiej Brytanii stosowane są środki umożliwiające ochronę nawierzchni przed niszczeniem przez układ korzeniowy. Przykładowo kładzie się specjalną rurę na pół metra w głąb, dzięki czemu dopiero tam korzeń rozwija się na boki. Rozwiązań jest mnóstwo, wystarczy wybrać odpowiednie.

Dziś nasze ulice są całkowicie zawłaszczone przez auta. Nie odróżniamy ich od jezdni. Czas, aby piesi znaleźli na nich przyjazne dla siebie miejsce. A miejska zieleń, w tym drzewa, to najlepszy symbol dobrej zmiany.

*Przemysław Filar – prezes i założyciel Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia