Newsletter

W stronę konserwatyzmu

Olgierd Annusewicz, 02.04.2015
Z czasem poglądy warszawiaków będą coraz mniej liberalne

Z czasem poglądy warszawiaków będą coraz mniej liberalne

Teza o dychotomicznym podziale województwa mazowieckiego jest oczywista – Warszawa i położone wokół stolicy gminy stanowią tkankę zarówno społeczną, gospodarczą, jak i polityczną odrębną wobec pozostałych miast i gmin. Im dalej od epicentrum polskiej gospodarki i polityki, tym biedniej i tym bardziej skostniale, jeśli rozpatrywać rzecz w kategoriach nowych ruchów, myśli i programów politycznych. Ma to swój efekt w postaci wyników wyborów, przede wszystkim samorządowych, ale nie tylko.

Obecna mozaika polityczna jest także inna w Warszawie i w pozostałych zakątkach Mazowsza.

Warszawa to arena najważniejszych sporów politycznych, siedziba parlamentu, prezydenta, rządu, większości urzędów centralnych. Na dodatek jest ona punktem, z którego na całą Polskę nadaje większość mediów, w tym wszystkie kluczowe stacje telewizyjne; tutaj swoje redakcje ma większość liczących się gazet i tygodników opinii. W Warszawie znajdują się dwa uniwersytety, Politechnika, Szkoła Główna Handlowa oraz szereg innych publicznych i prywatnych uczelni wyższych.

Warto też zauważyć, że ta część warszawiaków, która angażuje się w politykę, jest bardzo nowocześnie „zorganizowana i wyposażona”. Dostęp do informacji politycznej jest tu najłatwiejszy, także dzięki łatwo dostępnemu i stosunkowo taniemu szybkiemu internetowi, który powoduje, że mieszkańcy miasta aktywnie korzystają kanałów i wszelkich form aktywności politycznej. Oczywiście, powyższe stwierdzenie jest prawdziwe (aktywność polityczna obywateli polskich jest generalnie słaba, o czym świadczą m.in. niskie frekwencje wyborcze czy rozpoznawalność partii, polityków i znajomość ich programów), jeśli zestawić codzienną aktywność polityczną warszawiaków z mieszkańcami mniej zamożnych, ale przede wszystkim żyjących w innym rytmie powiatów.

Status quo nie do utrzymania

Pytanie, które należy zadać, brzmi jednak: czy ta sytuacja zmieni się? Czy zmienią się poglądy polityczne znajdujące swoje odzwierciedlenie w wynikach wyborów w obwodowych komisjach wyborczych Warszawy i najbliższych okolic? Czy inne rejony województwa pozostaną w dużej mierze konserwatywne, a wójtowie i burmistrzowie zostaną w 2018 roku wybrani na swoje czwarte i piąte kadencje?

Wydaje się, że takie status quo się nie utrzyma, a odpowiedzialne za tę zmianę (która wykraczać będzie poza zwykłe stwierdzenie, że wszystko się zmienia) będą przede wszystkim dwa rodzaje procesów – migracyjne i infrastrukturalne. Dla jasności wywodu należy zaznaczyć, iż na potrzebę niniejszego tekstu przyjęto nieco upraszczający rzeczywistość paradygmat, że w dużych miasta, jak Warszawa, obecnie dominują wyborcy o poglądach liberalnych lub socjaldemokratycznych, zaś na mazowieckiej (i nie tylko) prowincji dużo bardziej popularne są poglądy konserwatywne.

Należy się spodziewać, że niezależnie od tempa rozwoju gospodarczego i sytuacji w światowej ekonomii, Warszawa w dalszym ciągu przyciągać będzie migrantów z całej Polski. Głównie jednak będą to mieszkańcy mniejszych miejscowości, mniej zamożnych rejonów kraju (zapewne Podlasia, Podkarpacia, Lubelszczyzny), dla których wyjazd do stolicy będzie szansą na zdobycie pracy czy kontynuację nauki (warto zaznaczyć, że przez najbliższe lata, ze względu na niż demograficzny, dostępność bezpłatnych kierunków studiów na publicznych renomowanych uczelniach będzie większa niż w latach ubiegłych).

Oczywiście, część z nich „zasymiluje” się politycznie z Warszawą i z radością przyjmie quasi-liberalne poglądy na kwestie światopoglądowe czy gospodarcze. Jednak twierdzę, że im większa owa imigracja do Warszawy będzie, tym bardziej „średnia” poglądów mieszkańców miasta przesunie się ku prawej, konserwatywnej stronie. Ludność napływowa będzie bowiem raczej pozostawać przy swoich, wyniesionych z domów, tradycyjnych systemach wartości.

Skutki odwrotnej migracji

Dwa kolejne zjawiska o charakterze ekonomicznym i infrastrukturalnym to wzrost cen mieszkań w Warszawie oraz rozbudowa siatki połączeń transportu publicznego i kolejne inwestycje drogowe poprawiające dojazd do Warszawy z bardziej odległych miejsc województwa. Na tym tle będzie można zaobserwować migrację w kierunku odwrotnym – młodzi warszawiacy, mając do wyboru za tę samą cenę mieszkania liczące 40 metrów kwadratowych w „starej” Warszawie lub 70 metrów w okalających ją gminach, zapewne zdecydują się na te większe. Zwłaszcza że dojazd do pracy w mieście będzie dużo prostszy i szybszy niż obecnie.

Można też sobie wyobrazić, że część mieszkańców na starość będzie sprzedawać wartościowe mieszkania w „centrum” (w percepcji mieszkańców będzie ono dużo szersze niż obecnie) i przenosić się pod miasto, a uzyskane dzięki różnicy cen pieniądze przeznaczać na uzupełnienie dochodów z emerytur.

Konsekwencją tej „odwrotnej migracji” będzie z jednej strony wzrost gospodarczy w gminach do tej pory uznawanych za biedne, a z drugiej dezintegracja dotychczasowych lokalnych systemów partyjnych i układów politycznych. Już podczas kampanii przed ostatnimi wyborami do samorządu terytorialnego można było zaobserwować powstanie nowych, bardzo aktywnych lokalnych ruchów politycznych, złożonych głównie z przybyszów (zarówno reemigrujących warszawiaków, jak i tych, którzy z powodów ekonomicznych za miejsce migracji mieszkaniowej wybrali okolice stolicy). Nowe osiedla budowane w gminach, w których dotąd dominowała rzadka zabudowa, a co się z tym wiąże – niska gęstość zaludnienia, stały się rezerwuarem nowych obywateli danej jednostki, nowych wyborców.

Część z nich wprawdzie nie odczuwa jeszcze związków z nowym miejscem zamieszkania i identyfikuje się ze stronami rodzinnymi, jednak to zapewne z czasem się zmieni. Zresztą już dziś można wskazać miejscowości (np. Radzymin), w których dotychczasowy, często wieloletni, burmistrz czy wójt musiał ustąpić miejsca nowemu, wybranemu w dużej mierze przez owych „nowych”. W trakcie kampanii część dotychczasowych liderów, przeczuwając niebezpieczeństwo, starała się więc dodatkowo mobilizować swój tradycyjny elektorat.

Ciekawe jednak jest też to, że dla utrzymania stanowisk niektórzy postanowili wyjść naprzeciw nowym mieszkańcom i do nich kierowali istotną część swojego programowego wyborczego przesłania – w wielu miejscach prowadzono „karty mieszkańca”, organizowano wydarzenia których celem była integracja starych i nowych społeczności lokalnych, budowano place zabaw czy realizowano inne inwestycje, których beneficjentami stawali się nowi mieszkańcy.

Nowe trendy

Trudno prognozować, jak będzie wyglądała polska scena polityczna za pięć lat. Nie wiadomo, które partie pokonają próg wyborczy na jesieni tego roku. Tym bardziej nie wiadomo, jak kształtować będzie się polityczna układanka na Mazowszu. Jednak na podstawie wyżej zarysowanych przesłanek można spodziewać się następujących trendów/zjawisk:

•    pojawianie się nowych lokalnych ruchów politycznych i próby – często skuteczne – zmiany lokalnych układów politycznych w tych miejscowościach, które będą atrakcyjne pod względem mieszkaniowym;
•    stopniowe słabnięcie partii tradycyjnie dominującej na terenach województwa na rzecz ruchów lokalnych;
•    stopniowa zmiana polityki władz lokalnych i postawienie w centrum zainteresowania nowych wyborców, którzy liczebnie będą przeważali nad autochtonami;
•    umacnianie się ugrupowań o charakterze konserwatywnym w Warszawie.

*Olgierd Annusewicz – absolwent Instytutu Nauk Politycznych UW (2000), doktor nauk humanistycznych (2006). Obecnie pracownik naukowo-dydaktyczny w Zakładzie Socjologii i Psychologii Polityki oraz zastępca dyrektora Ośrodka Analiz Politologicznych UW. Aktywny komentator polskiego życia politycznego