Newsletter

Innowacje w powijakach

Jan Gmurczyk, 28.05.2015
Którędy wiedzie droga do klubu najnowocześniejszych państw świata?

Polska znajduje się aktualnie na 24. miejscu pod względem innowacyjności wśród wszystkich 28 państw członkowskich Unii Europejskiej. Tak wynika z raportu pt. „Innovation Union Scoreboard 2015”, który Komisja Europejska opublikowała na początku maja. W porównaniu z zeszłoroczną edycją rankingu nasz kraj awansował o jedną pozycję, ale wciąż daleko mu do średniej unijnej, o europejskich liderach innowacyjności nie wspominając.

Fot. http://nos.twnsnd.co

Decyzja biznesowa

Niestety, od lat sytuacja wygląda podobnie. Polska pozostaje krajem niskiej innowacyjności, co ma wydźwięk nie tylko prestiżowy, ale przede wszystkim cywilizacyjny. Bez dużego portfolio autorskich produktów, marek i technologii nasza gospodarka nie osiągnie takiej wydajności, by płace polskich pracowników mogły zbliżyć się do poziomu zachodniego. Mało tego, niska innowacyjność nie ułatwia ani przygotowań do przyjęcia euro, ani udźwignięcia skutków zmian demograficznych.

W tej sytuacji wniosek może być tylko jeden: Polska musi stać się bardziej innowacyjna, o czym zresztą do znudzenia słyszymy w debacie publicznej. Sęk w tym, że innowacyjność jest kwestią pewnej dojrzałości systemowej i nie da się jej ot tak, zadekretować. W tym kierunku potrzeba licznych reform, a także pewnej harmonizacji rzeczywistości społeczno-ekonomicznej.

Co więcej, w Polsce innowacyjności muszą mocniej zapragnąć nie tyle ekonomiści, politycy czy urzędnicy, lecz przede wszystkim przedsiębiorcy. Ten wątek często zdaje się umykać, a tymczasem w ogólnym przypadku bodźce rynkowe do rozwoju nowych technologii nie są nad Wisłą zbyt silne. Powiedzmy sobie bowiem uczciwie, że osiągnięcie przyzwoitego zysku w polskich realiach nie wymaga skomplikowanego przepisu na biznes. Wystarczy kupić gotową linię montażową i wejść w rolę poddostawcy jakiejś większej firmy. Jako kraj środkowoeuropejski Polska ma dogodne położenie logistyczne, a ponadto polskie płace nadal są kilkukrotnie niższe niż w sąsiednich Niemczech, co umożliwia produkcję po stosunkowo niskich kosztach.

Jakkolwiek zabrzmi to boleśnie dla naszych ambicji rozwojowych, w wielu przypadkach unikanie innowacyjności jest dziś w naszym kraju racjonalną decyzją biznesową. Miło być innowatorem, ale koniec końców w grze rynkowej liczą się koszty i zyski. Firmę zakłada się po to, by zarabiać, natomiast działalność innowacyjna wymaga zazwyczaj długotrwałych i kapitałochłonnych inwestycji, które nie zawsze zapewniają zwrot. Dopóki zysk można zbić prościej i taniej, bazując na przykład na niskich kosztach pracy, to po co wchodzić na bardziej wymagający poziom i rozwijać nowe technologie?

Przypomnijmy w tym miejscu, co w 2013 roku mówił prof. Jacek Kossut w wywiadzie dla Instytutu Obywatelskiego: „Jeśli szukanie nowych rozwiązań ma się opłacać, to trzeba w to włożyć niewiarygodnie dużo roboty. Pomysł muszą wziąć w swoje ręce porządni inżynierowie, a następnie stworzyć projekt i przetestować go – czasem tysiące razy, gdyż klienci potrafią być naprawdę wymagający.”

Oczywiście, innowacyjne firmy w Polsce powstają i działają, ale mówimy tu raczej o zjawisku wyspowym. Według danych Eurostatu odsetek innowacyjnych przedsiębiorstw wśród wszystkich firm zatrudniających minimum dziesięciu pracowników wyniósł w 2012 roku w Polsce 23,0 proc. Dla porównania, analogiczny wskaźnik dla Węgier osiągnął 32,5 proc., Słowacji – 34,0 proc., Czech – 43,9 proc., a Niemiec – 66,9 proc. Średnia unijna ukształtowała się na poziomie 48,9 proc.

Z innych danych Eurostatu wynika, że w 2013 roku nakłady sektora prywatnych przedsiębiorstw na działalność badawczo-rozwojową w Polsce sięgnęły 0,38 proc. PKB. W tym samym roku analogiczny wskaźnik wyniósł w Czechach 1,03 proc. PKB, a w Niemczech 1,91 proc. PKB.

Którędy do innowacyjności?

Zważywszy obecną sytuację, można pokusić się o nieco upraszczające stwierdzenie, że polska gospodarka uwikłana jest w błędne koło. Niska innowacyjność ogranicza płace, zaś niskie płace ograniczają innowacyjność. Jeśli dodamy do tego jeszcze różne inne problemy, które obserwujemy w naszym kraju, na przykład deficyt kapitału społecznego, odtwórczy model kształcenia w szkołach, niewielką pulę oszczędności czy niezbyt rozwiniętą współpracę na linii nauka-biznes, to nie powinniśmy się dziwić słabej pozycji Polski w międzynarodowych rankingach innowacyjności.

W tym miejscu docieramy do pytania o zasadniczym charakterze. Którędy wiedzie droga do klubu najnowocześniejszych państw świata? Czy rozwój innowacyjności nastąpi w naszym kraju naturalnie wraz z upływem czasu i postępującym wzrostem wynagrodzeń, czy też przecięcie wspomnianego błędnego koła wymaga interwencji ze strony państwa?

Jak to zwykle bywa w przypadku podobnych dylematów, ciężko o jednoznaczną odpowiedź. Do innowacyjności z pewnością musi bardziej przekonać się sektor prywatny, lecz rola państwa także wydaje się bardzo istotna. Zdanie się tylko na siły rynkowe nie daje gwarancji awansu cywilizacyjnego. Można sobie bowiem wyobrazić na przykład scenariusz, w którym kołowrót niskich płac i niskiej innowacyjności się reprodukuje, a pozycja naszego kraju w międzynarodowym podziale pracy ulega petryfikacji. W tym scenariuszu Polska nadal absorbowałaby zagraniczne technologie, dzięki czemu rozwój postępowałby naprzód, ale zawsze o kilka kroków za liderami innowacyjności, którzy spijają śmietankę postępu w postaci najwyższych płac.

Stąd też państwo powinno animować proces rozwoju. Nie chodzi tu jednak o zastępowanie rynku poprzez budowanie fabryk czy odgórne typowanie określonych ścieżek specjalizacji technologicznej, lecz o tworzenie takiego otoczenia, które sprzyja innowacyjności lub wręcz do niech zachęca.

W tym miejscu warto podkreślić, że polskie państwo zdaje się już od pewnego czasu podążać właśnie tą ścieżką. Owszem, wiele problemów wciąż czeka na rozwiązanie, ale na pewno nie jest tak, jak to nieraz możemy usłyszeć, że na rzecz budowy innowacyjnej gospodarki nic się w Polsce nie dzieje.

Przede wszystkim w ostatnich latach wprowadzono wiele zmian, które ułatwiły w naszym kraju prowadzenie przedsiębiorstw. To o tyle ważne, że – podkreślmy raz jeszcze – to głównie sektor prywatny wdraża do gospodarki nowe pomysły i technologie. Sprzyjające otoczenie instytucjonalne dla biznesu jest centralnym filarem każdej innowacyjnej gospodarki.

O jakich zmianach mowa? By podać tylko garść przykładów, ułatwiono zakładanie firm, w tym spółek. Umożliwiono przedsiębiorcom załatwianie wielu spraw urzędowych przez Internet. Wprowadzono prawo składania w urzędach oświadczeń zamiast uciążliwych zaświadczeń. Rozszerzono krąg przedsiębiorstw, które mogą korzystać z uproszczonej księgowości. Przyjęto rozwiązania ograniczające kontrole. Skrócono trzykrotnie podstawowy termin zwrotu podatku VAT.

Ogólnie rzecz biorąc, poprawa jakości otoczenia dla biznesu znalazła odbicie w wyraźnym awansie naszego kraju w zestawieniach międzynarodowych. Dość zauważyć, że pod względem wysokości wskaźnika mierzącego bariery dla przedsiębiorczości (ang. Barriers to entrepreneurship) OECD Polska była w 2008 roku porównywalna z Grecją i Meksykiem, natomiast w 2013 roku zanotowała lepszy wynik niż takie kraje jak Francja, Niemcy czy Norwegia.

Zręby innowacyjności

Oprócz działań na rzecz poprawy warunków do prowadzenia biznesu, w Polsce podjęto także w ostatnich latach szereg działań już bezpośrednio związanych z pobudzaniem innowacyjności. Przykładowo, rozwinięto takie instytucje jak Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które pomagają łączyć świat nauki i sferę biznesu. Zmieniono przepisy dotyczące szkolnictwa wyższego tak, by stworzyć bardziej sprzyjające ramy prawne dla kształcenia ustawicznego i komercjalizacji wyników badań naukowych. Uruchomiono portal innowacje.gov.pl, który ułatwia przedsiębiorcom dostęp do informacji o wypracowanych w Polsce technologiach. Z wykorzystaniem funduszy europejskich wdrożono mechanizmy finansowego wsparcia przedsiębiorców z innowacyjnymi pomysłami na biznes.

Na tym jednak nie koniec. Z myślą o unowocześnieniu polskiej gospodarki cały czas pojawiają się kolejne pomysły czy inicjatywy. Wspomnijmy choćby o prezydenckim projekcie ustawy na rzecz wsparcia innowacyjności, który wpłynął do Sejmu w marcu 2015 roku i który zakłada między innymi zmniejszenie obciążeń podatkowych dla firm podejmujących działalność innowacyjną. Jeśli ten projekt wejdzie w życie, pomoże zwiększyć tak bardzo potrzebne w polskiej gospodarce bodźce rynkowe do poszukiwania i komercjalizacji nowych technologii.

Warto także odnotować, że w ostatnich latach nastąpił w Polsce rozwój klastrów i parków technologicznych, które są typowym elementem krajobrazu innowacyjnej gospodarki. Na uwagę zasługują takie projekty jak choćby Centrum Zaawansowanych Materiałów i Technologii (CEZAMAT) w Warszawie, które powstaje za sprawą konsorcjum dziewięciu stołecznych instytucji naukowych.

W tym miejscu ktoś mógłby jednak spytać, że skoro tak wiele na rzecz budowy innowacyjnej gospodarki w Polsce się dzieje, to czemu nadal wypadamy tak słabo w międzynarodowych rankingach? To złożona kwestia, ale wydaje się, że proces modernizacji wymaga po prostu czasu.

Państwa zachodnie na swoją pozycję pracowały przez pokolenia, podczas gdy Polska na razie znajduje się na etapie tworzenia fundamentów pod rozwój innowacyjności. Te fundamenty być może są niewidoczne, ale na pewno nieodzowne. Budujemy drogi i laboratoria, usuwamy biurokratyczne kłody spod nóg przedsiębiorców, nowelizujemy prawo tak, by szerzej uwolnić potencjał naukowców. Na owoce podobnych zmian zapewne jeszcze poczekamy, ale istnieje szansa, że wraz z upływem lat znajdą one w końcu przełożenie na płace i wzrost PKB, jak również pozycję Polski na mapie innowacyjności w Unii Europejskiej.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego.